piątek, 20 czerwca 2008

Koniec Roku Szkolnego 07/08

Dziś koniec Roku szkolnego ^^.
Fajnie jest ;P


(wiem że puenta słaba ale jest 1:30 a FlugsS wyciągnął mnie na spacer chwilke temu i tak koło 1:02 padło pytanie "Ty, to jutro mamy autobus o 9:80?" Zamiast odpowiedzi usłysząłem tylko śmiech :P )

poniedziałek, 16 czerwca 2008

Piknik Parafialny 2008 ^.^

Z ostatnich wydarzeń to:
Wrócił FlugsS z Francji.
Odbył się Piknik Parafialny.
Pozostało zaledwie 8 dni do Gry na Twierdzy.
Diakon Diakon jest już prawie "Ojcem Grzegorzem" ;] (Jeszcze kilka dni :P)

Z tego wszystkiego opisać mogę chyba tylko piknik. Moim zdaniem był zaczepisty i postaram się namówić chłopaków, to za rok może będziemy występować z pokazem bitwy (lub jeśli uda się wyrobić bezpieczną broń to wpleciemy Rycerstwo w dzieciaki :P ).


Już coraz bliżej Rekolekcje MAGIS i IDM ;D

wtorek, 10 czerwca 2008

Cel?

Ostatnio troszkę się działo ale nie miałem szansy o tym napisać. Dopiero teraz nadarzyła się okazja, że nie mam lekcji więc wyspałem się i mogę skrobać ;]

Dużo rzeczy porozwiązywało się lub pouciekało mi z głowy więc ta notka nie będzie nadzwyczaj długa.

Ostatnio zastanawiałem się nad życiem. Wiem nie powinienem tego robić bo raz już kiedyś się wpędziłem w deprechę w życiu i nie mam zamiaru więcej. Aczkolwiek, przez całe życie Bóg stawiał przede mną nowe cele, zanim zdążyłem spełnić stare. A teraz odczuwam taki, można by to ująć, "brak perspektywy przed oczyma".

Pewnego dnia wyszedłem z Domu. Nie miałem tam z kim pogadać (zazwyczaj nie mam). Wziąłem ze sobą rower. Począłem myśleć gdzie powinienem się teraz udać. FlugsS? Za granicą. Diakon? U Ojca Staszka. Tadzik? Sprawdziłem salkę, nie było tam już ani Tadzika ani Roberta, „zwinęli się do domu” pomyślałem i bezsensownie robiłem rundki rowerem w okuł osiedla. Chciałem wybrać się na jakąś dłuższą trasę, ale żadna spontaniczna droga nie przychodziła mi do głowy. Pomyślałem o modlitwie. Kościół już zamknięty, a wszystkie bodźce pomagające mi się skupić (Burza i deszcz, Radość, Smutek, Cichy powiew) nie śmiały się pojawić. Uświadomiłem sobie swą prawdziwą samotność.

Dziś jest już wszystko dobrze… prawie wszystko. Dalej nie widzę przed sobą celu. Przez ostatnie kwartały zbyt często bywała nim kobieta. Teraz kiedy próbowałem zamknąć oczy, znikł mi z widoku i cel. Pozostało mi tylko Walczyć.
"O co?"
To już się niech mój Pan martwi. ;]

AMDG


(przepraszam za brak notek)

niedziela, 1 czerwca 2008

Notka ;]

Ostatnio mało piszę na Blogu. Dzięki, że przypominacie mi o tym ;]
Chwilowo dużo myślę, więc za jakiś czas będzie się dało zobaczyć efekt tych rozmyślań... Na blogu albo w życiu... Tego jeszcze nie jestem pewien ;]


A tak oprócz tego Obiecałem, więc jest:

SPECJALNA NOTA DLA UHa i PODZIĘKOWANIA ZA MOTYWOWANE DO SKROBANIA.

I Wam Bracia i Siostry życzę Szczęśliwych Nocy i Dobrych Dni.
;]

środa, 28 maja 2008

2 style życia

Inteligentni szybko wychwycą do czego jest dzisiejszy wywód (jeśli tylko czytali wcześniej niektóre posty :P )

A tematem rozważania jest:"Miękka klucha i Jezus".

Ostatnio z Przyjacielem wyróżniliśmy dwa style życia.
"Miękka Klucha"
Co mają szczególnego miękkie kluchy?
Cicho i spokojnie leżą sobie w wodzie. Niby mają jakiś kształt ale mimo to łatwo podlegają zmianą jakie wyciska na nie otoczenie. Podobają się ludziom, ale nie traktuje się ich poważnie. Można je wykorzystać albo zostawić w spokoju. Same ci się do ust nie wepchają.
Co jeszcze?
ciepłe. Nie są Gorące, ani Zimne. Są ciepłe, można by rzec że są letnie.
Mój Przyjaciel cytował mi czasem niecenzurowany oryginał Pisma Świętego. "Bądź Gorący albo zimny. Nie bądź letni w mych ustach. Bo Cię wyrzygam(...)"[Bóg do człowieka].
Czyli?
Ciepłe kluchy nie podobają się Bogu. Nie potępia ich lecz ostrzega i namawia do zmian.

"Jezus"
On jest człowiekiem, który leje na to co mówi świat. Ma swój cel i do niego idzie. Płaci z to pewną cenę, ale nie daje się ugniatać jak klucha.



Tak po dłuższym myśleniu zdecydowałem się w końcu na jedną z tych opcji... Tylko trzeba znaleźć jakiś cel.

Tak mi się przypomniało. Pewien mój znajomy powiedział mi (po 8 latach znajomości) kiedyś: "Nie buduj się na innych ludziach, Przyjaciołach, Dziewczynach, innych. Buduj SIEBIE na SOBIE. Inaczej będziesz im słodził a Oni albo Cię będą wykorzystywać, albo uciekać."

A.M.D.G. tylko cholerka jak?

wtorek, 27 maja 2008

Odwiedziny Jezuity

Dziś Diakon wziął mnie ze sobą do Ojca Staszka. Szczerze to kolejny Boży krok żebym przestał być "ciepłą kluchą". Kiedy siedzieliśmy na ławeczce z Ojcem i w pewnym momencie Diakon poszedł po kawę, obgadałem z moim Prefektem, ostatnie kilka lat znajomości. Zazwyczaj nie szemrałem przeciw Niemu jak to potrafili zrobić Jego zaufani ludzie, jednak jeśli coś złego mówiłem, to teraz jestem pewien, że po prostu Go nie zrozumiałem... Do dziś.
Tak nawiasem to wyjaśnił mi to samo co mój Przyjaciel ostatnio w górach, innymi słowami, ale też hacząc o kulinaria (Jezuici mają w sobie wiele wspólnych cech).

Oprócz tego jazda z Diakonem przez autostradę (Tak w Polsce jest kawałek autostrady :P ) umocniła mnie w niektórych postanowieniach.

niedziela, 25 maja 2008

Spóźniona notka

Tak wiele tematów się zebrało...

W Niedziele zauwarzyłem jak "obłuda" powoli wkrada się do mojego Świata... w MAGIS, w LSO.
-Kiedy jeden z Animatorów pokazał, że nie rozumie różnicy między "Chcę" a "Muszę". Powiedział: "Ja nie muszę tu być bo mam swoją grupkę" Jakby MAGIS zmuszał kogokolwiek do przynależności.
Ok. Może miał zły dzień... chociaż ma ich sporo od kiedy jest animatorem. Był kiedyś inny.
-Kiedy widzę czasem na Eucharystiach zachowania innych ministrantów i lektorów, zaczynam rozumieć, czemu niektórzy mają o Nas złe zdanie.
Siedzenie w zakrystii i robienie sobie jaj podczas Mszy Św.?
Kłótnie o funkcje? (ok to jeszcze zrozumiałe dla świerzo przyjętych ministrantów, ale nie dla takich starych lektorów)

Jedyne z czego się ucieszyłem w tym wszystkim to dar od Boga. Dał mi siłę przebaczać.


Wiele się miesza ostatnio w moim życiu. Dalej czuę zachęte by gdzieś zniknąć... Niestety Szary potwór "codzienność" z Mej Bajki mocno trzyma to co złapał.

piątek, 23 maja 2008

Dzień w górach

Poranek "Piata Rano" jak to określił FlugsS (no i 55 minut) jakby to dodał zegarek. Dworzec PKS we Wrocławiu. Mżawka.

A my, ludzie którzy pragną MAGIS (więcej/Bardziej/lepiej) od siebie, czekamy na autobus, który zabierze nas w góry. Pokrzepieni zachętami opiekuna ("Ale na pewno chcecie jechać?!?" "Wiecie bo pada i w ogóle...")
Wchodzimy z (tak jakby) uśmiechem na ustach do tegoż środka komunikacji.


Na miejscu pożegnał nas szyderczy uśmiech kierowcy, mówiący: "Ładna pogoda... (Gdyby było cieplej i nie padało to bym się z Wami zabrał)".

Kiedy dotarliśmy na szlak, trasa wybierana była na zasadzie: "Która droga ładniejsza?"


To jednak był wstęp tej cudownej wędrówki. Podczas drogi rozmawiałem z Przyjacielem. Trochę pomógł mi odkryć w sobie to, czego sam nie dostrzegałem. Jednakże w między czasie wplótł w rozmowę dziwną propozycje. Mianowicie "odnowienie" swego oblicza. (tj. strój, zachowanie, strój, postawa, strój, nawyki, wygląd) i pozbycie się tego cholernego "Przepraszam, że żyję"(Ten txt akurat autorstwa O.Stanisława).

Normalnie odniósłbym się do tej propozycji jak zwykle... czyli moje konserwatywne Ja miałoby przewagę. Jednak teraz, mój Przyjaciel podał kilka sensownych argumentów. Powiedział też: "Nie zmieniaj swojego stylu, tylko go odnów". Każdą propozycję rozważaliśmy dokładnie... nie wszystkie zostały zaakceptowane, ale jednak. Mogę się delikatnie zmienić przez najbliższy czas.

Wieczorem spojrzałem na siebie "dziś i dawniej"... Nie jestem już tym gówniarzem (dosłownie i w przenośni) jak za dawnych lat. Sporo się zmieniłem. Teraz doszedł do mnie cichy szept duszy: "MAGIS".

Zobaczę ile będę umiał.

"A.M.D.G."

czwartek, 22 maja 2008

Rozpiska

Jak wskazuje tytuł to bardziej plan "czegoś" niż notka ;]
Jutro wypad MAGISowy w góry. W sobotę będe w Kłodzku... W Niedziele "z rana" wracam ;]
Więc jak widać w WeekEnd bedzie ciężko mnie łapnąć :P

A to tak tylko żeby nie odpowiadać na 100 identycznych pytań :]

wtorek, 20 maja 2008

Dziś

Dziś gadałem z Przyjacielem...
(Tak! Mam Przyjaciół.)
Rozmawialiśmy trochę o samotności ukrytej w głębi każdego człowieka... nie zrozumcie mnie źle... nie chodzi o samotność w sensie fizycznym. Chodzi o samotność, której żaden człowiek nie może zapełnić, której nie zapełni pasja, hobby itp.

Paradoksalnie wracając do domu poczułem brak samotności... a dokładnie możliwości zniknięcia gdzieś na nieokreślony czas. Gdzieś gdzie mógłbym się odciąć od codzienności. Przeżyć Przygodę. Sam na sam z Bogiem. Potem, w tej dziczy serca, przysiąść i porozmyślać o Naszych planach na moje życie.

Ech... marzenia :PP nie w tym systemie ;/

Bądźcie pozdrowieni Bracia i Siostry w Panu Naszym.
AMDG

niedziela, 18 maja 2008

Stara modlitwa

"Boże, Ty wiesz wszystko, znaczy tak mi się wydaje, bo Cię nazywają wszechwiedzącym. Mówią też, żeś jest Miłością. Jeśli kochasz człowieka i wiesz co dla niego dobre, to jestem gotów, byś spełnił swoją wolę w moim życiu i moim życiem."

W późniejszym czasie (przełom lat) przekonałem się, że Dogmaty wiary zapomniały dodać w opisie Boga:
"Najlepsze poczucie humoru, jakie poznać jest dane człowiekowi."

sobota, 17 maja 2008

Kolejny dziwny dzień?

Może zacznę od pierwotnego tytułu posta "Piep[wkurzająca]ona Rodzinka".
Pierwsze pytanie jakie się nasuwa to "Czemu Czucz tak twierdzi?" albo "Co On bredzi?".
Może i racja, ale dziś mnie wkurzyli (no dobra zdenerwowali) . Od rana do mojego powrotu z Mszy Św. prowadzili bezsensowne kłótnie. Pierwszy ryk bojowy wydała rano starsza siostra. Później już tylko podburzała młodszą siostrę przeciw bratu. Ostatecznie Miśka (tak czasem nazywam siostrę młodszą) tak się zapaliła agresją, że pyskowała do Ojca (jeszcze zanim ze zdenerwowania sobie wypił). ;/

Na szczęście w nocy wraca Mama i jutro jakoś złoży ten dom do kupy... albo go wyciągnie z niej. Babcia stwierdziła, że dobrze, że mnie nie było. A propo, moja babcia to osoba, która cierpi na wiele chorób związanych podobno z nerwami, teraz podobno błędnik, ale ja tam za uwarzyłem ostrą depresje (nie każdy życzy sobie szybkiej śmierci).

Na szczęście przez parę lat nauczyłem się, lać na to co dzieje się w okół mnie, gdy to "otoczenie" nie chce, żebym się wtrącał.

piątek, 16 maja 2008

Podnieść się?

Rycerz ów płynął rzeką, dzieląc tę niebieską wstęgę czerwienią swej krwi i niepotrzebnego już smutku. Nie miał on jednak sił, by kontrolować gdzie rzuci go woda. Zauwarzył tą scenę Król przebywający ze swym wojskiem nad brzegiem rzeki. Wysłał więc swego sługę, by ten wyciągnął rycerza z wody. Mały łysy sługa Króla wyciągnął rycerza z rzeki, którą miejscowi nazywali "sterilis despero" to jest: "zbędna rozpacz".

Pora wstać... może przyjdzie świt. ;]

poniedziałek, 12 maja 2008

Duch Pocieszyciel

Zastanawiałem się nad tytułem postu "Powrót Auć" ale wtedy mógłbym tu równie dobrze napisać o tym, że rano poparzyłem się żelazkiem po prasowaniu, a temat jest inny, więc i tytuł trafniejszy ;]



Kolejny kawałek Bajki:

"Rycerz, gdy niestraszny był mu mur i żelazny potwór, odczuł czemu taka potężna była fosa. Nie była to fałszywa fosa niepewności lecz rwąca rzeka zasilana nurtem bojaźni. Pokonany tą przeszkodą, Rycerz nie miał sił wracać do brzegu, by jeszcze raz szturmować zamek. Płynął bezwładnie unoszony przez wodę, a za Nim rozciągał się malutki strumyczek krwi. Cieknąc delikatnie z jego serca, czerwony strumyczek powoli dyfuzował z rzeką, wieńcząc ten dziwny obraz.

Może dopłynie do innej fortecy.

Może dopłynie do morza gdzie już nigdy nie spotka murów, fos, zamków, pięknych złotowłosych niewiast, marzeń.

Może zatonie gdzieś po drodze gubiąc na zawsze sens swego życia.

Może Dobry Rybak wyłowi go na brzeg.

Może..."



Ostatnio znów przyszła pogawędzić ze mną, moja Przyjaciółka Refleksja.

"F-Dlaczego to tak cholernie boli?

R-Może to ma jakiś sens?

F-Jaki?

R-Nie wiem. Zastanówmy się. Co byś zrobił gdyby nie odwiedzał Cię ból?

F-Hmm... Nie wiem.

R-A co robi większość ludzi w takiej sytuacji?

F-Czasem robią głupie rzeczy. Skaczą z mostów, strzelają se w łby, odkręcają gaz...

R-Szaleństwo... to jedna z możliwości.

F-Niektórzy nie chcą do ostatniej chwili uwierzyć co się stało.

R-Też prawda. To jest jakiś sposób.

F-Tak?

R-Tak ale zły. Kłębiąc w sobie negatywne uczucia ciężko Ci jest się uśmiechnąć do świata. A jeśli wmówią sobie to na dobre to będą hipokrytami... przecież dobrze o tym wiesz.

F-Hmm... Niektórzy szukają ukojenia w nowych ramionach.

R-To też jest wyjście.

F-Myślisz żebym?

R-Nie. Pomyśl, związek oparty na ucieczce od starego uczucia, rzadko żyje długo. To więc, nakręca cały mechanizm biegania z sercem, od człeka do człeka i szukania plastra, który by pasował do rany na sercu... a o takowe ciężko.

F-Sugerujesz żebym odpoczął? Śmieszna sprawa.

R-Czemuż to?

F-Moi najlepsi Przyjaciele podpowiadają mi to samo. Ale tu większym problemem jest to, że nad swoim sercem nie zapanuje.

R-No to może właśnie po to Ci ból?

F-...- zgaszony.

R-...-Dyskretnie się ulatniając.



Dziś miałem dziwny dzień.

Do Kościoła szedłem nastawiony na pocieszenie. Niosłem koszyczek swoich smutów. Co więcej, ponumerowane bolączki, świadczyły o moim braku zaufania.

Co zrobił Bóg?

Wystawił mnie na takie cierpienie, że z trudem wstrzymałem łzy by nie moczyć kościelnej posadzki.

(W streszczeniu: Ostatnio nie byłem na spotkaniu. Obiecałem Animatorowi, że będę na dzisiejszym. Wcześniej poszedłem jeszcze na nabożeństwo majowe. Byłem sam z kandydatem na ministranta. Nie został on na mszy... Impulsywnie zdecydowałem, że tak być nie może, bo dziś uroczystość a prezbiterium puste.) Wszystko dobrze się układało do momentu kiedy po komunii Diakon przypomniał mi coś jednym zdaniem. "Ty nie masz dziś spotkania?"

Umysł sam dopowiedział "Godzinę temu"(szkoda, że dopiero teraz).

Siedząc podczas ogłoszeń (dziwnym trafem najdłuższych jakie słyszałem w tym roku, poza bilansami konta remontowego) przechodziło mi przez mózg więcej myśli niż, umiałbym zliczyć. Zaszkliły mi się oczy. Po Mszy Św. w zakrystii ministranckiej doszedłem do wniosku, że muszę być odpowiedzialny za swoje czyny i decyzje. Nie dotrzymałem obietnicy. Zdjąłem Krzyż z szyi. Na pytanie napotkanego Ceremoniarza "Czy będziesz dziś na 20?" odpowiedziałem: "Chyba nie."

W tamtej chwili byłem gotów odejść ze wspólnoty, w której jestem od paru lat i ze WSPÓLNOTY, która jest dla mnie życiem.

W ogrodzie spotkałem moją grupkę. Kładąc krzyż na stoliku przed moim animatorem, usłyszałem tylko:
"Zostań do końca, proszę"
Ku mojemu zdziwieniu wcale nie był niezadowolony, że nie było mnie na spotkaniu. Spokojnie i wyrozumiale powiedział, że wszystko jest w porządku. Później pocieszył mnie jeszcze Diakon. Stwierdził, że jeśliby rozliczać wszystkich z tego co obiecują, to zostałby w tej wspólnocie sam... po chwili poprawił się i stwierdził, że sam też by musiał odejść.

Wieczorem wszystko było już dosyć dobrze. Zacząłem się tylko zastanawiać:
"No ok. Boże. Dałeś mi cierń by zaraz go wyjąć i jest w porządku. Ale kiedy obiecałeś mi pocieszenie inny ból trapił mą duszę."
Wszystkie chaotyczne myśli pałętające się, w ów czas, w moim umyśle, skierowały się ku temu rozważaniu, które wyżej opisałem jako Rozmowę z Refleksją.

"Przybądź Duchu Święty(...) Daj szczęście bez miary."
Ad Maiorem Dei Gloriam.

niedziela, 4 maja 2008

Auć!

Fale mają to do siebie, że gdy już wyniosą Cię ku górze, możesz mieć pewność, iż rzucą Cię potem w dół.



Rozmawiałem z Przyjacielem kilka dni temu:
-Co tam u Ciebie Staszek?
-Troszkę się boje.
-Boisz? Czego?
-Widzisz ostatnimi czasy życie jest dla mnie na tyle wspaniałe, że zastanawiam się, do czego Bóg mnie przygotowuje.
-To chore.
-...?
-Nie możesz martwić się, kiedy jest dobrze. Teraz ciesz się tym co jest.
-No w sumie racja... (pół szeptem) Ja się nie martwię. Ja się tylko lękam ;/

No i przyszedł taki dzień... "Każdy dzień kończy się zmierzchem(...)"
Cholerka, to boli. Mhm... To musi boleć.

Po pewnej poważnej rozmowie z niewiastą, która była sensem mego życia przez ostatni czas, po tej rozmowie, uświadomiłem sobie swą samotność.
Chwila myślenia... FlugsS, Diakon, Tadzik? Oni są w Gdyni ;/ Mentor? już pojechał do Kłodzka. Fabian? Nie Jego nie widziałem już tak dawno. Rosik? W sumie nie wiem jak się z nim skontaktować teraz.
Zostałem sam? Nie. Został mi jeszcze jeden Przyjaciel.
Teraz zrozumiałem dlaczego to wszystko złożyło się w tym samym terminie. To było zaproszenie na rozmowę. Najdziwniejsze zaproszenie na modlitwę jakie do tej pory otrzymałem w życiu.
Podziałało. -.-

(Nie wiem czy już wcześniej wspominałem, ale za najszczersze modlitwy uznawałem rozważania na temat mojego życia, dnia, czynów, postaw, na samotnym spacerze podczas burzy lub przy samodzielnej pracy, albo nawet podczas wędrówki która nie miała na celu dojścia gdziekolwiek.)

Tym razem poszedłem do Kościoła. Rzadko szukam tam Boga, no może na Mszy Św. lub w konfesjonale, a tak poza tym to nie specjalnie się tam spotykamy.
Dziś jednak było inaczej. Pusty kościół. Kleknąłem przed zamkniętą kratą. Zaczęliśmy rozmawiać. Łzy rzęsiście zrosiły me policzki, wysychając na nich, niczym kropla wody nalana na żelazko.

-Teraz już przynajmniej wiem do czego mnie przygotowywałeś...
-"(...)A po każdej nocy przychodzi świt."
Niespecjalnie wszystko rozumiałem. Wyszedłem z kościoła, lecz nim to uczyniłem spotkałem na schodach staruszkę.
Znałem tę babulę już wcześniej, gdyż życzyła mi nieraz uśmiechu i szczęścia gdy spotykaliśmy się na drodze wiodącej do Kościoła.
-Witaj
-Witam Panią
-Ja się idę teraz modlić(...) za zdrowie Ojca Stanisława(...) za chorych(...) za Ciebie(...)za smutnych(...)za Wszystkich Parafian.

W tym momencie poczułem, iż to nie przypadek mi ją tu podesłał.
Wracając do domu zainteresowały mnie gołębie na chodniku, a dokładnie ich reakcja na mnie. Zamiast jak zwykle odlatywać na wyczucie ruchu w promieniu metra, prawie dały mi się zdeptać. Stwierdziłem, że mój mózg jest ostro przemęczony, ale tego dnia wśród "znaków" Bożych dla mnie, pojawiły się również, takie jak Ewangelia, w której Jezus obiecuje Ducha pocieszyciela i modlitwa wiernych. Jeśli chodzi o tą modlitwę to jeszcze wczoraj rozbawiała nas (ministrantów) intencja "za bliźnich tak smutnych, że aż Bogu smutno" a dziś tknęła mnie ta intencja i to dosyć mocno.

Jeśli taka wola Boża to zakończę pisanie drugiej Baśni. Tym razem, jednak planuje odpocząć trochę. Nie rozumiem tylko dlaczego "coś we mnie" komentuje moje plany odpoczynku od uczuć, słowami "Kogo Ty chcesz oszukać?".


Jeśli Ktokolwiek powie mi, że dzisiejszy dzień to dzieło przypadku, to uwierze dopiero gdy będe pewien, iż "Jahwe" na Polski czyta się ["przpadek"].

Streszczenie WeekEndu

:Środa:

Spacerowaliśmy z Tadzikiem nocą, gdy na drugiej stronie ulicy zauwarzyliśmy człowieka bitego przez trzech innych ludzi. Bity człowiek wyrwał się oprwcą i zakrwawiony pobiegł w naszym kierunku krzycząc o pomoc. Agresorzy widząc dwuch trzeźwych ludzi zrezygnowali z "pościgu".
Człowiek ten miał rozwalony łuk brwiowy, z którego krew sączyła się aż do ust, tak zalanych czerwoną mazią, że nie byłem w stanie stwierdzić powagi rany, w tej części twarzy.
Kiedy doprowadziliśmy człowieka na przystanek autobusowy "opatrując" wcześniej rany chusteczkami higienicznymi, człowiek, ów przynajmniej pięć razy dziękował nam za ocalenie życia.

:Czwartek:

Odprowadziłem Tadzika na pociąg do Gdyni.
Wracając do tramwaju, którym jechałem wpadło kilku "zalanych" kibiców śpiewających "Tramwaj jest nasz! Tramwaj do nas należy..."
Zachowywali się bardziej śmiesznie niż groźnie, dwóch moich (na oko) rówieśników, widząc mężczyne w długich włosach ubranego na czarno, który wsiadł przystanek po wyjściu kibiców, puścili prosty i krótki komentarz: "Przecież by go zaj[zabili]ali".
A tak ogólnie to przywykam do Nocnego Wrocławia.

:Sobota:

Odebrałem z Pociągu Przyjaciół z Opola.
Tak się złożyło, że specjalnych racji żywnościowych to nie mieli, a ze względu na Święto większość sklepów była nieczynnna. Zgadnijcie kto wybrał się na poszukiwanie jedzenia?
Tak... kiedy odnalazłem jako tako zaopatrzony sklep stała przed nim 12 osobowa kolejka. Kiedy wychodziłem ze sklepu kolejka liczyła około 14 osób. Fajny stres miałem zadając pytanie: "Czy są jajka?"
Najśmieszniejsza była wizja odpowiedzi "Nie" :P

A tak ogólnie to coś mnie gryzie ;/

wtorek, 29 kwietnia 2008

taka sobie notka ;]

Dziś naprawialiśmy z Adrianem (z klasy) mój rowerek ;p
przedobrzyliśmy ;/
Przedni hamulec nie tylko działa ale robi to cały czas. ^.^

Pomimo to nie odpuściłem i wróciłem na nim (rowerze) do domu.

przepraszam za oszczędność liter ale późna już godzina i pisze na "klawiaturze ekranowej" ;/

Dobranoc :)

niedziela, 27 kwietnia 2008

Zaczepisty dzień ;]

Byłem dziś na "grillu" w Opolu :]
Kiełbasa z ogniska jedzona w gronie zaczepistych ludzi i zwykła kiełbasa nawet najlepiej dopieczona, przyprawiona i co tam se chcecie (tu wyobraź sobie jakiś specjał kiełbasiany) jedzona w przykładowej samotności... masakrycznie się róznią :PP

Poznałem ludzi których znałem ;]
Poznałem człowieka, który niczym mój Przyjaciel za młodu,mówił dużo mówiąc niewiele. Nie nadwyrężał strun głosowych lecz nadrabiał to poczuciem humoru i mądrością spostrzegawczego umysłu.
Poznałem człowieka, który mówiąc troszke częściej, rozbrajał swymi textami towarzystwo.
Poznałem człowieka interesująco ruchliwego. I to wraz z prostotą serca dore w Nim jest.
Poznałem człowieka, który cichy z pozoru, zaskoczył mnie swą grą na flecie.
Resztę ludzi w takim małym kawałku znałem już wcześniej.

Poznałem jednakże, też ciszę i spokój i to czego szukałem od długiego czasu...
Wartość BEZTROSKIEJ chwili.

Dziękuje Wam za to bracia i siostry z Opola, jeśli tylko czytacie ten tekst, wiedzcie to ;]

A Wam wszystkim którzy ten tekst czytacie, sluchacie lub tylko kolorkom się przypatrujecie, życzę tego samego pięknego uczucia... choć przez chwile, która mija ;]

Pozdrowienia Wam i zachęta: Żyjcie A.M.D.G.

środa, 23 kwietnia 2008

Po przerwie w pisaniu ;P

Ok. Jest chwilka, jest notka ;]
Tak więc. (nie zacząłem od "Więc" tylko od "tak").
Nie miałem czasu pisać na komputerze ale nie miałem czasu pisać też na papierze, dlatego też spisać muszę wszystko w skrócie jaki obejmuje moja pamięć.
Zaczęło się od tego, iż miałem bardzo zapchany plan dnia. I nie starczało czasu na chwilki by pomyśleć, pomarzyć, odpocząć. FlugsS przyszedł z propozycją, że Ksiądz Kuba szuka kogoś by do przekopania ogródka. To było "to". Miałem dużo czasu by odpocząć psychicznie, machając łopatą w skwarze i deszczu w nocy i dni. Taa... dobra trochę przesadziłem. Skwar to może przez wszystkie te dni był przez jakąś godzinę, a w deszczu nie pracowałem dłużej niż 5 minut ale to już coś ;] Dobra dobra, wiem. Ta "noc" to może i był wieczór, ale chodzi o to, iż pracowałem gdy słońce już, nie oświetlało efektów pracy rąk moich.
Później... hmm... nie działo się nic nadzwyczajnego typowo szkolne zjadacze czasu zabroniły mi pisać (jakaś lektura, coś tam jeszcze, blabla).
No oczywiście na odpoczynek od świata miałem chwilkę czasu, przy miłej mej w Opolu. ;]
A to by wskazywało, że żelazny potwór "codzienność" posuwa się dalej i nie tylko ogranicza me serce ale i do umysłu się dobiera.
Mhm.
Tak już niedługo MAJ. Długie WeekEndy, Matury wolny czas. a później Czerwiec luźne lekcje, koniec roku szkolnego ;] I NIEPRZYGOTOWANA DO KOŃCA GRA NA TWIERDZY ;/ hmm trza się tym zając porządnie i ruszyć parę razy zwieracze do Kłodzka.
Przepraszam że nie pisałem i postaram się nadrobić troszku :P

Bądźcie Szczęśliwi Bracia i Siostry.
żyjcie AMDG ;]

środa, 2 kwietnia 2008

A to już tylko o "dzisiaj"

Następnym razem zanim pójdę na Mszę diecezjalną poważnie się zastanowię...
Dziś byłem w Katedrze bo chciałem iść na marsz po Wrocku ku czci Ojca Świętego.

Jeśli chodzi o Mszę Św. ... Nasza parafialna msza wieczorna (pomimo braku organisty) miała dwa razy lepszą obstawę muzyczną niż ta w Katedrze. Najśmieszniejsze jest chyba to, że inni ludzie myśleli tak samo bo jak organista przyśpieszał Niemiłosiernie w połowie słowa to wszyscy ze zdziwieniem podnosili głowy do góry.

No ale, żeby nie było, że tylko jęczę i krytykuje to na plusik trza dodać że mogło być gorzej ;]

wtorek, 1 kwietnia 2008

;]

No to tak tylko wszystkich informuje, że w Piątek po szkole nie ma mnie we Wrocku aż do przynajmniej Soboty (nie wiem o której).



Gdzie będę?

W Opolu na urodzinach Oli... (dla nie kminiących polecam http://funatyk.blogspot.com/2008/03/koniec-bajki-piewszej.html i że piszę Nową baśń w Księdze mego życia)


Nie wspominałem o tym? ^.-

hmm... no tak... eee tego no bo ... no to już wiecie ;P


Dosyć dziwne, że kiedy długi czas temu pytałem czy ktoś jedzie do Ojca Staszka (Prefekta, Moderatora i Bardzo dobrego Opiekuna) to nikt się nie kwapił ani na pociąg ani na rower.

Jak ogłosiłem że mnie nie będzie we Wrocku to przyszła oferta wyjazdu ;/ Nie wiem dlaczego, takie sytuacje bywają coraz częściej w moim życiu :P

Swoją drogą myślałem, że nie będę musiał wybierać więcej między kluczowymi (głównymi i prawie jedynymi) wartościami w mym życiu. Miłość(Ukochaną Niewiasta), Miłość (MAGIS-Życie), Miłość (Przyjaciele)

Ostatnio rodzi się jeszcze gdzieś tam poczucie "rodziny" jako wartości ale nie konfliktuje z żadnym z powyższych (tak bardzo).

Dlaczego musimy wybierać... Wybór między dobrem i złem to wybór dla idiotów (którymi chyba jesteśmy sądząc po używalności konfesjonałów)
Sztuką jest wybór między Dobrem a dobrem.

sobota, 22 marca 2008

Ostani Czas

Ostatni czas przeżyłem mocniej niż co roku ;]

Nie wiem czy cieszyć się z tego czy martwić tym.

"Jeśli jesteś Twardy i nie wzruszony to nie ugniesz się pod cierpieniem i bólem, ale także nie zrozumiesz bliźnich co go doświadczyli.
Jeżeli zaś jesteś Czuły na świat w około to nazwą Cię mięczakiem a wyrzuty sumienia zjedzą Cię."

Nie pamiętam skąd ten cytat (może z mojej chorej psychiki)



Wlk. Czwartek nie wyszczególniał się jeszcze.

Zawsze staram się aktywnie uczestniczyć w całej Eucharystii, tym razem mi się po prostu w końcu to udało.



Wlk. Piątek i przełom na drodze Krzyżowej na której łzy poszły mi z oczu ;/

Chyba nikt nie za uwarzył. Ale było.



Liturgia Wlk. Soboty. Wsłuchiwałem się w każde słowo "ciemnej Liturgii" i przyglądałem każdemu symbolowi "jasnej Liturgii". Znając beznadziejność swego głosu, odważyłem się aktywnie dołączyć do Śpiewu.



Ogólnie przez całość Triduum czułem się niezwykle słabo.
Wiem, że dużo mi dała Nocna Adoracja i czuwanie, w którym rozważania ułożyłem, najbardziej, do samego siebie.

Po 15 minutach cichej adoracji znikają wszystkie myśli związane z codziennością. Znikają wszystkie myśli zwracające uwagę na ścisłe "Teraz", "Wczoraj", "Jutro". Zaczynam rozmowę (Modlitwę). Zwracam uwagę na ogólne "Dziś", "Wczoraj", "Za jakiś czas".



Zaczepista sprawa.

ALLELUJA Bracia i Siostry ;]

Auto Biografia Czucza.

Prolog – Narodzenie i dzieciństwo

Na podstawie opowieści Rodzinnych:
Trochę ponad 16 lat temu Pewna Kobieta zaszła w Ciąże. Zarówno Ona jak i jej rodzina nie wyróżniali się Wiarą w Boga. Ojciec był podobno w dzieciństwie ministrantem ale już powoli zapominał o Bogu. Dwójka jej dzieci żyła tak jak większość przeciętnych dzieci w Polsce w tamtych czasach. Kiedy owa kobieta dowiedziała się o dziecku rzuciła palenie .Otóż 11 dnia dziewiątego miesiąca Roku Pańskiego 1991 o godzinie 10 czasu urzędowego w Polsce na świat przyszedł nowy człowiek, człowiek który odmienił życie owej niewiasty i jej domu.

„Oto widzę jak dwie wielkie ręce zbliżają się do mnie. Ciągną. Unoszą ku górze. W dole widzę Kobietę, Śpi. To chyba moja Matka. Leży zakrwawiona. Ja też jestem cały we Krwi. Czyja to krew? Jej? Moja?
Chyba Nasza. Pora zacząć żyć…”
CYTAT Z ZESZYTU DO POLAKA (GIM xD)


Niestety nowonarodzony okazuje się śmiertelnie chory jeszcze przed zakończeniem pierwszego roku życia. Lekarze walczą o jego życie, zaś matka co dzień z rozpaczą przychodzi i parzy na malutkie ciało z którego jakąś rurą wypompowywana jest czarna ciecz. Przychodzi jednak moment kiedy lekarz oznajmia kobiecie że na uratowanie dziecka nie ma już nadziei. Ta matka wracając ze szpitala, zupełnie przypadkiem zauważyła na swej drodze Kościół, Świątynie Pana. Wstąpiła i długi czas modliła się o życie swego dziecięcia. Czy Modlitwa ta oparła się na Wierze? Pewnie nie gdyż wiara była tu nikła. Czy więc może nadzieja ją przewodziła? Jeśli się nie wierzy Ciężko mówić o Nadziei. Czyż może Miłość natchnęła Ją do Modlitwy? Tak. Miłość była ogromna. Miłość matki do dziecka...
Następnego dnia sytuacja dziecka uległa poprawie. Ku zdziwieniu lekarzy niemowlę powracało do zdrowia.
Kobieta ta przeżyła jeszcze jedno Nawrócenie w czasie choroby Ostatniego, Czwartego Dziecka.

Dziecko to rosło i dojrzewało przez następne lata, nie było wtedy wolne od różnorakich operacji, aczkolwiek żyło ;]
Wychowywane przez Matkę rozwijało się w oparciu o zasady moralne, propagowane przez zakonników z parafii, do której „należało” dziecko…

Rozdział I – Początki

…W 8 roku życia dziecię (jako młody chłopczyk) zostaje przyjęte w poczet Liturgicznej Służby Ołtarza.
Od tego momentu powoli wstępował do „Oazy” Namawiając Znajomych by przystąpili wraz z Nim…
Nie był sam. Z czasem Wspólnota wszczepiła się do innego ruchu. Tak powstał „MAGIS -Wrocław” część większej wspólnoty „MAGIS” działającej w całej Polsce Południowej przy Parafiach Jezuickich.

W szkole nie był „Kimś” ważnym. Można by rzec, że przez pierwsze lata podstawowej szkoły był „gnojony” przez kumpli z klasy… Później zarobił sobie szacunek wśród części z tego ludu. Często po szkole na placu zabaw stawał do bójki z kolegą z klasy… W szkolnych latach nienawidził go…
3 lata wysiłków jego Wychowawczyni w klasach 4-6 zagasiło w nim to uczucie…
Czucz przez te lata poznaje także swego pierwszego Przyjaciela.

W między czasie Czucz zakochuje się…
Z tym związana jest Historia kilkuletnich zabiegań o względy dziewczyny, która go odrzucała.
Dzięki temu uczy się wytrwałości, odporności psychicznej na namowy typu
„-Nie męcz się.
–Nie ma po co, przestań!
…”
Pod koniec uczy się oddawać wolność, tym którzy o Nią proszą… TEGO NIGDY SIĘ W PEŁNI NIE NAUCZYŁ ;/ bo to nie może być łatwe ;/

Rozdział II- Widmo i życie Gimnazjum

W dalszych latach wiele rzeczy się zmienia. Dawny wróg staje się „Dobrym znajomym” i wstępuje do Wspólnoty.

Dzieciak, który powoli kształtuje swój system wartości idzie do Gimnazjum… Trafia do klasy, nie grzeszącej dobrym zachowaniem… Tam poznaje rówieśnika, który dotychczas był najgorszym uczniem w podstawówce. Chłopak ten co roku wymieniany był na Apelach jako „zakała szkoły”, nie sprawiało mu to oczywiście dyshonoru, a wręcz przeciwnie był to dlań zaszczyt. Tego człowieka poznaje „Młody Czucz”. Nawzajem odkrywają swe charaktery, wartości, postawy wobec Świata. Po dłuższym czasie staje się, ten człowiek, Przyjacielem Czucza. Jest to wtedy drugi człowiek-Przyjaciel. Epizodycznie wkracza na to miejsce jeszcze jeden Człowiek, z MAGISu ;]

W tym okresie Prefekt Ministrantów i Moderator MAGISu (w jednej osobie) staje się najlepszym nauczycielem pokory… Młodzieniec (Czucz) często wypracowuje sobie u Niego dobre zdanie tylko po to by zniszczyć całe zbudowane zaufanie jakimś drobnym wybrykiem… Scenariusz ten powtarzał się wiele razy.

Między czasie Czucz zaczyna myśleć… Pomimo dalszego braku chęci do nauki, dostaje lepsze stopnie… nie są to już 2/3 jak w podstawówce lecz 3/4

Kiedy upada pogoń za pierwszą Miłością, reszta niewiast szybciej uwalnia się od pożądania serca Czuczowego. Nie trwa to już latami.

Rozdział III- Bierzmowanie

Wylanie łask Ducha Św. Wiele zmienia w życia Czucza.
-Uporządkowanie Systemu wartości.
-Krótkotrwałe uspokojenie serca i duszy.
-Uznanie Jezusa za „Przyjaciela”
-(inne)

Życie nabiera tempa.
Czucz poznaje Kolejnego Przyjaciela… Czasem z FLugsSem przesiadują u niego długie nocne godziny… Spędzając czas na rozmowach… To bardzo mocne wykończenie tego rozdziału życiowego i nierozłączna część następnego.
Pod koniec Tego rozdziału życia, Czucz dostaje się do Nowej Szkoły LO XV ;]…
Oceny zmieniają się na 2/5 (choć dalej nie zagląda do podręczników w domu)
Zakłada Bloga…
Idzie na Sylwestra… Koniec Rozdziału

Rozdział IV- 2008 rok

Od tego momentu Wszystko jest już spisywane na Blogu.

piątek, 21 marca 2008

Wlk. Piątek ;]

Tak generalnie to w Wielki Piątek ludzie wierni jedzą więcej niż w normalne dni. Tego dnia wszyscy wygospodarowywują sobie cza na wszystkie trzy posiłki. Tego dnia szukają granicy między lekkim a sytym posiłkiem i ładują w nie ile się da. Dlaczego? Po dłuższym myśleniu doszedłem do wniosku, że to ludzka psychika tak oddziałowywuje. Kiedy mamy przeświadczenie, że będziemy jeść mało, że do następnego posiłku trza troszkę poczekać, nasz mózg stwierdza, iż trza zrobić zapasy. Działamy wtedy niczym niedźwiedzie na zime.


Dlatego lepiej jest pościć, nie myśląc o tym, lecz o wieu innych ważnych rzeczach. Przykład? Choćby sens tego po co Chrystus umarł.
Odpowiedź? Żeby Zmartwychwstać. Zmartwychwstał jednak po to byśmy byli Zbawieni i po to byśmy do tego zbawienia dążyli. Jak? Najlepiej, zacząć się zmieniać ;]



Jeśli ktoś ma jednak wątpliwości, czy czy ma z czego się zmieniać, to tylko przypomne, że MAMY się z czego zmieniać ;]
Nie ma ludzi złych i ludzi dobrych... są tylko złe i dobre czyny. Tak więc nie wolno nam potepiać grzeszników lecz grzech, poczynając od własnych ;]

To wszak są takie tylko rozwarzania zwykłego prostego Czucza. :-)

niedziela, 16 marca 2008

Trząśnięcie...

Dziś usłyszałem własny Głos nagrany na kompie... Totalna zmiana. Nigdy nie myślałem, że mam taki dziecinny głos.

Tak jakoś musiałem tu o tmy wspomnieć bo mnie to zdeczka trzasło ;]

piątek, 14 marca 2008

Koniec Bajki Piewszej ;/

Właściwie nie wiedziałem jak to dokładnie napisać...
Ale stwierdziłem, że kiedyś muszę.

"Przybyłem przez fose, przeskoczyłem mur. Szary, metaliczny potwór codzienności polował na mnie bardziej niż za zwyczaj. Okazało się, iż Piękna ma już nie długo zniknie na kilka lat z Polski i to w miejsce gdzie NAWET rower nie dojedzie i gdzie człek nie dojdzie bez machin. Pozostało mi tylko szukać nowego zamku z nową Piękną... Mija na razie jednak okres ochłaniania i odpoczynku..."

"Coś się kończy, coś się zaczyna..."
Napisaliśmy z Bogiem kolejne zdanie w Księdze mego życia... Niestety to zawsze ja kłade kropki... On napisze ją tylko raz, w ostanim zdaniu. W najpóźniejszej scenie, ostatniego Aktu, tego KomiDramatu.

Wczoraj ;] i Dziś ^.^

Wczoraj w naszej Parafii był odpust, przez wzgląd na Święto naszego Patrona, Św. Marie Klemensa Dworzaka.
O.Proboszcz olał Wlk. Post i zrobił Bibe ;] Jednego dnia Parafialną a dzień później Zakonną ;]
Tak się stało, że zapomniałem alby i O. Kuba wkręcił mnie do pomocy w przygotowaniu Reflektarza. Przyjmując za prawdziwe (częste) powiedzenie mojego "Wielkiego" Przyjaciela: "Diakon to ten który podaje do stołu" no to jestem już w połowie Diakonem ;]

No a dzis Po przebyciu Drogi Krzyżowej ulicami Parafii, zaszliśmy "na chwilkę" do salki ;]
Ludzie stwierdzili, że jesteśmy głodni i wyżaliliśmy się Dk. On wysłał dwuch po Jaja i w około 10 ossób wciągneliśmy Jajecznice z 40 Jaj... Głównym Problemem jest to, że trza jutro posprzątać kuchnie ;/

środa, 12 marca 2008

;]

Moje życie nabiera dość ciekawego tempa i niektóre zdażenia, jakie kiedyś uznałbym za interesujące teraz ustępują tym których nie umiem/ nie mogę opisywać :P

Już na Wielkanoc będzie Bonusik uzupełniający dosyć tego Bloga :P

poniedziałek, 10 marca 2008

Wieczór xD

Wczoraj byliśmy z FlugsSem Tadzikiem i Robertem odprowadzić "Panią Iwonkę" na pociąg o godzinie 00.05 w nocy:P
Pani Iwonka jest kobietą niegdyś zamieszkującą we Wrocku. Jest co prawda Matką dwójki dzieciaków ale mimo to utrzymywała kontakt z Młodzieżą (i dziećmi) taki jak z normalnymi znajomymi. Dlatego właśnie bardzo Ją szanujemy.
Myśleliśmy, że O.Kuba (który przywiózł Panią Iwonkę na Dworzec) zabierze nas z powrotem na Parafie. Niestety mineliśmy się z Nim i musieliśmy wracać do domu samotnie.
Tadzik od początku sugerował, żeby iść z buta. Ja popierałem tą decyzje a Robertowi to zwisało :]
Wtem Wyczailiśmy NightBana który jechał docelowo na FAT czyli na osiedle...
Wbiliśmy. No niestety nikt nie miał nocnych biletów przy sobie... siedliśmy we czwórkę.
Na jednym z przystanków bili się kanarzy ;/
Było ich Trzech... Zaczeli od sprawdzania Tadzika. Robert i FlugsS zrobili delikatny zamęt przy poszukiwaniu biletów miesięcznych.
Usłyszałem tylko głos:
FlugsS: "Wysiadaj!"
Ja: "No co Ty przecież pilnują wyjść."
FlugsS: "Idź bo stracisz 90zł!"
Ja: "eee..."
FlugsS: "IDŹ!"
Poszedłem. Poprosiłem kanara żeby się przesunął od tych drzwi bo wysiadam, a On bez żadnych problemów mnie przepuścił.
Od Tego momentu zaczeła sie samotna wędrówka "butem przez Miasto": "Jakaś tam galeria"----->"Dom"
Musiałem liczyć się z niebezpieczeństwami miejskich ciemnych pustkowi:
-Żule (poszukujący zło[cisza]ta)
-Zboczuchy (Poszukujący Miłości)
-Pijacy (poszukujący drogi do domu i zaczepki)
-Błękitna TaXi (Poszukująca Niepełnoletnich po 22:00)

Na własnej dzielnicy czułem się najbezpieczniej... nie wiem dlaczego mam tu chyba porównywalnie dużo wrogów i Przyjaciół. Jedynym plusem byyła chyba znajomość terenu ;]

wtorek, 4 marca 2008

Wpis

W sumie dawno nie pisałem... można powiedzieć, że prawie nie było o czym... :P
Takie kilka ciekawszych spraw:
-Harcerze próbowali mnie przekabacić i szczerze to chętnie bym w To wszedł gdybym miał czas...
-Plany Imprezy w Kłodzku już daleko się posneły.
nie długo rzuce tu coś dokładniejszego na ten temat...
Dzięki że jesteście... Już "nie długo" new nota.

czwartek, 28 lutego 2008

Sporo sie działo przez czas tej mojej choroby:

Między innymi zmarł pewien Jezuita z mojej Parafii. [*]Dobry był z Niego człowiek. To On nauczył mnie, służyć porządnie przy ołtarzu. Był dosyć hmm... ciekawaym człowiekiem i miał swoistego rodzaju poczucie humoru. Śmieszne, ale trudne. Nie dało się z Nim umiałem się z Nim kłucić. Nie, żebyśmy się zawsze zgadzali, ale po prostu zadając nerwowo pytania, "Czemu tak robisz?" nie dawał czasu na odpowiedź. ;] Był dobrym Człekiem. Przynajmniej Ja takim Go zapamiętam. [*]



Reszte rzeczy opisałem w dwóch poprzednich postach... Reszte czasu spędziłem nudząc się lub grając na kompie... Fajnie tak po jakimś czasie odczuć na nowo jak to jest "pograć sobie w coś" kilka godzin.

poniedziałek, 25 lutego 2008

Mój Mały chory Świat.

Dziś po raz kolejny odwiedzili mnie Przyjaciele. Tym razem przyszedł FlugsS z Robertem, a później doszedł jeszcze Tadzik.
Siedzieliśmy trochę w domku i nagle FlugsS wyczaił, że posiadam 2 talie kart i paredziesiąt pudełek z zapałkami, (którymi niegdyś zamierzałem zbudować zamek).
Idea gry w "Makao" na zapałki przeszła bez głębszych oporów i kiedy FlugsS już bankrutował, przybył do mnie Tadzik.
Szybko udzieliłem oprocentowanej pożyczki FlugsSowi, dzieki której wyszedł na +, Potem zwinął się Robert rozdzielając swe (4) zapałki między nas. Tadzik odchodząc oddał swe zapałki FlugsSowi, który ostatecznie zdobył nademną delikatną przewagę. (Zaraz po Jego wygranej partii o 100 zapałek).
Oprócz tego miałem kilka warznych rozmów na GG :P I tak minął dzień Czucza. ;/


Osób którym pomogłem dziś= 0 luda
Osób którym zrobiłem dziś na złość= 0 luda
Osób spotkanych dziś=9
Osób smutnych spotkanych dziś=0
Ocena dnia=0

:P

niedziela, 24 lutego 2008

Chorowanie ;]

Wczoraj ugotowałem sobie samodzielnie kaszkę. (Czego się śmiejecie)? To nie była kaszka "Błyskawiczna". W efekcie porcje kaszki można było liczyś na grudki (a własciwie gródy) a nie na łyżki czy chochle. Na pewno trzeba przyznać że kaszka mi wyszła. A właściwie nawet wyleciała mi z garka podczas gotowania :P

To taka relacja z Soboty (już po odwiedzinach u lekarza) xD

Poźniej przyszedł Tadzik. Naprawdę teraz przekonałem się o tych ludziach. Nic powarznego mi nie jest. Nie mogłem się spodziewać, że aż tylu ludzi przyjdzie mnie odwiedzać. W Niedziele znów przybył Tadzik, tym razem zaciągnął FlugsSa (przyszli mimo nawału roboty, i spraw codziennych). Z tego co mówiła siostra to na spacerze z Diakonem, też padła Idea"Odwiedźmy Czucza". No i dzięki tej idei, po spacerku wpadł do mnie Rafał.

Ogólnie czuje się już lepiej, ale chyba nie uda mi się wydostać z domu przed Wtorkiem.

sobota, 23 lutego 2008

I Ferie się kończą:P

Ostatnie Parę dni spędziłem poza Wrockiem...
Niedługo po powrocie z Międzylesia pojechaliśmy z Mentorem(Kłodzko), CzerwonoArmistką(Opole), Mattem (Opole) i Kermitem (Opole) do Krakowa:P
Mentor załatwił nocleg na WAJu (Wspólnota Akademicka Jezuitów).
Ja i Mentor byliśmy tam już w Niedzielę, a Opolska Eqipka dojechała w Poniedziałek.
Kiedy Brachu wprowadził nas do głównej sali w WAJu powiedział, że możemy się rozłożyć ze śpiworkami i nikt nie powinien nam wbić... Tego samego Wieczoru przyszli studenci na herbatkę, no ale to jeszcze nic takiego :P
Rano o 9:30 zadzwonił domofon do salki... Mentor z racji że spał bliżej drzwi, otworzył. chwilkę później do salki wpadły, około 5, Studentek. Po chwili zdziwienia, zapytały cza mamy tu jakieś spotkanie. Dalej zastanawiam się jak one wyobrażały sobie, że dwóch kolesi w śpiworkach i piżamkach, mogą mieć "jakieś spotkanie". Kiedy zaprzeczyliśmy powiedziały, że One wpadły tylko na Herbatkę. Przez następne dni również rano wpadali studenci, jednakże wtedy już byłem ubrany i sam wychodziłem z pytaniem: "Czy może ktoś chce herbaty?"

Drugiego dnia kuzynka CzerwonoArmistki zaprosiła nas na wieczorek Filmowy ;p
Ciekawa odczucie, wbić się komuś na wieczór do mieszkania widząc go pierwszy raz w życiu.

Trzeciego dnia udaliśmy się do O.Pawła Brożyniaka SJ (Moderatora MAGISu) i poszliśmy z nim na czekoladę, na którą zaprosił cały MAGIS podczas kazania w Międzylesiu.

Czwarty dzień minął dosyć... hmm... "kulturalnie".
Dowiedzieliśmy się od Fazy (Scholastyka, który studiuje w Kraku), o Restauracji gdzie można dobrze i tanio zjeść... (na takich wyjazdach odczuwa się trud zdobycia codziennego obiadu z własną kasę xD ). Wbiliśmy do "Babci Maliny", ponieważ szedłem ostatni, usłyszałem biegnącego z nami kelnera, który chciał poprowadzić nas do stolika... Przyzwyczajeni do FastFoodów nie mogliśmy się czegoś takiego spodziewać. Ponieważ nikt inny nie zwrócił uwagi na wołanie kelnera, uznał on nas za obcokrajowców, a mnie za tłumacza :P Wystrój sali i pełna elegancja tego lokalu całkowicie nie pasowała mi do dość niskich cen jakie tam istniały. Oczywiście nie narzekam ;D
Tego samego dnia wieczorem kuzynka CzerwonoArmistki załatwiła nam bilety do teatru Starego w Krakowie, po promocyjnej cenie 10 zł a nie 40 i w rekordowym terminie 5 minut przed spektaklem a nie 3 miesięcy. ;]

Piątego dnia pojechaliśmy do Opola. Ja zostawiłem w WAJu szalik a Mentor ładowarkę do komórki xD
W opolu zostaliśmy na Nocce Filmowej, po czym rano ruszyliśmy do Kłodzka ( w osłabionym składzie, Mentor i Ja). Niestety w opolu się przeziębiłem, czego skutki odczuwałem przez najbliższe dni.
Szóstego dnia (dziś rano) wróciłem do domu, zostawiając tylko po sobie, w Kłodzku, list.

No i jestem chory... zobaczymy ile mnie to będzie trzymać. XD

piątek, 15 lutego 2008

Powrót ;]

Powrót do domku... (14.02.08)

Wrażenia z Rekolekcji...

-Wreszcie poznałem to genialne uczucie gdy ludzie patrząc na Ciebie i na Twój styl "Bycia" zaczynają się uśmiechać...
Niektórzy mówią: "Wariat (i synonimy)."
Inni powiedzą: "Fajnie, ktoś taki jest."
Ktoś, lub nieliczni Ktosie: "Możnaby spróbować brać przykład."
Wielu zapyta: "Czego On się najarał?"
Ale ważne jest tylko to, że przy tym wszystkim się UŚMIECHNĄ i choć troszeczke będą radośniejsi, niosąc tą radość innym ;] (nawet nieświadomie)

-Jeden z Dwóch głównych celów obranych jeszcze przed wyjazdem został częściowo wykonany;]
Poznałem wreszcie wspólnote MAGIS z Opola. Drugi cel pozostał tak jak się spodziewałem odległy... ale mam jeszcze czas. ;]

-Poznałem jeszcze jedno NOWE odczucie... zawsze myślałem, że to tylko bajki, które Księża czasem opowiadają zamiast pożądnych Kazań...
Już w drugim dniu po Eucharystii poczułem gigantyczną radość. Rzucało mną (w pozytywnym sensie) miałem cały czas podświadomą chęć śpiewać każdą wesołą pieśń, której melodie mi się podsuwało. To takie przepełnienie radością. Mam nadzieje, że tak mi zostanie.
Ciekawostki:

-Od wieczoru przed ostatniego dnia, aż do wieczoru dnia ostatniego (w pociągu), FlugsS dał mi całą serie ciosów w dusze, że ręce same zaciskały mi się do strzału w gębe... Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało... nie wiem o co w tym biegało ale zdziwił mnie... Dziś jest już wszystko w normie.
Mogę Tylko dziękować Bogu za tą lekcje opanowania się i za zwrot Przyjaciela ;]

Podsumowanie:

-Jak na razie jestem zadowolony ze swoich czynów i decyzji ;]
Plany na najbliższy czas:
16.02- Wyjazd z Mentorem i Opolem do Krakowa :)
Później- Wypad do Kłodzka
W przyszłości- Rozpoczęcie II semestru Roku Szkolnego 2007/08
W między czasie- wypad do Opola i zaplanowanie kilku LARPów Wrocław/Opole/reszta ("przedsmak Wakacji")
A ogólnie to kontynuować życie takie zaczepiste jak to podczas "Rekolekcji Zimowych MAGIS w Międzylesiu 2008"

poniedziałek, 11 lutego 2008

Wyjazd

Znikam na czas bliżej niesprecyzowany ;]

Nie wiem czy wróce szczęśliwszy ;)
Nie wiem czy wróce radośniejszy ;]
Nie wiem czy wróce lepszy ;>
Nie wiem... bo tego nie mam prwa wiedzieć budząc się rano ;P
Wiem jednak, że powróce bardziej0 doświadczony o pare dni... szczególnych dni ;-)

Jak wróce to się postaram coś o tym maznąć tu. ;-]

Miłych Feri Bracia i Siostry.

piątek, 8 lutego 2008

StaroWady ;]

Miałem kiedyś pewien problem ze sobą... Brała mnie zazdrość gdy ktoś był wyróżniany ponad mnie, mimo tego, że zasługi mieliśmy te same...
To stary Grzech. Przez kilka lat Nasz Prefekt ministrancki i opiekun MAGISu dzielnie uczył mnie pokory. Była to dłuuuuuga lekcja za którą prgnę mu podziękować...
Dlaczego akurat teraz?
Bo dziś miałem dość trudny test z opanowania zazdrości i wydaje mi się, że przeszedłem go pomyślnie...
Cały dzień, mój Przyjaciel, pokazywał mi się ze "złej" strony. Mocno wychodziło na jaw jego lenistwo, walenie nabożeństwa w którym uczestniczył, Jego zawiść!
Mimo to jednak został wyróżniony do Funkcji "Animatora" o której sam marzyłem parę lat temu (albo od paru lat :P).
Wiedziałem że w przeciwieństwie do mnie nie ma np. ukończonego Kursu na Wychowawce kolonijnego, spokoju, altruizmu.
A mimo to udało mi się przezwyciężyć ZAZDROŚĆ, która próbowała się wbić w me serce przez całą Eucharystie... Prawdę mówiąc, drógi raz w życiu "poczułem" zesłanie Ducha Św. (prawie takie jak przy Bieżmowaniu) i po Mszy Św. nie nękała mnie już ta "wada" stałem się wolny i jestem z tego szczęśliwy.
Może nie na darmo dziś chodzi za mną "Zmartwychwstanie".
Najpierw Ksiądz w szkole w pierwszym tygodniu Wielkiego Postu zaczął prowadzić lekcje o Zmartwychwstaniu a później Filip źle ustawił lekcjonarz na Mszy młodzieżowej...
Może to jest swoistego rodzaju moje małe Powstanie ze zmarłych... Powstanie z Grzechu.

Nadchodzą dla mnie trudne dni... Czuje to ;/
Jest jednak Ktoś. z kim są one do przeżycia... (co nie wyklucza bólu :P)

Śpijcie pod Jego opieką Bracia i Siostry. Dobrej Nocy.

wtorek, 5 lutego 2008

Wybór... (Prolog)

To rozwarzanie zaczne od streszczenia pewnej Biblijnej opowieści...

Żył sobie człowiek imieniem Abracham. Długo nie miał dzieci. Na późną starość Bóg dał mu syna... Wtedy był wdzięczny Bogu, za ten upragniony dar.
Przyszedł jednak czas gdy Bóg zażądał od Abrachama ofiary z ukochanego, jedynego potomka.

W pewnym sensie postawił go przed wyborem.
I to właśnie przed trudnym wyborem...

Z jednej strony Syn, którego darzył Miłością, dziedzic, marzenie całego życia. Sprzeciwienie się Bogu, Trzymanie się praw naturalnych.
__________________________________________________________
Z drógiej zaś strony: Bóg, Ten który jest Największą Miłością. Skandal, Krzywda wyrządzona osobie ukochanej. Zachowanie przykazań.

Abracham wybrał Nowe Życie... dostał stare ;]
Wybrał Boga... Bóg pozostawił mu syna... Ale samemu też pozostał przy Nim...



I to jest Trudny Wybór...
Kiedy mamy do wyboru Dobro/Zło to test dla głupich...
(którego nie zdajemy o czym świadczą kolejki przy Konfesjonałach...)
Problem zaczyna się kiedy mamy wybór Dobro/Dobro...

piątek, 1 lutego 2008

(II) "I piątek Miesiąca"

Wkraczając w dalsze refleksje postanowiłem zrobić taką małą ściąge do Rachunku Sumienia...

"10 Przykazań "
Wersja: Very LIGHT
czyli takie minimum...
\/
'
I "Nie będziesz miał bogów cudzych przedemną..."
Zastanówmy się nad paroma faktami...
Kiedy ostatni raz dla zabawy używałem znaków i słów różnych sekt, pogańskich wierzeń, dzisiejszych "zboczeń Świata"...?
Kiedy dla wygody milczałem gdy obrażano mego Boga...?
.
II "Nie wymawiaj Imienia Boga Twego na daremnie..."
Czy zdażają mi się momenty że mówię:
-"O Jezu!"
-"O Boże!"
-" Matko Boska!"
-"Na rany Chrystusa!"
W sytuacjach Banalnych, mało ważnych? ^.- ??
.
III "Dzień Święty będziesz Święcić..."
-Czy w Święta (również NIEDZIELE) czuje że jest to dzień inny od pozostałych?
-Czy w TYM dniu spotykam się z Chrystusem w Najświętszym Sakramencie?
-A jeśli zdaży mi się, nie być na uczcie Eucharystycznej, to czy przynajmniej przyjmuje Jego słowo? Czy czytam Biblię?
.
IV "Czcij Ojca Swego i matkę Swą..."
-Czy moi Rodzice MOGĄ* być dumni ze mnie?
-Czy szanuje Ich w głębi duszy?
-Czy modle się za Nich?
Mogą* poniewarz zdarzają się tacy z chorymi ambicjami i nie jest to wina dziecka... Ale trza przemyśleć to pod kątem Czy ja na ich miejscu (z ich wartościami) byłym z siebie dumny.
.
V "Nie zabijaj..."
-Czy zabiłem Kogoś Fizycznie?
-Czy zabiłem Kogoś Emocjonalnie/Psychicznie/Duchowo/( na tle godności)?
.
VI "Nie cudzołóż..."
-Czy Gwałciłem/ Dozwalałem na to/ Podjudzałem?
-Czy Dopuściłem się/ nakłaniałem :
-do stosunków przedmałżeńskich?
-do zdrad?
.
VII "Nie Kradnij..."
-Czy Okradłem Kogoś?
Może po prostu "wziąłem bez zgody"/"wykorzystałem zapomnienie"/"zapomniałeś oddać" komuś jego:
..........-rzecz?
..........-zarobek?
..........-nagrody?
..........-uznanie?
^.-
.
VIII "Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu..."
-Czy zwalałem na kogoś wine?
-Czy chciałem komuś "dokopać" i mówiłem o nim źle?
.
IX "Nie pożądaj żony bliźniego swego..."
-Czy rozwaliłem cudze małżeństwo/rodzącą Miłość?
.
X "Nie pożądaj żadnej rzeczy bliźniego swego..."
-Czy w mym sercu zagościła zazdrość na tyle silna bym planował grzech?
.
.
.
.
.
To takie przykazania dla ludzi którzy dawno się nie spowiadali... ;]
Jeśli ktoś przeczytał i stwierdził "Jestem Święty" niech czeka do następnego piątku... xD

środa, 30 stycznia 2008

Dzień ;]

Dziś dzionek był git ;]

Najpierw Rano 6 z Polaka z Odśpiewanie I Polskiego Hymnu "Bogurodzica".

Później w miarę fajny dzień, pochwała od WF-Mena na siłce ;P, znośna (co się rzadko zdarza Geografia, i spotkanie w Banie do domu z dawną znajomą, z którą już dawno straciłem kontakt... może to kolejna osoba, której będę mógł pomóc ;]
Później "Szkoła Modlitwy" i "kolacja u Stacha"...
Diakon wyglądał na wkurzonego/zmęczonego (niewłaściwe skreślić).

No i "Wycieczka do Jima" którą opisze wraz z edytowaniem pewnego starego wątka...

Później miałem okazje pogadać z kolejną osobą, która ma w sobie mnóstwo Bożej miłości i jej nie dostrzega...
Na koniec tego dnia doszła jeszcze pewność, iż jednak jutro nie idę do szkoły... (prawie jak dzień dziecka) xD

Dobranoc Umiłowani w Panu Przyjaciele ;]

niedziela, 27 stycznia 2008

Carpe Diem

"Dostałem Wiosne w Środku Zimy... Bałem się Jesieni.... Kiedy zacząłem się Cieszyć Chwilą... Przyszła Jesień na Przedwiośnie..."


"
W moim życiu cały czas doświadczam wzniesie do Nieba i upadków na Ziemie...
Dochodziło do tego że zacząłem "bać" się upadków, gdy siedziałem na chmurze niebiańskiej.
Dziś Przyjaciel mnie za to zganił... Przemyślałem to trochę i stwierdziłem że ma racje!

Zamieszcze tu słowa innego Przyjaciela, odnoszące się do mojego TEGOROCZNEGO życia:
"Dostałeś Wiosnę w środku Zimy... Nie martw się Jesienią!!!"
"

Te słowa zapisałem w zeszycie wracając dziś w pociągu...
Przestałem patrzeć na jesień...
Odwróciłem Głowe od ziemi, z Zaufaniem patrząc w Niebo...
I spadłem ;/


Mur do którego przywykłem zaczyna rosnąć, by nie było mi za prosto... ;/
Mam Oparcie w Bogu, Który jest Miłością...


Dziś trochę gadałem z Moim najlepszym Przyjacielem...
On mało mówi... ale umie słuchać...
On kiedyś dążył do celu. Chciał nieść Miłość Wszystkim ludziom. Przyły przeszkody, które wtedy wydawały się skandaliczne... były odrzuceniem tego co Go wychowało...

Nie przestał! Tak bardzo Kochał, że nic nie było w stanie mu przeszkodzić. Ani Cieprienie, ani odrzucenie, ni prześladowania, ni groźby i ostatecznie Śmierć...
Pragnę iść za Nim. ;]

niedziela, 20 stycznia 2008

new post

Dawno nie aktualizowałem Bloga...
No ale w moim życiu dużo się nie zmieniło... no może poza kolejnymi dwoma pięknymi dniami spędzonymi z dala od codzienności... spędzonymi z Pewną dziewczyną, o której mogę mówić "Ukochana". Z Przyjacielem, z którego widze właśnie wtedy kiedy odcinam się od większości... Z pewnym Przyjacielem w trzech osobach, który nie spuszcza mnie z oka gdziekolwiek bym nie uciekł.

Dzięki, że jesteście ;]

Problem...

Ostatnio doszło do pewnego "wydarzenia" wiem, że chce i powinienem je opisać...


... Na razie jednak nie będe tego robił, przez wzgląd na obietnice daną mojemu Przełożonemu i dobremu znajomemu...

Jak coś to po prostu dam "edit" do tej notki ;]

poniedziałek, 14 stycznia 2008

3 sprawy xD

1)
Wróciłem z Kłodzka

Dla tych co pytają: "I jak?"
Odpowiedź standardowa...

"Jestem szczęśliwy, muszę tylko przeczekać pięć dni (już cztery) ;]"

Dla tych co dalej ambitnie pytają: "No ale jak tam było?"
Odpowiedź dalej pozostaje jedna...
"Było zaczepiście bo jak mogło być inaczej ;]"



2)

Niedzielne Kazanie Diakona natchnęło mnie do umieszczenia mojej starej ciekawej myśli:
"Wulagryzmy a Przeklinanie"
Wielu inteligentnych ludzi nie zauwarza różnicy między tymi słowami... niestety ludzie prości też już nie widzą granicy między tym, kiedy "O k[urcze]a" jest wulgaryzmem, a kiedy przeklaństwem. Wszystko zależy od intencji... jeżeli dwójka dzieci w piaskownicy wyzywa się... i jedno mówi: "Ty jesteś głupi..." to przeklina... nieświadomie... ale przeklina.
Jeżeli ktoś kogoś obraża i ma "moc w słowie" (czytaj mocno w wierzy że tak się stanie) to słowo to ma siłę sprawczą... Jest to grzech... bo jak wiemy "z każdego słowa będziecie osądzeni...".
To jak wielką siłę ma słowo Ukazał Bóg na kartach Pisma Świętego nie czyniąc zbyt wielu zbędnych gestów...

Warto tu również wspomnieć o tym, że Dzieciaki którym coś się wmawia od Urodzenia potrafią przyjąć te cechy w dorosłym życiu... A niby to takie niewarzne słowa.... przypadek, nawyk...

Czym więc jest wulgaryzm...?
Kiedy gadasz z kumplem i mówisz na przkład:
"Na tej imprezie było za[...]iście" to nie jest pod żadnym pozorem przekleństwo... nie jest to grzech... Aczkolwiek można uznać takie stwierdzenie w niektórych środowiskach za delikatnie nieetyczne.

Propo słów nie przyzwoitych...
Kiedy na przykład dwóch meneli stoi na korytarzu szkolnym i słyszę jak gadają o jakiejś dziewczynie, że "to fajna d[odbyt]a jest" no to to trochę może godzić w Jej godność...
Ja rozumiem, że w ich mniemaniu to komplement... ale w ten sposób zawężają swoje kryterium oceniania płci pięknej tylko do piękna poszczególnych organów...
Pozowlę sobie zacytować pewien kabaret:
"-No i co?
-przysłała mi zdjęcie ;]
- i jak? Fajna dupa z Twarzy?"

No właśnie takim sytacją przeciwstawiają się podstawowe zasady etyki i dobrego zachowania ;]

3)
Dziś po powrocie ze szkoły, nim jeszcz zasiadłem do Obiadku... zadzwonił do mnie telefon...
Uslyszałem głos O.Stanisława...
Dowiedziałem się, że mam zapowiedź dzień wcześniej... bo robimy ją dwa razy ;]
zaczeliśmy o 15:30 z Tadzikiem zgarneliśmy po drodze Tomka i męczyliśmy się pare godzin ;)
Później doszli do nasz jeszcze Robert Jóżek i Laska (podziękowania dla chłopaków) i obskoczyli 45 mieszkań... po czym zwineli się z Tomkiem... Ja i Tadzik skończyliśmy około 22 ;P Tylko dzięki temu, że O.Tabiś zwolnił nas z Ostatnich 6 bram ;>

Za rok Kolęda na tym osiedlu wypada w Piątek i "niestety" będę w tedy w pociągu do Kłodzka xD
W zeszłym roku męczyliśmy się z Mateuszem na tym osiedlu... w tym roku z Tadzikiem...
Za rok mnie nie ma... po prostu "nie ma" ;D

czwartek, 10 stycznia 2008

Dziwny dzień...

Dzisiejszy Dzień był dość... dziwny...
Całość wyglądała zaczepiście... do pewnego momentu... Wieczorem moja siostra pokłuciła się z Matką... Niby nie wpływało to na mnie... a jednak... używała argumentów, które niegdyś sam opracowałem... ale ból był w tym, że nie dokońca sama je rozumiała. Wkurzało mnie to...

Później poprosiła żebym pomógł jej w pracy z Fizyki... Zacząłem pomagać... w Pewnym momencie napisał FlugsS... coś potrzebował... nie umiałem pomóc obydwóm... nie umiałem się tak skupić... no może gdyby FlugsS nie pisał tak Chaotycznie... Z jednej strony wrzeszczała na mnie siostra, że niby ją olałem... z drógiej (nawet przez komunikator) odczółem zdenerwowanie FlugsSa...

Nie wytrzymałem... chciałem chwili spokoju, żeby zrozumieć choć jedno z Nich... Obydwoje się na mnie obrazili... Ostatecznie FlugsS załapał, że to nie miało sensu (chociaż moja odzywka była nie dokońca miła... "Spieprzaj") a Miśka też znormalniała i wyluzowała się...

Musze się nauczyć opanowania dla takich sytuacji...

Jeśli kogokolwiek skrzywdziłem to bardzo przepraszam...

Oczekiwanie

Stoję obok muru... czekam... czekam i przygotowywuje się by kolejny raz przez Niego przeskoczyć... Wiem, że i tak szary metalowy potwór codzienności, porwie mnie z powrotem za mur... ale pragnę skakać... wdrapywać się... "przebijać" przez mur.

Już blisko czas... blisko świt, krótkiego dnia...
Ukochana ma czeka... cierpię stojąc za ścianą...

Już blisko czas...

środa, 9 stycznia 2008

Alkochol?

Dziś na obiad dali mi jakieś żarcie w cieście... że niby ciasto z alkocholem... jakby nie patrzeć było smaczne... ale mimo przekonywań, że "ten alkochol wyparował z tłuszczem" jakoś miałem opory przed jedzeniem...

;D

poniedziałek, 7 stycznia 2008

Dobranoc

Śpij Słodko moja Miłości...
Niech Jah czuwa nad Twym snem.
Kocham Cię

Spij Ukochana i Wracaj do Zdrowia... ;*

"...Córki Syjońskie nie budźcie Jej ze snu, dopóki sama nie zechce [wstać]..." (chyba) Pieśń nad Pieśniami.

Dobranoc ;]

Usta

Przyszedł i czas na rozmowę ze przyjaciółką moją Refleksją...
-Co czujesz?
-Radość. ^.^
-Fizycznie. -.-
-Że co? ^.-
-Przypatrz się sobie... Co powoduje, że tak dziwnie raz na jakiś czas językiem muskasz swe wargi? Co powoduje, że usta Twe stały się dla Ciebie czymś... Nowym...
-Wiesz dobrze.
-Tak wiem... ale przypuszczam, że sam nie jesteś pewien...
-hmm...
-Tak! Myśl... Właśnie po to przychodzę... ciekawe, kim byś był gdybyśmy nie rozmawiali tak często?... Gdybym nie zmuszała Cię do myślenia w chwilach ciszy i spokoju...

Dokończe wieczorkiem

edit:
Jednak Nie będe kończył "wieczorkiem"...
skończe kiedy będe pewny odpowiedzi... ;]

Rozmyślania i Brak

1)
Po powrocie znów stanąłem przed samym sobą twarzą w twarz...
-Za kim idziesz?
-Za Chrystusem!
-Nie zdejmuj "Krzyża"!
-Nie zdejmuje... ale nie odtrącam Marii, gdy chustę mi podaje.
-"Ptaki powietrzne mają gniazda, zwierzęta leśne mają nory, ale Syn Człowieczy nie ma miejsca gdzie by mógł głowę położyć"
-"Przychodzi czas, że mężczyzna opószcza dom swój... Matkę i Ojca... i łączy się z Niewiastą[...] i stają się jednym ciałem."
-Ale...
-Milcz
-Pomyśl...
-Zamilcz
-Ech... Czyń co uwarzasz za słuszne.

2)"Brak mi trochę..."
Brak mi trochę spacerów ze splecionymi dłoniami.
Brak mi trochę słodkiej twarzyczki, którą mogłem obcałowywać.
Brak mi trochę uśmiechu, który budził we mnie radosć.
Brak mi trochę serca tak ciepłego, że roztapiało smutek i chłód.
Brak mi trochę ust, których dotyk rozradowywał mego ducha.
Brak mi trochę Miłości... chociaż nie... Miłości nie może mi być brak... Kocham i wiem że moja Ukochana czeka na mnie za murem...
Nie brak mi również oczekiwania. Każda sekunda, która mija, każda minuta, godzina, dzień, noc, zbliża mnie do spotkania z mą Ukochaną...

Bajka...

Opowiem Wam Bajkę... Można nazwać to też legendą lub metaforą... ale jest to tylko prosta "Historia o Szczęśliwym Czuczu." [fragmenty]

"... A kiedy przebyłem fosę, stanąłem przed murem... i przyleciał ten sam wielki żelazny potwór, który niegdyś porwał mą Ukochaną i teraz mnie zabrał i zrzucił za mur... Były to dla mnie dni szczęśliwe... dni, w których już nie tylko byłem szczęśliwy z pocieszania ludzi, ale byłem szczęśliwy marzeniem... że ten czas się nie skończy... wróci...

Stoję obok muru... przychodzi do mnie zwykły starszy człowiek w szarej szacie... Nie wiem jak miał na imię. Bóg, Sumienie... a może Refleksja przybrała się w nową postać...
-O czym myślisz?
Wskazałem na mą Ukochaną...
-O czym Marzysz?
-O nas...
-Czego pragniesz?
-Tego co każdy Człek w głębi serca...
-...
-Tego co dostałem
-Pragniesz tego co masz?
-Jestem Szczęśliwy.
-Chcesz zostać?
-Jestem Szczęśliwy.
-Chcesz być przy Niej?
-Tak...
-A nie zabraknie Ci cierpienia?
-Przecież zostawiam życie... a wyrzeczenia?
-zabraknie Ci cierpienia?
-Pozostawić rodzinę, Przyjaciół, całe dotychczasowe życie....
-To ma być Cierpienie, w zamian za nowe życie? -.^
-...
-?
-ech... Wrócę tu.
-Owszem.
-Zniszczę mur.

-Oczywiście
-Ale teraz jeszcze nie umiem...
-Tak to jest właśnie cierń, który wbijam ci w serce... Czas...
I znów porwała mnie metalowa bestia... i wyniosła za mur... a czas wlał nową wodę do fosy...

...Kiedyś dokończę Wam bajkę o szczęściu, które jest częścią mej Historii...
NOWYM ROZDZIAŁEM

Wielki Powrót małego Czucza xD

za prośbą Diakona... Notka Jutro...

Notka będzie dłuuuga... tak jak Pięęękne były te dni...
Opowiem Wam bajkę o szczęściu typowego Czucza xD