niedziela, 26 września 2010

Wieczny Dzień.

"Wieczny dzień"

O Słońce! Moja Ty,
Jak wnętrze me prawie.
Zamieniasz piękne sny,
W czyny cne na jawie.

O Słońce! Moja świeć!
Daj ciepło czuć płazem,
Łap me marzenia w sieć,
Spełnimy je razem.

O Gwiazdy! Nastał dzień.
Bledniecie w Jej blasku.
I choćby skrył mnie cień,
Nie zgubię Jej brzasku.

O Gwiazdy skryjcie się!
Nie lśnicie tak samo.
Zwodzenie wasze psie!
Słońce moją damą.

O Panie wszelkich pór!
O czasu, mój Królu!
Błogosław światło pól.
Daj pracy czas w ulu.

O zawieś czasu bieg,
W tej przepięknej porze.
I jeśli dasz nam śnieg,
Ja serce Jej złożę.

Słońce i Gwiazdy.

Rozważam ostatnio sporo spraw.
Rozważaliśmy też z Moją miłą, kwestię niewierności małżeńskiej.
Jak to się dzieje?
Czy ludzie wchodzą w związek małżeński bez miłości, czy to gdzieś ucieka?

Doszedłem do wniosku, że (w przypadku mężczyzn) można kobiety porównać do gwiazd.
Mamy tą jedną, najbliższą, która daje nam Ciepło i dobre światło - słońce.
I nie sposób myśleć o gwiazdach w dzień.
Nie widzimy ich nawet.
Przychodzi jednak czas, gdy na krótko, przestajemy widzieć słońce.
Wtedy widać gwiazdy, całkiem nieźle.
Fascynacja jednak gwiazdami, jest objawem niewdzięczności wobec słońca.
Niewdzięczność ta pojawia, się gdy uznamy, że słońce nam się należy.

Jeśli kiedyś w dniu (być może) ślubu chcę słyszeć jakieś życzenia, to prócz tego byśmy zawsze mieli Chrystusa przed oczyma, pragnę, bym nigdy nie przyzwyczaił się i nie uznał, że mi się należy ta Miłość.
Nie zasłużyłem na taką miłość jaką dostałem i zasługiwać nie musiałem.
Jednak nigdy nie mogę powiedzieć o tym darze, że mi się należał.
Piękny dar od Boga, zawsze będzie darem i tak będzie dobrze.

Do tego rozważania stworzyłem też wiersz, który przeczytać możecie w następnej notce.



*Nie wiem dlaczego nie działa mi kolorowanie wyrazów!

sobota, 18 września 2010

skrótem.

Nowości:
*Wczoraj świętowaliśmy we wspólnocie Wigilię wspomnienia św. Staszka Kostki SJ który jest patronem naszej wspólnoty.
Uciekł z domu, doprowadził swojego ojca do prawie nienawiści, wstąpił do zakonu Jezuitów, zmarł młodo. Przede wszystkim realizował Pragnienia. Nie chęci, pożądliwości, obowiązki, powinności, tylko Pragnienia młodzieńczego serca, czyli to z czego wg. Koheleta będziemy rozliczani przed Panem.
*Z tej okazji po Uroczystej (czyli z wielką dozą radości, długim wejściem, 10cioma ministrantami, dopracowanym repertuarem zespołu, itp.) Mszy Św. na salkach radowaliśmy się (też w miarę uroczyście). Trochę nowych ludzi przyszło. Może ktoś się utrzyma.
*Dziś po przerwie wakacyjnej powraca we wspólnocie kółko RPG, które prowadzę.

Kontynuacje:
*Dziś na poranny "Ryk Jelenia" przyszedł tylko Dudi, aczkolwiek dla jednej osoby dalej warto, prowadzić modlitwę.
*Na razie, daję rade żyć celem z ĆD. św. Ignacego.


Plany:
*Ktoś pisał jakiś czas temu w komentarzach o aktualizacji zdjęcia.
Jak rozkminie jak to zrobić to wrzucę galerię moich zdjęć w ten album na górze co się przewija.
Będzie to piękny gest samouwielbienia (hio hio hio), a tak naprawdę, to miło zobaczyć również fizyczne zmiany we mnie, oprócz zmian ducha, umysłu i emocji, które tu opisuję.

niedziela, 12 września 2010

19

Wczoraj miałem urodziny.
Właściwie to tylko 19 rocznicę.

Zaczynam żyć zasadami z Ćwiczeń Duchownych o czym pisałem.
Może się uda.

Cieszę się, ponieważ prawie nikt nie życzył mi długiego życia czy zdrowia, pieniędzy itp.
Ludzie życzyli mi "najlepszego" czyli, patrząc na to trzeźwo, spełnienia Woli Bożej w moim życiu.
To miłe.

Dostałem masę prezentów.
-Najpiękniejszy poranek w moim dotychczasowym życiu.
-Najoryginalniejszy Tort, jaki dotychczas jadłem.
-Współpracę między sobą i samo-zorganizowanie się chłopaków z grupki.
- Słodycz.
-Możliwość pomocy Przyjacielowi, w trudzie.
-Słowo Boże.
-Pamięć.
I twórczość ludzką (gdzieniegdzie nawet inspirowaną moimi dziełami).

Cieszę się i dziękuje.

Bracia i Siostry, szukajcie Bożych znaków w świecie, a znajdziecie piękno.
Szukajcie dobra i miłości w ludziach i zdarzeniach, a znajdziecie Boga.

poniedziałek, 6 września 2010

Przerwa w zastoju.

Sporo się dzieje ostatnio.

Wiele z tych spraw jednak dotyka bezpośrednio innych ludzi i czułbym się źle moralnie sprzedając te sekrety publicznie, a nie mam natchnienia do pisania wszystkiego jako poezji.

Sporo osób chciało ułożyć melodie do moich wierszy.
Lubię zarówno takie deklaracje i jak i gdybania.
Jeszcze bardziej cieszą mnie konkretne owoce ludzkiej twórczości.

Muszę znaleźć dzień na pisanie listów.
Jutro idę zapytać o pracę pod adresem który mi wskazał Przyjaciel.

Dziś byłem leniwy.
Chciałem na początku napisać: "złapał mnie leń", ale to byłoby tanie usprawiedliwianie się.
Dziś byłem leniwy.
Późno wstałem.
Nie mogłem się nawet zebrać, przez 1,5 godziny po to, żeby iść po ziemniaki do warzywniaka koło domu.

Dziś we wspólnocie wraca "kółko nauki tańca".
Być-może będziemy z Karoliną się uczyć.



I "najciekawsza" informacja:
Dla tych, którzy nie odczytali tego we wcześniejszych dwóch kawałkach "bajki".
Nawiązaliśmy pewną osobliwą dwustronną relację, z pewną Piękną Kobietą.
...
Jednak nie umiem tego napisać prosto i bezpośrednio :P .


Chciałbym tu sporo napisać, ale to też ciężkie.


Jeszcze jedna sprawa.
Szykuję swojego ducha by od 11 Września zacząć żyć zasadami z Ćwiczeń Duchownych (23).
Dlatego, nie życie mi zdrowia, ale módlcie się bym zawsze miał Chrystusa przed Oczyma.



Dobrych dni, Bracia i Siostry.


poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Bajka o Rycerzu

Jeszcze raz do śpiewu gardło me zaprawie.
I znów uszy wasze pokrzepię mym słowem.
Powiem o Rycerzu i jego wyprawie,
Wyśpiewam, co u niego stało się nowem.

Rycerz zrzucił zbroję i pływać poczyna.
Tak więc fosa problemem przestaje mu być.
Przez wichry i burze, brama się zacina,
A mur w jego oczach w kamienie zaczął tyć.

Lecz wie ów wierny
Rycerz, że za murem tym,
Piękna czeka i patrzy jego przybycia.
On rozpala ognisko, słów formuje dym,
I gołębiem
Jej czuły śle list z ukrycia.

Dobrych znaków od Króla Rycerz dostał stos.
Prorok milczy lecz spojrzeń swych nie ukrywa.
Przyjaciółce Refleksji,
Woj oddać chciał głos.
Jednak ona przed rozmową z nim się skrywa.

Cóż dalej dziać się będzie? Wy mnie pytacie.
Jaki los
Rycerza? Mnie dopytujecie.
Wiem że z niepewnością w sobie się ścieracie,
Lecz cóż da, że grajka, do ścian przykujecie?

.

Trochę choruje.
Nie tak by uziemić się w domu, ale na tyle, by trochę słabiej się czuć.

Dostałem się na Studia.

Rekolekcje, sporo mi dały, między innymi, poprawiłem relacje z rodziną (może w ogóle je zbudowałem).
Na rekolekcjach zwątpiłem, gryzła mnie też cisza.
Po rekolekcjach doświadczyłem pewnego razu wielkiej walki o mnie. Czułem co się dzieje wokoło.

Jest jeszcze coś.
Jeszcze jedno wydarzenie, ale to opiszę w bajce.

Dobrych dni.

czwartek, 5 sierpnia 2010

"Motyli Bracia"

"Motyli Bracia"

Wśród kwiatów koron, wśród łodyg traw,
Z kokonów wyszli piękni jak paw,

Motyli bracia w kolorze trzej,
Jeden zaś w czarnej był szacie swej.

Wśród ptaków pieśni, wśród polnych nut,
Wśród pszczelich mruknięć, wśród trzciny kłód,

Pojeni nektarem, rosy łzą,
promieniem słońca, poranną mgłą,

W beztroskę wchodzili – piękny czas,
Radości ich przyglądał się las.

Zawołał raz jeden: „Ach bracie,
Czy larwi żywot pamiętacie?

Gdyśmy z ślimakiem bój toczyli,
Gdy paskudną ohydą byli.

Ach tak mi wstyd, tak bardzo mi żal.
Ze smutku proszę, Słońce! Mnie spal.


Zawołał kum: „ Miniony to czas!
Gdy przyjdzie zima, będzie po Nas.

Gdy kwiaty umrą, słońce zajdzie,
Wśród gleb ktoś martwe ciała znajdzie
.


Zakrzyknął trzeci: „Bracia moi!
Martwić się niczym nie przystoi.

Zażyjmy życia, zażyjmy dnia,
Jutro jest jutro, dziś chwila trwa,

Nie trapić się i w beztrosce żyć,
Takim się stałem, takim chcę być.


Gdy cały dzień rozmowy trwały,
Uciekł od braci motyl mały.

Cichy, czwarty, niedostrzeżony,
Skrył się Nocy, w kwiatów korony.

Świt zaś ujrzał jako jedyny,
Bo nocą groźne pajęczyny.

Którym z motyli okaże się,
Chłopiec co sercem swym wielbi Cię?

wtorek, 3 sierpnia 2010

Wróciłem z rekolekcji w Niedziele.
Szukam czasu by to wszystko lepiej opisać.

piątek, 16 lipca 2010

Doświadczenie Oazy i dzisiejszy poranek.

Wczoraj w drodze do kościoła, spotkałem dzieci z Oazy.
Już "zmalały".

Dla wyjaśnienia powyższego wyrażenia, opowiem o czymś co zaobserwowałem na oazie.
Każdego dnia, dzieci "rosły".
Im bardziej rozumiałem poziom emocjonalny chłopców z mojej grupki (najmłodsza grupa), tym bardziej reszta dzieci (i moi grupkowicze również), "stawali się" starsi, wyżsi, dojrzalsi.
Może to kwestia tego, że człowiek nie widzi/rozpoznaje: wieku, temperatury, bólu, czasu, wielkości i odległości, oświetlenia, oraz masy innych okoliczności. Człowiek zauważa zmianę i różnicę tych "parametrów", a nie ich poziom.
Tak więc już w drugim tygodniu, Ci których traktowałem jak dzieci, we Wrocławiu, stali się niemal rówieśnikami w Bydlinie.

Wczoraj dzieci już zmalały, aczkolwiek coś się zmieniło.
Idąc, tą samą drogą, którą chodzę codziennie, znam imiona dzieci które mijam, znam ich charaktery, znam je.
Kiedy uświadomiłem sobie tę subtelną różnicę, poczułem się tak, jak czujemy się czytając książkę, z jakąś przygodą i motywem wędrówki, gdzie na samym końcu bohater wraca do miejsca skąd podróż rozpoczął i uświadamia sobie, że zmieniło się niewiele, ale jednak coś istotnego.

To było bardzo dobre doświadczenie.
Dało mi to wszystko też zauważyć, że w niektórych kwestiach "stałem się poważny niczym bankier z Małego Księcia".


A dziś poparzyłem się żelazkiem. ;P

czwartek, 15 lipca 2010

.

Trochę się pomyliłem w liczeniu dni.
Wróciłem wczoraj późnym popołudniem.
Trochę choruje.
Jestem bardzo zadowolony z Oazy.
Sporo ciekawych doświadczeń, sporo rozwoju.

Jeśli złapie wolną chwilę, to opiszę ten czas.
Wiem, że zazwyczaj gdy tak piszę, to później nie znajduję wolnej chwili.
Trochę jestem jeszcze rozkojarzony.


Dostałem się na Studia.
^^
Jestem jakoś 500-ny na SKP na Politechnice Wrocławskiej.
FlugsS, któremu jestem niesamowicie wdzięczny, za dopełnienie mojej "papierkowej roboty" związanej ze studiami, jest na tym samym kierunku i wydziale, jakiś 700-ny. Znaczy, że sporo ludzi przyjęli.
Sądzę, że gdyby Paweł zdawał fizykę na maturze to byłby na tej liście jeszcze wyżej niż ja.
Aczkolwiek nie to się liczy.
Teraz liczy się już tylko przetrwanie roku i dobry wybór kierunku za rok, jeśli chodzi o edukację.

Edukacja, jednak, jest sprawą drugorzędną.
Pierwszoplanowo liczy dla mnie się mój rozwój duchowy i misja.
Misja niesienia Boga innym.

Przychodzi czas w życiu Chrześcijanina, że przestaje on siebie pytać: "Czy wierzę w Boga?", a zaczyna zadawać pytanie: "Czy wierzę Bogu?".


czwartek, 1 lipca 2010

Matura i plany na Lipiec.

Uprzedzając ewentualne pytania,
ostatecznie wyniki matury to:

Pisemne:
Polski 59%
Angielski 60%
Matma 84%
Fizyka (roz.) 38%

Ustne:
Polski 65%
Angielski 50%

Trochę zdziwiony jestem, lecz bardzo zadowolony.


Jutro, a właściwie to już dziś, jadę na Oazę dziecięcą, jako animator.
Wracam wieczorem 15tego.
16tego Mam w planach pranie, prasowanie, prze-pakunek, kąpiel, miłą rozmowę.
17tego z rana jadę z młodymi, jako Animator MAGIS na Rekolekcje (a potem IDMy).
1 Sierpnia wrócę.

wtorek, 29 czerwca 2010

Bajka dalsze dzieje.

I nie dotarł jeszcze do skrzyżowania dróg,
Lub nie bacząc w podróży minął je, gdzieś tam.
Jednak patrząc pod nogi nastąpił na próg,
Wielkiej twierdzy warownej, wówczas doszedł bram.

Kiedy przebył fosę? - Nieznany mu ten czas.
Jak przeszedł przez mur? - Otwarte przed nim wrota.
Za plecami droga zachodzi w piękny las,
A gdzieś tam skryta w lodowej górze grota.

Czy spotkał Piękną na dziedzińcu przechodząc?
Czy to może po schodach na wieże się wspiął?
Ja nie wiem, gdzież to wiatr kierował go zwodząc,
Ja nie wiem gdzie gwizdał i też nie wiem gdzie wiął.

Lecz zabawiać w zamczysku nie dane mu jest.
Chociaż Piękna do walki dodała mu sił.
On ruszyć musi tam, gdzie Król wskaże mu gest,
Bo o siebie z bestiami on będzie się bił.

Gdy dnia następnego do twierdzy wędrował.
Dojrzał jak mu bardzo, fosa zwodnicza jest.
Tu topił się, tam w płytkiej wodzie lądował.
By nie utonąć przed krokiem poczyniał test.

Choć w bramie otwartej, z muru można się śmiać,
Rycerz wie, że czas i zamknięcia przychodzi.
I nadejdzie poranek. Kogut przyjdzie piać.
A zamknięta brama nijak nie dogodzi.

Uważaj Nań. Prywatny Prorok mu rzecze.
I trudy i znoje mu zapowiadając.
Choć dobrze radzisz sobie walcząc na miecze,
Nie na wszystko odpowiesz, nimi machając
.

A cóż, a cóż na to Król mu odpowiada?
Ponoć trudny, niejasny znak dał umowny.
Cóż w listach, cóż przez sługi, Król doń powiada?
Ja nie wiem. Ja tylko trubadur wędrowny.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

"Mały Książe"

Dziś wróciłem po paru latach, do czytania Małego Księcia.
Czyta się inaczej.
Teraz wiem, że chcę przeczytać go jeszcze raz, przed śmiercią.
Pewna mądra osoba podpowiedziała mi, że czyta się go "inaczej" w różnym wieku.
Sprawdziłem:
Jeżeli czytasz go ponownie i jest dla Ciebie zupełnie nową książką- To znak, że się rozwinąłeś.

niedziela, 27 czerwca 2010

Wczoraj odbył się koncert Clemensianum.
Ogromnie mnie się podobał. Wiem jednak, że jeśli niektóre pieśni będę słyszał częściej niż raz w roku, to stracą swoją wyjątkowość.

Potem była jeszcze grupa z Sącza.
Los Muminos się chyba zwali.
Grali bez słów prawie wszystkie piosenki.
Przez chwilę czułem się jak w jazz'owym pub'ie.
Kiedy grali "Atlantydę" przed oczyma przeszła mi wizja słów dla tej melodii. Szkoda, że już poszła.

(Sytuacyjny komentarz do wczorajszego wieczora)
Kopciuszek nie używał tramwajów.

Dziś założyłem konto na Fejsbuku.
Nasza-klasa, zaczęła mi się wygrażać, że usuną mi konto jeśli nie zgodzę się z regulaminem, a ja nie mam zamiaru ulegać, takowym "groźbom".

A dziś wieczorem mam jeszcze dwa przyjemne spotkania.

sobota, 26 czerwca 2010

Dobry dzień.
Ciekawy wieczór.

Wiele przyjemnych i konstruktywnych rozmów.

Muszę znaleźć więcej czasu na pisanie tu na blogu.
Tak czy inaczej dziękuje za wieczorny spacer "Karolinie nr 4" i Bogu w drodze powrotnej.

Przeczytałem dziś stare notki na swoim blogu.
Diametralnie zmieniło mi się słownictwo, gramatyka, ortografia i styl.
Tylko wartości wciąż podobne.

piątek, 25 czerwca 2010

Sporo się dzieje.

Dziwnie się robi.
Ludzie zaczęli mnie pytać co zamierzam na wakacje, tak jakbym ich nie miał już od miesiąca.
30-tego Czerwca po odebraniu wyników z matury jadę na "Oazę dziecięcą" jako opiekun najmłodszej grupy chłopców.
Wracam 15-tego.
Mam dzień przerwy żeby poprosić mamę o wypranie ciuchów i sobie je wyprasować.
17-tego wyruszam jako animator II-go stopnia na Rekolekcje MAGIS.
Wracam pierwszego sierpnia.
Potem może uda mi się znaleźć jakąś robotę na dwa miesiące.

Poszukiwania zacząłem już wczoraj i do tego też odnosi się pierwsze zdanie tej notki.

Sporo się dzieje.
Na polu walki duchowej dzieje się jeszcze więcej.
Tak wielu chciałbyś zbawić.
Z tak wieloma chciałbyś się dzielić dobrem, które znalazłeś przy Panu.
A tymczasem sam Tego Pana gubisz.
Tyle słów od przyjaciółki Refleksji.

Módlcie się za siebie wzajemnie bracia i siostry.
Proście o wytrwałość dla Tych, którzy Pana znaleźli.
Proście o światłość umysłu, dla ograniczonych racjonalnością.
Proście o owoc dla poszukujących.
Proście o doświadczenie dla zagubionych.
Dziękujcie. Za Tych, których już wam dał i baczcie, byście żadnego z Nich nie utracili.

wtorek, 22 czerwca 2010

Głusi

"Głusi"

I nie ten jest głuchy, kto słów nie doznaje.
Nie ten, do którego mowa nie dociera.
Kto zaś słysząc słowa, prawdy nie poznaje.
Ten z prawdziwą głuchotą w życiu się ściera.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Podróż i 18stka Piotera.

Mówiłem sobie, że dam rade napisać notkę o moim wyjeździe.
Tak mi się udało do tego zabrać, że jak w Czwartek wieczorem wróciłem, to na Blogu do dziś pusto.

Więc wspomnę tylko, że wyjazd był owocny i to niejednokrotnie.
Spotkałem przynajmniej cztery osoby, którym mogłem pomóc.
Dla spotkania każdej z tych osób ten wyjazd nabierał sensu. Więc można by powiedzieć, że czterokrotny owoc otrzymałem, ale byłaby to nieprawda.
Otrzymałem przynajmniej pięciokrotny owoc.
Albowiem nauczyłem się modlić.
Nie dotarłem do wszystkich miejsc i ludzi, których planowałem odwiedzić.
Spotkałem wielu ludzi, których spotkać się nie spodziewałem.
Właściwie, jeszcze jednym dobrodziejstwem wyjazdu jest fakt, że młodzi ze wspólnoty samodzielnie skoordynowali się, do nakręcenia filmu na IDMy i odwalili kawał dobrej roboty, do której ja nie dałbym rady ich zmotywować.

Po powrocie, nie siedziałem długo w domu, gdyż z soboty na niedziele byłem w Turawie, na osiemnastych urodzinach Piotera (z MAGISu Opolskiego).

Jakoś tak jest, że ludzie często skręcają w rozmowie ze mną na temat Szefa, religii, Wiary...
Czasem łapię się na tym, że ja zaciągam do tych tematów w rozmowach, jednakże rzadko to robię, a rozmawiam często.
Może to Boży Dar.
Może to Jego Misja dla mnie.

Na wspomnianym ognisku, spotkałem trzy osoby, w pewnym sensie, symbolizujące typy osobowości w znacznie większej społeczności:
-Dziewczyna, która Szukała.
Twierdziła, że nigdy nie doświadczyła Boga. Interesowała się Biblią i zachowaniami Chrześcijan. Interesowała, się też innymi religiami choć Chrześcijanie byli Jej najbliżsi.
Czuła, że musi istnieć Bóg, choć nie miała pojęcia Kim lub czym (bo tą opcję też rozważała) jest.
Nie umiała zdefiniować zła i dobra, lecz pytała o Nie, twierdząc, że nie istnieje jako-takie "zło" i "dobro".
-Chłopak, Zbuntowany.
Buntował się przeciw wszystkiemu i miałoby to sens gdyby swoją wiedzę oparł, na czymś więcej niż medialne popularne kłamstwa i to w dość krzywej (nawet jak na dzisiejszy skrzywiony świat) interpretacji.
Gdy sobie wypił, nie dało się już z Nim specjalnie konwersować, bo przestał przyjmować cudze słowa i denerwowało go najbardziej to, że nikt się z nim nie kłócił.
Dlatego, by mieć się z kim kłócić, wkładał ludziom w usta słowa, które jego zdaniem powinni wypowiedzieć.
Gdy wypił więcej, zaczął rzucać kurw*mi i innymi nietrafnymi synonimami przecinków, czym mnie zdenerwował, gdyż przy ognisku siedziały wówczas jeszcze niewiasty.
Jego bunt przerósł jego rozumowanie i to mnie zmartwiło, bo był jednym z ludzi, niszczących opinię na temat "buntu" w społeczeństwie.
-Turek, Wierzący Muzułmanin.
Gość siedział uśmiechnięty i spokojny przy ognisku. Może było to spowodowane, nieznajomością języka Polskiego. Moim zdaniem jednak, nie należał do ludzi kłótliwych z natury.
Zaimponował mi, swoją wiernością, wobec wyznawanych zasad. Nawet rano, zaspany i głodny upewniał się czy w tostach nie ma mięsa.
Ponieważ w wolnej chwili modliłem się, za wcześniej wspomnianą dwójkę, zauważył różaniec.
Był ciekawy, pytał ludzi o niego.
Potem wytłumaczył nam, że w jego religii jest coś podobnego i na czym polega.
Mógłbym do tych trzech osób dodać jeszcze jedną, spotkaną podczas tego wyjazdu przed urodzinami, ale jego sytuacja (w tym co jestem w stanie opisać) nie różni się wiele od przytoczonej na początku dziewczyny, choć (w tym czego opisać się nie da) każdy człowiek jest postawiony w zupełnie indywidualnej sytuacji.

Jeździłem pociągami i autobusami, bywałem dłużej na na "pustynnych" spacerach, miałem sporo czasu, natchnienia, ołówek i kartkę, więc skrobnąłem coś wierszy.
Już niedługo wrzucę je na bloga.

niedziela, 13 czerwca 2010

.

Jeśli Bóg pozwoli, jutro jadę.


Dziś dostałem pierwsze "zamówienie" na piśmienną wersję mojego wiersza.
Do tej pory robiłem z Nich prezenty-niespodzianki.