poniedziałek, 11 stycznia 2010
Rozstaje
Powstał Rycerz i do boju rusza.
Choć brud w sumieniu nie waży deko,
To zły czart ramionami nie wzrusza.
Przemierzając szlak egzystencji dróg,
Rycerz starcia, wyzwania spotykał.
I choć często atakował go wróg,
On wciąż z dylematem swym utykał.
Gdy kiedyś jechał przez góry szlakiem,
Las wmawiał mu, że rady nie daje,
Tam gdzie głazy, zwały go dziwakiem.
Ujrzał w oddali drogi rozstaje.
Zaśmiał się. Wiedział, że daleko jest.
Kawał czasu z decyzją go dzieli.
Lecz oto, niedługo zbliża się kres.
I już czerń odejdzie od bieli.
Jedna z tych dróg poprowadzi go w kraj,
Zamkami, dziewicami usłany.
Jednak przy Królu będzie jego raj.
Nie będzie poszukiwał tam damy.
Druga zaś droga, w pustynie wiedzie,
Tam gdzie zamków i twierdz niewiele jest.
Lecz, jeżeli tam pójdzie, pojedzie,
Znajdzie jedną. Wskaże ją, Króla gest.
Któż wie ile murów i ile fos,
Przyjdzie mu jeszcze w drodze pokonać?
Ale taki już jest Rycerza los,
By szukać i bez walki nie skonać.
poniedziałek, 4 stycznia 2010
Wrócili my w Bój
Wrócili do walki, o prawdę, wierzenia.
I w życiu niewolnym, znaleźliśmy denność,
By sięgnąć do niebios, po nasze marzenia.
Tak wyrwani z tłumów, sprzed bestii poklasków,
Wyniesieni z cienia, chorej poprawności,
Wyciągnięci z kłamstwa i z obłudy piasków,
Poszliśmy szukać cnót, straconej dawności.
niedziela, 3 stycznia 2010
Wracamy na Front.
Wracamy by żyć, w relacjach trudnych.
Wracamy świadczyć, o odmienności.
Wracamy słuchać, o rzeczach nudnych.
Wróćmy! Niech życie nabierze smaku.
Wróćmy! By walczyć o wdech wolności.
Wróćmy! Nie trza już żadnego znaku.
Walczmy! Ze sobą o czyn miłości.
piątek, 1 stycznia 2010
Sylwester
Cieszę się z tych młodych.
To dobrzy ludzie i chcą głosić to czego doświadczyli we Wspólnocie, wiec wierze, że doświadczyli czegoś wartościowego.
Zauważyłem dwa upadki we wprowadzaniu Chrystusowej nauki w życie jeśli chodzi o młodych.
Nie pamiętam czy pisałem już na blogu.
Jakiś czas temu do Wspólnoty dołączył dobry wojownik.
Miał chęci, ambicje i mnóstwo entuzjazmu.
Ponoć miał jeszcze „brudną historię”.
Ponoć w szkole przez długi czas wyśmiewał i „prześladował” naszą Wspólnotę.
Nie wiem ile było w tym prawdy ile koloryzacji. Dla mnie ten gość miał czystą kartę w dniu gdy przyszedł do MAGISu.
Niestety ludzie którzy chodzili z Nim do szkoły wcześniej, znali Jego historię i nie za bardzo umieli ją zapomnieć.
Kiedy usłyszałem pierwszy raz o tym Jego brudzie który się za Nim ciągnął od razu przypomniał mi gość Św. Pawła.
Trochę zawiedli tu ludzie, którzy nie umieli mu zapomnieć.
Trochę zawiodłem ja, bo za późno zauważyłem że coś się pieprzy.
Trochę zawiódł ów Wojownik, bo ostatecznie się poddał.
Lecz wierze, że ten właśnie Wojownik, w przypływie odwagi, da Nam jeszcze kiedyś szanse na kolejną próbę.
Druga sytuacja wyszła wczoraj.
W środku naprawdę dobrej imprezy, odwiedzili nas trzej niezapowiedziani goście. (Dobrzy ludzie, ale nie deklarowali się jakoby chcieli z Nami świętować).
Jeden z Nich był ciut podchmielony i było to czuć stojąc naprzeciw. (Warto tu wspomnieć, że we Wspólnocie bawimy się bez wszech-obecnego alkoholu.)
Nie zachowywał się agresywnie, bawił się spokojnie.
Pomimo to kilkakrotnie w różnych miejscach (kilka kątów na salki, kuchnia i chyba nawet składzik) słyszałem opinie, że jak to tak, że taki i owaki i że jak w ogóle śmie. Głównie kierowało się do: „Dlaczego nikt go nie wyprosił”, choć ani razu nie padło dosłowne stwierdzenie.
I znów przyszły mi do głowy słowa Pisma. Kto jak nie Faryzeusze, zarzucał Chrystusowi przebywanie, świętowanie i zabawę z dziwkami, oszustami, „zdrajcami narodowymi” i urzędnikami?
To dwa wydarzenia, które po części mnie zabolały. Aczkolwiek mały jest ten ból w porównaniu z mobilizacją, jaką mi nadały owe fakty.
Czemu Mobilizacją?
Bo widzę, że jest jeszcze robota do wykonania.
Bo widzę, że walka trwa.
Bo widzę, że prawie osiedliśmy „na laurach”.
I widzę, że Bóg czuwa, bo dał (przynajmniej mi) lekki chlast po ryju, żebym z tego wszystkiego się podniósł.
Wracając do tematu zabawy.
Było dobrze. To akurat umieją ludzie.
W pewnym momencie (po serii szybszej melodii) ktoś mi powiedział, że jestem spocony jak świnia.
Odpowiedziałem mu, że dziś Wieprze mogą Nam zazdrościć tego potu.
Mało było wolnych tańców (jakieś dwa i pół).
Dlatego co jakiś czas robione były „przerwy na ciastko”.
Zapalaliśmy trochę światła i lekko wyciszaliśmy muzykę.
Gdy podczas jednej z takich przerw usłyszałem dość „skoczną” muzykę, pomimo zmęczenia nie oparłem się i zacząłem podrygiwać na „parkiecie” wraz z Dudim (który miał podobny mojemu zapał).
I wtedy poczułem się „stary”. Gdy pod koniec piosnki nogi kazały mi wyluzować. Potem jeszcze raz mi to wróciło, przez chwile nie miałem sił pogować (przy okazji mnie to zaskoczyło).
Pamiętam jeszcze kilka lat temu pierwsze zabawy MAGISowe, gdy mocno ograniczony gust muzyczny pozwalał mi tańczyć tylko kilka razy w ciągu nocy, i jak przez następne lata powoli ośmielałem się do tańca. Wczoraj udowodniłem sobie, że umiem się wyluzować.
Na sam koniec, gdy między czwartą a piątą odpadli prawie wszyscy, którzy nie mieli zacięcia do rocka.
Dudi postanowił puścić cztery piosenki podrząd jakiegoś ich ulubionego zespołu (EJSI DISI) czy coś takiego.
Fajnie grają i da się rozerwać przy tym, ale wcześniej już trochę kondycja mi siadała.
Więc gdy wróciłem do domu czułem jak gdyby mi po płucach ktoś walił kilka godzin kijem, a karku nie umiałem utrzymać w pozycji pionowej.
Ostatecznie sprzątanie.
Wydaje mnie się, że zakończone sukcesem.
Wielkie dzięki dla ekipy, która została posprzątać oraz dla Dudiego i Kaca, którzy zajęli się muzyką.
A i był jeszcze pewien incydent…
Jeden z ludzi z mojej grupki, zrobił sobie coś w nogę (w okolicach kostki).
Nie wiem co ale nie wyglądało klawo.
Poza tym faktem to była dobra impreza.
środa, 23 grudnia 2009
Życzenia
Nie życzę Sławy przez lata.
Życzę Ci dziś Boga w sercu.
Życzę Ci w człowieku brata.
Nie życzę panien na Tacy.
Nie życzę z pieniędzmi Trzosów.
Życzę Ci owoców pracy.
Życzę Ci życzliwych głosów.
piątek, 18 grudnia 2009
news
Jeśli chodzi o wieści jako takie o mnie, to nie podobał się mojej babci mój kaszel jaki pozostał po ostatniej chorobie, więc poszedłem do lekarza się zdiagnozować i zostałem usadzony w domu na 3-4 dni.
Dostałem taki śmieszny lek który ma całą stronę skutków ubocznych, i wczoraj rzucił mi się na brzuch i w konsekwencji też trochę na (narząd umięśniony zwieraczami). Dziś już tylko miałem dzikie jazdy w głowie, więc jest dobrze.
Zauważyłem swoje uzależnienie od Boga w ludziach. Szczególnie we Wspólnocie.
Nie wiem dlaczego z natchnieniem przyszły mi ostatnio trochę pomioty dekadentyzmu.
Skończę jeszcze starą balladę i może poszukam gdzieś pozytywnych motywów.
fałsz
Komu da pytanie gdy świat go oszuka?
Oszuka go przyszłość, oszukają rządze.
Oszuka dzień dzisiejszy, skłamią pieniądze.
Oszuka polityk, w masce znajdzie chłopa.
Wyzbyta cnoty, oszuka go robota.
Okłamie go władza, fałsz znajdzie w chołocie
I duch Jego wrzący, zamarznie w tym chłodzie.
W fałszu ujrzy namiastki: Świąt i Tradycji,
Kłamstwo pozna co kryje się wśród pozycji.
Piękno go oszuka, oszuka go sztuka.
Zatraci w tym sens, zapomni czego szuka.
Oszukają go moce i namiętności,
Zapomni szczęście, wyzbywszy się radości.
Topią się ludzie w ciemnej swej niepewności,
W toniach Wszech-kłamstwa nie znajdzie się Miłości.
środa, 16 grudnia 2009
czwartek, 10 grudnia 2009
Wiersz 18?
I pozwól mi Panie zapomnieć jeszcze,
Tego co z pamięci pozbyć się muszę.
Bym nie stawał się jak te chciwe wieprze,
Co dla zmysłów zatracają swą duszę.
I pozwól Panie zapomnieć pragnienia,
Myśli, kuszenia, które są złudne.
Te wszystkie bez możliwości spełnienia,
Puste westchnienia są jakby obłudne.
Pozwól Panie spokój ducha odzyskać
I z tej melancholii się wykaraskać.
I pozwól mi nową energią tryskać,
Cieszyć się, śpiewać i tańczyć i klaskać.
I pozwól mi serce moje oczyścić,
Albo pragnienia spełń Jego daremne.
Pozwól niemożliwym myślą się ziścić,
Albo zabij we mnie to, co jest ciemne.
Pozwól żyć radośnie
Zapomnieć o „Wiośnie”
środa, 9 grudnia 2009
Jeszcze jeden wiersz
I ujrzałem bitwy pole,
Na nim stało pionów wiele.
Tu na białym mym padole,
Zwarci trwają, Przyjaciele.
Tutaj stawa ma rodzina,
W dwuszeregu wszyscy stoją,
Pasja, Praca, ma Dziewczyna.
Trwają! Wcale się nie boją.
Tam po drugiej ciemnej stronie,
Tam gdzie czerni leżą trony,
Widzę Czarta – marszczy skronie,
Przed nim stoją jego piony.
Bieda, Nędza, Głód, Pragnienie,
Śmierć, Choroba, Sex, Pieniądze.
Jako wieże: Ból, Zranienie.
Jako Gońce: inne rządze.
Ja ruch pierwszy rozpoczynam.
Bo otwieram się na niego,
Bo się łatwo przywiązywam
I buduje swoje ego.
On się wokół mnie roztacza,
Sidła swoje tu buduje.
Złudną mgłą swych słów otacza,
Że jest słaby przekonuje.
Ja stawiając krok w zasadzkę,
Ani myślę cofnąć ruchów.
Serce stawiam na posadzkę,
Przywiązując się do duchów.
Duchów tego co nie Bogiem,
Duchów tego co ulotne
I choć objąć mogę okiem,
Nie dostrzegam co przewrotne.
On jak gdyby na to czekał,
Już uderza. Cios za ciosem.
Żadnym ruchem już nie zwleka,
Już nie szepce cichym głosem.
Krzyczy! Dumę w sobie zbiera.
Pionem piony strąca moje,
Ten choruje, Ta umiera.
Dziwaczeją myśli moje.
Ja chcąc jednych figur bronić,
Inne puszczam bez opieki.
Mówiąc, krople łzy chce ronić,:
„Bóg od gry mej jest daleki”.
A On cicho w koncie siedzi,
Bom go dawno już odrzucił.
Ruchy moje czujnie śledzi,
Los mój na mą wole rzucił.
Gdym w krytycznej mnie godzinie,
W krokach ciemnych ruchy gubił.
On mi mówi: „Cię nie winie”
I że winy me odkupił.
Stróż mój anioł z mroków wstawa
I na miejscu swoim siada.
Rozpoczyna się rzeź krwawa.
Bóg jak wygrać podpowiada.
Stróż mój Bierzy w czarta leże
I wyrywa z niego dusze,
Bije piony, strąca wieże,
Gońce sam pokonać muszę.
Tak trwa walka ta od wieków,
Kresem jej śmierć w chwały boju.
Biorąc przykład z mężnych greków,
Nie trwóż przed nią silny Woju.
Nie trwóż, lecz pamiętaj o tym,
Że nie jesteś sam w tej walce.
Do zwycięstwa środkiem złotym,
Oddać życie w Boże palce.
czwartek, 26 listopada 2009
Wyceluj się!
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemie despotyzm i duma szalona
Obleją, jak Moskale redutę Ordona-
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę."
Proroczo: A. Mickiewicz.
poniedziałek, 23 listopada 2009
opis
Dziś w nocy miałem wyobrażenie że jestem wieprzem.
Takim wielkim prosiakiem którego ktoś wrzucił żywcem do piekarnika.
Takim świniakiem, który raz na jakiś czas, w tym piekarniku, z gorąca przewróci się na drugi bok, by zyskać świadomość, że to nie był dobry pomysł.
Takim, który raz na jakiś czas coś odcharknie.
Taki się czułem, bo właściwie takim byłem.
Cały spocony, czułem gorąc płomieni, które wydawałoby się, płonęły wewnątrz mnie.
Przewracałem się z boku na bok szukając chłodu w jakimś skrawku poduszki, czy prześcieradła.
Wytchnieniem wydawały się być chwile spluwania flegmy do chusteczek i pakowanie ich do worka, lecz było to złudne pokrzepienie, bo każde charknięcie powodowało bunt gardła.
W końcu nie mogąc tego znieść przyniosłem sobie zimnej herbatki z kuchni i zmierzyłem temperaturę, matka moja była trochę zaniepokojona czy przypadkiem się nie odwodnię, ale jakoś dałem rade nie.
Rano już było przyjemniej temperatura spadła mi do 38 stopni więc spokojnie funkcjonuje.
niedziela, 22 listopada 2009
przerywnik
czwartek, 19 listopada 2009
Wiersz kolejny
poniedziałek, 16 listopada 2009
Wiersz Piętnasty cz.1
sobota, 14 listopada 2009
piątek, 13 listopada 2009
Kto milczy, ten się zgadza.
czwartek, 12 listopada 2009
Zwycięzca
środa, 4 listopada 2009
Po przerwie.
W końcu powrót po długim poście od komputera i telefonu. Znaczy się mam już komputer bo mi oddali z naprawy, ale komórka dalej jest nie-aktywna więc nie dzwońcie ;p.
Niedługo powinienem zacząć pisać notki, ale pewnie jak zwykle, nie nadrobię tu tego: co chciałem napisać, ale nie napisałem gdy nie mogłem notek wrzucać.
Nadużyłem sporo słowa „ale” w tym tekście, ale nie przejmuje się tym zupełnie, aczkolwiek zauważyłem ten fakt.
sobota, 3 października 2009
Bajka o Rycerzu c.d.
Legendy tylko o Nim krążyły.
Że zgasł w Jego sercu żar, zaległ kurz.
Lecz czy prawdą, legendy te były?
Choć dawno już zgładził piekielne psy.
Pieśń milczy i trąby też zamilkły,
Na szlakach Jego kwitną walki bzy,
Myśl ta sroży czartom szpony i kły.
O rycerzu co w górze lodu śpi,
Babcia wnukom bajkę opowiada,
Że w niej głęboko serce Jego tkwi.
Któryś pytanie na koniec gada:
Czy jeszcze kiedy rycerz ten wróci?
Kto ogniem włada by górę rozgrzać?
Czy lodu kawał z siebie wyrzuci?
Czy płomień ten będzie jeszcze ktoś brać?
Lecz gdzieś daleko, za górą, hem tam.
Czas nastał, jest to przebudzenia czas.
Wielki wojak, niegdyś walczył dla dam.
Dziś do nowej walki zapina pas.
„On ruszy w bój”, dzikie bestie warczą.
Być może znów o twierdze zawalczy.
Może zwycięży, powróci z tarczą.
Może polegnie, wróci na tarczy.
