środa, 29 grudnia 2010

Bajka o Rycerzu

Za wcześnie Rycerz w swym pałacu siadł.
I za wcześnie zbroje zeń giermek zdjął.
Gdyż ciągle wróg, z serca siłę mu kradł
A dobro ze złem na jedno mu zmiął.

Więc ruszyć do boju i podnieść rzyć,
Która tłuszczem wygody obeszła,
Musi
Rycerz by znów w wolności żyć.
I by z serca nieprawość odeszła.

By Piękną i Twierdzę uchronić dziś,
Przede własnej prawości upadkiem.
Z prośbą do Króla swą musi już iść,
By na wojnę go wysłał swym statkiem.

O Królu, o Władco, o Ojcze mój!
Tyś mi kiedyś dał serce chłopięce.
Doświadczył je światem, ja sługa Twój.
Ty na nowo je uczyń cielęce.

I na słowa te rozgniewał się Król,
Że nie pojął swej misji ów sługa.
Idź i wracaj do walki, wracaj w bój!
By dorosło Twe serce bez pługa.

Bo zechciałem by mieczem zmężniałe,
Wśród blizn czarnych wciąż czystą krew biło.
I choć cięte nie raz jednak całe,
Drogowskazem dla serc młodych było.

Takimi słowy go Król odprawił,
Lecz zaraz koronę hełm zamienia.
Ubrawszy zbroję Pan się wyprawił,
By Rycerza ponosić brzemienia.

czwartek, 23 grudnia 2010

'Testament'

Ten wiersz jest napisany już dość dawno i
czekał na laptopie na tę publikację.
Czy spodziewam się śmierci?
Tak.
Na razie mam jednak misję
- 'życie', rozwój i 'działanie'.
Gdy ją skończę byłbym zawiedziony,
gdyby Bóg nie zaprosił mnie do siebie
na ucztę emerytalną.
//
Ten wiersz był pisany pod pieśń i wtedy
pierwsza zwrotka wchodziłaby jako refren,
co drugą...
... i byłby nie ukończony
//



"Testament"

Nie malujcie moich zdjęć na czarno biało.
I nie mówcie o mnie w przeszłych czasownikach.
Niech nie szlocha nikt, żem przeżył lat za mało.
Człowiek dalej żyje, chociaż z ziemi znika.

I nie twórzcie próżnych łez na mojej stypie.
Niechaj trumna mego ciała otworem trwa.
Powstrzymajcie kwietny tłum nim grób przysypie.
Nad nim niech królują dwa, skrzyżowane drwa.

Niechaj mózgów waszych nie katują treny.
I niech Boskiej Chwały Wam pieśń w uszach gra.
Niech dowiedzą się rozległe tam tereny.
Że do Nieba płynę dziś jak lodowca kra.

I nie strójcie mnie w ozdobne garnitury.
Niech poprzedzi pogrzeb mój radosna Msza.
Nie wrzucajcie mnie w ciemne piramid mury
Mauzoleów i muzeów nie chcę ja.

I nie smęćcie samych smutnych opowiastek.
Roniąc rzewnie z oczu swe żałobne łzy.
Niech rozbudzi się w Was wiary ten pierwiastek.
Że świat gdzie poszedłem nie jest taki zły.

Niechaj prawdą będę te chwalebne słowa,
Które mówić będziesz chciał przy moim ciele.
Niech radosna będzie jednak Twoja mowa,
I o niebie niech brzmi kazań głos w Kościele.

Niechaj samolubne myśli Was nie zwiodą,
Co by było gdybym pożył klika jeszcze lat,
Niech czyste intencje was powiodą,
Do skończenia moich dzieł – miłości łat.

I nie śmiećcie placów przyszłym pokoleniom,
Bo pomników i popiersi mi nie trzeba.
Wy przekażcie raczej pamięć swym plemieniom,
I moralną wartość dajcie im jak chleba.

środa, 22 grudnia 2010

,

Dziś już dzień wolny.
Ciekawe uczucie, bo nic nie zaplanowałem sobie na ten dzień.

Kiedy szedłem do Tadka jakiś przechodzień zapytał mnie czy jestem może wokalistą metaliki?
To chyba zespół muzyczny, kiedyś mi się obiła ta nazwa o uszy.
Wyprowadziłem gościa z błędu, ale ten ciągnął dalej, czy gram może jednak na gitarze.
Słowa gitara domyśliłem się poprzez gest który wykonał.
Z tego błędu też go wyprowadziłem.

Ciekawe...
Chodziło o czerń?
O długi stary płaszcz?
O długie włosy?
Nie wiem, aczkolwiek to była miła odmiana pośród pytań: "jest pan Żydem?".

Jutro postaram się tu przerzucić stary wiersz z laptopa.

wtorek, 14 grudnia 2010

Choroba, 100%C++ i plany.

Znów rzucam informacje taśmowo.
Teraz znajdę chwilę czasu na pisanie.
1)
Leżę.
Rozchorowałem się. Dziś jeszcze wpadłem na uczelnie na kolokwium z Algebry.
Może wydostanę się z domu w sobotę.
Może w poniedziałek.
Jutro, jeśli dostanę się do lekarza, będę coś wiedział...
Boli mnie gardło, smarkam jak szalony, czuje się słabo.
Tyle.
Muszę ćwiczyć życie zasadami.

2)
Z ostatniego kolokwium z C++, uzyskałem wynik równy 100%.
To miłe, bo to jedyny przedmiot, z którego postawiłem sobie za cel ocenę wyższą niż 3.
Coraz częściej myślę o powtórce pierwszego roku.
Mógłbym wtedy przyzwoicie opanować wszystkie potrzebne mi przedmioty.
Mógłbym dostać się na IZ.
Zobaczymy.

3)
Zapisuję się do ASI (Akademickie Stowarzyszenie Informatyków).
Zobaczymy jak mi pójdzie...
Zaczynamy też z dwoma poznanymi kolegami ze studiów, projekt pewnej gry.
Ćwiczyć, ćwiczyć.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Ludzie to ludzie tamto...

Komentarz pod poprzednią notką nakłonił mnie do umieszczenia tu starej refleksji.

"Zaobserwowałem jeżdżąc na rowerze, dwa fakty.

Pierwszy jest taki, że ludzie nie umieją zgodnie z prawem i logiką,
ani chodzić, ani jeździć samochodem czy rowerem.

Drugi jest taki, że jestem człowiekiem."

:-)

Walczcie Bracia.
Walczcie Siostry.

wtorek, 30 listopada 2010

Wolność

1) Symbol wolności.
2) Moja drobna Wolność.
3) Komentarz do czasu.

1)
Już jakiś czas temu wróciłem do jazdy rowerem.
Jeżdżę na uczelnie, ale dopiero teraz gdy spadł śnieg czuje,
że wróciłem do zwyczaju jazdy rowerem.

Rower jest symbolem wolności.
Daje mi niezależność, której nie daje mi tramwaj ani samochód.
Czasem muszę zmierzyć się z trudnościami (oblodzonym podjazdem).
A czasem z nieprzyjemnością (jak wystawianie "tyłka na mróz").
Żeby pozostać wolnym muszę o to zawalczyć (rower sam nie pojedzie).
Przede wszystkim. Jestem dość wolny by z tej wolności zrezygnować, ale nie ma szans bym to uczynił.

Abstrakcja do ilu czynników jesteśmy zmuszeni by być wolnymi.
Ale ta abstrakcja, jest skutkiem pochodzenia wolności.
Wolność pochodzi od Boga, a On jest wprost przeciwnie logiczny do naszej logiki.
Pisałem o tym dawniej w tej notce.

2)
Może to zabrzmi zaskakująco, ale:
"Moja Dziewczyna jest jak wolność."
-Zazwyczaj jest z Nią przyjemnie.
-Trzeba się strzec by nie skradła mi Jej rutyna.
-Nierzadko trzeba o Nią zawalczyć.
-Czasem daje mi pokochać swoje problemy i nie smakuje to początkowo przyjemnie.
-Rozkoszuje się Nią.
-Pochodzi od Boga.

Różnice?
Jej symbolem nie jest rower.


3)
Są roraty, wcześnie wstaje.
Na uczelni też spędzam sporo czasu.
Bywa że rzadziej piszę notki.
Staram się najpierw czytać inne notki, a potem pisać własne.
Bardzo spodobał mi się cykl notek "Kszegosza", ( którego macie w linkach) o wydłużaniu doby.
Jest dość mądrym człowiekiem, wiec jeśli kogoś nie drażnią reklamy na blogu, to możecie doń zaglądać.

niedziela, 21 listopada 2010

Byliśmy wczoraj na "One Love".
Albo zmienił mi się gust muzyczny, albo NDK (Jeden z ulubionych moich zespołów niegdyś) zagrało wczoraj słabo.

Uświadomiłem sobie, że już za tydzień zaczyna się adwent.

czwartek, 18 listopada 2010

skrótem.

Kolokwium z algebry, o którym Wam pisałem poszło mi trochę słabiej niż pierwsze z fizyki.
Coraz bardziej wciąga mnie programowanie.

Programując gry, spełniam nie tylko marzenie z dzieciństwa, ale odpoczywam lepiej niż kiedy w nie grałem (acz trochę słabiej niż podczas pisania wierszy).

Tak zwiększając stopniowo wagę informacji to, w Sobotę Koncert. Cieszę się.

Kocham moją Dziewczynę.

Kocham Boga.
.


poniedziałek, 15 listopada 2010

.

Jutro kolos z Algebry ;]

Ostatnio, dni są coraz ciekawsze.

czwartek, 11 listopada 2010

Wolności, raz jeszcze.

Dobrze jest gdy człowiek posiada wolność.
Źle się zaczyna dziać, gdy ciemięży własną wolność ciągając Ją jako argument beztroski.
Szczęśliwy kto wolności używa do życia.
Radykalny, ale Szczęśliwy, bo w wolności nie ma przerw dla wygody.

Wspominacie tych, którzy wywalczyli Wam wolność?
Chwalicie tych, którzy wolni żyli?
Nic to gdy wolni nie będziecie.

poniedziałek, 8 listopada 2010

Wracam.

Częściowo wyzdrowiałem.
Cieszę się, z powrotu na Uczelnie.
Cieszę się, że jutro znów spotkam Moją Piękną.
Cieszę się, że czuwała przy mnie przez dwa dni.
Cieszę się, bo Pan czuwa nad swym Sługą.

piątek, 5 listopada 2010

Choroba

Jestem chory.

Gorączka i jej efekty.
Do Niedzieli leże w domu.
Jakoś przeżyjemy.

wtorek, 2 listopada 2010

3/8

Wiersz dość dawny.
Nie pisałem go wcześniej, żeby nie żerować
na popularności aktualnych wydarzeń.

"3/8"

Krzyczą obrońcy na Warszawskim placu:
"Nie zabierzecie nam Krzyża z pałacu."
Krzyczą też swoje przeciwnicy słowa:
"Niech biczowana pokraka go schowa."
Krzyczy patriarchów czerwonych gromada:
"Róbcie co chcecie, nie nasza to sprawa."


Jeden zaś tylko nieważny z nich Człowiek,
Zakończył bezsensu płowych słów obieg.
Ukląkł pod własnym cierpienia oznaku
I szepnął Ojcu o Miłości braku.

poniedziałek, 1 listopada 2010

Święci.

Dzisiaj.
Dzisiaj, bądźcie szczęśliwi.
Dziś jest Święto Świętych.
Nie wiem czy kojarzycie, ale Święci to bardzo mocna ekipa ludzi, którzy odnaleźli Boga i mu zaufali.
Wszystkim Wam życzę dobrego dnia w te dzisiejsze imieniny.

niedziela, 31 października 2010

Do początkującego Anarchisty.

Miałem w głowie melodie do tych słów.
Nie wiem czy jest skończony.
Zastanawiałem się nad drugą częścią,
ale nie wymyśliłem jeszcze nic.
Napisany nie dziś:

"Anarchiście"

Rozwalcie znaki i zakazy,
Mandaty, ruzgi, baty, razy,
Ja jedno zadam Wam pytanie,
Gdy to zrobicie, cóż pozostanie?

Zabierzcie sądy i przepisy,
Urzędy dokumenty spisy,
Ja jedno zadam Wam pytanie,
Gdy to zrobicie cóż się ostanie?

Wyrzućcie sankcje ulgi prawa,
Niech zabrzmi jedna głośna wrzawa,
Niech chaos, siła wszystkim rządzi,
Ja za to pytam kto Was osądzi?

Nie mówię: władzy daj się spętać.
Nie mówię: ducha swego zatrać.
Ja krzyczę: nie daj się opętać!
I życia sobie nie daj spaprać!

piątek, 29 października 2010

Uczelnia, blogi, twórczość, ja i Bóg.

Znów robię przerwy w pisaniu.

Kolos z fizyki - 18/20 ;]
Dwa próbne podejścia do ćwiczebnych kolokwium wcześniej - 0/20
Jednak kartka i ołówek (choćbym ich nawet nie używał) pomagają mi w liczeniu.

Coraz bardziej mnie kręci programowanie.
Zawsze lubiłem ten temat, ale ćwiczyłem tylko teorie.
Praktyka jeszcze bardziej mnie motywuje do kierunkowania się w tą stronę.

Jakiś czas temu dodałem do linków dwa blogi.
Droga Gwałtownika - blog FabsSa, którego książkę obecnie czytam. Muzyk, ksiądz, radykalny człowiek i duszpasterz młodzieży.
Kszegosz - Mój grupkowicz. Pisze o psychologii, co wyczytał w księgach. Jest mądrym licealistą.

Jeśli chodzi o twórczość, to stworzyłem wiersze, które już się tu pchają, a nie wszystkie są kierowane do mojej róży.

Sprzątam w duszy...
Będę musiał też posprzątać, zupełnie nie-metaforycznie, w pokoju.

Ad Maiorem Dei Gloriam.

środa, 27 października 2010

kolos.

Jutro moje pierwsze kolokwium (fizyka).
Bardzo się cieszę.

Dziś spotkanie D.A Dwór i rozmowa na temat "Grzech a przestępstwo".
Dość ciekawie nam się gadało.
Po spotkaniu napiliśmy się wina, z Tadkiem i Karolem.

Cieszę się z waszych dyskusji w komentarzach.
Gdy zobaczyłem liczbę "9" już się uśmiechnąłem, a dzisiejsza "12" mnie rozpromieniło.
Kiedyś mówiłem sobie, że nie piszę tego bloga dla komentarzy, ale z czasem doszła do mnie świadomość, że są przyjemne.

piątek, 22 października 2010

D.A. Dwór

Duszpasterstwo Akademickie "Dwór", przy Parafii pw św. Klemensa Marii Dworzaka (aleja Pracy 26), funkcjonuje.

Środy - 20:00 spotkania formacyjne w salce ministranckiej w domu katechetycznym lub w kaplicy domowej Jezuitów.
Na tych środowych spotkaniach ustalamy też terminy i miejsca spotkań integracyjno-rekreacyjnych.

Studentów z okolicy... Zapraszamy.

czwartek, 14 października 2010

Na ramie

z cyklu:
"Wiersze młodego Zakochańca."


"Na ramie"

Wziął chłopak dziewczę na ramę roweru.

On Ją otacza swymi ramiona,
Ona przy ciele Jego skulona.
On ich powozi do drogi celu,
Ona zaś budzi w nim siłów wielu.
Gdy Jemu dech zmęczenia się wyrwie,
Zaraz Jej ucho dechem tym smyrnie.
Ona szczęśliwa i On szczęśliwy,
Że razem jadą przez Boskie niwy.

:)

Z ostatnich wydarzeń:

We wtorek zakończyłem przygodę z Footballem Amerykańskim.
Trochę wpłynął na to czas. A raczej Jego brak.
Trochę wpłynęła refleksja.
Trener i Manager zaczynają tworzyć profesjonalną drużynę, więc każdy zawodnik powinien oddać się cały grze i Jej tematyce.
Dla mnie jest już trochę za późno na taki wybór.
Pierwsze miejsce w mojego życia zajęte jest przez Przyjaciela.
Drugie przez Ukochaną.
Trzecie miejsce zajmuje służba Jemu.
W tej chwili jest to wspólnota MAGIS, Duszpasterstwo Akademickie, Uczenie się Miłowania ludzi.

Indeks chwilowo zniknął z mych rąk.
Jest teraz w dziekanacie, bo ktoś jeszcze coś musi podpisać, czy coś.

Czytając blog Adriana i notkę o studiach, uświadomiłem sobie jaka gigantyczna dziura, dzieli moją uczelnie od Jego uczelni.
Politechnika stawia nacisk na pomoc niepełnosprawnym studentom, mamy nawet jednego niewidomego i ten gość ma trudno, ale z tego co zauważam na razie, spotyka się z akceptacją i uprzejmością.
Zarówno nasz Dziekan (którego nazywać trzeba dyrektorem ze względu na specyfikę SKP) jak i nasz Rektor, we wstępnych przemowach, kładli nacisk na szukanie zdrowej równoważni, między przyjemnościami życia studenckiego i nauką.
Mówili, że to nasz najlepszy okres życia, więc powinniśmy poświęcić trochę czasu szaleństwu, ale żebyśmy nie zapomnieli o nauce, bo wtedy najpiękniejszy czas w życiu będzie dość krótki.

I jeszcze coś...
Student z założenia jest osobą dorosłą i odpowiedzialną więc takimi też nas traktują.

Tyle o mnie.
Rodzi się duszpasterstwo akademickie i za tydzień napiszę o nim coś więcej (przypominajcie mi o takich moich zapowiedziach).

wtorek, 12 października 2010

Indeks

Mam indeks.
Złożyłem ślubowanie.
Miłe uczucie bycia studentem.

poniedziałek, 11 października 2010

Tęsknota

Od Autora:
Ten wiersz należy, do grupy wierszy,
którą roboczo nazywam
"wierszami młodego Zakochańca".
Ta grupa jest wyjątkowa,
bo nie ma ponadczasowego przesłania do ogółu ludności
(lub ma, ale nie zauważył go początkowo poeta).
Wyjątkowość tego wiersza,
opiera się na tym, że był pisany,
do jednej konkretnej osoby, i jeśli kto jest nie w nastroju,
to sugeruję przeczytać wiersze z tej grupy,
gdy poczuje w sercu wiosnę.
Od Autora cz.2:
(Pisane natchnieniem kilku godzin,
tego szczególnego uczucia przy oczekiwaniu,
które opisuje w "Małym Księciu" lis.)



"Wieczna tęsknota"

Gdzież blask słońca ukrywa się w nocy?
Gdzież piękno Twe, Stwórca naraz wtoczy?
Gdzież dotyk Twój rozkoszą powity?
No gdzież! No gdzież, przede mną ukryty?

Gdzież słowa Twe przepełne słodyczą?
Uśmiechu chwile teraz się liczą,
Gdy je radośnie w pamięć przywrócę.
K' Tobie najsłodsza, choć myślą wrócę.

Gdzież usta Twe, o których dziś śniłem?
Gdzież język, który czule śliniłem?
Gdzież Twa myśl, którą bezwstydnie kradłem?
Myśląc o Tobie w śnienie popadłem.

Śpiąc, nocy ogarnąć się nie dałem.
I śniąc o dniu, noc całą przespałem.

piątek, 8 października 2010

czwartek, 7 października 2010

Kolejny skrót-opis.

Znów skrót z tego co u mnie...
Jutro wrzucę tu dzisiejszy wiersz.

a)Studia.
Jest coraz lepiej z każdym dniem, a zaczęło się pięknie.
Dziś odkryłem multimedialną bibliotekę i pracownię komputerową i uświadomiłem sobie jak bardzo student politechniki jest zinternautyzowany.
Ciekawe.
Łatwe, ale i ryzykowne.
Nie chcę tracić kontroli nad swoim poziomem łączności z rzeczywistością.

b)Moralność.
Założyłem konto w banku.
Darmowe.
Dostałem długopis.
Uległem czują, jak coraz częściej wymaga się ode mnie takowego konta.
Ale przynajmniej tyle zostało mi mojej pustyni, że nie mam komórki. :-)

c)Twórczość.
Wracam do rozwoju.
Układam słowa i cieszę się z każdej napisanej do Nich melodii.

d)Najbliższy czas.
Jutro jadę ze Szwagrem, kupić rower.

e)Kobieta.
Odkrywam coraz ciekawsze zakamarki Jej charakteru.

f)Szef.
Daje mi coraz więcej znaków.
On po prostu jest i komplikuje wszystko w tym jedynym na świecie stylu komplikowania, który rozwiązuje i upraszcza.
Bóg absurdów.

_______________________________________________________

Komentarze:
*Nie mam fanów.
Mam czytelników, jak się okazuje nawet z Meksyku i Wietnamu (nie wiem co z tych tekstów rozumieją, ale są).
*Zaniedbuje.
Racja, kiedyś pisywałem co dzień.
Teraz żyję co dzień.
:)



Dobrych Dni Bracia i Siostry.
Dobrych Dni.

poniedziałek, 27 września 2010

Studia

Dostałem dziś legitymacje studencką i stworzyłem sobie plan zajęć.
:-)

niedziela, 26 września 2010

Wieczny Dzień.

"Wieczny dzień"

O Słońce! Moja Ty,
Jak wnętrze me prawie.
Zamieniasz piękne sny,
W czyny cne na jawie.

O Słońce! Moja świeć!
Daj ciepło czuć płazem,
Łap me marzenia w sieć,
Spełnimy je razem.

O Gwiazdy! Nastał dzień.
Bledniecie w Jej blasku.
I choćby skrył mnie cień,
Nie zgubię Jej brzasku.

O Gwiazdy skryjcie się!
Nie lśnicie tak samo.
Zwodzenie wasze psie!
Słońce moją damą.

O Panie wszelkich pór!
O czasu, mój Królu!
Błogosław światło pól.
Daj pracy czas w ulu.

O zawieś czasu bieg,
W tej przepięknej porze.
I jeśli dasz nam śnieg,
Ja serce Jej złożę.

Słońce i Gwiazdy.

Rozważam ostatnio sporo spraw.
Rozważaliśmy też z Moją miłą, kwestię niewierności małżeńskiej.
Jak to się dzieje?
Czy ludzie wchodzą w związek małżeński bez miłości, czy to gdzieś ucieka?

Doszedłem do wniosku, że (w przypadku mężczyzn) można kobiety porównać do gwiazd.
Mamy tą jedną, najbliższą, która daje nam Ciepło i dobre światło - słońce.
I nie sposób myśleć o gwiazdach w dzień.
Nie widzimy ich nawet.
Przychodzi jednak czas, gdy na krótko, przestajemy widzieć słońce.
Wtedy widać gwiazdy, całkiem nieźle.
Fascynacja jednak gwiazdami, jest objawem niewdzięczności wobec słońca.
Niewdzięczność ta pojawia, się gdy uznamy, że słońce nam się należy.

Jeśli kiedyś w dniu (być może) ślubu chcę słyszeć jakieś życzenia, to prócz tego byśmy zawsze mieli Chrystusa przed oczyma, pragnę, bym nigdy nie przyzwyczaił się i nie uznał, że mi się należy ta Miłość.
Nie zasłużyłem na taką miłość jaką dostałem i zasługiwać nie musiałem.
Jednak nigdy nie mogę powiedzieć o tym darze, że mi się należał.
Piękny dar od Boga, zawsze będzie darem i tak będzie dobrze.

Do tego rozważania stworzyłem też wiersz, który przeczytać możecie w następnej notce.



*Nie wiem dlaczego nie działa mi kolorowanie wyrazów!

sobota, 18 września 2010

skrótem.

Nowości:
*Wczoraj świętowaliśmy we wspólnocie Wigilię wspomnienia św. Staszka Kostki SJ który jest patronem naszej wspólnoty.
Uciekł z domu, doprowadził swojego ojca do prawie nienawiści, wstąpił do zakonu Jezuitów, zmarł młodo. Przede wszystkim realizował Pragnienia. Nie chęci, pożądliwości, obowiązki, powinności, tylko Pragnienia młodzieńczego serca, czyli to z czego wg. Koheleta będziemy rozliczani przed Panem.
*Z tej okazji po Uroczystej (czyli z wielką dozą radości, długim wejściem, 10cioma ministrantami, dopracowanym repertuarem zespołu, itp.) Mszy Św. na salkach radowaliśmy się (też w miarę uroczyście). Trochę nowych ludzi przyszło. Może ktoś się utrzyma.
*Dziś po przerwie wakacyjnej powraca we wspólnocie kółko RPG, które prowadzę.

Kontynuacje:
*Dziś na poranny "Ryk Jelenia" przyszedł tylko Dudi, aczkolwiek dla jednej osoby dalej warto, prowadzić modlitwę.
*Na razie, daję rade żyć celem z ĆD. św. Ignacego.


Plany:
*Ktoś pisał jakiś czas temu w komentarzach o aktualizacji zdjęcia.
Jak rozkminie jak to zrobić to wrzucę galerię moich zdjęć w ten album na górze co się przewija.
Będzie to piękny gest samouwielbienia (hio hio hio), a tak naprawdę, to miło zobaczyć również fizyczne zmiany we mnie, oprócz zmian ducha, umysłu i emocji, które tu opisuję.

niedziela, 12 września 2010

19

Wczoraj miałem urodziny.
Właściwie to tylko 19 rocznicę.

Zaczynam żyć zasadami z Ćwiczeń Duchownych o czym pisałem.
Może się uda.

Cieszę się, ponieważ prawie nikt nie życzył mi długiego życia czy zdrowia, pieniędzy itp.
Ludzie życzyli mi "najlepszego" czyli, patrząc na to trzeźwo, spełnienia Woli Bożej w moim życiu.
To miłe.

Dostałem masę prezentów.
-Najpiękniejszy poranek w moim dotychczasowym życiu.
-Najoryginalniejszy Tort, jaki dotychczas jadłem.
-Współpracę między sobą i samo-zorganizowanie się chłopaków z grupki.
- Słodycz.
-Możliwość pomocy Przyjacielowi, w trudzie.
-Słowo Boże.
-Pamięć.
I twórczość ludzką (gdzieniegdzie nawet inspirowaną moimi dziełami).

Cieszę się i dziękuje.

Bracia i Siostry, szukajcie Bożych znaków w świecie, a znajdziecie piękno.
Szukajcie dobra i miłości w ludziach i zdarzeniach, a znajdziecie Boga.

poniedziałek, 6 września 2010

Przerwa w zastoju.

Sporo się dzieje ostatnio.

Wiele z tych spraw jednak dotyka bezpośrednio innych ludzi i czułbym się źle moralnie sprzedając te sekrety publicznie, a nie mam natchnienia do pisania wszystkiego jako poezji.

Sporo osób chciało ułożyć melodie do moich wierszy.
Lubię zarówno takie deklaracje i jak i gdybania.
Jeszcze bardziej cieszą mnie konkretne owoce ludzkiej twórczości.

Muszę znaleźć dzień na pisanie listów.
Jutro idę zapytać o pracę pod adresem który mi wskazał Przyjaciel.

Dziś byłem leniwy.
Chciałem na początku napisać: "złapał mnie leń", ale to byłoby tanie usprawiedliwianie się.
Dziś byłem leniwy.
Późno wstałem.
Nie mogłem się nawet zebrać, przez 1,5 godziny po to, żeby iść po ziemniaki do warzywniaka koło domu.

Dziś we wspólnocie wraca "kółko nauki tańca".
Być-może będziemy z Karoliną się uczyć.



I "najciekawsza" informacja:
Dla tych, którzy nie odczytali tego we wcześniejszych dwóch kawałkach "bajki".
Nawiązaliśmy pewną osobliwą dwustronną relację, z pewną Piękną Kobietą.
...
Jednak nie umiem tego napisać prosto i bezpośrednio :P .


Chciałbym tu sporo napisać, ale to też ciężkie.


Jeszcze jedna sprawa.
Szykuję swojego ducha by od 11 Września zacząć żyć zasadami z Ćwiczeń Duchownych (23).
Dlatego, nie życie mi zdrowia, ale módlcie się bym zawsze miał Chrystusa przed Oczyma.



Dobrych dni, Bracia i Siostry.


poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Bajka o Rycerzu

Jeszcze raz do śpiewu gardło me zaprawie.
I znów uszy wasze pokrzepię mym słowem.
Powiem o Rycerzu i jego wyprawie,
Wyśpiewam, co u niego stało się nowem.

Rycerz zrzucił zbroję i pływać poczyna.
Tak więc fosa problemem przestaje mu być.
Przez wichry i burze, brama się zacina,
A mur w jego oczach w kamienie zaczął tyć.

Lecz wie ów wierny
Rycerz, że za murem tym,
Piękna czeka i patrzy jego przybycia.
On rozpala ognisko, słów formuje dym,
I gołębiem
Jej czuły śle list z ukrycia.

Dobrych znaków od Króla Rycerz dostał stos.
Prorok milczy lecz spojrzeń swych nie ukrywa.
Przyjaciółce Refleksji,
Woj oddać chciał głos.
Jednak ona przed rozmową z nim się skrywa.

Cóż dalej dziać się będzie? Wy mnie pytacie.
Jaki los
Rycerza? Mnie dopytujecie.
Wiem że z niepewnością w sobie się ścieracie,
Lecz cóż da, że grajka, do ścian przykujecie?

.

Trochę choruje.
Nie tak by uziemić się w domu, ale na tyle, by trochę słabiej się czuć.

Dostałem się na Studia.

Rekolekcje, sporo mi dały, między innymi, poprawiłem relacje z rodziną (może w ogóle je zbudowałem).
Na rekolekcjach zwątpiłem, gryzła mnie też cisza.
Po rekolekcjach doświadczyłem pewnego razu wielkiej walki o mnie. Czułem co się dzieje wokoło.

Jest jeszcze coś.
Jeszcze jedno wydarzenie, ale to opiszę w bajce.

Dobrych dni.

czwartek, 5 sierpnia 2010

"Motyli Bracia"

"Motyli Bracia"

Wśród kwiatów koron, wśród łodyg traw,
Z kokonów wyszli piękni jak paw,

Motyli bracia w kolorze trzej,
Jeden zaś w czarnej był szacie swej.

Wśród ptaków pieśni, wśród polnych nut,
Wśród pszczelich mruknięć, wśród trzciny kłód,

Pojeni nektarem, rosy łzą,
promieniem słońca, poranną mgłą,

W beztroskę wchodzili – piękny czas,
Radości ich przyglądał się las.

Zawołał raz jeden: „Ach bracie,
Czy larwi żywot pamiętacie?

Gdyśmy z ślimakiem bój toczyli,
Gdy paskudną ohydą byli.

Ach tak mi wstyd, tak bardzo mi żal.
Ze smutku proszę, Słońce! Mnie spal.


Zawołał kum: „ Miniony to czas!
Gdy przyjdzie zima, będzie po Nas.

Gdy kwiaty umrą, słońce zajdzie,
Wśród gleb ktoś martwe ciała znajdzie
.


Zakrzyknął trzeci: „Bracia moi!
Martwić się niczym nie przystoi.

Zażyjmy życia, zażyjmy dnia,
Jutro jest jutro, dziś chwila trwa,

Nie trapić się i w beztrosce żyć,
Takim się stałem, takim chcę być.


Gdy cały dzień rozmowy trwały,
Uciekł od braci motyl mały.

Cichy, czwarty, niedostrzeżony,
Skrył się Nocy, w kwiatów korony.

Świt zaś ujrzał jako jedyny,
Bo nocą groźne pajęczyny.

Którym z motyli okaże się,
Chłopiec co sercem swym wielbi Cię?

wtorek, 3 sierpnia 2010

Wróciłem z rekolekcji w Niedziele.
Szukam czasu by to wszystko lepiej opisać.

piątek, 16 lipca 2010

Doświadczenie Oazy i dzisiejszy poranek.

Wczoraj w drodze do kościoła, spotkałem dzieci z Oazy.
Już "zmalały".

Dla wyjaśnienia powyższego wyrażenia, opowiem o czymś co zaobserwowałem na oazie.
Każdego dnia, dzieci "rosły".
Im bardziej rozumiałem poziom emocjonalny chłopców z mojej grupki (najmłodsza grupa), tym bardziej reszta dzieci (i moi grupkowicze również), "stawali się" starsi, wyżsi, dojrzalsi.
Może to kwestia tego, że człowiek nie widzi/rozpoznaje: wieku, temperatury, bólu, czasu, wielkości i odległości, oświetlenia, oraz masy innych okoliczności. Człowiek zauważa zmianę i różnicę tych "parametrów", a nie ich poziom.
Tak więc już w drugim tygodniu, Ci których traktowałem jak dzieci, we Wrocławiu, stali się niemal rówieśnikami w Bydlinie.

Wczoraj dzieci już zmalały, aczkolwiek coś się zmieniło.
Idąc, tą samą drogą, którą chodzę codziennie, znam imiona dzieci które mijam, znam ich charaktery, znam je.
Kiedy uświadomiłem sobie tę subtelną różnicę, poczułem się tak, jak czujemy się czytając książkę, z jakąś przygodą i motywem wędrówki, gdzie na samym końcu bohater wraca do miejsca skąd podróż rozpoczął i uświadamia sobie, że zmieniło się niewiele, ale jednak coś istotnego.

To było bardzo dobre doświadczenie.
Dało mi to wszystko też zauważyć, że w niektórych kwestiach "stałem się poważny niczym bankier z Małego Księcia".


A dziś poparzyłem się żelazkiem. ;P

czwartek, 15 lipca 2010

.

Trochę się pomyliłem w liczeniu dni.
Wróciłem wczoraj późnym popołudniem.
Trochę choruje.
Jestem bardzo zadowolony z Oazy.
Sporo ciekawych doświadczeń, sporo rozwoju.

Jeśli złapie wolną chwilę, to opiszę ten czas.
Wiem, że zazwyczaj gdy tak piszę, to później nie znajduję wolnej chwili.
Trochę jestem jeszcze rozkojarzony.


Dostałem się na Studia.
^^
Jestem jakoś 500-ny na SKP na Politechnice Wrocławskiej.
FlugsS, któremu jestem niesamowicie wdzięczny, za dopełnienie mojej "papierkowej roboty" związanej ze studiami, jest na tym samym kierunku i wydziale, jakiś 700-ny. Znaczy, że sporo ludzi przyjęli.
Sądzę, że gdyby Paweł zdawał fizykę na maturze to byłby na tej liście jeszcze wyżej niż ja.
Aczkolwiek nie to się liczy.
Teraz liczy się już tylko przetrwanie roku i dobry wybór kierunku za rok, jeśli chodzi o edukację.

Edukacja, jednak, jest sprawą drugorzędną.
Pierwszoplanowo liczy dla mnie się mój rozwój duchowy i misja.
Misja niesienia Boga innym.

Przychodzi czas w życiu Chrześcijanina, że przestaje on siebie pytać: "Czy wierzę w Boga?", a zaczyna zadawać pytanie: "Czy wierzę Bogu?".


czwartek, 1 lipca 2010

Matura i plany na Lipiec.

Uprzedzając ewentualne pytania,
ostatecznie wyniki matury to:

Pisemne:
Polski 59%
Angielski 60%
Matma 84%
Fizyka (roz.) 38%

Ustne:
Polski 65%
Angielski 50%

Trochę zdziwiony jestem, lecz bardzo zadowolony.


Jutro, a właściwie to już dziś, jadę na Oazę dziecięcą, jako animator.
Wracam wieczorem 15tego.
16tego Mam w planach pranie, prasowanie, prze-pakunek, kąpiel, miłą rozmowę.
17tego z rana jadę z młodymi, jako Animator MAGIS na Rekolekcje (a potem IDMy).
1 Sierpnia wrócę.

wtorek, 29 czerwca 2010

Bajka dalsze dzieje.

I nie dotarł jeszcze do skrzyżowania dróg,
Lub nie bacząc w podróży minął je, gdzieś tam.
Jednak patrząc pod nogi nastąpił na próg,
Wielkiej twierdzy warownej, wówczas doszedł bram.

Kiedy przebył fosę? - Nieznany mu ten czas.
Jak przeszedł przez mur? - Otwarte przed nim wrota.
Za plecami droga zachodzi w piękny las,
A gdzieś tam skryta w lodowej górze grota.

Czy spotkał Piękną na dziedzińcu przechodząc?
Czy to może po schodach na wieże się wspiął?
Ja nie wiem, gdzież to wiatr kierował go zwodząc,
Ja nie wiem gdzie gwizdał i też nie wiem gdzie wiął.

Lecz zabawiać w zamczysku nie dane mu jest.
Chociaż Piękna do walki dodała mu sił.
On ruszyć musi tam, gdzie Król wskaże mu gest,
Bo o siebie z bestiami on będzie się bił.

Gdy dnia następnego do twierdzy wędrował.
Dojrzał jak mu bardzo, fosa zwodnicza jest.
Tu topił się, tam w płytkiej wodzie lądował.
By nie utonąć przed krokiem poczyniał test.

Choć w bramie otwartej, z muru można się śmiać,
Rycerz wie, że czas i zamknięcia przychodzi.
I nadejdzie poranek. Kogut przyjdzie piać.
A zamknięta brama nijak nie dogodzi.

Uważaj Nań. Prywatny Prorok mu rzecze.
I trudy i znoje mu zapowiadając.
Choć dobrze radzisz sobie walcząc na miecze,
Nie na wszystko odpowiesz, nimi machając
.

A cóż, a cóż na to Król mu odpowiada?
Ponoć trudny, niejasny znak dał umowny.
Cóż w listach, cóż przez sługi, Król doń powiada?
Ja nie wiem. Ja tylko trubadur wędrowny.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

"Mały Książe"

Dziś wróciłem po paru latach, do czytania Małego Księcia.
Czyta się inaczej.
Teraz wiem, że chcę przeczytać go jeszcze raz, przed śmiercią.
Pewna mądra osoba podpowiedziała mi, że czyta się go "inaczej" w różnym wieku.
Sprawdziłem:
Jeżeli czytasz go ponownie i jest dla Ciebie zupełnie nową książką- To znak, że się rozwinąłeś.

niedziela, 27 czerwca 2010

Wczoraj odbył się koncert Clemensianum.
Ogromnie mnie się podobał. Wiem jednak, że jeśli niektóre pieśni będę słyszał częściej niż raz w roku, to stracą swoją wyjątkowość.

Potem była jeszcze grupa z Sącza.
Los Muminos się chyba zwali.
Grali bez słów prawie wszystkie piosenki.
Przez chwilę czułem się jak w jazz'owym pub'ie.
Kiedy grali "Atlantydę" przed oczyma przeszła mi wizja słów dla tej melodii. Szkoda, że już poszła.

(Sytuacyjny komentarz do wczorajszego wieczora)
Kopciuszek nie używał tramwajów.

Dziś założyłem konto na Fejsbuku.
Nasza-klasa, zaczęła mi się wygrażać, że usuną mi konto jeśli nie zgodzę się z regulaminem, a ja nie mam zamiaru ulegać, takowym "groźbom".

A dziś wieczorem mam jeszcze dwa przyjemne spotkania.

sobota, 26 czerwca 2010

Dobry dzień.
Ciekawy wieczór.

Wiele przyjemnych i konstruktywnych rozmów.

Muszę znaleźć więcej czasu na pisanie tu na blogu.
Tak czy inaczej dziękuje za wieczorny spacer "Karolinie nr 4" i Bogu w drodze powrotnej.

Przeczytałem dziś stare notki na swoim blogu.
Diametralnie zmieniło mi się słownictwo, gramatyka, ortografia i styl.
Tylko wartości wciąż podobne.

piątek, 25 czerwca 2010

Sporo się dzieje.

Dziwnie się robi.
Ludzie zaczęli mnie pytać co zamierzam na wakacje, tak jakbym ich nie miał już od miesiąca.
30-tego Czerwca po odebraniu wyników z matury jadę na "Oazę dziecięcą" jako opiekun najmłodszej grupy chłopców.
Wracam 15-tego.
Mam dzień przerwy żeby poprosić mamę o wypranie ciuchów i sobie je wyprasować.
17-tego wyruszam jako animator II-go stopnia na Rekolekcje MAGIS.
Wracam pierwszego sierpnia.
Potem może uda mi się znaleźć jakąś robotę na dwa miesiące.

Poszukiwania zacząłem już wczoraj i do tego też odnosi się pierwsze zdanie tej notki.

Sporo się dzieje.
Na polu walki duchowej dzieje się jeszcze więcej.
Tak wielu chciałbyś zbawić.
Z tak wieloma chciałbyś się dzielić dobrem, które znalazłeś przy Panu.
A tymczasem sam Tego Pana gubisz.
Tyle słów od przyjaciółki Refleksji.

Módlcie się za siebie wzajemnie bracia i siostry.
Proście o wytrwałość dla Tych, którzy Pana znaleźli.
Proście o światłość umysłu, dla ograniczonych racjonalnością.
Proście o owoc dla poszukujących.
Proście o doświadczenie dla zagubionych.
Dziękujcie. Za Tych, których już wam dał i baczcie, byście żadnego z Nich nie utracili.

wtorek, 22 czerwca 2010

Głusi

"Głusi"

I nie ten jest głuchy, kto słów nie doznaje.
Nie ten, do którego mowa nie dociera.
Kto zaś słysząc słowa, prawdy nie poznaje.
Ten z prawdziwą głuchotą w życiu się ściera.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Podróż i 18stka Piotera.

Mówiłem sobie, że dam rade napisać notkę o moim wyjeździe.
Tak mi się udało do tego zabrać, że jak w Czwartek wieczorem wróciłem, to na Blogu do dziś pusto.

Więc wspomnę tylko, że wyjazd był owocny i to niejednokrotnie.
Spotkałem przynajmniej cztery osoby, którym mogłem pomóc.
Dla spotkania każdej z tych osób ten wyjazd nabierał sensu. Więc można by powiedzieć, że czterokrotny owoc otrzymałem, ale byłaby to nieprawda.
Otrzymałem przynajmniej pięciokrotny owoc.
Albowiem nauczyłem się modlić.
Nie dotarłem do wszystkich miejsc i ludzi, których planowałem odwiedzić.
Spotkałem wielu ludzi, których spotkać się nie spodziewałem.
Właściwie, jeszcze jednym dobrodziejstwem wyjazdu jest fakt, że młodzi ze wspólnoty samodzielnie skoordynowali się, do nakręcenia filmu na IDMy i odwalili kawał dobrej roboty, do której ja nie dałbym rady ich zmotywować.

Po powrocie, nie siedziałem długo w domu, gdyż z soboty na niedziele byłem w Turawie, na osiemnastych urodzinach Piotera (z MAGISu Opolskiego).

Jakoś tak jest, że ludzie często skręcają w rozmowie ze mną na temat Szefa, religii, Wiary...
Czasem łapię się na tym, że ja zaciągam do tych tematów w rozmowach, jednakże rzadko to robię, a rozmawiam często.
Może to Boży Dar.
Może to Jego Misja dla mnie.

Na wspomnianym ognisku, spotkałem trzy osoby, w pewnym sensie, symbolizujące typy osobowości w znacznie większej społeczności:
-Dziewczyna, która Szukała.
Twierdziła, że nigdy nie doświadczyła Boga. Interesowała się Biblią i zachowaniami Chrześcijan. Interesowała, się też innymi religiami choć Chrześcijanie byli Jej najbliżsi.
Czuła, że musi istnieć Bóg, choć nie miała pojęcia Kim lub czym (bo tą opcję też rozważała) jest.
Nie umiała zdefiniować zła i dobra, lecz pytała o Nie, twierdząc, że nie istnieje jako-takie "zło" i "dobro".
-Chłopak, Zbuntowany.
Buntował się przeciw wszystkiemu i miałoby to sens gdyby swoją wiedzę oparł, na czymś więcej niż medialne popularne kłamstwa i to w dość krzywej (nawet jak na dzisiejszy skrzywiony świat) interpretacji.
Gdy sobie wypił, nie dało się już z Nim specjalnie konwersować, bo przestał przyjmować cudze słowa i denerwowało go najbardziej to, że nikt się z nim nie kłócił.
Dlatego, by mieć się z kim kłócić, wkładał ludziom w usta słowa, które jego zdaniem powinni wypowiedzieć.
Gdy wypił więcej, zaczął rzucać kurw*mi i innymi nietrafnymi synonimami przecinków, czym mnie zdenerwował, gdyż przy ognisku siedziały wówczas jeszcze niewiasty.
Jego bunt przerósł jego rozumowanie i to mnie zmartwiło, bo był jednym z ludzi, niszczących opinię na temat "buntu" w społeczeństwie.
-Turek, Wierzący Muzułmanin.
Gość siedział uśmiechnięty i spokojny przy ognisku. Może było to spowodowane, nieznajomością języka Polskiego. Moim zdaniem jednak, nie należał do ludzi kłótliwych z natury.
Zaimponował mi, swoją wiernością, wobec wyznawanych zasad. Nawet rano, zaspany i głodny upewniał się czy w tostach nie ma mięsa.
Ponieważ w wolnej chwili modliłem się, za wcześniej wspomnianą dwójkę, zauważył różaniec.
Był ciekawy, pytał ludzi o niego.
Potem wytłumaczył nam, że w jego religii jest coś podobnego i na czym polega.
Mógłbym do tych trzech osób dodać jeszcze jedną, spotkaną podczas tego wyjazdu przed urodzinami, ale jego sytuacja (w tym co jestem w stanie opisać) nie różni się wiele od przytoczonej na początku dziewczyny, choć (w tym czego opisać się nie da) każdy człowiek jest postawiony w zupełnie indywidualnej sytuacji.

Jeździłem pociągami i autobusami, bywałem dłużej na na "pustynnych" spacerach, miałem sporo czasu, natchnienia, ołówek i kartkę, więc skrobnąłem coś wierszy.
Już niedługo wrzucę je na bloga.

niedziela, 13 czerwca 2010

.

Jeśli Bóg pozwoli, jutro jadę.


Dziś dostałem pierwsze "zamówienie" na piśmienną wersję mojego wiersza.
Do tej pory robiłem z Nich prezenty-niespodzianki.

piątek, 11 czerwca 2010

Skrótem

Informując skrótem:

Wyzdrowiałem w czasie, gdzieś koło Bożego Ciała.
Odebrałem glany z gwarancji.
Wczoraj wpadł mi w głowę ciekawy tekst piosenki i nawet melodia, ale nie miałem przy sobie ołówka i kartki.
Szykuję, się do drogi. Może na tydzień, może mniej lub więcej kilka dni.
Ogólnie to odczuwam wakacje i co ciekawe, bardziej je czuje im bliżej są swoich wakacji młodzi ze wspólnoty.
Odkryłem dość ciekawe zjawisko. Mianowicie, przyjemność płynącą, z rozmowy z ludźmi myślącymi.
Nie dającymi się modzie i globalnej manipulacji.
Nawet jeśli poglądy mają różne od moich, to i tak przyjemnie jest rozmawiać, z ludźmi którzy mają poglądy własne.
Zadziwia mnie ostatnio ilu jest takich ludzie, którzy muszą się ukrywać w tłumie, nie przyznając się do tej zdolności - samodzielnego myślenia. Choć słowo "muszą" jest tu niepasujące. Po prostu się ukrywają.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Ślepcy

Subatomowa cząsteczka natchnienia
uderzyła mnie dziś w kąpieli.


"Ślepcy"

Nie ten jest ślepcem, kto nie widzi przedmiotów,
Lecz kto je widząc, nie sięga wzrokiem dalej.
Tłum nie potrzebnych tworzy sobie kłopotów,
schodząc z życia ulic i błądząc wśród alej.

środa, 2 czerwca 2010

Listy

Ostatnimi czasy, znalazłem mój stary niedokończony wiersz.
Pisany był jeszcze kiedyś ołówkiem.
Pierwsza zwrotka zdążyła się, już wytrzeć.
Odtworzyłem ją ze strzępków: liter i pamięci.
Potem dopisałem zakończenie i znaki interpunkcyjne,
których brak, widać nie był kiedyś ważny.
Niektórych wersów nie odważyłem się już "poprawiać",
by poprawne brzmienie w języku Polskim, nie zagubiło klimatu,
jakiego nie udało mi się (moim zdaniem) tchnąć w ostatnie (pisane dziś) zwrotki.
Wiersz poniżej:



"Listy"

Po co człowiek pisze listy?
Po co skrapla, swego ducha?
Słowa stawia niczym glisty
I notuje karta głucha.

Jedni piszą do urzędów,
Inni gdzieś w dalekie kraje.
Jest też rodzaj chwalipiętów,
co swym listom fałsz dodaje.

Piszą ludzie do rodziny.
Piszą do Przyjaciół trupy.
Piszą w listach przeprosiny.
List w kopercie, ślą zakuty.

Piszą własne przemyślenia.
Piszą rady i nakazy.
Piszą też postanowienia
I przedśmiertne słów wyrazy.

Po co trudzą się pisaniem?
Czy im sił to jakiś daje?
Czemu darzą zaufaniem,
Laku, wstęgi obyczaje?

Piszą by przekazać treści,
Swe emocje i uczucia.
Tajemnice zaś ich wieści,
Strzeże ludzki brak zepsucia.

poniedziałek, 31 maja 2010

-.-

No i muszę odłożyć wyjazd.
Wczoraj wieczorem po prostu nie miałem sił.
Prosiłem w wieczornej modlitwie by Pan, jeśli mam jechać, dodał mi ich chociaż tyle bym dotarł na dworzec.
Rano obudziłem się z biegunką, gorączką, jeszcze większym bólem gardła, i taką dziwną zmianą temperatury przechodzącą po plecach.
-.-
W czasie pisania powyższego, flegma postanowiła o sobie przypomnieć i głód wywołany brakiem apetytu też.

Ten wyjazd maił być spotkaniem z pewnymi ludźmi, z którymi pragnąłem się spotkać już dawniej.
Miał być też odpoczynkiem.

Bóg miał inną koncepcję odpoczynku.


Na wszystko przyjdzie czas.

czwartek, 27 maja 2010

Wczoraj gotowałem pierwszy "poważny obiad" w całości samodzielnie, bez asekuracji i rad.

A dziś zdałem maturę ustną z Angielskiego na 50%.
Sądziłem, że z moimi zdolnościami będę najsłabszy w klasie, a jednak niespodzianka.

Ogólnie to zaczęły się dla mnie wakacje.
;D

wtorek, 25 maja 2010

Znów nie pisałem dość długo.
Nie podoba mnie się przestawienie na tryb "notka raz na dłuższy czas", ale zobaczymy czy uda się coś zmienić.
Zacząłem chyba trzy albo cztery wiersze, ale na razie żadnego nie ukończyłem.
Zacząłem biegać porankami. Miła zmiana.
W Czwartek ostatnia matura, potem spróbuję się gdzieś wybrać na dłużej.
Nie mam pojęcia gdzie będę spał, czym będę podróżował, ale to dobrze. Lubie spontaniczność.
Zauważam u niektórych młodych ze wspólnoty, rozwój emocjonalny i duchowy, w ostatnim czasie.
Sam osobiście, chyba zacząłem się dobrze modlić, bo coraz trudniej mi się na modlitwę zebrać.
Przyszła też pokusa by wskrzesić bajkę o rycerzu.
Zobaczymy co będzie.

Żyjcie na większą chwałę Bożą.

wtorek, 18 maja 2010

Ojciec Staszek.

Rok temu zmarł Człowiek, który przez ponad 10 lat budował mój kręgosłup moralny.
Jezuitą.
Oddał Bogu wszystko co dostał (zdrowie, wolę, życie) i kochał (rodzinę Zakonną, Wspólnotę) a oprócz tego przyniósł plon (młodych ludzi, których rozpalił do czegoś więcej).

Ja osobiście zawdzięczam Mu, że wyciągnął mnie z przesadnej pokory, którą nazywał: "przepraszam, że żyję".
Często mówił, że "facet musi mieć jaja", że "zdrowa ryba płynie pod prąd" i że jesteśmy "stworzeni do czegoś więcej".
Założył wspólnotę, w której działam do dziś.
Był inny, niż stereotypowi księża.
Często na kazania przynosił różnorakie rekwizyty, wychodził z mikrofonem do ludzi i pytał ich o pogląd na jakiś temat.
Stworzył ze zwyczajnych chłopców, służbę liturgiczną, która była przykładem, dla otaczających nas parafii (ze zdań przyjezdnych księży i biskupów to wnioskuje).
Chciał nam dać wszystko (nie odejmując tu sił fizycznych, czasu i pragnień) co posiadał i to też Mu się udało.
Był Fundamentem, na którym Ojciec może dziś działać.

Przede wszystkim był Znakiem, że się da.
Znakiem, że da się tak żyć.

Miał też wady, do których otwarcie się przyznawał.
Uprzywilejowywał jednego z naszych kumpli i bał się grać z nami w piłkę.
Dziś jednak widzę, że część z tych rzeczy miała sens.

Tak najmocniej nasza relacja powstała w ostatnim roku, przed Jego odejściem.
Po pewnej rozmowie gdy pojechałem z Ojcem do Niego do Szpitala i Ojciec poszedł gdzieś na ubocze na chwilę.

Rok...
Zdążyłem się przyzwyczaić, do tego braku?
Często widzę sytuacje, gdzie Go brakuje.
Jednak, Jego brak w tych sytuacjach, istnieje po to, byśmy sami mogli wykorzystać to, czego nas nauczył.

Ad Maiorem Dei Gloriam.

piątek, 7 maja 2010

Ha!
Wczoraj zdałem Angielski pisemny a dziś Ustny Polski (13/20).

Teraz chwila wytchnienia przed fizyką.

środa, 5 maja 2010

Haha!

Przed chwilą uświadomiłem sobie, że chyba zapomniałem przepisać odpowiedzi z zadań zamkniętych na karte odpowiedzi (zakolorować kwadraciki dla komputera) i nie wiem czy mi uznają to (powinni nie uznawać bo to mój błąd, a było napisane na pierwszej stronie, żeby przepisać).
Ale to tylko 25 pkt z 50 więc dalej mam szanse zdobyć drugie 25pkt z otwartych zadań ;]
Potrzebuje 15 na zaliczenie więc może ugram.

Jest śmiesznie :-)

Jutro Angielski.
Jedyny przedmiot z którego jestem słabszy.

poniedziałek, 3 maja 2010

opis

Taka relacja z wczoraj i kilku dni, które idą:

Koncerty Majowe i Matura.

No i tyle relacji ;p
Jak znajdę chwilę wolniejszą to dam większy opis.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Fraszka, małża.

„Małża”


Świat jest małża. Bądź dlań ziarna piasku okruchem,
By dusza Twa, jak perła cennym była duchem.

sobota, 24 kwietnia 2010

Piątek


Właściwie to poprawiło mnie się trochę w Czwartek wieczorem.

W Piątek jednak już mi prawie całkiem przeszło.

Niestety odwołany wyjazd i nieprzygotowany strój były już nieodwracalnie-niepodważalnym argumentem pozostania we Wrocławiu.

Chyba będziemy mieli kolejnego członka wspólnotowej służby ołtarza.

To dość pozytywna informacja.

Ponadto udało mnie się wczoraj porozmawiać półprywatnie z gościem, który jest od niedawna w naszej wspólnocie i o którego stoczyłem wiele duchowej walki.

Mam nadzieje, że Pan zatrzęsie jego dotychczasowym stylem życia.

Gość jest deklarowanym ateistą. A pomimo to szuka Boga, choć na razie mniej za pośrednictwem świadomości.

Nie wiem dlaczego, ale jakoś tak szczególnie lubię „szukających”.

Wieczorem postanowiłem odprowadzić Przyjaciela do mieszkania gdzie nocuje w ten weekend (nie jest z Wrocławia, ale dość często tu bywa).

Po drodze wdaliśmy się w dyskusję na temat wiary (Obaj jesteśmy Katolikami, choć ja chyba mam „kontrowersyjne” poglądy).

Początkowo omawialiśmy temat współpracy i modlitwy, za pewne trudne i zarazem bliskie sprawy.

Kiedy jednak doszliśmy do tematu (o którym już kiedyś pisałem) biskupów, kanonów i tego wszystkiego co staram się zrozumieć, ale na razie uznaję za sztuczne i „ludzkie”, pokłóciliśmy się.

Czułem, że dałem mu kilka razy podczas tej kłótni, możliwość przekonania mnie wytłumaczenia.

Nie wytłumaczył. Wydaję mnie się nawet, że jestem krok w tył.

Już zaczynałem przekonywać się do biskupów, gdy jeden z Nich dał wyraz interesowania się ludźmi, poprzez to, że spotkał się z grupami parafialnymi. Wypytywał.

To było dobre działanie.

Mój Przyjaciel chciał mnie przekonać, ale chyba zrobił coś odwrotnego.

Może jeszcze nie czas… Może nie tędy droga… Może nie ten cel.

Nie mam pojęcia.

Kiedy wracałem, było już około północy i postanowiłem wrócić autobusem nocnym spod dworca.

Nie wiem czy pomyliłem numery czy przystanek docelowy.

Wydawało mnie się, że ten autobus jedzie inną trasą.

Istotnie jechał inną trasą. Jechał zupełnie w inne miejsce, nie zahaczając nawet o znajome okolice.

Kiedy przyjechaliśmy na ostatni przystanek kierowca wyprosił mnie z autobusu, mówiąc jednocześnie, że rusza w drogę powrotną nie wcześniej niż za 2 godziny.

Nie powiedział jednak, że wraca na dworzec.

Poszedłem dalej.

Powiedziałem sobie, że idąc przed siebie muszę „gdzieś” dojść.

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że jestem 16 kilometrów od domu, całkowicie po przeciwnej stronie miasta, oraz że idąc przed siebie doszedłbym w jeszcze inny kąt Wrocławia.

Dobrze, że postanowiłem przeczytać trasę tego nocnego autobusu by kierować się przystankami do dworca. Zauważyłem, że następny autobus pojawi się już za pół godziny.

Postanowiłem poczekać.

Spotkałem, również życzliwego taksówkarza, który powiedział mi, że istotnie powinien tu być autobus w najbliższym czasie.

Oczywiste jest, że powiedział mi to dopiero po pytaniu, czy da rade mnie dowieść w znajome miejsce za 14 złotych wygrzebane z kieszeni.

Autobus przyjechał.

Kierowca z wyglądu niczym się nie różnił od tego, który miał ruszyć w drogę za dwie godziny. -.-

Ostatecznie z dworca ruszyłem do domu piechotką, po drodze spotykając lekko podchmielonych drechów, z pytaniem: „Czy Ty jesteś żydem?”.

Wytłumaczyłem im, że żydzi nie noszą krzyża na wierzchu. Potem powiedziałem że jestem Katolikiem i gdy wciąż pytali czy jestem Chrześcijaninem odpowiedziałem „tak” zamiast tłumaczyć, że to oczywiste.

Wróciłem do domu jakieś półgodziny przed Czwartą.