poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Rekolekcje

Skrót:

Zgraliśmy się z grupką.

Był czas że chłopaki Dali sobie po ryju”, oczywiście w przenośni, ale efekt był taki jaki być powinien, bo „Moc w słabości się doskonali”.



Jak opisać rekolekcje?

Chyba łatwiej byłoby opisać je od strony złej niż dobrej.

To jest jakiś pomysł.



Osobiście muszę przyznać, że wydaje mnie się jakoby rekolekcje były zbyt poważne i ciche jak na ludzi z pierwszego stopnia. Przede wszystkim spoglądając na ich wiek.



Dzień Ciszy jest fajnym doświadczeniem, ale nigdy nie poprę uciszania ludzi w inne dni po radosnych nabożeństwach i pogodnych wieczorach, gdy napełnieni Duchem, Duchem Radości, Duchem Wspólnoty, Duchem Boga, śpiewają razem wszyscy, pieśni na cześć Pana.



Do czego się teraz czepiam?

Jedną z odpraw przerwał Nam śpiew młodych. Głośny i donośny wspólny śpiew.

Było już po ostatnim punkcie dnia, więc planowo powinni być w pokojach (co było dla mnie zasadą bez większego sensu), a Oni po prostu się radowali.

Wysłano więc jednego Jezuitę, by uciszył lud.

Jezuita nie powrócił, a śpiew trwał. Wysłano więc Animatora muzycznego.

Po chwili do śpiewów dołączyło brzmienie gitary.

Już wtedy przypomniały mnie się słowa Pisma: „Jeśli od ludzi pochodzi ta sprawa, sama się rozpadnie, a jeśli nie, może się okazać, że z samym Bogiem walczymy.

Ostatecznie gdy skończyła się odprawa usłyszałem słowa, które najmocniej mnie zdenerwowały: „Dobra, dzięki. Idźcie rozgonić to towarzystwo.”

Oczywiście ja pobiegłem radować się z Nimi, ale przyszedł jakiś animator krzyknął i rozpędził ludzi do pokojów.



Drugą rzeczą, która mnie nie podeszła, to jakaś bzdurna zasada o zakazie przychodzenia dziewczyn do pokoju chłopaków i jeszcze bzdurniejsze tłumaczenie:Bo nie!

Kiedy usłyszałem, że chłopaki dostali taką odpowiedź na pytanie „Dlaczego?” powiedziałem, że dopóki Ojciec Moderator nie wytłumaczy im tego sensownie, nie będę od nich wymagał trzymania się tego.



Z rzeczy, które mnie się nie podobały to tyle. No może jeszcze bardzo krótki czas Agapy. Ojciec Staszek Tabiś nigdy nie kończył Agap przed 4 rano, a nasze radowanie się choć było dobrym czasem, musiało zakończyć się o 23:30.





Cała reszta rekolekcji była czasem świetnym (lub jak to określił jeden z Nas „Owłosionych”) morowym czasem.

Mam kilka postanowień po-rekolekcyjnych.



Wielkie dzięki Tobie.

Wielkie dzięki Wszystkim.

Wielkie dzięki tobie Czucz.




EDIT.

Bo nie wszyscy chyba zczaili.
Rekolekcje to przedewszystkim spotkanie z Bogiem.
Boga ciężko jest opisać. Łatwiej powiedzieć jaki nie jest niż jaki jest.
Dlatego opisując Rekolekcje wymieniłem wszystkie słabostki i niedociągnięcia, by każdy mógł mieć pewność, że gdy piszę, iż cała reszta była dopracowana i świetna to nie pisze o wszystkim i o niczym, tylko o kazdej kwesti nie wspomnianej w lamencie.

niedziela, 2 sierpnia 2009

I po.

Rekolekcje i IDMy się skończyły.
Minął czas zasiewu.
Dziękuje za modlitwę.



Powróciliśmy każdy do swoich miast, swoich rodzin i społeczności. Małej codzienności.

Nadchodzi czas wzrostu duchowego plonu. Czas Walki o prawdę.
O modlitwę proszę. Za wspólnoty Nasze, za młodych, za mnie.

czwartek, 16 lipca 2009

Lubatka. I po.

Wróciłem z Lubatki.

Pojechałem do Weroniki.

Poznałem lepiej Jej rodziców, bawiłem się dobrze z Kacprem i Kubą (Jej rodzeństwem).

Odkryłem ciekawe dusze Jej kuzyna i Jego kolegi.

Poznałem bardzo interesującą osobowość i styl Pana „Wujka” Witka.

Zasmakowałem trochę „beztroski”, uczucia które poznałem już niegdyś, ale nie często ośmiela sięgnie odwiedzać w pełni swej okazałości.

Poznałem nowe miejsce, nowe zabawy ruchowe, nowe sposoby na spędzanie wolnego czasu ale i przypomniałem sobie stare rady, jak ten wolny czas zdobyć.

Poznałem to genialne uczucie gdy boso chodzisz po mokrym mchu, ale i tą różnice gdy mech jest suchy.

Odkrywałem przyjemność jaka jest we wszystkich czynnościach, wykonywanych przy pilnowaniu pieca, by nie zgasł.

Odkryłem to miłe uczucie noszenia na plecach 8-letniego dziecka, które tak fajnie mówi wtedy do ucha. (Uprzedzając co po niektórych: NIE jestem Pedofilem!)

Odkryłem o ile ciekawiej jest kąpać się pod konewką zawieszoną trochę ponad wysokością głowy i o ile przyjemniej jest wysikać się w lesie, niż celować do kibelka. ;p

Sporo odkryłem, przypomniałem sobie, poznałem, robiłem.

Jedyne czego mi brakło to czasu spędzonego z Weroniką.

Choć spaceru.

Perspektywa braku takiego czasu do końca wakacji, początkowo, trochę mnie zdenerwowała.

Rozważałem to dziś idąc sobie rano osiedla drogami.

Obyś był zimny albo gorący!
A tak skoro jesteś letni
i ani gorący, ani zimny,
wyrzygam Cię.”

Kiedyś postanowiłem sobie wprowadzić radykalnie tą zasadę w moje życie (a nie tylko w niedzielny Jego aspekt).

Jeśli mam być zimny lub gorący, a wrzeć nie będę mógł, pozostaje mi mieć nadzieje, że gdy przyjdzie czas, znów zapłonąć rade dam.

A na czas najbliższy znów wyjeżdżam i tym razem będę miał wyłączoną komórkę całodobowo (a nie od zasięgu do zasięgu).

Przede mną dwa tygodnie, 10 dni Rekolekcji i 6 dni IDMów.

Czas dla Relacji: Ja-Bóg, Ja-Wspólnota, My-Bóg, My-Wspólnota.

A w tym roku jako animator pozostaje jeszcze kwestia Ja-Grupka.



EDIT:


Proszę Was. Nie zapomnijcie w modlitwach o rekolekcjach. Dziękujmy i prośmy Pana o owoce w młodych (i starych).

czwartek, 9 lipca 2009

Znikam na najbliższe dwa tygodnie do Lubatki (wioska pod Sochaczewem [miasteczko pod Warszawą /Mieścina w Mazowieckim\]).


Wracam jakoś tak 15 stego odpoczynek krótki i wpad na Rekolekcje MAGIS. ;D Spróbuje coś jeszcze później napisać.

czwartek, 2 lipca 2009

"Dentysta"- Pierwsze starcie

Ha!
Złamałem wczoraj jeden z większych strachów z dzieciństwa.
(Tak byłem u dentysty)
Jeszcze coś do roboty jest, ale pomimo tego przełamanie strachu mam już za sobą.

Teraz jeszcze Arachnofobia i możemy brać się za grzechy główne. ;D
Doskonałym nie jestem to wiem, ale do doskonałości mam przecież dążyć.

(„Świętymi bądźcie dla Mnie, bo Ja jestem Święty.”) Kpł 11,44b

sobota, 27 czerwca 2009

Futbol ;]

Pamiętacie jak pisałem, że zaczynam trenować Futbol Amerykański?
Pisałem?
Chyba tak.
;]




W każdym razie ostatnio na treningu powiedziano nam, że bedziemy mieli nowego trenera za trzy tygodnie oraz, że za trzy tygodnie zaczną się teżsprawdziany z Matmy Fizyki i Angielskiego dla Nas (WTF?).
Do tego czasu mamy zrobić sobie badania (między innymi na obecność narkotyków we Krwi). Mamy też obowiązek rzucić palenie, picie i ćpanie. (Mam nadzieje, że do rzucania nie trzeba zaczynać). Fajna sprawa.
Po rozgrzewce zrobiło mi się trochę dziwnie. Najpierw w żołądku miałem uczucie jakbym miał wymiotować, ale wiedziałem, że nie będe tego robić poniewarz nie skręcało mi języka. Zacinąłem jakieś mięśnie brzuchu i uczucie ustało. Ćwiczyliśmy właśnie ścieżki, a poniewarz rzucających było trzech a biegało coś koło dwónastu, więc pomiędzy biegami był czas na oddech. po pierwszej ścieżce zrobiło mi się dziwnie w głowie. Cały obraz przed oczami był trochę jaśniejszy i głosy dookoła był ciszsze. Kumple powiedzieli, że jestem nienaturalnie blady, a taki Pan, który nie gra ale się opiekuje całym tym naszym składem do gry, powiedział żebym usiadł sobie i głową pozwisał między nogami (swoimi).
W między czasie powiedział mi o tym trenerze nowym (co już wiedziałem), ale i parę ciekawych informacji, które brzmią do dzis trochę średnio realistycznie.
A mianowicie:
Że będziemy zaczynali grać odrazu w lidze Międzynarodowej (bo Polska Liga to wypaczenie tej gry).
Że Jeśli dojdą do Nas jacyś goście (imiona Angielskie, nie zapamiętałem). to trza będzie już mówić po Angielsku na treningach.
Że planują wymiany z Colegami w Stanach (i to jest to co mnie najbardziej zaskoczyło).
Że jeśli wejdziemy kiedyś do Ligi Polskiej to tylko po to by ją wygrać.

To tyle zaskakujących sytuacji.
Czy to prawda czy nie i tak trzeba po prostu trenować i się uśmiechnąć. (Dopóki ma się czym ;D)


Dopisek:
Dalej denerwuje mnie mój własny brak czasu i weny do kolorowania notek.

czwartek, 25 czerwca 2009

Nie pisałem trochę, a czas leciał i działo się.



Przyszedł czas, że Rycerz natrafił, na drodze swej, na kolejny gród.

I choć fosa z początku wydawała się wielka, to mur nie wyglądał na wysoki.

Więc przepłynął przez fosę, odważył się… A mur urósł tymczasem.

Lecz wreszcie Piękna z radością widuje go tam, więc i On przeskakuje uciesznie.

Czymże jest mur, gdy Piękna czeka? Fosa już nie istnieje.

"Sąd Człowieczy" Cz.3

„Dziękczynienie”



Mężczyzna:

Dzięki Tobie Panie za dobrą Twą wolę,

Żeś na człowieka, takową zesłał dolę.


Kobieta:

Tobie dziś dziękujemy, Boże Nasz, Panie.

Za takie czcigodne z Twej strony wybranie.


Mężczyzna:

Ciebie Ojcze chwalę, Tobie dzięki składam,

Nie doceniał Twych darów, ojciec nasz Adam.


Kobieta:

Ciebie wielbię w psalmach, wierszach i piosenkach.

Niech Cię wielbią w sztukach, teatralnych scenkach.


Mężczyzna:

Niech Cię chwalą stworzenia któreś uczynił,

Niech głoszą, żeś piękna w niczym im nie chybił.


Kobieta:

Głoście bydło, drapieżniki i Wy ptaki,

Cóż uczynił Wam Pan, że jest wielki taki.


Mężczyzna:

Niech Cię Ojcze sławi, ten żywioł wszelaki,

Co historii świata, jak chce zmienia szlaki.


Kobieta:

Chwalcie Wiatry, Ognie, Burze i Trzęsienia,

Pośród pustki. Twórzcie! Morza i wzniesienia.


Mężczyzna:

Duchem karmisz moje serce aby biło

I na wieków wieki, zawszę Cię wielbiło.


Kobieta:

Będziem wdzięczni zawsze za Twą Świętą Wolę.

Jeno, Ciebie, Kochać niźli bać się, wolę.


Mężczyzna:

Chwalcie Pana duchy i Niebieskie byty,

Bo kto Panu zaufał, jest przezeń kryty.


Kobieta:

Boga! Aniołowie i wszelakie sługi,

Chwalcie, Błogosławcie, za istnień swych długi.

niedziela, 21 czerwca 2009

"Sąd Człowieczy" Cz.2

„Wyrok Niebieski”



Głos:

Człowiek jedno otrzymał ode mnie w darze,
Że mu złą wolę przebaczam, a nie karzę.

Tyś mój obraz bo wolność masz nie małą.
Tyś otrzymał duszę, krew, mięśnie i ciało.

Dzieckiem mym człowiek - istota zabłąkania.
Drogę szczęścia mu wskażę przez przykazania.

Choć ciało na ziemi klatką mu się staje,
Nowe wolne ciało w Niebie mu przystaje.

Choć nie dla konfliktów, bratobójczych wojen,
Wolną wolę dałem, prawdę wśród urojeń.

I jasny umysł światły ode mnie dostał,
By wśród Chaosu i zamętu się ostał.

Nie cały ród Jego samolubny stoi.
Błogosławion kto biedakom swój chleb kroi.

Zniszczyłem Was wszystkich Ty bogu żałosny,
bo w Miłości jestem o Niego zazdrosny.

Na Moje podobieństwo i obraz on jest,
Lecz istotą jest wolną więc kusi go bies.

Troszczę się o Niego jak Ojciec o dziecię.
Czynów tych da mi miarę na życia mecie.

Miłością wasze Matki, Ojcowie Wiarą,
Dali mi świadectwo, jakże mnie Kochają.

Choć ziemią władacie do zdacie rachunek,
Dobrze czynić, Kochać to dla was ratunek.

sobota, 20 czerwca 2009

„Sąd Człowieczy” Cz.1

„Oskarżenia”



Mężczyzna:
Kimże jest człowiek i czym jest ród człowieczy,
Żeś nie dał nam poczuć Archanielskich mieczy?

Kobieta:
Cóż to uczyniły takiego zwierzęta,
Że dusza ma nie jest jak One przeklęta?

Anioł:
Kim Ty o Panie? Sprawiedliwość Twa- dziwna,
Że dzieckiem Twym grzesznik, istota krwi winna.

Drzewo:
Czym lepszy od głazu i suchych gałęzi,
W Twych oczach jest człowiek co ciało go więzi?

Ptak:
Czym lepszy od ryby, od dzikiego zwierza,
Byt ten co sam, swego zabija żołnierza?

Tygrys:
Czym lepszy od trawy i strawy zielonej.
Gatunek co twierdze ma na górze stromej?

Wiatr:
Czym lepszy od rzeki co spokojnie płynie,
Ta istota co siebie widzi jedynie?

Bożek:
O! Czemuś to zniszczył nas pogańskie bóstwa,
Kiedy wielbiła nas ta istota ludzka?

Demon:
I po cóż żeś stworzył tę ziemi pokrakę?
Oddaj ją nam na wieczną ognia zabawę.

Anioł:
Wytłumacz nam Panie, przedziwne Twe czyny.
Czemu dla Cie jest w cenie, Człowiek jedyny?

Kobieta:
Czym matki nasze się Tobie zasłużyły,
Że błogosławisz dzieciom, by długo żyły?

Mężczyzna:
Odpowiedz proszę. Czemuś nas dotknął Chwałą,
że władać nam pozwalasz ziemią Twą całą?

środa, 17 czerwca 2009

linki

Obfity dopływ linków.

;]

"Gdy masz coś dobrego, chcesz sie tym dzielić z innymi." Cytat z jednego kazania.
Dlatego rzucam tu adresy ciekawych (z mojego punktu widzenia) stron.

sobota, 13 czerwca 2009

Wiersz Dziewiąty.

„Za parę lat”

I kiedyś powie Syn: „Tatusiu Drogi,
Dziękuje za Niemieckie autostrad drogi
i za te Francuskie obiekty kultury,
za Holenderskie łamanie praw natury.

Za przeinaczoną wolność Europejską,
Za Rzeczpospolitą – Monarchy, Angielską.
Za postrzeganie praw człowieka Rosyjskie,
Za ateizm i pochodzenie Aryjskie.

Za pedalską normę i tępienie innych,
Za przyzwolenie na śmierć dzieci niewinnych.
Za globalną władzę niekontrolowaną,
Za mentalność wspólną do mózgów wpajaną.

Za Rzymskie bezlitosne prawo społeczne,
Za te Amerykańskie uciechy grzeszne.
Za konfucjanizmu na wolność poglądy,
Za to że Koran i Tora to przesądy.

Dziękuje za ich historię, za ich dzieje.
Że wiem co się na tym, naszym Świecie dzieje.
Jedno chcę zapytać, z czyjego ja łona?
Komu sprzedałeś Polskę? Gdzie teraz Ona?"

czwartek, 11 czerwca 2009

Wiersz Ósmy

„Wolność Naturalna”


Do kogóż należy to przepiękne kwiecie,
Co zamiera w zimie i budzi się w lecie.
Kogóż to kogóż chwalą pieśnią radosną
Ptaki co koncert swój zaczynają wiosną.

Do Boga należą wiatrem rozsypane
Kwiaty, co nieraz są deszczem podlewane.
Do Pana pną się, bo On jest ich słońcem,
On daje wzrost, rozkwit i jest im też końcem.

To Stwórcę swego chwalą psalmów tysiącem,
Ptaszyny skrzydlate przestworzy pragnące.
To Króla świata hymnami wychwalają,
Śpiewacy leśni, co w tych gąszczach śpiewają..

Jakże możesz mówić to moje są kwiaty,
Jakże możesz się chełpić i być w nie bogaty.
Jak rozpaczać możesz, ptak piękny mi uciekł,
Gdy on do naturalnej wolności swej zbiegł.

Do Jahwe należy to wszystko i więcej,
On stworzył to dla Twej radości dziecięcej.
On oddał to ludziom przy świata kreacji,
Że mogą na ziemi władać każdą z nacji.

Władać każdym zwierzęciem tego globu,
Hodować używać i wkładać do grobu.
Że możność mamy, ponad rośliną każdą,
Uprawiać, ścinać, badać swą wiedzą jasną.

Nie mów moja o ziemi, którą dzierżawisz,
Bo na Niebios wyżynie kiedyś się stawisz.
Zapytają Ciebie coś czynił z tym darem,
Odpowiesz, żeś zniewolił? Uczynił barem?

sobota, 6 czerwca 2009

Dystans

Ostatnio udało mi się zdystansować do wielu spraw...
Nawet kwestia poprawki z Polaka lub braku Jej, jest dla mnie czymś małym... dalekim.
Jednocześnie bardzo cieszę się, odpowiedzialnością, jaką powierzył mi Ojciec Grzegorz, na czas swego wyjazdu. Jest Ona dla mnie wyrazem Jego zaufania, więc czemu miałbym się nie cieszyć...
Dystans do Świata jaki mnie ostatnio ogarnia sprawił, że mój lęk przed zawaleniem jakiejkolwiek sprawy stał się tak mały i cichy, że dawałem rade o Nim zapomnieć (co kiedyś byłoby rzadkością).

Nie rozważyłem jeszcze czy dystans ten jest dobry czy zły... wiem jednak, że na razie pozwolił mi się zastanowić nad wieloma sprawami i podczas samotnych (z punktu widzenia innych ludzi) spacerów, obgadałem z Bogiem duży kawał mojego życia.

Zauwarzyłem, że ostatnio nie koloruje textu tak jak dawniej... Podobało mi się to wtedy, więc gryzie mnie w oczy czarnobiel moich wypocin, ale bez natchnienia nie mam zamiaru kolorować słów, bym źle tego nie uczynił.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Pocieszyciel, Poranna przygoda, Włosy

Wczoraj był dzień zesłania Ducha Św.
Dzień pięćdziesiątnicy, lub jak zwykłem go nazywać, dzień pocieszenia.
Wczoraj odśpiewałem sekwencję Wielkanocną ostatni raz przed kolejną, prawie roczną Jej przerwą w moich wieczornych „repertuarach”. Wczoraj znów odśpiewałem sobie obie sekwencje do Ducha.

Ciekawy dzień wczoraj.
Rano miałem pewną przygodę, ale to chyba pozostanie między mną a Panną, którą to chciałem we Wrocławiu powitać, przynajmniej póki nie wiem, jakoby Jej wola inną była.

Coraz bardziej czuje Ojca Staszka w życiu.
Dobry człowiek.



Dziś nie było zespołu na Mszy i miałem czytać Psalm…
Trochę przekomarzałem się z Ojcem Grzegorzem co do tego czy mogę śpiewać ów psalm. (Ojciec był przeciwny).
Kiedy przy ambonie doszło do momentu czytania Psalmu, wygrało we mnie walkę posłuszeństwo Prefektowi, nad chęcią innowacyjności.
Ale nauczę się śpiewać i przyjdzie czas…


Na razie jednak muszę chyba nauczyć się czytać…
Czasem słyszę (już kilka osób mi to mówiło), że kiedy czytam przy ambonie czytanie, to zmieniam głos: „jakby Ci jajka podwiązali”, „tak trochę pedalsko to brzmi” itp.
W sumie ja sam siebie nie słyszę… będę musiał się nagrać kiedyś podczas czytania. Do tej pory raz słyszałem swój głos i to taki z normalnej rozmowy… przez tydzień miałem opory w odzywaniu się. Można gorzej?
Nie wiem.
Sprawdzę.





A teraz a propo włosów… (Broda, głowa i jakiekolwiek inne, z tymi w nosie również).

Wielu ludzi mówi, ogól się, inni zostaw tą część brody a zetnij tamtą, inni na odwrót. Jeszcze inni mówią zostaw brodę zetnij włosy. Są tacy co mówią obetnij wszystkie.

Przytoczę teraz pewną bajkę:

Był sobie gościu, miał synka i osła. i postanowił pojechać daleko, daleko.
Wziął osła, usadził syna na Nim, i sam idąc pieszo wyszedł z rodzinnego miasta i podążał w dal. Przechodził wkrótce, przez inne miasto i ludzie widząc go mówili między sobą: „Patrzcie. Stary, zmęczony człowiek idzie pieszo, a młody brzdąc co ma jeszcze wiele sił jedzie na ośle. Jak to tak może być.
Doszło to do uszu owego człowieka i po chwili namysłu zsadził syna z osła, a sam się na zwierzę wdrapał.
Przeszli kolejny dzień drogi i doszli do kolejnego miasta. Tam ludzie szemrali między sobą:
Jakież to dziwy dzieję się na świecie. Mężczyzna w sile wieku jedzie na szkapie, a dziecku każe się jeszcze gonić.
I to doszło do jadącego człowieka.
Czym prędzej wsadził syna na osła i razem jechali dalej.
Nim jednak opuścili to miasto, inni ludzie mówili między sobą:
Takie jest to dzisiejsze społeczeństwo… we dwóch siedzą na oślęciu i za nic mają mękę zwierzęcia. Nikt się już nie liczy z biednymi zwierzętami.
Gdy to usłyszał podróżujący człowiek, zdenerwował się, zszedł z osła, zsadził syna i razem wszyscy powędrowali drogą.
Szli tak przez pewną wieś, co leżała nieopodal miasta.
Gdy zobaczyli ich pracujący na roli chłopi, śmiali się między sobą:
Jaki to głupiec, ciągnie ze sobą nieużyteczne zwierzę… Po co mu osioł, skoro ani On sam, ani syn Jego nie korzystają, z grzbietu bydlęcia?

I rzeczywiście głupcem był ów człowiek. Lecz nie przez wzgląd na sposób swojej podróży, lecz dlatego, że głupi się słuchał, w mądrości sobie równych.




„Brak własnego zdania,
To kara sobie dana.
A brak siły woli
wodzi do niedoli.”

Więc na temat moich włosów decyzję pozostawię wąskiej grupie widzimisię.
Istotnie zapuściłem je z myślą o dredach, ale im są dłuższe tym więcej pomysłów wpada mi do głowy. ;]

czwartek, 28 maja 2009

Ogrom codziennych spraw... cz.1

Trochę się stało i część tego wszystkiego opiszę.
(podzieliłem wszystko tematycznie na kilka kawałków, bo robią się notki długie srogo)

1)Konflikt z Wychowawcą
Jakiś czas temu mieliśmy w szkole dość ciekawą sytuację.
Pewnego dnia do szkoły nie przyszło dużo nauczycieli (zresztą uczniów też).
Dyplomatyczne zdolności przewodniczącego Naszej klasy (nie chwaląc się, jeszcze wtedy mnie), doprowadziły do tego, że przełożyliśmy kilka lekcji na wcześniejsze godziny, by wcześniej iść do domu. Nie udało mnie się, przełożyć jednego tylko przedmiotu (Technologii Informacyjnej). Perspektywa czekania 100 minut czy (jak w przypadku drugiej grupy) 155, nie ucieszyła ludzi. Delegacja w składzie (Przewodniczący, Zastępczyni i jedna kumata dziewczyna) udaliśmy się do Nauczyciela tego przedmiotu (na którym w sumie Nie robiliśmy przez 1,5 roku nic przydatnego), którym jest jednocześnie nasza „Wychowawczyni”.
Próbowaliśmy załatwić sprawę, jak człowiek z człowiekiem.
Zaproponowaliśmy 4 różne opcje załatwienia problemu.
Pierwsza możliwość zakładała, że Nauczycielka weźmie na lekcje naszą klasę (prowadziła lekcje dla trzech osób w pracowni przystosowanej dla 10 osób, prosiliśmy by wzięła 5 uczniów na lekcje).
Druga ewentualność przyjmowała, jakobyśmy odrobili tę lekcję w inny dzień.
Trzecia perspektywa dawała wizje zrobienia zadania (jak już mówiłem nic specjalnego na TI nie robimy) w domu.
Czwarte wyjście, to po prostu opuszczenie tej lekcji.
Nie tylko, że Nauczycielka była nie miła. Ale przed wypowiedzeniem, skreślała wszelkie opcje. Ostatecznie wyrzuciła Nas z Sali ze słowami: „Liczę, że to przemyślicie.”
Więc przemyśleliśmy. Zapytałem nielicznie pozostałej części klasy: „Co robimy?” i jeden z kolegów, powiedział krótko i jasno: „No to chyba… Spierdalamy?”. Jego propozycja zyskała 100% poparcia (łącznie z moim) i ruszyliśmy.

Tydzień później…
Dyrekcja wystawiając zastępstwa, obok informacji, że lekcja WFu się nie odbędzie napisała: „Uczniowie zwolnieni do domu”.
Są zdania, których nie trzeba powtarzać dwa razy.
Tym razem rozmowa z wychowawcą nie odbyła się, bo znów nie chciała Nas słuchać… próbowaliśmy rozmawiać jak człowiek z człowiekiem, ale się nie dało… więc teraz rozpatrzmy sytuacje prawnie. Zarówno „Plan lekcji” jak i „Zastępstwa”, są dokumentem (”informacją prawomocną”) stworzonym przez ten sam organ „Dyrekcja Liceum”. Jeżeli ta sama instytucja wydaje dwa dokumenty sporne, to naszym obowiązkiem jest zastosować się do tego, który jest wydany później.
Więc ruszyliśmy do domu.

Dobra to tyle słowem wstępu.

Na następnej godzinie wychowawczej „wychowawczyni” powiedziała mi w twarz, że nie mogę dalej piastować funkcji przewodniczącego, ze względu na Jej brak zaufania do mnie. Powiedziała, że za tydzień odbędą się nowe wybory do samorządu klasowego. Ogłosiłem to klasie. Część ludzi z klasy mówiła między sobą, że dla kontrastu wybiorą kolegę, który nie tylko nie grzeszy inteligencją, ale także dla czystej zabawy bezmyślnie lubi wprowadzać w życie destruktywne działania.
Przyznam, że zdenerwowany na Nauczycielkę przyłączyłem się do tej szemraniny.
Kiedy przyszliśmy na godzinę „wychowawczą” tydzień później, na tablicy napisane były już dwa nazwiska dziewczyn z klasy. „Wychowawczyni” oznajmiła rozwiązanie dotychczasowego samorządu klasowego, oraz zgłosiła swoje dwie kandydatki. Zgłosiliśmy więc jako klasa dwójkę kandydatów, których to uprzednio zaplanowaliśmy.
„Osoba, która ma naganne zachowanie, lub miała w pierwszym semestrze ubiegłego roku, nie może kandydować.”- Usłyszeliśmy.
Szczerze zdziwiło mnie to bo nigdy nie spotkałem się z takim zapisem, ani w statucie, ani w żadnym innym dokumencie.
Później dowiedzieliśmy się, że wybory nie będą tajne, lecz jawne(mieliśmy się podpisać) (co było pierwszym pogwałceniem jakichkolwiek praw wyborczych), oraz że na karcie mamy wypisać cechy dla, których wybieramy osobę, na którą głosujemy.
Ostatecznie kandydaci, którzy w ogóle zostali dopuszczeni to: dwie dziewczyny wybrane przez nauczycielkę, kolega z klasy i ja.
Przez cały czas trwania wyborów Nauczycielka czytała osiągnięcia swoich kandydatek, oraz przypominała, że głosy „nie-konstruktywne” nie będą brane pod uwagę (co jest już jawnym obrazem, ponieważ to Ona decydowała, które głosy są „konstruktywne”, a które nie.

Na następnej lekcji, „wychowawczyni” powiedziała, że żeby zostać wybranym, trzeba bezwzględnie mieć wzorowe zachowanie (Czego chyba nie mam po tym jak dopisała mi -40 pkt. za to że wziąłem odpowiedzialność za ucieczki klasy)
[nieobecność na lekcji= trzem spóźnieniom = -1pkt] [kradzież, czy pobicie= około -50].
Tego zapisu tym bardziej nie przypominam sobie. Dlatego wstałem i zapytałem czy klasa też tak uważa. (ponieważ wypowiedź tej Kobiety brzmiała tak: „Uważam, że wszyscy sądzicie, że aby(…) trzeba(…)”. Nie mogę tolerować tego, że ktoś nakazuje i co mam sądzić. (Oczywiście gdy poprosiłem by wstali wszyscy, którzy popierają tezę Nauczycielki, nie wstał nikt).
Potem przeczytała jeden głos na swoje kandydatki i stwierdziła, że nie będzie czytać więcej bo nie potrzeba.
Koleżanka zapytała, czy może powiedzieć ile było głosów na kogo i dostała odpowiedź, że; „nie”.
Wstałem i porosiłem o odczytanie głosu koleżanki, która siedziała obok mnie przy głosowaniu i robiła zdjęcie swojego głosu na wypadek, gdyby „zaginął”. (Niestety w dniu ogłoszenia wyników głosowania, koleżanki tej nie było w szkole).
Nauczycielka przejrzała głosy, przeczytała wybiórczo jeden (istotnie pusty, pod względem argumentów) głos na mnie, po czym stwierdziła, że nie ma głosu tej koleżanki.
Inna koleżanka, co obok biurka akurat siedziała, zaproponowała, że pomoże bo zna pismo tamtej i na pewno odnajdzie „zaginiony głos”. Nauczycielka nie zgodziła się, pośpiesznie wyciągnęła dziennik i czym prędzej ostentacyjnie i pomimo jawnego sprzeciwu społeczności klasowej, skreśliła stary samorząd by wpisać nowy.

Szczerze niewiele obchodzi mnie ta funkcja. Jestem i tak zastępcą przewodniczącego szkoły, a większość nauczycieli ma do mnie już takie zaufanie, że nie obchodzi ich co jest wpisane do dziennika. Troszkę wiąże mi to ręce przy rozmowie z dyrekcją, ale klasa dalej mnie wysyła na wszelkie pertraktacje.
Jedno jednak na co się nie zgodzę, to pozostawienie tej sprawy taką jaka jest.
Nie pozwolę, by te 34 osoby wyszli z tej szkoły z przeświadczeniem, że głos ludu się nie liczy, bo władza zawsze zrobi swoje.

Nikogo nie zdziwi fakt, że tego samego dnia zgłosiłem sprawę rzecznikowi praw ucznia, następnego poinformowałem Opiekunkę samorządu Uczniowskiego.

Po mediacjach między klasą, a „wychowawcą” rzeczniczka powiedziała, że zrobiła wszystko co mogła i teraz już tylko może sprawę zgłosić dyrekcji.
Coś mi mówi, że ostatecznie osiągniemy to o co walczyliśmy w klasie pierwszej. Zmienimy wychowawcę.
W ubiegłym roku zrobiono Nam, serie spotkań z psychologiem i powiedziano, że sytuacja już się uspokoiła. Nauczeni tym doświadczeniem nie zgodzimy się w tym roku, by w trzeciej klasie „wychowawca” znów zrobił Nam niespodziewany wybuch złego humoru.

środa, 27 maja 2009

przerywnik

Trochę mało ostatnio pisuję, ale już wczoraj zabrałem się za pisanie notki, o ostatnim czasie.
Jest trochę długa więc się zastanawiam, czy Jej nie podzielić...
W każdym razie, na ten czas wpisuje tu wiersz drugi (notka poniżej).

Wiersz drugi

„Kwiatek”

Gdy nieśmiałości czarty stają się katami,
Przemawiaj do niewiasty, szczerymi kwiatami.

Gdy Jej spojrzenie ucisza Cię jak gromem,
Płatki kwiatu przemówią, namiętnym tonem.

Jeśli boisz się dotknąć dłoni Jej z trwogą,
Pozwól dotykowi, iść łodygi drogą.

Gdy lęku potęga w Tobie się zawiera,
Niech Cię jak pąk kwiatu, uczucie rozwiera.

niedziela, 24 maja 2009

Wiersz Pierwszy

„Kobieta”


Pewien mężczyzna, zrozumiał swój umysł,
gdy pojął neurony, odruchy i zmysł.

Pewien mężczyzna, zrozumiał swego ducha,
Gdy ujrzał, że Boga szuka jak głos ucha.

Pewien mężczyzna, zrozumiał swe ciało,
Gdy widział jak młode i stare działało.

Pewien mężczyzna, zrozumiał własne serce,
Gdy drżało, bolało i cieszyło się wielce.

Pewien mężczyzna, nieraz Bogu żebra,
Gdy objąć chce rozumem, tajemnice swego żebra.

czwartek, 21 maja 2009

Pogrzeb Ojca Staszka

Dziś pogrzeb wielkiego Człowieka.

Nie zamykajmy go w grobie, jak to Nam sie udało na razie, ze Zmartwychwstałym uczynić.
Żyjmy Jego naukami, bo prawdziwie w tym człowieku przyszedł do Nas Chrystus.


"Zdrowa ryba zawsze płynie pod prąd."
"Świat będzie Wam próbował wmówić..."
"Dosyć tego brodzenia przy brzegu."
"Popatrzcie..."
"Facet musi mieć jaja."
"Miejcie swoją godność..."

poniedziałek, 18 maja 2009

Tak wielkie i trwałe drzewa są ścinane.
Olbrzymie Twierdze w ruinę popadają,
I chociaż to Właśnie było im pisane,
W pamięci ludzkiej na zawsze pozostają.




Zmarł dziś o 5:07.



Ponad pół mojego doczesnego życia był mi Wychowawcą, w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Bite 10 lat z niecałych 18-stu posiadanych.
Mówiłem o Nim, mówiąc świadectwo kiedyś na IDMie, lecz nie było to potrzebne bo czyny Jego i dzieła najlepszym świadectwem.




Zastanawiam się przez ten dzień, co mnie w tym wszystkim boli.
To, że owocodajna i obfita winorośl, ścięta została?
Czy to, że nadzieje prawie wszyscy stracili?

Flp. 1,21

sobota, 16 maja 2009

Ojciec SJ

Jakieś 9-10 lat temu poznałem człowieka.
Jest księdzem. Opiekował się ministrantami.
Stworzył wspaniałą służbę liturgiczną, podziwianą wielokrotnie, przez przyjezdnych księży z wielu innych parafii.
Współtworzył Wspólnotę MAGIS. Opiekował się Nami gdy byliśmy w Oazie, Opiekował się Nami gdy wchodziliśmy w MAGIS. Pokazywał jak żyć z godnością.
Mówił żebym się nie garbił.

Kiedyś gdy było zamieszanie z Jego stanem zdrowia ktoś zadzwonił na parafie i zapytał „Czy Ojciec S… żyje? Tym samym wkurzył proboszcza, który powiedział „Tak pochowaliśmy go w ogrodzie w nocy, żeby nikt nie widział.”
Lubił się z Nami przekomarzać.
Zawsze głównym Jego celem jest dobro młodych.

Słucham ludzkich głosów… Wielu ludzkich głosów.
Co mogę powiedzieć ze słuchania tego?
Kiedyś u dentysty zarażono go żółtaczkom typu C.
Długo męczył się z chorobą, aż zrobiono mu przeszczep wątroby.
Nie usunięto choroby.
Później jeszcze człowiek ten przewrócił się pod szpitalem.

Efekt jest taki, że leży z wrakiem wątroby, uszkodzonym kręgosłupem, chyba bez śledziony, w szpitalu. Mówią o Nim że zostało jakieś 50 godzin życia.

Większość ludzi wokół mnie traci nadzieje. Z dnia na dzień widzę to bardziej. Boli.

We mnie tli się jeszcze nadzieja i dlatego proszę Was byście podczas rozmowy z Panem, powiedzieli mu o tym cierpiącym Ojcu.
Proszę.

piątek, 15 maja 2009

Linki ;]

Ponieważ ktoś cały czas wrzucał Wiry na stronę WyjscieDwa, która była w linkach, zmieniłem Ją na Revolta Discreta... To ta sama strona, ta sama prawda. Ta sama walka z Cenzurami oficjalnych mediów. Tylko, że W2 była przejściową ;]

A swoją drogą...
Napiszcie sobie słowo Revolta i przeczytajcie od tyłu część "evol".
Prosta zabawa literami a zdradza cel misji ;]

wtorek, 12 maja 2009

Wiersz Siódmy


„Mężczyzna”


W naturze Mężczyzny- upajać się Kobietami,
Jak w naturze Motyla- latać między Kwiatami.

Jedno i drugie, poczytać można im za słabość.
Lecz czy Ty wiesz, jaką Oni czerpią z Tego radość?

Jakaż inspiracja, płynie umysłom spragnionym,
Jakże przyjemny wiatr, muska po skrzydle wzniesionym?

Jak w górę unosi zwisającego, poetę?
Szaleńczy wiatr targa, motylego wierszokletę.

Lecz nie koniczne męskości mieć Kobiet sto gmachów,
Jak Motylowi do lotu nie trza polan kwiatów.

Potrzebna mu przestrzeń co w wolności się zawiera,
Latać i czuć mogą bez innego „pomagiera”.

poniedziałek, 11 maja 2009

Zmiana podejścia do władz Kościelnych... początki.

Dziś było u Nas w Parafii Bierzmowanie.
Przełamując swoją niechęć do Biskupstwa (I w ogóle większości władzy, tak świeckiej, jak duchowej) postanowiłem znaleźć pozytywne cechy w tym człowieku.
(Zdaje się Św. Ignacy z Loyoli robił tak, że jak dwóch współbraci zakonnych się nie znosiło to doprowadzał do konfrontacji, „polecając” im przebywać ze sobą.)

Tak więc znalazłem dziś dwie cechy dobre w tym konkretnym Biskupie.
Pierwsza.
Miał dosyć ciekawe kazanie. Oczywiście z racji czasu na nie poświęconego część ludzi odpłynęła umysłami daleko, ale mnie osobiście się podobało.
Druga.
Miał zdrowe podejście do szacunku dla świątyni Pana.
Chyba ze trzy razy przerwał czynność, którą wykonywał (lub zaczynał wykonywać), żeby wywalić fotografa z pod prezbiterium.

Czy miał jeszcze jakieś pozytywne cechy?
No był miły. Albo sprawił takie wrażenie. Aczkolwiek nie mogę temu zaprzeczyć.
Cóż widzę, że na mojej drodze do tolerowania „władz” Kościelnych jeszcze sporo do przebycia. No ale w końcu pierwsi Chrześcijanie słowo „Biskup” mieli na równi z „Opiekun”. A Oni są dla mnie jednym z głównych wzorów Kościoła.

Pisałem już kiedyś, że nie umiem zdzierżyć nazywania Wspólnoty Chrześcijan „Instytucją”?
Albo zwrotów takich jak „Urząd Biskupi” itp.
Za każdym razem mam wrażenie, że nie o to chodziło Chrystusowi

Dobra. Koniec herezji i niechęci do diecezjali. Trza w każdym widzieć jakieś dobro.

Wiersz Szósty

„Poemat o Wolności”




Żył pewien człowiek, co na imię Józef miał.
Sprzedany przez braci, egipski żywot pchał.
Ratunkiem i radą faraonowi był,
Przed głodu plagą ten egipski naród skrył.

Gdy rodzinę sprowadził do pustynnych bram,
Zapewnił im schronienie i dostatek tam.
Gdy zmarł, wpadli w niewolę tych gościnnych łap,
Nie spostrzegli oni w czas- faraońskich krat.

I nadszedł kolejny tego dworu wybranek,
Co przez matkę w koszyku uratowany,
Stronił od nałożnic, pijaństwa, kochanek.
Uwolnił ten lud, przez Boga miłowany.

Niedługo jednak cieszyli się wolnością,
Żądali od Pana, by nadał króla im.
Wszyscy ukorzeni przed jego godnością,
Zmuszeni byli znosić, zmienność Saula min.

Znów uwolnił ich przez prostego człowieka,
Dawid nań wołali, a tłum zwierzęcy pasł.
Przyjął on na siebie królewskich brzemion pas.
Wyzwolił ich Jahwe, Bóg ten, co nie zwleka

Lecz długo utopia ich piękna nie trwała.
Szemrali i knuli na Boskie wymogi,
Nie na rękę im były słuszne wyroki.
Wtem babilońska okupacja nastała.

Sprowadził ich Pan, ze wszystkich krańców świata,
Mówili w ów czas; Jahwe Nasz naród splata.
Posyłał proroków, by w wolności żyli.
Jaki czas minął, nim się znów odwrócili?

I nastąpił ten czas potężnego Rzymu,
Przyszła władza Imperium wielkiego czynu.
„Niemoralny to kraj”, mówiono w te czasy.
Władzę trzymały łacińskie urzędasy.

I narodził się Chrystus, nas Pan i nasz Król,
Co wyzwolił Izrael z Rzymskich kajdanów,
I oto wtem przyszedł: Chrystus, przyjaciel mój.
Uwolnił barbarzyńców, z niewoli grzechów.

Wolny lud podzielił się na wszelki stan.
Tych co rządzą, co się modlą i co walczą
W ojczyzny obronie, do tego każdy pan,
Ciemiężył chłopski stan, na ziemiach swych pracą.

Za mórz bezkresem odważnie żyli ludzie.
Ci rzekli do króla obywatele tak:
Nie chcemy by Twój, że wisiał nad Nami bat.
Rewolucje poczęli, walczyli w trudzie

O wolność, o godność walczyli dziadowie,
A kraj ten z wolności, znany w świecie całym,
Ochraniał, pomagał tak wielkim i małym.
Marzenia sprzedali leniwi synowie.

A Kraj z lekka skąpaną w krwi białą flagą,
Wiary bronił natchnięty Boską odwagą.
Bunt wzniósł Europejskiemu świata ciemiężcy,
Padł! Porzucili go sojusznicy męscy.

A wyzwolony z pod władzy okupanta,
Uciekłszy w ramiona gorszego bękarta,
W Radziecką niewolę na czas długi popadł.
Się miotał, się miotał, aż Rosjanin go dopadł.

Cóż mógł uczynić ów ten zlękniony Naród,
W czas gdy od Radzieckiej uciekał pożogi.
Na oślep nałożył te kajdany darów,
Co dalej się zdarzy myśleć jestem trwogi.

niedziela, 10 maja 2009

Ognisko w Mędłowie i 18h snu.

Ok.
Wróciłem wczoraj rano z osiemnastych urodzin koleżanki z klasy, które odbyły się w Mędłowie czy jakiejś takiej wiosce.
Kolejny opis mojego pobytu gdzieś tam, na który nie starcza mi czasu, żeby go napisać.

W każdym razie rano byłem jeszcze na spotkaniu grupki MAGISowej, a po powrocie, poszwendałem się po domu godzinkę i postanowiłem odespać braki snu z ostatniego tygodnia. Chyba mi się udało… Obudziłem się, dziś rano. Jakieś 18 godzin snu mam za sobą. Może starczy na kolejny aktywny tydzień… Szkoda trochę bo przespałem imieniny babci, Ale dziś do Niej pojadę złożyć spóźnione życzenia.

A właśnie. Znalazłem swój zeszyt z jeszcze kilkoma wierszami i opisem wypadu do Sącza. :)

środa, 6 maja 2009

Powrót z Sącza

Wróciłem z Sącza.

Wrażenia z podróży mam zapisane w zeszycie, więc jak znajdę czas to wrzucę tu (tia... tak jak znalazłem czas, żeby przepisać "Dziennik Rekolekcji 2008").

Myślę, że gdzieś między wierszami się pojawi tu. ;]

niedziela, 3 maja 2009

3 Maj

Ok.
Dziś Trzeci maja. Hmm...
To jest ta no ... rocznica Konstytucji.
Jest co jeszcze... Jest Niedziela, jest wolne, jest dzień przed maturami, jest Trzecio-Majówka...
Co jeszcze dzis jest...

Ok. Ostatecznie dzis wieczorem po Mszy Św. wyjeźdźam do Sącza. Obiecałem w zeszłym roku, że odwiedze ludzi tam, Chce ich odwiedzić bo serio się za Nimi stęskniłem, Mama sygnalizuje mi już jakiś czas, że niektóre moje ideologie nie są dobre, a w Sączu jest Człowiek, który jak sądze będzie mi umiał wytłumaczyć to.
No i poza tym trzeba sie kiedyś wyrwać z osaczającego mnie, życia codziennego.

:)

Wiersz Piąty

„Sanctum Revolte”


Przegnali my Turków z Wiedeńskich bram,
Lecz i Krzyżaków, tam z Grunwaldzkich pól.
Nasz Naród jest silny, choć zazwyczaj sam,
Rusza bez trwogi na mieczy wrogich tłum.

Mój Pan mnie wspiera jak Ojczyznę mą,
Doświadcza cierpieniem, jak i chwałą swą.
W Nim duch mój waleczny nie zlęknie się zła,
Z Nim w ciele wytrwałym, znajdę się ja.

Powstańmy Bracia i Siostry też, w bój.
Niskie Nam są mury, płytkie zasadzki,
Krwią zalejmy ciemiężców posadzki,
Lecz Krew to Chrystusa, przebaczenia zdrój.

Ruszymy na twierdze, obwarowań chór.
Runie jak gilotyny, tego dziś chciej.
Katów zwolnimy z ich ponurawych ról,
Będziemy wolni od nienawiści swej.

Łamać będziemy niewoli systemy,
Wołać za Nimi, wtem będą treny.
Głosić zaczniemy, że Miłości chcemy,
Zostaną kwestie, znikną problemy.

To będzie Nasz Świat.
Rewolucji Kwiat.

sobota, 2 maja 2009

Wiersz Czwarty

„ „


Jak dobra Babcia, wita czule wnuki swe.
Jak wzrokiem przygasłym, często dogląda je.
Jak starszy już Dziadek, tak dumny z dziatek tych,
Opowiada, gawędzi, o przygodach swych.

Jak wytrwała Matka do ich dziecięcych łez,
Biegnie gdzie umysły mają przestrzeni kres.
Jak zmęczony Ojciec, szukając dzieci tam,
Prędko biegnie co sił i biegnie, choćby sam.

Jak młody Chłopiec w cichej nieśmiałości swej,
Spoczywa z drżeniem, w milczenia męczarni tej.
Jak młode Dziewcze, w ogromie marzeń serca,
Speszona ucieka w skryte siebie miejsca.

Jak Mężczyzna co na pustynie uchodzi,
Szukając do niewiasty sposobnej drogi.
Jak Kobieta, z wolna księgę otworzywszy,
Ukazuje, pierwej rumieniec tworzywszy.

Jak Wędrowiec drogą cicho sobie idąc,
Pomaga niewinnym, zło czyniącym winiąc.
Jak Przyjaciel broni swego Przyjaciela,
Trwa przy Nim, tak w biedzie, jak i od wesela.

Od Pana dostaje Miłość tą… i więcej,
Jak mam nie miłować, nie kochać goręcej.

I po majówce.

Miałem być dziś z ludźmi ze Wspólnoty na majówkowym przejściu przez góry z Barda do Kłodzka. Miałem, ale się nie udało. Wczoraj spotkałem jakiegoś pijaczynę na drodze, któremu się nie podobało, że idę, no i zaczął się rzucać. W obronie innej osoby walczyłbym, ale nie chciałem wszczynać większej bójki by uniknąć kilku guzów. No trochę szkoda, że te guzy to na głowie. Więc zostałem w domu na "obserwacji". Szkoda. Drugi rok z rzędu nie jestem ze Wspólnotą na Majówce (w trójmieście w zeszłym roku też nie wyszło).

piątek, 1 maja 2009

przerywnik

Ok. Przerywnikowo, w notkach będą pojawiać się namiastki mojej twórczości, więc gdy już będzie Wam się bardzo nudzić to poczytajcie se stare noki albo napiszcie txty typu: "CZUCZ! Milcz." ;D

Pierwsze dwa wiersze zużytkuje jak polecono w "Stowarzyszeniu umarłych poetów" ("nie piszemy poezji bo jest piękna, Piszemy poezje by uwodzić kobiety"), a Trzeci jest prezentem urodzinowym, więc pisanie Tu zacznę od czwartego wiersza ;D

czwartek, 30 kwietnia 2009

Urodziny Wind.

Jeśli czegoś pragniecie, to módlcie się i działajcie.
Jednak jeśli uważasz, że Twoje życie jest nudne, to poważnie zastanów się, nim zaczniesz narzekać na to Ojcu.
Choć powiem. Nie żałuje ;]






Koleżanka z klasy zaprosiła mnie na swoje 18 urodziny.
Musiałem się na nie niestety spóźnić, przez wzgląd na różnorakie obowiązki, których już tu rozpisywać nie będę.
Ruszyłem z domu z zaproszeniem i wierszem (znaczy się prezentem).
Ruszyłem i zrozumiałem, że „nie wiem jak tam trafić”. Zadzwoniłem i wskazali mi ludzie dwa przystanki, gdzie zatrzymują się, podróżne tam bany.
Chciałem wsiąść w 704 i pojechać proponowaną trasą. Napotkałem po drodze grupę kibiców, co szczęśliwi z meczu radośnie wracali. Powiedzmy, że mniej niż bardziej własnowolnie wsiadłem do autobusu, (Nie lubię chodzić z tłumem, ale tym razem się „przemogłem”, a właściwie to mnie przemógł tłum).
Nie byłem pewien czy powinienem jechać tym autobusem, szczególnie dlatego że jechał w inną stronę. W związku z tym gdy „mnie wysiedli” z autobusu (z grupką jakiś ludzi), nie biegłem za nim tylko zadzwoniłem, by o dalszą drogę zapytać. Zadzwoniłem i dowiedziałem się, że Autobus mi pasował nawet i powinienem podjechać nim jeszcze przystanek. Tam miałem przesiąść się w inny autobus, więc do owego przystanku podszedłem. Różnych rzeczy nauczyło mnie podróżowanie do szkoły, można z autobusu być wypchniętym (gdy wysiada dużo ludzi, lub wepchniętym (gdy dużo ludzi wsiada). Pierwszy raz zostałem „wciągnięty”. Stoję sobie na przystanku, przyjeżdża autobus, otwierają się drzwi, inna grupa kibiców woła coś na styl „Heeeej” i jestem w autobusie. całkiem mili ludzie z tych kibiców. Rzadko widzę tak radosnych ludzi. Na następnym przystanku wysiadłem i udałem się, zgodnie ze wskazówkami, na przystanek by wsiąść w 403 lub 103.
Prosta sprawa. Wsiadam do Autobusu, liczę przystanki, około 6 powinienem wysiąść na jakiejś „Warmińskiej” czy coś. WARZNE! Nie wysiadaj na innym przystanku bo kumplowi co liczył mogły się pomylić przystanki po drodze. Ok. Jadę, liczę przystanki. Pierwszy, Drugi, Trzeci, Czwarty, (Tu mijałem znajomą trochę okolice), Piąty (Tu znów wróciłem do stanu błogiej nieświadomości miejsca, czasu i akcji), Szósty (Zadzwoniłem do Adriana i powiedziałem, gdzie jestem, a On, że już niedługo i żebym patrzył na nazwy przystanków), Siódmy, Ósmy, Dziewiąty, Dziesiąty, Jedenasty, Dwunasty (Tu znów zadzwoniłem bo coś mi nie pasowało.) „Chyba pojechałeś za daleko.” Usłyszałem w telefonie, toteż szybko opuściłem środek transportu. Kiedy jednak usłyszałem „Jesteś jeszcze w tym autobusie?” i widziałem zamykające się drzwi, wiedziałem jakie będzie następne zdanie. Zacząłem gonić ten autobus i tak przebiegłem jeszcze dwa albo trzy przystanki (Przestałem liczyć gdy jakaś zgraja psów przyłączyła się do mojego pościgu). Ostatecznie dostałem polecenie cofnięcia się trochę, więc podążyłem do przystanku najbliższego. Jakimś przedostatnim banem dojechałem do przystanku, który określił kumpel jako: „Stój tam i się nie ruszaj”.
Więc stałem i nie ruszałem się. Chciałem poprosić przechodniów o podrapanie po nosie, ale chyba i tak dość już byli zaskoczeni. Po pewnym czasie znów zadzwoniłem do Adriana (dobrze że zastygłem z telefonem przy twarzy) i zapytałem czy już mogę się poruszać.
W końcu mnie z tam tond zgarnęli, ludzie którzy po mnie wyszli i dalej było już spokojnie.
Cały paradoks podróży oparł się na tym, że Adrian kazał mi wysiąść na przystanku (siódmym), na którym stawał tylko jeden z podanych przez Niego autobusów. Droga rozdzielała im się, za szóstym przystankiem.


Wiersz chyba się jubilatce podobał, a przy okazji to były pierwsze urodziny na których widziałem motyw sesji RPG. ;D

wtorek, 28 kwietnia 2009

Miniony czas.

Oj dawno nie pisałem.

Cóż, w końcu mam sprawny komputer. Niedługo znów będzie musiał przestać mi służyć na jakieś dwa tygodnie, ale tym razem będę wiedział wcześniej o tym.



Wielu rzeczy tu nie napisałem.
Nie pisałem o tym, że miałem uszkodzony palec u nogi i musiałem „oszczędzać” nogę.
Nie pisałem o tym, że znów próbowałem rysować.
Nie pisałem o tym, że zacząłem pisać wiersze.
Nie pisałem o kolejnej przygodzie.

Ogrom pominiętych spraw.

A więc czas to nadrobić…



Bracia i Siostry, dalej cieszmy się, Zmartwychwstaniem i Zmartwychwstałym, bo czas wesela trwa...

"Jak mogą płakać biesiadnicy gdy oblubieniec jest z Nimi?"


Alleluja!

niedziela, 12 kwietnia 2009

...:::Alleluja:::...

Alleluja!!!



Ciemność jest po to by widzieć Światło.
Zimno jest po to by czuć Ciepło.
Cisza i dźwięki pozwalają siebie nawzajem docenić.

Wieksza radość jest tego ktory pościł niż tego ktory czas pokuty przespał...
Lecz obaj w jednym się łączą.

Radują się przyjściem Pana.



Radujcie się więc Bracia i Siostry bo Oblubieniec jest wśród Nas.

czwartek, 9 kwietnia 2009

12zgłoskowy wieczór

Dziś wreszcie wyszedłem z domu ;D

hmm…

Może opisze wieczór tym dwunastozgłoskowcem ;]
Pierwsze dwie sfory nie były planowanymi rymami więc też nie są jakieś szczególne… ale wszystko da się usprawiedliwić środkami stylistycznymi.
Pod koniec zaczyna nawet brzmieć.




Dziś, także i bowiem późnym wieczorem po
Wspólnotowej modlitwie, ruszyłem w miasto,
by złożyć koledze serdeczne życzenia
na osiemnastą rocznicę narodzenia.

Z pamięci mi uciekła nazwa klubu co
to, w nim siedział kolega szczęśliwy bardzo.
Lecz przypomniała mi się zasada taka:
„To koniec języka miej za przewodnika.”

Znalazłem więc lokal po chwili gadania,
Był tam i kum ów i kumpela zalana.
Dał ja życzenia, lecz ku mojej uwadze
przyszedł fakt że pusto jest tu w tym barze.

Zostałem więc chwilę gadałem, słuchałem,
Aż przyszedł czas, że z towarzystwem wyszedłem.
Tak razem żeśmy budynek opuścili,
Aż na przystanku tam, my się rozdzielili.

Rycerskich honorów kodeks mnie się chwyta,
więc koleżankę, odprowadzałem by Ta…
Nie usnęła w drodze, zmęczeniem okryta
i do domu dotarłszy zdrów cała była.

Rycerskich kodeksów mnie strzegły zalety,
nie korzystać z okazji dla złej uciechy.
Dobry uczynek, tak właśnie wypełniwszy,
wróciłem do domu o wiele szczęśliwszy.

sobota, 4 kwietnia 2009

Rozyślania

Szukałem czasu na odpoczynekszukałem bo plątało mi się po głowie wiele myśli, które chciałem uporządkować, zrozumieć… albo przynajmniej rozeznać.

Myślałem, że najlepszym sposobem na odpoczynek i wyrwanie się z codzienności, będzie wyjazd gdzieś za miasto…
Może do Kłodzka, Opola, Bytomia, albo Sącza…


Jednakże Pan znów pokazał mi, że ma własne rozwiązania.
Leże teraz w domu i jestem chory. Odpoczywam i wyrwałem się z „codzienności”.

Czas leci obok mnie… mało obchodzi mnie, która jest godzina… jedyny związek pory dnia z moją osobą, to zachowania i obecność współdomowników, oraz nasilanie się gorączki… „Kto w swej chorobie dotrwa poranka, nie musi się martwić o dzień…” to tak z moich obserwacji hasło powstało.

W każdym razie już od jakiegoś czasu zmagam się ze sobą by stanąć przed Przyjaciółmi i powiedzieć im:
Szliśmy razem drogom. Razem na tej wąskiej i trudnej drodze, rozwijaliśmy się i stawaliśmy się bardziej bliscy naszemu Panu, który wszak jest celem naszej wędrówki. Gdy na drodze swej napotkaliśmy mieścinę, razem odpoczęliśmy w niej, odkładając na bok naszą drogę w samorozwoju. Ja jednak, czuje w głębi serca pragnienie podążania dalej starą ścieżką. Ja czuje pragnienie bycia bardziej. Ruszam więc, mając za jedyną pewną rzecz, że nie idę wielką drogą łatwizny, lecz stąpam po zamglonym gruncie zaufania. Jeśli chcesz, chodź ze mną… jeśli pragniesz pozostać… proszę… nie szukaj mnie nigdy na wielkich szlakach występnych.


Wiem również, że kiedyś przyjdzie czas by te same słowa (lub trudniejsze) ofiarować rodzinie. Lecz nie teraz się to dzieje lecz wtedy, gdy więzy krwi staną się dla mnie niczym.
I Gdy za moim Panem powtórzyć będę mógł:
Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką
Nie Krew lecz Czyny.


Dużo rozmyślań. Te i wiele innych przechadza się po moim osłabionym umyśle…
Mam teraz czas… rozeznam te myśli i uczynię co będzie do uczynienia
.



A Wy Bracia i Siostry, cieszcie się.
Bo chodź nadchodzi czas smutku, gdy zabiorom nam Oblubieńca, i do serc swych tego dnia nie będziemy mogli go przyjąć, to nadejdzie też czas, gdy w weselu i radości wspominać będziemy Jego wielkie zwycięstwo.
Zwycięstwo, które nastało, które się staje, i które przyjdzie.

piątek, 3 kwietnia 2009

przerwa?

Dawnom nie pisał... mało czasu miałem za dni i nocy ostatnich...

Teraz choruje ale już nie długo wrócę do Bloga ;]

poniedziałek, 23 marca 2009

Wypad Rowerowy 22.03

2 i pół godziny soboty, poświęcone na to by mój rowerek wrócił do formy, poszły się grzać.

Niedzielny wypad rowerowy Naszej grupki mogę podsumować kilkoma cytatami:
"To nie jest wentyl rowerowy... pewnie to samochodowy."
"Miałeś racje. Nie ma tu wentyla rowerowego... Tu w ogóle nie ma wentyla."
"Może uda się ten wkręcić... hm.. Panowie tu nawet gwintu nie ma!"

Tak więc mój rowerek odmówił udziału już przed startem, ale przynajmniej widziałem zgranie grupy. Pomimo mojej namowy, by ruszać beze mnie, usłyszałem: "Albo jedziemy wszyscy, albo nie jedziemy".

Szkoda, że to akurat druga opcja zagórowała.


Krótkim podsumowaniem powiem tak... rośniemy liczebnie ale nie spada w Nas entuzjazm.

piątek, 20 marca 2009

Przedsmak

Ostatnimi czasy Pan dał mi przedsmak jednej dróg, którą mogę wybrać…

Droga ku której najbardziej się skłaniam dzieli otaczających ludzi na dwie grupy… Tych którzy przez wzgląd na uczynki będą mi braćmi i siostrami, którzy w głębi swojego bytu czuć będą chęć by iść drogą mojego Pana. Ale również na tych, którzy będą mnie przeklinać, wyszydzać i żywić ku mnie nienawiść.
Trudem głównym tej drogi jest to, że Kochać należy mi i jednych i drugich.

Nie przypadkowo użyłem mocnego słowa w powyższym zdaniu. Nie przypadkowo też piszę, że to trudne.
Na razie uczę się miłować Boga. Człowieka będzie ciężej, lecz nie da się miłować Boga i dzieci Jego przeklinać.

A czym jest owy przedsmak, o którym pisałem na początku?
Dwa wieczory czekając na windę spędziłem na rozmowach Teologicznych ze starszą sąsiadką…
Ostatecznie powiedziała, że jest już starsza i pewnie niedługo umrze… ale przynajmniej Ją uspokoiłem…
Powiem szczerze… podbudowało mnie to w drodze do celu…
Pamiętacie jak kiedyś opisałem sytuacje gdy zadziwił mnie dialog z pewnym pijanym sąsiadem? (jak znajdę to rzucę tu link). Wczoraj spotkałem tego gościa… w lepszym stanie i choć na początku nie jarzył kim jestem… (powtarzał tylko: „Skądś znam tą twarz” do kolegi) to gdy mnie rozpoznał widziałem jak zaświtała mu cała Nasza dawna rozmowa…

To nie wszystkie znaki jakie uczynił wobec mnie Pan… ale wiem, że muszę strzec się Pychy
Przyjdzie Antychryst, a będzie On człowiekiem doskonałym w modlitwie, dobrych czynach, teologii i działaniu… aż do momentu gdy nie ogarnie go Pycha.
Wtedy dla wierzących przyjdzie czas Pustyni.
I znów udowodniłem sobie, że uwolnienie się, od dawnej „przesadnej pokory” nie ma tylko dobrych skutków… Daje też nowe pole do walki… może przyszedł czas walczyć?

niedziela, 15 marca 2009

Badaj ludzkie dusze spojrzeniami ;]

Jeden z mych Przyjaciół osiągnął liczbe lat, przy której państwo obdarza obywateli zaufaniem i odpowiedzialnością za własne czyny.

Dopiero co wróciłem z Kłodzka.
Naprawdę ze świetnymi ludźmi przyszło mi dzielić czas...
Jestem z tego bardzo zadowolony...

Reszte zostawiam sobie na pewne "przemyślenia" z Jezusem...
A właśnie... Moja rodzicielka pierwszy raz nazwała mnie heretykiem ;D

Leci czas obok Nas...

środa, 11 marca 2009

Cel bytu.

Abel składał ofiary Panu. Cieszył się wszystkim co dostawał od życia.
I Pan był z Nim.
Abraham był Gościnny. Był gotowy do Poświęceń i…
Pan był z Nim.
Noe był ufny wobec Pana. Był wyszydzany gdy budował w suchym czasie Arkę.
I Pan był z Nim.
Dawid był człowiekiem prostym. Rządził Narodem Izraelskim
i z Nim był Pan.
Izajasz był Gorliwy i głosił wielkie rzeczy. Przepowiedział przyjście Jezusa i dawał nadzieje.
I Pan Go nie opuszczał.
Jeremiasz Miłował Boga i ile razy mówił w Jego imieniu zwiastował klęski i upadki własnego narodu.
I z Nim również, był Pan.
Eliasz umiał się modlić. I w modlitwie spotykał Boga.
Więc Pan był z Nim.
Jezus głosił odważnie prawdę. Był bezkompromisowy i nie uciekał do bezpiecznego miejsca w fotelu.
A Ojciec był z Nim.
Św. Paweł stał się wzorem dla tych, których niegdyś prześladował i odważnie walczył z tymi, którzy dali mu wykształcenie i wychowanie.
A Pan był z Nim.
Jan Paweł II Mówił o Bogu i życiem pokazywał, że się Go trzyma.
Pan, był i z Nim.
(mnóstwo innych przykładów)


"Gdy nie wiem Czego chce odemnie Bóg, Pytam się wpierw... Czego sam od siebie chce?"
Bóg w skarpetkach.”
Pan Przychodzi w codzienności.”
Pan napełnia moje życie sensem”



A teraz jak już poczytałeś… to poniższe po prostu zrozum.

Jesteś (przepraszam jeśli gorszy kogoś użyty zwrot) ZAJEBISTY.

Jesteś Stworzony przez Boga na Jego obraz. Ale Pan nie stworzył Nas identycznymi. Każdemu z Nas rozdał różne Talenty.
Więc zapamiętaj: Jesteś stworzony by się ROZWIJAĆ i stać się najlepszym oryginalnym stworzeniem, do bycia którym powołał Ciebie, Bóg.
Świat będzie mówił różne rzeczy…. a zbliża się czas, że naciski by iść za tłumem są coraz mocniejsze.

Nie zapomnij:
Bóg stworzył człowieka, a nie tłum. Więc bądź Człowiekiem a nie tłumem.


Proszę.




Notka oparta na róznych utworach Jeśli Autor którego kolwiek rozpozna swój utwór i nie będzie go tu chciał... Prosze się zgłosić ;]

czwartek, 5 marca 2009

Jakie plewy przywieją "Globalne Wiatry"?

Ukończyłem dziś oglądać pewien film (jak chcesz to kliknij i zjedź na dół do video), do którego oglądania zachęcił mnie wywiad z Jego twórcą (Też możesz kliknąć. Jeste wolny (też zjedź na dół)) ś.p. Aaronem Russo.




Kilka uwag przed oglądnięciem:

-Film ten może ujawnić przed Tobą, że byłeś regularnie oszukiwany (nawet jeśli nie mieszkasz w Ameryce). Jeśli Wali Cię poczucie wolności i pragniesz pozostać w ułudzie... nie musisz oglądać.

-Zarówno wywiad jak i film trwają "dłuższą chwilkę", jeśli więc chcesz oglądnąć któreś z Nich, zarezerwuj sobie troszke czasu (chyba koło godziny, czy pótorej). Warto oglądnąć do końca (lecą tam najlepsze smaczki i wyjaśnienie dla tych co nie załapali w trakcie o co wogóle biega).

-Ja osobiście najpierw oglądnąłem wywiad a potem film. W takiej też kolejności promuje ;D



A tak ogólnie to dzięki za Dyskusje ostatnią w komentach.


Bądźcie szczęśliwi Bracia i Siostry.

sobota, 28 lutego 2009

zamiast komentarza.

Krótki spis treści, bo mi się notka wydłużyła troszku.
1) Wstęp
2) Przypowieść „o trzech drzewach
3) Krótki komentarz przypowieści
4) Dwie wizje „mnie
5) Stare marzenie.
6) Zakończenie
_____________________________________________________________________

1)
Chciałem odpisać w komentarzach, ale tak dobrze mi się pisało, że postanowiłem ukształtować z moich myśli notkę.

Gdzieś międzyczasie pojawiły się spekulacje jakobym zastanawiał się nad drogą Jezuity (dokładnie to było tam o Zakonie, ale nie uznaje w swoim życiu opcji bym podjął życie Kapłańskie poza Towarzystwem Jezusowym).

Po pierwsze planowanie czegokolwiek na dłuższy dystans w moim życiu było zawsze bezsensu. Dlaczego? Bo Bóg szeptał mi delikatnie: „Nie planuj” „Nie dumaj” „ZAUFAJ”.
Znacie przypowieść o trzech drzewach? Nie wszyscy kojarzą, więc przytoczę.

2)
Uwaga! Bajka wyposażona jest w środki stylistyczne, które mogą sprawić że przedstawiony materiał będzie różnił się od rzeczywistego świata, który znasz. Jeśli przeszkadza to Twojej osobie, obraża Twoje uczucia, lub nie chcesz poznawać tego typu treści, NIE czytaj tego tekstu dalej, lub poskarż się mamie [tylko nie mojej ;p].

Rosły sobie trzy drzewa. Pewnego razu Jedno zgadało do reszty.
-Chciałbym w przyszłości zostać skrzynią. Taką skrzynią, której będzie się trzymać największy skarb świata. Pewnie musiałbym trafić do jakiegoś bardzo bogatego człowieka. Byłbym bardzo ważny i wielu ludzi chciałoby widzieć to co miałbym w sobie.
Drugie drzewo powiedziało:
-A ja chciałbym być statkiem. Wspaniałym jachtem, którym pływałby największy Król świata. Najwspanialszy człowiek na świecie.
Trzecie drzewo, spokojnie i z pokorą powiedziało:
-A Ja chce zostać tutaj i rosnąć. Rosnąć wysokie i wielkie, by ludzie którzy będą przechodzić obok zatrzymywali się na chwilę i patrząc na mnie, patrzyli w Niebo.
Przyszli innego dnia drwale i ścieli wszystkie trzy drzewa. Pierwsze trafiło do jakiejś starej szopy. Zrobiono z Niego koryto, żłób z którego jadły pasze zwierzęta.

Drugie drzewo przerobiono na kuter rybacki, zwykłą łódź, na której biedna część społeczeństwa walczyła z morzem by związać koniec z końcem.
Trzecie drzewo zostało podzielone na kilka desek, zbito je ze sobą i wrzucono do jakiejś starej szopy.
Wiele lat później do stajni, w której znajdowało się pierwsze drzewo trafiła dwójka ludzi. Mężczyzna i kobieta w ciąży. Kobieta urodziła, a ponieważ nie było gdzie położyć dziecięcia, włożono je do żłobu. Przyszła później jakaś zgraja pastuchów, a nawet trzech gości ładnie ubranych z jakimiś darami.
Jeszcze później, pewien człowiek wsiadł do łodzi, która zrobiona była z drugiego drzewa. Za tym człowiekiem szły wielkie tłumy i musiał wypłynąć na środek jeziora, by do Niech przemawiać. Człowiek ten mówił mądrze a ludzie go słuchali, bo był dla Nich kimś ważnym.
Kolejnych parę lat później wyciągnięto z szopy Trzecie drzewo, a właściwie dwie, razem sklecone, deski. Najpierw rzucono je na plecy jakiegoś pobitego człowieka, a na końcu zostały wbite w ziemie, na szczycie pewnej góry, nieopodal miasta. Na końcu przybito do Nich owego człowieka.
A ludzie z miasta zatrzymywali się w swej wędrówce i spoglądali w górę. Na Człowieka, na Krzyż, na Niebo.



3)
Tak właśnie zawsze było w moim życiu. Czy ktoś z Was potrafi zapytać się „Czego od życia chce?” „Co chce zrobić?” Nie pytaj siebie „Jak?”. Tą kwestie pozostaw Bogu. Po prostu miej marzenia.

Cały ten powyższy wstęp napisałem po to, byście wiedzieli, że moje życie oddałem Bogu. I nie mi o nim decydować. Ale codziennie walczę o wolność, bo moim "Bogiem" nie są pieniądze, systemy i władcy tego świata.
Więc nie mogę sobie zaplanować: „po maturze idę tu, a potem pracuje tam” itp.
On i tak zrobi ze mną to co dla mnie najlepsze.

4)
Ale żeby uciszyć wszelkie spekulacje na temat mojego życia, postawie przed Wami dwie moje wizje „mnie” w przyszłości:

I) Będę Człowiekiem, mężczyzną, dobrym mężem, który co dzień na nowo zakochuje się w swej Małżonce. Ojcem który woli spędzać czas z Rodziną i Przyjaciółmi niż z alkoholem i karierą. Głową domu, która ciężko pracuje by zapewnić dzieciom dobrą przyszłość. Ojcem który nie nadużywa siły, lecz też nie rozpuszcza dzieci. Facetem, który ma czas na to co go interesuje. Człowiekiem, do którego KAŻDY może przyjść i wygarnąć co mu leży na wątrobie. Altruistą, który co dzień modli się by raz zapalony ogień w Nim nie zgasł. Ogólnie rzecz ujmując, Przykładem: Męża i Ojca, Sąsiada i Przyjaciela, Współziomka i Człowieka, który w tym wszystkim nie gubi siebie.

II) Będę Człowiekiem, mężczyzną, Dobrym współbratem w rodzinie zakonnej. Ojcem który ma „efektywnie” więcej dzieci niż inni ojcowie. (Ze względu na szczerość z jaką przychodzi do Niego młodzież). Cichym i pokornym, w niepotrzebnych kłótniach, ale głośnym i nieugiętym, bezkompromisowym w wypełnianiu Woli mojego Pana. Księdzem Kochającym (To słowo użyte tu w pełni poprawnie, po namyśle i bez przesady) Boga i nie zapominający o tej Miłości gdy przychodzi go widzieć w drugim człowieku. Towarzyszem Jezusa.

To strzępki marzeń, które pozostały mi w pamięci. Powiecie: „Niemożliwe jest tak żyć!”, ale ja wszystko mogę w tym który mnie umacnia.

Kiedy sformułowało się to moje marzenie?
Powstało w moich myślach, kiedy odważyłem się wypowiedzieć przed Przyjacielem, moje Pragnienie i zarazem marzenie, z dawnych lat.

5)
„- Wiesz… zawsze chciałem być człowiekiem który wędruje od miasta do miasta i ze wsi na wieś. Człowiekiem, który pomaga ludziom w codzienności. Pomaga czynem, ale i dobrym słowem czy radą. Wędrowcem, który nie wie gdzie będzie spał. Który nie wie co (albo czy w ogóle) będzie jadł. Ale ufa Bogu i czynie dobre rzeczy. Chciałem iść przez świat i leczyć ludzi, błogosławić z mocą, wyganiać nieczyste duchy. Czynić rzeczy niezwykłe, ale i te codzienne.
-A nie uważasz, że byłoby to za proste?
-No chyba nie większość ludzi nie poszłaby na to…
-Ale dla Ciebie byłoby to wygodne.
-No… No tak.”

Od tamtej pory wykształciły mi się właśnie te dwa obrazy mnie…


6)
Oczywiście mogłem napisać w komentarzu „Mam jeszcze ponad rok na decyzje bo żeby zostać Jezuitą trza zdać maturę.”, ale wolałem ubrać to w słowa i napisać taką krótką notkę.

środa, 25 lutego 2009

sobota, 21 lutego 2009

Wolność.

Wolność.



Z dnia na dzień coraz bardziej odkrywam to słowo.

Zacznę może od rozmyślań z przed Ferii
Kiedy zacząłem uczęszczać do Liceum musiałem dojeżdżać kawałek do szkoły
Postanowiłem jeździć rowerem bo było ekonomiczniej, nie musiałem stać w korkach tak jak autobusy i nie musiałem czekać na przystanku o konkretnej godzinie… (Ani kląć jak reszta ludzi na to, że nie ma trzeciego autobusu z rzędu).
W zeszłym roku na zimę Mama, bez pytania o zdanie na ten temat, kupiła mi bilet trzymiesięczny i powiedziała, że mam schować rower. W tym roku nie dałem się… z góry zaznaczyłem, że będę jeździł rowerem w zimie.

Wielu ludzi zniechęciłoby się na moim miejscu. Pod wpływem zmęczenia, pod wpływem opinii wariata w szkole, pod wpływem mrozu muskającego rano zaspane oblicze. Ale ja widziałem w tym więcejNazywałem to niezależność… Pod koniec walki nazwałem swój cel ostatecznie „Wolnością”. I wtenczas właśnie tchnęła mnie rozkmina… Stara Przyjaciółka Refleksja usiadła by podumać (podumać!!! wstawka dla starych erotomanów, którym „pomieszałyby” się literki) ze mną na temat wolności.

Moje odkrycie było proste… Wielu ludzi krzyczy, że chce być wolnymi… Jeśli kto postawi przed Nimi szanse zdobycia wolności tuż pod nosem, wezmą i będą uznawali za naturalną.
Ale o tej wolności szybko się zapomina. Wolność ma taką wartość, jaką płacimy za Nią cenę.

Później większość pozytywnych ludzi wokół mnie zaczęła głosićwyzwolenie”, mówić głośno o wolnościW2, O. Grzegorz, Filmy na MAGISowym Klubie Filmowym.
Już prawie ułożyłem pod to temat maturalny… Jak mi się uda ułożyć cos do marca to będę mógł pisać własny temat za rok. ^^

Ale ogólnie to dziś poczułem się wolnym.
Dziś powiedziałem Przyjacielowi i ekipie ludzi z których znam od 11 lat „Nie muszę się przed Wami tłumaczyć”. Żeby podkreślić wagę sytuacji… Do tej pory mi się to nie udawało i dawałem się opieprzać kiedy tylko nie byłem na Nocce czy coś. Dziś udało mi się ze spokojem dokończyć obiad, po telefonie od FlugsSa, nim powędrowałem do salki.
Gdy już się tam znalazłem zastałem pracującego w kuchni Mateusza i siedzących w salce: (wymieniam Ksywami z RPGów dla amoniowości) Vox’a, Ruthera, Morfiste i FlugsSa.
Oczywiście największe pretensje miał Ruther. Oburzony darł się czemu robie im takie jaja że się umawiam i nie przychodzę… Zapytałem wprost:
"Ja -Czy Ty słyszałeś, żebym mówił, że będę?
R- Nie no ale wszyscy mówili…
Ja -Czy deklarowałem się przed Tobą?
zamilkł (to się rzadko zdarza by w dyskusji ten człowiek dał za wygraną… na dobrą sprawę chyba pierwszy raz słyszałem jak przyznaje się do błędu)
Ja –Czy komukolwiek jeszcze się deklarowałem?
M- Było na forum od trzech tygodni.
F- Mówiłem Ci tydzień temu!
Ja- Po pierwsze nie tydzień tylko trzy dni temu, po drugie wczoraj w szkole rano mówiłem, że nie jestem pewniakiem na tą sesyje i zadzwoniłem do Ciebie wcześniej.
R- Ale powinieneś poinformować wszystkich a nie tylko FlugsSa.
Ja- Dzwoniłem do FlugsSa, powiedział żebym poinformował Morfiste… Dzwoniłem do Ciebie?
M- No tak, ale komórka mi padła jak próbowałeś zadzwonić.
Ja- No ok… sesji nie było. Ale dzwoniliście do mnie z oburzeniem, że mam podręczniki… powiedziałem „przyjdźcie”. i o w pół do pierwszej w Nocy zadzwoniłem bo nie wiedziałem co się dzieje, po czym dowiedziałem się, że jednak nie gracie…
"

Rozmowa miała charakter Dynamiczny, czasem FlugsS wtrącał… „Gdybyś chciał to byś dał rade przyjść”… a resztę czasu starał się milczeć… To było w Nim pozytywne… spokój. Rzadko to w Nim widzę, ale chyba ma z tym większą siłę przebicia.

Nie mniej bardzo cieszę się z tej zdobytej wolności… Postawiłem na szale ryzyka relacje, (wciąż nie wiem czy nie straciłem tego „zastawu”), wyrwałem się ze swojej niemocy i otrzymałem wolnośćWolność, która „smakuje”.


Siostry i bracia szukajcie tej wolności… Ja mogę opowiadać o Niej
Ale JEŚLI Jej nie POCZUJECIE, to Jej nie POZNACIE.




Na razie rower mam uszkodzony... więc zostałem znów "Skazany na MPK"

Kolejne dni.

Ostatnio znów czuje jakieś dziwne „zmęczenie”… może to efekt klimatyzowania się w społeczeństwie na nowo… może znów mnie coś bierze… a może to coś zupełnie innego

Zauważyłem coś dziwnego. Im bliżej jestem Jezusa, a właściwie Jego drogi (On jest przy mnie cały czas…), tym bardziej czuje taki… Brak spójności z otaczającym mnie światem. Nie ogranicza mnie już tak bardzo jak kiedyś, ale też przestaje czuć taką „odpowiedzialność” za to co się na nim dzieje… i to mnie trochę niepokoi.

A przy okazji. Zauważyłem że czasem w komentarzach udaje się zakręcić zalążki takiej małej dyskusji… Nie bójcie się tam pisywać. Wymiana zdań jest o tyle pozytywna, że w przeciwieństwie do Monologów bierze się do tego więcej umysłów i dusz…