sobota, 2 maja 2009

I po majówce.

Miałem być dziś z ludźmi ze Wspólnoty na majówkowym przejściu przez góry z Barda do Kłodzka. Miałem, ale się nie udało. Wczoraj spotkałem jakiegoś pijaczynę na drodze, któremu się nie podobało, że idę, no i zaczął się rzucać. W obronie innej osoby walczyłbym, ale nie chciałem wszczynać większej bójki by uniknąć kilku guzów. No trochę szkoda, że te guzy to na głowie. Więc zostałem w domu na "obserwacji". Szkoda. Drugi rok z rzędu nie jestem ze Wspólnotą na Majówce (w trójmieście w zeszłym roku też nie wyszło).

piątek, 1 maja 2009

przerywnik

Ok. Przerywnikowo, w notkach będą pojawiać się namiastki mojej twórczości, więc gdy już będzie Wam się bardzo nudzić to poczytajcie se stare noki albo napiszcie txty typu: "CZUCZ! Milcz." ;D

Pierwsze dwa wiersze zużytkuje jak polecono w "Stowarzyszeniu umarłych poetów" ("nie piszemy poezji bo jest piękna, Piszemy poezje by uwodzić kobiety"), a Trzeci jest prezentem urodzinowym, więc pisanie Tu zacznę od czwartego wiersza ;D

czwartek, 30 kwietnia 2009

Urodziny Wind.

Jeśli czegoś pragniecie, to módlcie się i działajcie.
Jednak jeśli uważasz, że Twoje życie jest nudne, to poważnie zastanów się, nim zaczniesz narzekać na to Ojcu.
Choć powiem. Nie żałuje ;]






Koleżanka z klasy zaprosiła mnie na swoje 18 urodziny.
Musiałem się na nie niestety spóźnić, przez wzgląd na różnorakie obowiązki, których już tu rozpisywać nie będę.
Ruszyłem z domu z zaproszeniem i wierszem (znaczy się prezentem).
Ruszyłem i zrozumiałem, że „nie wiem jak tam trafić”. Zadzwoniłem i wskazali mi ludzie dwa przystanki, gdzie zatrzymują się, podróżne tam bany.
Chciałem wsiąść w 704 i pojechać proponowaną trasą. Napotkałem po drodze grupę kibiców, co szczęśliwi z meczu radośnie wracali. Powiedzmy, że mniej niż bardziej własnowolnie wsiadłem do autobusu, (Nie lubię chodzić z tłumem, ale tym razem się „przemogłem”, a właściwie to mnie przemógł tłum).
Nie byłem pewien czy powinienem jechać tym autobusem, szczególnie dlatego że jechał w inną stronę. W związku z tym gdy „mnie wysiedli” z autobusu (z grupką jakiś ludzi), nie biegłem za nim tylko zadzwoniłem, by o dalszą drogę zapytać. Zadzwoniłem i dowiedziałem się, że Autobus mi pasował nawet i powinienem podjechać nim jeszcze przystanek. Tam miałem przesiąść się w inny autobus, więc do owego przystanku podszedłem. Różnych rzeczy nauczyło mnie podróżowanie do szkoły, można z autobusu być wypchniętym (gdy wysiada dużo ludzi, lub wepchniętym (gdy dużo ludzi wsiada). Pierwszy raz zostałem „wciągnięty”. Stoję sobie na przystanku, przyjeżdża autobus, otwierają się drzwi, inna grupa kibiców woła coś na styl „Heeeej” i jestem w autobusie. całkiem mili ludzie z tych kibiców. Rzadko widzę tak radosnych ludzi. Na następnym przystanku wysiadłem i udałem się, zgodnie ze wskazówkami, na przystanek by wsiąść w 403 lub 103.
Prosta sprawa. Wsiadam do Autobusu, liczę przystanki, około 6 powinienem wysiąść na jakiejś „Warmińskiej” czy coś. WARZNE! Nie wysiadaj na innym przystanku bo kumplowi co liczył mogły się pomylić przystanki po drodze. Ok. Jadę, liczę przystanki. Pierwszy, Drugi, Trzeci, Czwarty, (Tu mijałem znajomą trochę okolice), Piąty (Tu znów wróciłem do stanu błogiej nieświadomości miejsca, czasu i akcji), Szósty (Zadzwoniłem do Adriana i powiedziałem, gdzie jestem, a On, że już niedługo i żebym patrzył na nazwy przystanków), Siódmy, Ósmy, Dziewiąty, Dziesiąty, Jedenasty, Dwunasty (Tu znów zadzwoniłem bo coś mi nie pasowało.) „Chyba pojechałeś za daleko.” Usłyszałem w telefonie, toteż szybko opuściłem środek transportu. Kiedy jednak usłyszałem „Jesteś jeszcze w tym autobusie?” i widziałem zamykające się drzwi, wiedziałem jakie będzie następne zdanie. Zacząłem gonić ten autobus i tak przebiegłem jeszcze dwa albo trzy przystanki (Przestałem liczyć gdy jakaś zgraja psów przyłączyła się do mojego pościgu). Ostatecznie dostałem polecenie cofnięcia się trochę, więc podążyłem do przystanku najbliższego. Jakimś przedostatnim banem dojechałem do przystanku, który określił kumpel jako: „Stój tam i się nie ruszaj”.
Więc stałem i nie ruszałem się. Chciałem poprosić przechodniów o podrapanie po nosie, ale chyba i tak dość już byli zaskoczeni. Po pewnym czasie znów zadzwoniłem do Adriana (dobrze że zastygłem z telefonem przy twarzy) i zapytałem czy już mogę się poruszać.
W końcu mnie z tam tond zgarnęli, ludzie którzy po mnie wyszli i dalej było już spokojnie.
Cały paradoks podróży oparł się na tym, że Adrian kazał mi wysiąść na przystanku (siódmym), na którym stawał tylko jeden z podanych przez Niego autobusów. Droga rozdzielała im się, za szóstym przystankiem.


Wiersz chyba się jubilatce podobał, a przy okazji to były pierwsze urodziny na których widziałem motyw sesji RPG. ;D

wtorek, 28 kwietnia 2009

Miniony czas.

Oj dawno nie pisałem.

Cóż, w końcu mam sprawny komputer. Niedługo znów będzie musiał przestać mi służyć na jakieś dwa tygodnie, ale tym razem będę wiedział wcześniej o tym.



Wielu rzeczy tu nie napisałem.
Nie pisałem o tym, że miałem uszkodzony palec u nogi i musiałem „oszczędzać” nogę.
Nie pisałem o tym, że znów próbowałem rysować.
Nie pisałem o tym, że zacząłem pisać wiersze.
Nie pisałem o kolejnej przygodzie.

Ogrom pominiętych spraw.

A więc czas to nadrobić…



Bracia i Siostry, dalej cieszmy się, Zmartwychwstaniem i Zmartwychwstałym, bo czas wesela trwa...

"Jak mogą płakać biesiadnicy gdy oblubieniec jest z Nimi?"


Alleluja!

niedziela, 12 kwietnia 2009

...:::Alleluja:::...

Alleluja!!!



Ciemność jest po to by widzieć Światło.
Zimno jest po to by czuć Ciepło.
Cisza i dźwięki pozwalają siebie nawzajem docenić.

Wieksza radość jest tego ktory pościł niż tego ktory czas pokuty przespał...
Lecz obaj w jednym się łączą.

Radują się przyjściem Pana.



Radujcie się więc Bracia i Siostry bo Oblubieniec jest wśród Nas.

czwartek, 9 kwietnia 2009

12zgłoskowy wieczór

Dziś wreszcie wyszedłem z domu ;D

hmm…

Może opisze wieczór tym dwunastozgłoskowcem ;]
Pierwsze dwie sfory nie były planowanymi rymami więc też nie są jakieś szczególne… ale wszystko da się usprawiedliwić środkami stylistycznymi.
Pod koniec zaczyna nawet brzmieć.




Dziś, także i bowiem późnym wieczorem po
Wspólnotowej modlitwie, ruszyłem w miasto,
by złożyć koledze serdeczne życzenia
na osiemnastą rocznicę narodzenia.

Z pamięci mi uciekła nazwa klubu co
to, w nim siedział kolega szczęśliwy bardzo.
Lecz przypomniała mi się zasada taka:
„To koniec języka miej za przewodnika.”

Znalazłem więc lokal po chwili gadania,
Był tam i kum ów i kumpela zalana.
Dał ja życzenia, lecz ku mojej uwadze
przyszedł fakt że pusto jest tu w tym barze.

Zostałem więc chwilę gadałem, słuchałem,
Aż przyszedł czas, że z towarzystwem wyszedłem.
Tak razem żeśmy budynek opuścili,
Aż na przystanku tam, my się rozdzielili.

Rycerskich honorów kodeks mnie się chwyta,
więc koleżankę, odprowadzałem by Ta…
Nie usnęła w drodze, zmęczeniem okryta
i do domu dotarłszy zdrów cała była.

Rycerskich kodeksów mnie strzegły zalety,
nie korzystać z okazji dla złej uciechy.
Dobry uczynek, tak właśnie wypełniwszy,
wróciłem do domu o wiele szczęśliwszy.

sobota, 4 kwietnia 2009

Rozyślania

Szukałem czasu na odpoczynekszukałem bo plątało mi się po głowie wiele myśli, które chciałem uporządkować, zrozumieć… albo przynajmniej rozeznać.

Myślałem, że najlepszym sposobem na odpoczynek i wyrwanie się z codzienności, będzie wyjazd gdzieś za miasto…
Może do Kłodzka, Opola, Bytomia, albo Sącza…


Jednakże Pan znów pokazał mi, że ma własne rozwiązania.
Leże teraz w domu i jestem chory. Odpoczywam i wyrwałem się z „codzienności”.

Czas leci obok mnie… mało obchodzi mnie, która jest godzina… jedyny związek pory dnia z moją osobą, to zachowania i obecność współdomowników, oraz nasilanie się gorączki… „Kto w swej chorobie dotrwa poranka, nie musi się martwić o dzień…” to tak z moich obserwacji hasło powstało.

W każdym razie już od jakiegoś czasu zmagam się ze sobą by stanąć przed Przyjaciółmi i powiedzieć im:
Szliśmy razem drogom. Razem na tej wąskiej i trudnej drodze, rozwijaliśmy się i stawaliśmy się bardziej bliscy naszemu Panu, który wszak jest celem naszej wędrówki. Gdy na drodze swej napotkaliśmy mieścinę, razem odpoczęliśmy w niej, odkładając na bok naszą drogę w samorozwoju. Ja jednak, czuje w głębi serca pragnienie podążania dalej starą ścieżką. Ja czuje pragnienie bycia bardziej. Ruszam więc, mając za jedyną pewną rzecz, że nie idę wielką drogą łatwizny, lecz stąpam po zamglonym gruncie zaufania. Jeśli chcesz, chodź ze mną… jeśli pragniesz pozostać… proszę… nie szukaj mnie nigdy na wielkich szlakach występnych.


Wiem również, że kiedyś przyjdzie czas by te same słowa (lub trudniejsze) ofiarować rodzinie. Lecz nie teraz się to dzieje lecz wtedy, gdy więzy krwi staną się dla mnie niczym.
I Gdy za moim Panem powtórzyć będę mógł:
Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką
Nie Krew lecz Czyny.


Dużo rozmyślań. Te i wiele innych przechadza się po moim osłabionym umyśle…
Mam teraz czas… rozeznam te myśli i uczynię co będzie do uczynienia
.



A Wy Bracia i Siostry, cieszcie się.
Bo chodź nadchodzi czas smutku, gdy zabiorom nam Oblubieńca, i do serc swych tego dnia nie będziemy mogli go przyjąć, to nadejdzie też czas, gdy w weselu i radości wspominać będziemy Jego wielkie zwycięstwo.
Zwycięstwo, które nastało, które się staje, i które przyjdzie.

piątek, 3 kwietnia 2009

przerwa?

Dawnom nie pisał... mało czasu miałem za dni i nocy ostatnich...

Teraz choruje ale już nie długo wrócę do Bloga ;]

poniedziałek, 23 marca 2009

Wypad Rowerowy 22.03

2 i pół godziny soboty, poświęcone na to by mój rowerek wrócił do formy, poszły się grzać.

Niedzielny wypad rowerowy Naszej grupki mogę podsumować kilkoma cytatami:
"To nie jest wentyl rowerowy... pewnie to samochodowy."
"Miałeś racje. Nie ma tu wentyla rowerowego... Tu w ogóle nie ma wentyla."
"Może uda się ten wkręcić... hm.. Panowie tu nawet gwintu nie ma!"

Tak więc mój rowerek odmówił udziału już przed startem, ale przynajmniej widziałem zgranie grupy. Pomimo mojej namowy, by ruszać beze mnie, usłyszałem: "Albo jedziemy wszyscy, albo nie jedziemy".

Szkoda, że to akurat druga opcja zagórowała.


Krótkim podsumowaniem powiem tak... rośniemy liczebnie ale nie spada w Nas entuzjazm.

piątek, 20 marca 2009

Przedsmak

Ostatnimi czasy Pan dał mi przedsmak jednej dróg, którą mogę wybrać…

Droga ku której najbardziej się skłaniam dzieli otaczających ludzi na dwie grupy… Tych którzy przez wzgląd na uczynki będą mi braćmi i siostrami, którzy w głębi swojego bytu czuć będą chęć by iść drogą mojego Pana. Ale również na tych, którzy będą mnie przeklinać, wyszydzać i żywić ku mnie nienawiść.
Trudem głównym tej drogi jest to, że Kochać należy mi i jednych i drugich.

Nie przypadkowo użyłem mocnego słowa w powyższym zdaniu. Nie przypadkowo też piszę, że to trudne.
Na razie uczę się miłować Boga. Człowieka będzie ciężej, lecz nie da się miłować Boga i dzieci Jego przeklinać.

A czym jest owy przedsmak, o którym pisałem na początku?
Dwa wieczory czekając na windę spędziłem na rozmowach Teologicznych ze starszą sąsiadką…
Ostatecznie powiedziała, że jest już starsza i pewnie niedługo umrze… ale przynajmniej Ją uspokoiłem…
Powiem szczerze… podbudowało mnie to w drodze do celu…
Pamiętacie jak kiedyś opisałem sytuacje gdy zadziwił mnie dialog z pewnym pijanym sąsiadem? (jak znajdę to rzucę tu link). Wczoraj spotkałem tego gościa… w lepszym stanie i choć na początku nie jarzył kim jestem… (powtarzał tylko: „Skądś znam tą twarz” do kolegi) to gdy mnie rozpoznał widziałem jak zaświtała mu cała Nasza dawna rozmowa…

To nie wszystkie znaki jakie uczynił wobec mnie Pan… ale wiem, że muszę strzec się Pychy
Przyjdzie Antychryst, a będzie On człowiekiem doskonałym w modlitwie, dobrych czynach, teologii i działaniu… aż do momentu gdy nie ogarnie go Pycha.
Wtedy dla wierzących przyjdzie czas Pustyni.
I znów udowodniłem sobie, że uwolnienie się, od dawnej „przesadnej pokory” nie ma tylko dobrych skutków… Daje też nowe pole do walki… może przyszedł czas walczyć?

niedziela, 15 marca 2009

Badaj ludzkie dusze spojrzeniami ;]

Jeden z mych Przyjaciół osiągnął liczbe lat, przy której państwo obdarza obywateli zaufaniem i odpowiedzialnością za własne czyny.

Dopiero co wróciłem z Kłodzka.
Naprawdę ze świetnymi ludźmi przyszło mi dzielić czas...
Jestem z tego bardzo zadowolony...

Reszte zostawiam sobie na pewne "przemyślenia" z Jezusem...
A właśnie... Moja rodzicielka pierwszy raz nazwała mnie heretykiem ;D

Leci czas obok Nas...

środa, 11 marca 2009

Cel bytu.

Abel składał ofiary Panu. Cieszył się wszystkim co dostawał od życia.
I Pan był z Nim.
Abraham był Gościnny. Był gotowy do Poświęceń i…
Pan był z Nim.
Noe był ufny wobec Pana. Był wyszydzany gdy budował w suchym czasie Arkę.
I Pan był z Nim.
Dawid był człowiekiem prostym. Rządził Narodem Izraelskim
i z Nim był Pan.
Izajasz był Gorliwy i głosił wielkie rzeczy. Przepowiedział przyjście Jezusa i dawał nadzieje.
I Pan Go nie opuszczał.
Jeremiasz Miłował Boga i ile razy mówił w Jego imieniu zwiastował klęski i upadki własnego narodu.
I z Nim również, był Pan.
Eliasz umiał się modlić. I w modlitwie spotykał Boga.
Więc Pan był z Nim.
Jezus głosił odważnie prawdę. Był bezkompromisowy i nie uciekał do bezpiecznego miejsca w fotelu.
A Ojciec był z Nim.
Św. Paweł stał się wzorem dla tych, których niegdyś prześladował i odważnie walczył z tymi, którzy dali mu wykształcenie i wychowanie.
A Pan był z Nim.
Jan Paweł II Mówił o Bogu i życiem pokazywał, że się Go trzyma.
Pan, był i z Nim.
(mnóstwo innych przykładów)


"Gdy nie wiem Czego chce odemnie Bóg, Pytam się wpierw... Czego sam od siebie chce?"
Bóg w skarpetkach.”
Pan Przychodzi w codzienności.”
Pan napełnia moje życie sensem”



A teraz jak już poczytałeś… to poniższe po prostu zrozum.

Jesteś (przepraszam jeśli gorszy kogoś użyty zwrot) ZAJEBISTY.

Jesteś Stworzony przez Boga na Jego obraz. Ale Pan nie stworzył Nas identycznymi. Każdemu z Nas rozdał różne Talenty.
Więc zapamiętaj: Jesteś stworzony by się ROZWIJAĆ i stać się najlepszym oryginalnym stworzeniem, do bycia którym powołał Ciebie, Bóg.
Świat będzie mówił różne rzeczy…. a zbliża się czas, że naciski by iść za tłumem są coraz mocniejsze.

Nie zapomnij:
Bóg stworzył człowieka, a nie tłum. Więc bądź Człowiekiem a nie tłumem.


Proszę.




Notka oparta na róznych utworach Jeśli Autor którego kolwiek rozpozna swój utwór i nie będzie go tu chciał... Prosze się zgłosić ;]

czwartek, 5 marca 2009

Jakie plewy przywieją "Globalne Wiatry"?

Ukończyłem dziś oglądać pewien film (jak chcesz to kliknij i zjedź na dół do video), do którego oglądania zachęcił mnie wywiad z Jego twórcą (Też możesz kliknąć. Jeste wolny (też zjedź na dół)) ś.p. Aaronem Russo.




Kilka uwag przed oglądnięciem:

-Film ten może ujawnić przed Tobą, że byłeś regularnie oszukiwany (nawet jeśli nie mieszkasz w Ameryce). Jeśli Wali Cię poczucie wolności i pragniesz pozostać w ułudzie... nie musisz oglądać.

-Zarówno wywiad jak i film trwają "dłuższą chwilkę", jeśli więc chcesz oglądnąć któreś z Nich, zarezerwuj sobie troszke czasu (chyba koło godziny, czy pótorej). Warto oglądnąć do końca (lecą tam najlepsze smaczki i wyjaśnienie dla tych co nie załapali w trakcie o co wogóle biega).

-Ja osobiście najpierw oglądnąłem wywiad a potem film. W takiej też kolejności promuje ;D



A tak ogólnie to dzięki za Dyskusje ostatnią w komentach.


Bądźcie szczęśliwi Bracia i Siostry.

sobota, 28 lutego 2009

zamiast komentarza.

Krótki spis treści, bo mi się notka wydłużyła troszku.
1) Wstęp
2) Przypowieść „o trzech drzewach
3) Krótki komentarz przypowieści
4) Dwie wizje „mnie
5) Stare marzenie.
6) Zakończenie
_____________________________________________________________________

1)
Chciałem odpisać w komentarzach, ale tak dobrze mi się pisało, że postanowiłem ukształtować z moich myśli notkę.

Gdzieś międzyczasie pojawiły się spekulacje jakobym zastanawiał się nad drogą Jezuity (dokładnie to było tam o Zakonie, ale nie uznaje w swoim życiu opcji bym podjął życie Kapłańskie poza Towarzystwem Jezusowym).

Po pierwsze planowanie czegokolwiek na dłuższy dystans w moim życiu było zawsze bezsensu. Dlaczego? Bo Bóg szeptał mi delikatnie: „Nie planuj” „Nie dumaj” „ZAUFAJ”.
Znacie przypowieść o trzech drzewach? Nie wszyscy kojarzą, więc przytoczę.

2)
Uwaga! Bajka wyposażona jest w środki stylistyczne, które mogą sprawić że przedstawiony materiał będzie różnił się od rzeczywistego świata, który znasz. Jeśli przeszkadza to Twojej osobie, obraża Twoje uczucia, lub nie chcesz poznawać tego typu treści, NIE czytaj tego tekstu dalej, lub poskarż się mamie [tylko nie mojej ;p].

Rosły sobie trzy drzewa. Pewnego razu Jedno zgadało do reszty.
-Chciałbym w przyszłości zostać skrzynią. Taką skrzynią, której będzie się trzymać największy skarb świata. Pewnie musiałbym trafić do jakiegoś bardzo bogatego człowieka. Byłbym bardzo ważny i wielu ludzi chciałoby widzieć to co miałbym w sobie.
Drugie drzewo powiedziało:
-A ja chciałbym być statkiem. Wspaniałym jachtem, którym pływałby największy Król świata. Najwspanialszy człowiek na świecie.
Trzecie drzewo, spokojnie i z pokorą powiedziało:
-A Ja chce zostać tutaj i rosnąć. Rosnąć wysokie i wielkie, by ludzie którzy będą przechodzić obok zatrzymywali się na chwilę i patrząc na mnie, patrzyli w Niebo.
Przyszli innego dnia drwale i ścieli wszystkie trzy drzewa. Pierwsze trafiło do jakiejś starej szopy. Zrobiono z Niego koryto, żłób z którego jadły pasze zwierzęta.

Drugie drzewo przerobiono na kuter rybacki, zwykłą łódź, na której biedna część społeczeństwa walczyła z morzem by związać koniec z końcem.
Trzecie drzewo zostało podzielone na kilka desek, zbito je ze sobą i wrzucono do jakiejś starej szopy.
Wiele lat później do stajni, w której znajdowało się pierwsze drzewo trafiła dwójka ludzi. Mężczyzna i kobieta w ciąży. Kobieta urodziła, a ponieważ nie było gdzie położyć dziecięcia, włożono je do żłobu. Przyszła później jakaś zgraja pastuchów, a nawet trzech gości ładnie ubranych z jakimiś darami.
Jeszcze później, pewien człowiek wsiadł do łodzi, która zrobiona była z drugiego drzewa. Za tym człowiekiem szły wielkie tłumy i musiał wypłynąć na środek jeziora, by do Niech przemawiać. Człowiek ten mówił mądrze a ludzie go słuchali, bo był dla Nich kimś ważnym.
Kolejnych parę lat później wyciągnięto z szopy Trzecie drzewo, a właściwie dwie, razem sklecone, deski. Najpierw rzucono je na plecy jakiegoś pobitego człowieka, a na końcu zostały wbite w ziemie, na szczycie pewnej góry, nieopodal miasta. Na końcu przybito do Nich owego człowieka.
A ludzie z miasta zatrzymywali się w swej wędrówce i spoglądali w górę. Na Człowieka, na Krzyż, na Niebo.



3)
Tak właśnie zawsze było w moim życiu. Czy ktoś z Was potrafi zapytać się „Czego od życia chce?” „Co chce zrobić?” Nie pytaj siebie „Jak?”. Tą kwestie pozostaw Bogu. Po prostu miej marzenia.

Cały ten powyższy wstęp napisałem po to, byście wiedzieli, że moje życie oddałem Bogu. I nie mi o nim decydować. Ale codziennie walczę o wolność, bo moim "Bogiem" nie są pieniądze, systemy i władcy tego świata.
Więc nie mogę sobie zaplanować: „po maturze idę tu, a potem pracuje tam” itp.
On i tak zrobi ze mną to co dla mnie najlepsze.

4)
Ale żeby uciszyć wszelkie spekulacje na temat mojego życia, postawie przed Wami dwie moje wizje „mnie” w przyszłości:

I) Będę Człowiekiem, mężczyzną, dobrym mężem, który co dzień na nowo zakochuje się w swej Małżonce. Ojcem który woli spędzać czas z Rodziną i Przyjaciółmi niż z alkoholem i karierą. Głową domu, która ciężko pracuje by zapewnić dzieciom dobrą przyszłość. Ojcem który nie nadużywa siły, lecz też nie rozpuszcza dzieci. Facetem, który ma czas na to co go interesuje. Człowiekiem, do którego KAŻDY może przyjść i wygarnąć co mu leży na wątrobie. Altruistą, który co dzień modli się by raz zapalony ogień w Nim nie zgasł. Ogólnie rzecz ujmując, Przykładem: Męża i Ojca, Sąsiada i Przyjaciela, Współziomka i Człowieka, który w tym wszystkim nie gubi siebie.

II) Będę Człowiekiem, mężczyzną, Dobrym współbratem w rodzinie zakonnej. Ojcem który ma „efektywnie” więcej dzieci niż inni ojcowie. (Ze względu na szczerość z jaką przychodzi do Niego młodzież). Cichym i pokornym, w niepotrzebnych kłótniach, ale głośnym i nieugiętym, bezkompromisowym w wypełnianiu Woli mojego Pana. Księdzem Kochającym (To słowo użyte tu w pełni poprawnie, po namyśle i bez przesady) Boga i nie zapominający o tej Miłości gdy przychodzi go widzieć w drugim człowieku. Towarzyszem Jezusa.

To strzępki marzeń, które pozostały mi w pamięci. Powiecie: „Niemożliwe jest tak żyć!”, ale ja wszystko mogę w tym który mnie umacnia.

Kiedy sformułowało się to moje marzenie?
Powstało w moich myślach, kiedy odważyłem się wypowiedzieć przed Przyjacielem, moje Pragnienie i zarazem marzenie, z dawnych lat.

5)
„- Wiesz… zawsze chciałem być człowiekiem który wędruje od miasta do miasta i ze wsi na wieś. Człowiekiem, który pomaga ludziom w codzienności. Pomaga czynem, ale i dobrym słowem czy radą. Wędrowcem, który nie wie gdzie będzie spał. Który nie wie co (albo czy w ogóle) będzie jadł. Ale ufa Bogu i czynie dobre rzeczy. Chciałem iść przez świat i leczyć ludzi, błogosławić z mocą, wyganiać nieczyste duchy. Czynić rzeczy niezwykłe, ale i te codzienne.
-A nie uważasz, że byłoby to za proste?
-No chyba nie większość ludzi nie poszłaby na to…
-Ale dla Ciebie byłoby to wygodne.
-No… No tak.”

Od tamtej pory wykształciły mi się właśnie te dwa obrazy mnie…


6)
Oczywiście mogłem napisać w komentarzu „Mam jeszcze ponad rok na decyzje bo żeby zostać Jezuitą trza zdać maturę.”, ale wolałem ubrać to w słowa i napisać taką krótką notkę.

środa, 25 lutego 2009

sobota, 21 lutego 2009

Wolność.

Wolność.



Z dnia na dzień coraz bardziej odkrywam to słowo.

Zacznę może od rozmyślań z przed Ferii
Kiedy zacząłem uczęszczać do Liceum musiałem dojeżdżać kawałek do szkoły
Postanowiłem jeździć rowerem bo było ekonomiczniej, nie musiałem stać w korkach tak jak autobusy i nie musiałem czekać na przystanku o konkretnej godzinie… (Ani kląć jak reszta ludzi na to, że nie ma trzeciego autobusu z rzędu).
W zeszłym roku na zimę Mama, bez pytania o zdanie na ten temat, kupiła mi bilet trzymiesięczny i powiedziała, że mam schować rower. W tym roku nie dałem się… z góry zaznaczyłem, że będę jeździł rowerem w zimie.

Wielu ludzi zniechęciłoby się na moim miejscu. Pod wpływem zmęczenia, pod wpływem opinii wariata w szkole, pod wpływem mrozu muskającego rano zaspane oblicze. Ale ja widziałem w tym więcejNazywałem to niezależność… Pod koniec walki nazwałem swój cel ostatecznie „Wolnością”. I wtenczas właśnie tchnęła mnie rozkmina… Stara Przyjaciółka Refleksja usiadła by podumać (podumać!!! wstawka dla starych erotomanów, którym „pomieszałyby” się literki) ze mną na temat wolności.

Moje odkrycie było proste… Wielu ludzi krzyczy, że chce być wolnymi… Jeśli kto postawi przed Nimi szanse zdobycia wolności tuż pod nosem, wezmą i będą uznawali za naturalną.
Ale o tej wolności szybko się zapomina. Wolność ma taką wartość, jaką płacimy za Nią cenę.

Później większość pozytywnych ludzi wokół mnie zaczęła głosićwyzwolenie”, mówić głośno o wolnościW2, O. Grzegorz, Filmy na MAGISowym Klubie Filmowym.
Już prawie ułożyłem pod to temat maturalny… Jak mi się uda ułożyć cos do marca to będę mógł pisać własny temat za rok. ^^

Ale ogólnie to dziś poczułem się wolnym.
Dziś powiedziałem Przyjacielowi i ekipie ludzi z których znam od 11 lat „Nie muszę się przed Wami tłumaczyć”. Żeby podkreślić wagę sytuacji… Do tej pory mi się to nie udawało i dawałem się opieprzać kiedy tylko nie byłem na Nocce czy coś. Dziś udało mi się ze spokojem dokończyć obiad, po telefonie od FlugsSa, nim powędrowałem do salki.
Gdy już się tam znalazłem zastałem pracującego w kuchni Mateusza i siedzących w salce: (wymieniam Ksywami z RPGów dla amoniowości) Vox’a, Ruthera, Morfiste i FlugsSa.
Oczywiście największe pretensje miał Ruther. Oburzony darł się czemu robie im takie jaja że się umawiam i nie przychodzę… Zapytałem wprost:
"Ja -Czy Ty słyszałeś, żebym mówił, że będę?
R- Nie no ale wszyscy mówili…
Ja -Czy deklarowałem się przed Tobą?
zamilkł (to się rzadko zdarza by w dyskusji ten człowiek dał za wygraną… na dobrą sprawę chyba pierwszy raz słyszałem jak przyznaje się do błędu)
Ja –Czy komukolwiek jeszcze się deklarowałem?
M- Było na forum od trzech tygodni.
F- Mówiłem Ci tydzień temu!
Ja- Po pierwsze nie tydzień tylko trzy dni temu, po drugie wczoraj w szkole rano mówiłem, że nie jestem pewniakiem na tą sesyje i zadzwoniłem do Ciebie wcześniej.
R- Ale powinieneś poinformować wszystkich a nie tylko FlugsSa.
Ja- Dzwoniłem do FlugsSa, powiedział żebym poinformował Morfiste… Dzwoniłem do Ciebie?
M- No tak, ale komórka mi padła jak próbowałeś zadzwonić.
Ja- No ok… sesji nie było. Ale dzwoniliście do mnie z oburzeniem, że mam podręczniki… powiedziałem „przyjdźcie”. i o w pół do pierwszej w Nocy zadzwoniłem bo nie wiedziałem co się dzieje, po czym dowiedziałem się, że jednak nie gracie…
"

Rozmowa miała charakter Dynamiczny, czasem FlugsS wtrącał… „Gdybyś chciał to byś dał rade przyjść”… a resztę czasu starał się milczeć… To było w Nim pozytywne… spokój. Rzadko to w Nim widzę, ale chyba ma z tym większą siłę przebicia.

Nie mniej bardzo cieszę się z tej zdobytej wolności… Postawiłem na szale ryzyka relacje, (wciąż nie wiem czy nie straciłem tego „zastawu”), wyrwałem się ze swojej niemocy i otrzymałem wolnośćWolność, która „smakuje”.


Siostry i bracia szukajcie tej wolności… Ja mogę opowiadać o Niej
Ale JEŚLI Jej nie POCZUJECIE, to Jej nie POZNACIE.




Na razie rower mam uszkodzony... więc zostałem znów "Skazany na MPK"

Kolejne dni.

Ostatnio znów czuje jakieś dziwne „zmęczenie”… może to efekt klimatyzowania się w społeczeństwie na nowo… może znów mnie coś bierze… a może to coś zupełnie innego

Zauważyłem coś dziwnego. Im bliżej jestem Jezusa, a właściwie Jego drogi (On jest przy mnie cały czas…), tym bardziej czuje taki… Brak spójności z otaczającym mnie światem. Nie ogranicza mnie już tak bardzo jak kiedyś, ale też przestaje czuć taką „odpowiedzialność” za to co się na nim dzieje… i to mnie trochę niepokoi.

A przy okazji. Zauważyłem że czasem w komentarzach udaje się zakręcić zalążki takiej małej dyskusji… Nie bójcie się tam pisywać. Wymiana zdań jest o tyle pozytywna, że w przeciwieństwie do Monologów bierze się do tego więcej umysłów i dusz…

wtorek, 17 lutego 2009

Powrót do Sql

Dziś minął pierwszy dzień wbijania się w codzienność szkolną.
Znów widzę jak jedni ludzie nazbyt przejmują się szkołą a inni „nieudolnie” ją olewają. Nie mówię, że jestem pewny, iż mojej luźne podejście do wszelkiej nauki i zlewka tego co jest ponad te kilka godzin w szkole jest poprawne… mogę się mylić. Ale po efektach jakie osiągam w stosunku do wysiłku jaki wkładam, uznaje że moje dotychczasowe podejście jest dla mnie najbardziej optymalne.

Jutro może być śmiesznie…
Ponieważ uaktualniam opinie o mojej Dysgrafii i Dysortografii, potrzebna jest opinia mojej Polonistki… Tak się składa, że od kiedy moja Polonista została Wicedyrektorem zrobiła się jakaś taka… „nie do polubienia”. Zarówno dla sporego grona nauczycieli jak i dla znaczącej większości uczniów. W każdym razie jedną z Jej nowo nabytych wad jest niezwykłe obnoszenie się z tym „Kim to Ona nie jest”…
No właśnie. I pomyśleć, że jutro muszę pokazać Jej mój zeszyt od Polskiego… może się wzburzyć gdy zobaczy co poniektóre notatki.
Kiedy Pani Profesor dyktuje długo i bez większego sensu rzeczy, które nigdy w życiu mi się nie przydadzą, stosuje sobie w zeszycie mały skrót… otóż piszę pierwsze dwa, trzy zdania, potem wstawiam przepiękny napis „bla bla bla…” a gdy notatka zbliża się ku końcowi zapisuje ostatnie dwa trzy zdania.
Można po tym poznać kiedy Pani Profesor zdarzyło się dyktować z niezwykłą zmiennością w intonacji… wtedy notatka wygląda następująco:
Dwa zdania wstępu,
ujmujące
„blablabla”,
pięć zdań wyjętych ze środka tekstu,
kolejne
„bla bla bla”
i zdanie zakończenia.

Cóż zobaczymy… Może opatrzność Boża wesprze mnie w dniu jutrzejszym… Może mój zeszyt zostanie sprawdzony tak jak ćwiczenia ludzi ze szkoły którzy wpisują tam różne brednie i dostają 4+. Obaczymy jutro.

A żeby nie wyszło, że jestem jakimś słabym uczniem czy coś…
Z tych notatek wiem tyle samo ile z tych, które napisze w całości…
Może gdy zacznę otwierać zeszyt w domu po lekcjach ta sytuacja się zmieni.

Pierwszy dzień w szkole jednak chyba minął dobrze.
Na dwóch kartkówkach napisałem:
„Nie wiem o co biega w temacie ale się dowiem…
Dziś jestem pierwszy dzień po nieobecności dłuższej i statut szkoły przewiduje zwolnienie mnie ze wszelkiego rodzaju kartkówek i odpowiedzi.”

Na szczęście napisałem to jednej nauczycielce, która prosiła żebym zaznaczył nieobecność na kartce, a drugiej która bardzo trzyma się statutu ;P
Zaraz po napisaniu powyższego zacząłem zgadywać odpowiedzi… w zadaniach otwartych.

niedziela, 15 lutego 2009

;]

Już jestem prawie zdrów.
Czas wracać do trudów codzienności.

piątek, 6 lutego 2009

choruje sobie

choruje sobie... opisałbym pare śmiesznych faktów z tym związanych ale niestety nie dam rady się na tyle skupić by coś dłuższego naskrobać. ;]


EDIT (08.02.2009)

Trochę mi spadła temperatura… mogę pisać :P
Choć wiem, że w tym stanie nie utrzymam się na tyle długo by napisać coś dłuższego…

Dostałem Gratisowy Tydzień leżenia od lekarza.
Zobaczymy jak będzie dalej.

EDIT (10.02.2009)

Dziś padł Rekord!

Od Środy (lub dłużej nawet) nie miałęm tak niskiej temperatury... Pierwszy raz osiągnąłem podczas tego leczenia, stan 36,6 stopni Celcjusza.