czwartek, 9 lipca 2009
czwartek, 2 lipca 2009
"Dentysta"- Pierwsze starcie
Złamałem wczoraj jeden z większych strachów z dzieciństwa.
(Tak byłem u dentysty)
Jeszcze coś do roboty jest, ale pomimo tego przełamanie strachu mam już za sobą.
Teraz jeszcze Arachnofobia i możemy brać się za grzechy główne. ;D
Doskonałym nie jestem to wiem, ale do doskonałości mam przecież dążyć.
(„Świętymi bądźcie dla Mnie, bo Ja jestem Święty.”) Kpł 11,44b
sobota, 27 czerwca 2009
Futbol ;]
Że będziemy zaczynali grać odrazu w lidze Międzynarodowej (bo Polska Liga to wypaczenie tej gry).
czwartek, 25 czerwca 2009
Nie pisałem trochę, a czas leciał i działo się.
Przyszedł czas, że Rycerz natrafił, na drodze swej, na kolejny gród.
I choć fosa z początku wydawała się wielka, to mur nie wyglądał na wysoki.
Więc przepłynął przez fosę, odważył się… A mur urósł tymczasem.
Lecz wreszcie Piękna z radością widuje go tam, więc i On przeskakuje uciesznie.
Czymże jest mur, gdy Piękna czeka? Fosa już nie istnieje.
"Sąd Człowieczy" Cz.3
„Dziękczynienie”
Mężczyzna:
Dzięki Tobie Panie za dobrą Twą wolę,
Żeś na człowieka, takową zesłał dolę.
Kobieta:
Tobie dziś dziękujemy, Boże Nasz, Panie.
Za takie czcigodne z Twej strony wybranie.
Mężczyzna:
Ciebie Ojcze chwalę, Tobie dzięki składam,
Nie doceniał Twych darów, ojciec nasz Adam.
Kobieta:
Ciebie wielbię w psalmach, wierszach i piosenkach.
Niech Cię wielbią w sztukach, teatralnych scenkach.
Mężczyzna:
Niech Cię chwalą stworzenia któreś uczynił,
Niech głoszą, żeś piękna w niczym im nie chybił.
Kobieta:
Głoście bydło, drapieżniki i Wy ptaki,
Cóż uczynił Wam Pan, że jest wielki taki.
Mężczyzna:
Niech Cię Ojcze sławi, ten żywioł wszelaki,
Co historii świata, jak chce zmienia szlaki.
Kobieta:
Chwalcie Wiatry, Ognie, Burze i Trzęsienia,
Pośród pustki. Twórzcie! Morza i wzniesienia.
Mężczyzna:
Duchem karmisz moje serce aby biło
I na wieków wieki, zawszę Cię wielbiło.
Kobieta:
Będziem wdzięczni zawsze za Twą Świętą Wolę.
Jeno, Ciebie, Kochać niźli bać się, wolę.
Mężczyzna:
Chwalcie Pana duchy i Niebieskie byty,
Bo kto Panu zaufał, jest przezeń kryty.
Kobieta:
Boga! Aniołowie i wszelakie sługi,
Chwalcie, Błogosławcie, za istnień swych długi.
niedziela, 21 czerwca 2009
"Sąd Człowieczy" Cz.2
Głos:
Człowiek jedno otrzymał ode mnie w darze,
Że mu złą wolę przebaczam, a nie karzę.
Tyś mój obraz bo wolność masz nie małą.
Tyś otrzymał duszę, krew, mięśnie i ciało.
Dzieckiem mym człowiek - istota zabłąkania.
Drogę szczęścia mu wskażę przez przykazania.
Choć ciało na ziemi klatką mu się staje,
Nowe wolne ciało w Niebie mu przystaje.
Choć nie dla konfliktów, bratobójczych wojen,
Wolną wolę dałem, prawdę wśród urojeń.
I jasny umysł światły ode mnie dostał,
By wśród Chaosu i zamętu się ostał.
Nie cały ród Jego samolubny stoi.
Błogosławion kto biedakom swój chleb kroi.
Zniszczyłem Was wszystkich Ty bogu żałosny,
bo w Miłości jestem o Niego zazdrosny.
Na Moje podobieństwo i obraz on jest,
Lecz istotą jest wolną więc kusi go bies.
Troszczę się o Niego jak Ojciec o dziecię.
Czynów tych da mi miarę na życia mecie.
Miłością wasze Matki, Ojcowie Wiarą,
Dali mi świadectwo, jakże mnie Kochają.
Choć ziemią władacie do zdacie rachunek,
Dobrze czynić, Kochać to dla was ratunek.
sobota, 20 czerwca 2009
„Sąd Człowieczy” Cz.1
Mężczyzna:
Kimże jest człowiek i czym jest ród człowieczy,
Żeś nie dał nam poczuć Archanielskich mieczy?
Kobieta:
Cóż to uczyniły takiego zwierzęta,
Że dusza ma nie jest jak One przeklęta?
Anioł:
Kim Ty o Panie? Sprawiedliwość Twa- dziwna,
Że dzieckiem Twym grzesznik, istota krwi winna.
Drzewo:
Czym lepszy od głazu i suchych gałęzi,
W Twych oczach jest człowiek co ciało go więzi?
Ptak:
Czym lepszy od ryby, od dzikiego zwierza,
Byt ten co sam, swego zabija żołnierza?
Tygrys:
Czym lepszy od trawy i strawy zielonej.
Gatunek co twierdze ma na górze stromej?
Wiatr:
Czym lepszy od rzeki co spokojnie płynie,
Ta istota co siebie widzi jedynie?
Bożek:
O! Czemuś to zniszczył nas pogańskie bóstwa,
Kiedy wielbiła nas ta istota ludzka?
Demon:
I po cóż żeś stworzył tę ziemi pokrakę?
Oddaj ją nam na wieczną ognia zabawę.
Anioł:
Wytłumacz nam Panie, przedziwne Twe czyny.
Czemu dla Cie jest w cenie, Człowiek jedyny?
Kobieta:
Czym matki nasze się Tobie zasłużyły,
Że błogosławisz dzieciom, by długo żyły?
Mężczyzna:
Odpowiedz proszę. Czemuś nas dotknął Chwałą,
że władać nam pozwalasz ziemią Twą całą?
środa, 17 czerwca 2009
linki
;]
"Gdy masz coś dobrego, chcesz sie tym dzielić z innymi." Cytat z jednego kazania.
Dlatego rzucam tu adresy ciekawych (z mojego punktu widzenia) stron.
sobota, 13 czerwca 2009
Wiersz Dziewiąty.
I kiedyś powie Syn: „Tatusiu Drogi,
Dziękuje za Niemieckie autostrad drogi
i za te Francuskie obiekty kultury,
za Holenderskie łamanie praw natury.
Za przeinaczoną wolność Europejską,
Za Rzeczpospolitą – Monarchy, Angielską.
Za postrzeganie praw człowieka Rosyjskie,
Za ateizm i pochodzenie Aryjskie.
Za pedalską normę i tępienie innych,
Za przyzwolenie na śmierć dzieci niewinnych.
Za globalną władzę niekontrolowaną,
Za mentalność wspólną do mózgów wpajaną.
Za Rzymskie bezlitosne prawo społeczne,
Za te Amerykańskie uciechy grzeszne.
Za konfucjanizmu na wolność poglądy,
Za to że Koran i Tora to przesądy.
Dziękuje za ich historię, za ich dzieje.
Że wiem co się na tym, naszym Świecie dzieje.
Jedno chcę zapytać, z czyjego ja łona?
Komu sprzedałeś Polskę? Gdzie teraz Ona?"
czwartek, 11 czerwca 2009
Wiersz Ósmy
Do kogóż należy to przepiękne kwiecie,
Co zamiera w zimie i budzi się w lecie.
Kogóż to kogóż chwalą pieśnią radosną
Ptaki co koncert swój zaczynają wiosną.
Do Boga należą wiatrem rozsypane
Kwiaty, co nieraz są deszczem podlewane.
Do Pana pną się, bo On jest ich słońcem,
On daje wzrost, rozkwit i jest im też końcem.
To Stwórcę swego chwalą psalmów tysiącem,
Ptaszyny skrzydlate przestworzy pragnące.
To Króla świata hymnami wychwalają,
Śpiewacy leśni, co w tych gąszczach śpiewają..
Jakże możesz mówić to moje są kwiaty,
Jakże możesz się chełpić i być w nie bogaty.
Jak rozpaczać możesz, ptak piękny mi uciekł,
Gdy on do naturalnej wolności swej zbiegł.
Do Jahwe należy to wszystko i więcej,
On stworzył to dla Twej radości dziecięcej.
On oddał to ludziom przy świata kreacji,
Że mogą na ziemi władać każdą z nacji.
Władać każdym zwierzęciem tego globu,
Hodować używać i wkładać do grobu.
Że możność mamy, ponad rośliną każdą,
Uprawiać, ścinać, badać swą wiedzą jasną.
Nie mów moja o ziemi, którą dzierżawisz,
Bo na Niebios wyżynie kiedyś się stawisz.
Zapytają Ciebie coś czynił z tym darem,
Odpowiesz, żeś zniewolił? Uczynił barem?
sobota, 6 czerwca 2009
Dystans
Nawet kwestia poprawki z Polaka lub braku Jej, jest dla mnie czymś małym... dalekim.
Jednocześnie bardzo cieszę się, odpowiedzialnością, jaką powierzył mi Ojciec Grzegorz, na czas swego wyjazdu. Jest Ona dla mnie wyrazem Jego zaufania, więc czemu miałbym się nie cieszyć...
Dystans do Świata jaki mnie ostatnio ogarnia sprawił, że mój lęk przed zawaleniem jakiejkolwiek sprawy stał się tak mały i cichy, że dawałem rade o Nim zapomnieć (co kiedyś byłoby rzadkością).
Nie rozważyłem jeszcze czy dystans ten jest dobry czy zły... wiem jednak, że na razie pozwolił mi się zastanowić nad wieloma sprawami i podczas samotnych (z punktu widzenia innych ludzi) spacerów, obgadałem z Bogiem duży kawał mojego życia.
Zauwarzyłem, że ostatnio nie koloruje textu tak jak dawniej... Podobało mi się to wtedy, więc gryzie mnie w oczy czarnobiel moich wypocin, ale bez natchnienia nie mam zamiaru kolorować słów, bym źle tego nie uczynił.
poniedziałek, 1 czerwca 2009
Pocieszyciel, Poranna przygoda, Włosy
Dzień pięćdziesiątnicy, lub jak zwykłem go nazywać, dzień pocieszenia.
Wczoraj odśpiewałem sekwencję Wielkanocną ostatni raz przed kolejną, prawie roczną Jej przerwą w moich wieczornych „repertuarach”. Wczoraj znów odśpiewałem sobie obie sekwencje do Ducha.
Ciekawy dzień wczoraj.
Rano miałem pewną przygodę, ale to chyba pozostanie między mną a Panną, którą to chciałem we Wrocławiu powitać, przynajmniej póki nie wiem, jakoby Jej wola inną była.
Coraz bardziej czuje Ojca Staszka w życiu.
Dobry człowiek.
Dziś nie było zespołu na Mszy i miałem czytać Psalm…
Trochę przekomarzałem się z Ojcem Grzegorzem co do tego czy mogę śpiewać ów psalm. (Ojciec był przeciwny).
Kiedy przy ambonie doszło do momentu czytania Psalmu, wygrało we mnie walkę posłuszeństwo Prefektowi, nad chęcią innowacyjności.
Ale nauczę się śpiewać i przyjdzie czas…
Na razie jednak muszę chyba nauczyć się czytać…
Czasem słyszę (już kilka osób mi to mówiło), że kiedy czytam przy ambonie czytanie, to zmieniam głos: „jakby Ci jajka podwiązali”, „tak trochę pedalsko to brzmi” itp.
W sumie ja sam siebie nie słyszę… będę musiał się nagrać kiedyś podczas czytania. Do tej pory raz słyszałem swój głos i to taki z normalnej rozmowy… przez tydzień miałem opory w odzywaniu się. Można gorzej?
Nie wiem.
Sprawdzę.
A teraz a propo włosów… (Broda, głowa i jakiekolwiek inne, z tymi w nosie również).
Wielu ludzi mówi, ogól się, inni zostaw tą część brody a zetnij tamtą, inni na odwrót. Jeszcze inni mówią zostaw brodę zetnij włosy. Są tacy co mówią obetnij wszystkie.
Przytoczę teraz pewną bajkę:
Wziął osła, usadził syna na Nim, i sam idąc pieszo wyszedł z rodzinnego miasta i podążał w dal. Przechodził wkrótce, przez inne miasto i ludzie widząc go mówili między sobą: „Patrzcie. Stary, zmęczony człowiek idzie pieszo, a młody brzdąc co ma jeszcze wiele sił jedzie na ośle. Jak to tak może być.”
Doszło to do uszu owego człowieka i po chwili namysłu zsadził syna z osła, a sam się na zwierzę wdrapał.
Przeszli kolejny dzień drogi i doszli do kolejnego miasta. Tam ludzie szemrali między sobą:
„Jakież to dziwy dzieję się na świecie. Mężczyzna w sile wieku jedzie na szkapie, a dziecku każe się jeszcze gonić.”
I to doszło do jadącego człowieka.
Czym prędzej wsadził syna na osła i razem jechali dalej.
Nim jednak opuścili to miasto, inni ludzie mówili między sobą:
„Takie jest to dzisiejsze społeczeństwo… we dwóch siedzą na oślęciu i za nic mają mękę zwierzęcia. Nikt się już nie liczy z biednymi zwierzętami.”
Gdy to usłyszał podróżujący człowiek, zdenerwował się, zszedł z osła, zsadził syna i razem wszyscy powędrowali drogą.
Szli tak przez pewną wieś, co leżała nieopodal miasta.
Gdy zobaczyli ich pracujący na roli chłopi, śmiali się między sobą:
„Jaki to głupiec, ciągnie ze sobą nieużyteczne zwierzę… Po co mu osioł, skoro ani On sam, ani syn Jego nie korzystają, z grzbietu bydlęcia?”
I rzeczywiście głupcem był ów człowiek. Lecz nie przez wzgląd na sposób swojej podróży, lecz dlatego, że głupi się słuchał, w mądrości sobie równych.
„Brak własnego zdania,
To kara sobie dana.
A brak siły woli
wodzi do niedoli.”
Więc na temat moich włosów decyzję pozostawię wąskiej grupie widzimisię.
Istotnie zapuściłem je z myślą o dredach, ale im są dłuższe tym więcej pomysłów wpada mi do głowy. ;]
czwartek, 28 maja 2009
Ogrom codziennych spraw... cz.1
(podzieliłem wszystko tematycznie na kilka kawałków, bo robią się notki długie srogo)
1)Konflikt z Wychowawcą
Jakiś czas temu mieliśmy w szkole dość ciekawą sytuację.
Pewnego dnia do szkoły nie przyszło dużo nauczycieli (zresztą uczniów też).
Dyplomatyczne zdolności przewodniczącego Naszej klasy (nie chwaląc się, jeszcze wtedy mnie), doprowadziły do tego, że przełożyliśmy kilka lekcji na wcześniejsze godziny, by wcześniej iść do domu. Nie udało mnie się, przełożyć jednego tylko przedmiotu (Technologii Informacyjnej). Perspektywa czekania 100 minut czy (jak w przypadku drugiej grupy) 155, nie ucieszyła ludzi. Delegacja w składzie (Przewodniczący, Zastępczyni i jedna kumata dziewczyna) udaliśmy się do Nauczyciela tego przedmiotu (na którym w sumie Nie robiliśmy przez 1,5 roku nic przydatnego), którym jest jednocześnie nasza „Wychowawczyni”.
Próbowaliśmy załatwić sprawę, jak człowiek z człowiekiem.
Zaproponowaliśmy 4 różne opcje załatwienia problemu.
Pierwsza możliwość zakładała, że Nauczycielka weźmie na lekcje naszą klasę (prowadziła lekcje dla trzech osób w pracowni przystosowanej dla 10 osób, prosiliśmy by wzięła 5 uczniów na lekcje).
Druga ewentualność przyjmowała, jakobyśmy odrobili tę lekcję w inny dzień.
Trzecia perspektywa dawała wizje zrobienia zadania (jak już mówiłem nic specjalnego na TI nie robimy) w domu.
Czwarte wyjście, to po prostu opuszczenie tej lekcji.
Nie tylko, że Nauczycielka była nie miła. Ale przed wypowiedzeniem, skreślała wszelkie opcje. Ostatecznie wyrzuciła Nas z Sali ze słowami: „Liczę, że to przemyślicie.”
Więc przemyśleliśmy. Zapytałem nielicznie pozostałej części klasy: „Co robimy?” i jeden z kolegów, powiedział krótko i jasno: „No to chyba… Spierdalamy?”. Jego propozycja zyskała 100% poparcia (łącznie z moim) i ruszyliśmy.
Tydzień później…
Dyrekcja wystawiając zastępstwa, obok informacji, że lekcja WFu się nie odbędzie napisała: „Uczniowie zwolnieni do domu”.
Są zdania, których nie trzeba powtarzać dwa razy.
Tym razem rozmowa z wychowawcą nie odbyła się, bo znów nie chciała Nas słuchać… próbowaliśmy rozmawiać jak człowiek z człowiekiem, ale się nie dało… więc teraz rozpatrzmy sytuacje prawnie. Zarówno „Plan lekcji” jak i „Zastępstwa”, są dokumentem (”informacją prawomocną”) stworzonym przez ten sam organ „Dyrekcja Liceum”. Jeżeli ta sama instytucja wydaje dwa dokumenty sporne, to naszym obowiązkiem jest zastosować się do tego, który jest wydany później.
Więc ruszyliśmy do domu.
Dobra to tyle słowem wstępu.
Na następnej godzinie wychowawczej „wychowawczyni” powiedziała mi w twarz, że nie mogę dalej piastować funkcji przewodniczącego, ze względu na Jej brak zaufania do mnie. Powiedziała, że za tydzień odbędą się nowe wybory do samorządu klasowego. Ogłosiłem to klasie. Część ludzi z klasy mówiła między sobą, że dla kontrastu wybiorą kolegę, który nie tylko nie grzeszy inteligencją, ale także dla czystej zabawy bezmyślnie lubi wprowadzać w życie destruktywne działania.
Przyznam, że zdenerwowany na Nauczycielkę przyłączyłem się do tej szemraniny.
Kiedy przyszliśmy na godzinę „wychowawczą” tydzień później, na tablicy napisane były już dwa nazwiska dziewczyn z klasy. „Wychowawczyni” oznajmiła rozwiązanie dotychczasowego samorządu klasowego, oraz zgłosiła swoje dwie kandydatki. Zgłosiliśmy więc jako klasa dwójkę kandydatów, których to uprzednio zaplanowaliśmy.
„Osoba, która ma naganne zachowanie, lub miała w pierwszym semestrze ubiegłego roku, nie może kandydować.”- Usłyszeliśmy.
Szczerze zdziwiło mnie to bo nigdy nie spotkałem się z takim zapisem, ani w statucie, ani w żadnym innym dokumencie.
Później dowiedzieliśmy się, że wybory nie będą tajne, lecz jawne(mieliśmy się podpisać) (co było pierwszym pogwałceniem jakichkolwiek praw wyborczych), oraz że na karcie mamy wypisać cechy dla, których wybieramy osobę, na którą głosujemy.
Ostatecznie kandydaci, którzy w ogóle zostali dopuszczeni to: dwie dziewczyny wybrane przez nauczycielkę, kolega z klasy i ja.
Przez cały czas trwania wyborów Nauczycielka czytała osiągnięcia swoich kandydatek, oraz przypominała, że głosy „nie-konstruktywne” nie będą brane pod uwagę (co jest już jawnym obrazem, ponieważ to Ona decydowała, które głosy są „konstruktywne”, a które nie.
Na następnej lekcji, „wychowawczyni” powiedziała, że żeby zostać wybranym, trzeba bezwzględnie mieć wzorowe zachowanie (Czego chyba nie mam po tym jak dopisała mi -40 pkt. za to że wziąłem odpowiedzialność za ucieczki klasy)
[nieobecność na lekcji= trzem spóźnieniom = -1pkt] [kradzież, czy pobicie= około -50].
Tego zapisu tym bardziej nie przypominam sobie. Dlatego wstałem i zapytałem czy klasa też tak uważa. (ponieważ wypowiedź tej Kobiety brzmiała tak: „Uważam, że wszyscy sądzicie, że aby(…) trzeba(…)”. Nie mogę tolerować tego, że ktoś nakazuje i co mam sądzić. (Oczywiście gdy poprosiłem by wstali wszyscy, którzy popierają tezę Nauczycielki, nie wstał nikt).
Potem przeczytała jeden głos na swoje kandydatki i stwierdziła, że nie będzie czytać więcej bo nie potrzeba.
Koleżanka zapytała, czy może powiedzieć ile było głosów na kogo i dostała odpowiedź, że; „nie”.
Wstałem i porosiłem o odczytanie głosu koleżanki, która siedziała obok mnie przy głosowaniu i robiła zdjęcie swojego głosu na wypadek, gdyby „zaginął”. (Niestety w dniu ogłoszenia wyników głosowania, koleżanki tej nie było w szkole).
Nauczycielka przejrzała głosy, przeczytała wybiórczo jeden (istotnie pusty, pod względem argumentów) głos na mnie, po czym stwierdziła, że nie ma głosu tej koleżanki.
Inna koleżanka, co obok biurka akurat siedziała, zaproponowała, że pomoże bo zna pismo tamtej i na pewno odnajdzie „zaginiony głos”. Nauczycielka nie zgodziła się, pośpiesznie wyciągnęła dziennik i czym prędzej ostentacyjnie i pomimo jawnego sprzeciwu społeczności klasowej, skreśliła stary samorząd by wpisać nowy.
Szczerze niewiele obchodzi mnie ta funkcja. Jestem i tak zastępcą przewodniczącego szkoły, a większość nauczycieli ma do mnie już takie zaufanie, że nie obchodzi ich co jest wpisane do dziennika. Troszkę wiąże mi to ręce przy rozmowie z dyrekcją, ale klasa dalej mnie wysyła na wszelkie pertraktacje.
Jedno jednak na co się nie zgodzę, to pozostawienie tej sprawy taką jaka jest.
Nie pozwolę, by te 34 osoby wyszli z tej szkoły z przeświadczeniem, że głos ludu się nie liczy, bo władza zawsze zrobi swoje.
Nikogo nie zdziwi fakt, że tego samego dnia zgłosiłem sprawę rzecznikowi praw ucznia, następnego poinformowałem Opiekunkę samorządu Uczniowskiego.
Po mediacjach między klasą, a „wychowawcą” rzeczniczka powiedziała, że zrobiła wszystko co mogła i teraz już tylko może sprawę zgłosić dyrekcji.
Coś mi mówi, że ostatecznie osiągniemy to o co walczyliśmy w klasie pierwszej. Zmienimy wychowawcę.
W ubiegłym roku zrobiono Nam, serie spotkań z psychologiem i powiedziano, że sytuacja już się uspokoiła. Nauczeni tym doświadczeniem nie zgodzimy się w tym roku, by w trzeciej klasie „wychowawca” znów zrobił Nam niespodziewany wybuch złego humoru.
środa, 27 maja 2009
przerywnik
Jest trochę długa więc się zastanawiam, czy Jej nie podzielić...
W każdym razie, na ten czas wpisuje tu wiersz drugi (notka poniżej).
Wiersz drugi
Gdy nieśmiałości czarty stają się katami,
Przemawiaj do niewiasty, szczerymi kwiatami.
Gdy Jej spojrzenie ucisza Cię jak gromem,
Płatki kwiatu przemówią, namiętnym tonem.
Jeśli boisz się dotknąć dłoni Jej z trwogą,
Pozwól dotykowi, iść łodygi drogą.
Gdy lęku potęga w Tobie się zawiera,
Niech Cię jak pąk kwiatu, uczucie rozwiera.
niedziela, 24 maja 2009
Wiersz Pierwszy
Pewien mężczyzna, zrozumiał swój umysł,
gdy pojął neurony, odruchy i zmysł.
Pewien mężczyzna, zrozumiał swego ducha,
Gdy ujrzał, że Boga szuka jak głos ucha.
Pewien mężczyzna, zrozumiał swe ciało,
Gdy widział jak młode i stare działało.
Pewien mężczyzna, zrozumiał własne serce,
Gdy drżało, bolało i cieszyło się wielce.
Pewien mężczyzna, nieraz Bogu żebra,
Gdy objąć chce rozumem, tajemnice swego żebra.
czwartek, 21 maja 2009
Pogrzeb Ojca Staszka
Nie zamykajmy go w grobie, jak to Nam sie udało na razie, ze Zmartwychwstałym uczynić.
Żyjmy Jego naukami, bo prawdziwie w tym człowieku przyszedł do Nas Chrystus.
"Zdrowa ryba zawsze płynie pod prąd."
"Świat będzie Wam próbował wmówić..."
"Dosyć tego brodzenia przy brzegu."
"Popatrzcie..."
"Facet musi mieć jaja."
"Miejcie swoją godność..."
poniedziałek, 18 maja 2009
Olbrzymie Twierdze w ruinę popadają,
I chociaż to Właśnie było im pisane,
W pamięci ludzkiej na zawsze pozostają.
Zmarł dziś o 5:07.
Ponad pół mojego doczesnego życia był mi Wychowawcą, w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Bite 10 lat z niecałych 18-stu posiadanych.
Mówiłem o Nim, mówiąc świadectwo kiedyś na IDMie, lecz nie było to potrzebne bo czyny Jego i dzieła najlepszym świadectwem.
Zastanawiam się przez ten dzień, co mnie w tym wszystkim boli.
To, że owocodajna i obfita winorośl, ścięta została?
Czy to, że nadzieje prawie wszyscy stracili?
Flp. 1,21
sobota, 16 maja 2009
Ojciec SJ
Jest księdzem. Opiekował się ministrantami.
Stworzył wspaniałą służbę liturgiczną, podziwianą wielokrotnie, przez przyjezdnych księży z wielu innych parafii.
Współtworzył Wspólnotę MAGIS. Opiekował się Nami gdy byliśmy w Oazie, Opiekował się Nami gdy wchodziliśmy w MAGIS. Pokazywał jak żyć z godnością.
Mówił żebym się nie garbił.
Kiedyś gdy było zamieszanie z Jego stanem zdrowia ktoś zadzwonił na parafie i zapytał „Czy Ojciec S… żyje? Tym samym wkurzył proboszcza, który powiedział „Tak pochowaliśmy go w ogrodzie w nocy, żeby nikt nie widział.”
Lubił się z Nami przekomarzać.
Zawsze głównym Jego celem jest dobro młodych.
Słucham ludzkich głosów… Wielu ludzkich głosów.
Co mogę powiedzieć ze słuchania tego?
Kiedyś u dentysty zarażono go żółtaczkom typu C.
Długo męczył się z chorobą, aż zrobiono mu przeszczep wątroby.
Nie usunięto choroby.
Później jeszcze człowiek ten przewrócił się pod szpitalem.
Efekt jest taki, że leży z wrakiem wątroby, uszkodzonym kręgosłupem, chyba bez śledziony, w szpitalu. Mówią o Nim że zostało jakieś 50 godzin życia.
Większość ludzi wokół mnie traci nadzieje. Z dnia na dzień widzę to bardziej. Boli.
We mnie tli się jeszcze nadzieja i dlatego proszę Was byście podczas rozmowy z Panem, powiedzieli mu o tym cierpiącym Ojcu.
Proszę.
piątek, 15 maja 2009
Linki ;]
A swoją drogą...
Napiszcie sobie słowo Revolta i przeczytajcie od tyłu część "evol".
Prosta zabawa literami a zdradza cel misji ;]
