sobota, 22 listopada 2008

2 Rozważania

Znowu spóźniam się z notkami i przez to niektórych nie wpisuje. Dlaczego? Bo tracą „siłę”, takie "emocje", które wkładam w pisane słowa i które to emocje da się odczytać nawet po pewnym czasie.

W skrócie jednak opisując ostatni czas to tak:

Dalej walczę o Przyjaciela z Nim samym, Dostaje po dupie od życia na różnych frontach, uciekam powoli w myśli o Rekolekcjach, (najczęściej zimowych, choć czasem też zdarza mi się rozmyślać o Wakacjach).



A tak poza tym to może, zamieszcze tu, rozważanie z dzisiejszego dnia.
Dziś z grupką na spotkaniu modliliśmy się za Chrześcijan mordowanych i prześladowanych w Indiach. W sumie rzeczywiście winniśmy prosić Boga by, jeśli to w Jego woli możliwe, ulżył w cierpieniu ludziom, którzy nie wyparli się go w chwili ucisku i próby. Ale z drugiej strony, czy taki ucisk nie jest potrzebny Nam? To zjawisko, że w Polsce jest około 90% Chrześcijan a Wierzącego człowieka spotyka się sporadycznie, zawdzięczamy właśnie temu, że "nie było" wyzwań. A w sumie to wyzwania były i są. Tylko, że te wyzwania są małe i ukryte pod hasłem codzienność. Historia pokazuje, że pozytywne wartości widać zawsze w chwilach ucisku. Pierwsi Chrześcijanie, Umierali za Ewangelie, którą głosili, za wspólnotę, którą tworzyli, za Wartości, którymi żyli, za Boga, którego Kochali. Polscy Partyzanci, i sabotażyści podczas okupacji. Umierali za Wolność, której Pragnęli, za Ojczyne, którą Kochali, za Potomnych, którzy dziś ich nie rozumieją. Przykładów można znaleźć więcej.
obojętność społeczną zawdzięczamy właśnie temu, że nie widzieliśmy o co walczyć. Tak jak „wymarliwojownicy w męskich duszach, tak „wymarławiara w cywilizowanym świecie.

Naszła mnie jeszcze jedna Refleksja. Nie rozumiem jak to jest. Mówimy o nietolerancji gdy zwracam uwagę że, nie podoba mi się czyjeś ateistyczne spojrzenie na świat, jednak milczymy gdy wyśmiewany jest człowiek na drodze z domu do kościoła. Mówimy o „wyczuciu taktu”, gdy ktoś mówi o Świętych, lecz milczymy, gdy w tydzień po Zaduszkach telewizyjne reklamy (że się tak kolokwialnie wyrażę) zasrane są „Mikołajami”, a ponad połowa dzieci przed Telewizorami
kojarzy Św. Mikołaja z Krasnoludem w Czerwonym uniformie i nie dowierza tłumaczeniom, że żył niegdyś taki Święty.

To takie zebranie rozważań z minionych dni.



Spadł już pierwszy Śnieg, w tym roku, we Wrocku.


Niech Bóg czuwa nad Nami Siostry i Bracia w Panu.

niedziela, 16 listopada 2008

One Love 2008

One Love sound fest 2008, który odbył się wczoraj, był imprezą godną wielu opinii które o Nim krążą. Innymi słowy… było świetnie ;]

Najbardziej rozruszał imprezę koncert NDK (Natural Dread Killaz). Przy którym sala (Główna scena w Hali Ludowej), wypełniła się po brzegi pozytywną atmosferą i prawie tak samo, współziomkami. Właśnie na ich koncercie udało mi się wraz z kilkoma ludźmi (których w ogóle nie znałem) rozkręcić positive pogo (w kręgu, o promieniu około 10 osób). Ci też ludzie podnieśli mnie do góry i rzucili na ręce następnych (zaczepiste uczucie) i tym sposobem „dopłynąłem”, „doleciałem” … „zostałem doniesionymiędzy barierki a scenę, czyli w ramiona dziwnie uśmiechniętego pracownika ochrony. Wbrew moim pierwszym przypuszczeniom, zamiast wywalić mnie z koncertu wskazał tylko drogę, jak wyjść za barierki.

Po koncercie NDK, udałem się z ludźmi których znałem do osobnego pomieszczenia, gdzie ludzie przychodzili zapalić, bądź też napić się. Ja osobiście nie piłem i nie paliłem, choć we wspomnianym pomieszczeniu dym był gęstszy niż przy przeciętnym pożarze, a po kilku oddechach i tak alkomaty, wskazałyby stan upojenia. W tym pomieszczeniu paru ostro zakręconych ludzi zainicjowało użycie śmietników jako bębna (czy nawet perkusji), więc w odpowiedzi na to, starałem się rozruszać okolicznych ludzi, do skoków tańców itp.
Zastanawia mnie na ilu będę filmikach na „youTubie”?

Trochę później spotkałem jeszcze znajomych z Opola. Nie była to jakaś wielka wataha, ale jednak byli ;]

A.M.D.G. Bracia i Siostry.

Bajka ;]


„I Rycerz szukając, odwrócił głowę za siebie, cofnął się w tym kierunku kilka kroków, i spostrzegł znów, że twierdza bez muru i fosy - jest pusta dla Niego.

I tak jak poprzysiągł Królowi, dalej będzie podróżował i szukał tego, co On dla Rycerza przygotował."

Piątek w plenerze

Przedwczorajsze piątkowe spotkanie miałem przygotować ja ;]

Głównym celem spotkania przeprowadzonego w plenerze, było dalsze wyrywanie się ze schematu, jaki ogarniał nasze spotkania piątkowe od dłuższego czasu. „Niewypałów” było trochę. Jednak wbrew moim przeczuciom, ludzie wrócili zadowoleni. Co ciekawe Animatorzy też nie wyglądali na zdenerwowanych, choć ich opinię poznam pewnie na odprawie w poniedziałek. W każdym razie wiem kilka rzeczy. Następne tego typu spotkanie (o ile jeszcze będzie), trzeba przygotować dłużej niż w trzy dni, trzeba zrobić w lecie gdy słońce długo trzyma się nieboskłonu i trzeba zadbać o jeszcze parę szczegółów, które wyszły przedwczoraj.

W każdym razie cieszę się z tego co wyszło... ;]

czwartek, 13 listopada 2008

Wypad Animatorów Wrocław MAGIS i powrót

Pojechalimy,
bylimy,
wrócilimy.

Było fajnie ale i owocnie.
Mam nadzieję, że to do czego doszliśmy, podczas wypadu Animatorów, odbije się w życiu na codzień.


Po powrocie czekała mnie trudna rozmowa. Jest szansa, że odzyskam Przyjaciela, jest jednak też szansa, że wbije mi On, trzeci już cierń. Trwam przy Przyjacielu gdy inni się od Niego odwracają... Obaczymy jak długo dam rade ;]

"We wszystkim i wszystkich widzieć Boga."

środa, 5 listopada 2008

Mgła, wino i teatr

Cóż dziś zacząłem ( a właściwie wznowiłem po 4letniej przerwie) moją małą przygodę z Teatrem. Na razie gram śmieć i to dosłownie ale przynajmniej kwestie mam ciekawą... nie pytajcie co musi mówić śmieć, żeby mieć zjechane gardło po pierwszej próbie. ;]

Wracając do domu za uwarzyłem mgłę... w sumie była bardziej widoczna od samochodów z naprzeciwka. Byłem tak Nią zafascynowany, że właściwie niewiele mnie obchodziły te samochody ^^. Gdyby nie to, że jadę tą trasą codziennie do szkoły i z powrotem to nie wiedziałbym gdzie jestem. Nie wspominając już o efekcie świateł z latarni czy samotnie zapalonych świateł za oknami wieżowców. Mgła która ostatnio nawiedza Wrocław jest piękna ;]

Kiedy wróciłem do Domu chciałem (dobroczynnie dla gardła) zrobić sobie taki pewien specyfik co jednym z elementów Jego jest sok, z babcinych owoców. Przeszukałem dwie półki w poszukiwaniu "maliny", ale jak na złość były tylko "jeżynowe" lub "niezidentyfikowane". W końcu odnalazłem "wieloowocowy" i stwierdziłem, iż się nadaje. Kiedy go otworzyłem dał mi po nosie takim zapachem wina... Ciekawe ile litrów jeszcze tego matka trzyma na balkonie ;P

To już dziś dróga notka... Rozkręcam się ? :P

wtorek, 4 listopada 2008

... Ale nie we własnym Kraju

Ostatnio czuje, że lepiej mi idzie głoszenie świadectw (poprzez opowiadanie o życiu, bajki, czy szalony tryb życia) wśród ludzi, którzy znają mnie od niedawna (lub krucej). Wiem, że kiedyś przyjdzie wrócić do "Ojczyzny" ale w tedy, pragnę być już gotowy na "Śmierć w haniebnej formie"...


"kiedyś przyjdzie dzień"

poniedziałek, 3 listopada 2008

Prorokuj...

Ostatnio kiedy zwracałem kumplowi uwagęna pewne niestosowności niektórych zachowań przy ołtarzu usłyszałem "weź Spieprzaj" i ja i Ojciec, którego słowo próbowalem przeforsować...

Cóż pozostalo mi w końcu przestać być "Ciepłą kluchą", która uśmiecha się gdy ją kopią i "spieprzać". Ok Jezus mówił: "Najtrudniej Prorokować we własnym Domu" ... ostatnimi czasy widzę tego więcej przykładów niż mógłbym oczekiwać. Jednak Rodzina zawsze była mi daleka (taki osobisty ból i błąd gdzieś w podstawie serca), ale bolą mnie Przyjaciele.
Szczególnie Ci za którymi nie jedno przeżyłem, nie jednego się nauczyłem, i za których nie raz dostałem po dupie... (pewnie i tak nie wiedzą o tym do dziś).

Ostatnimi czasy to już drugi cierń, krzyczący "udeż pięścią w stół".


Nie wiem... Czy stracił za mało, czy "coś" czego nie widze, na niego wpływa. Nie wiem... Ale jeszcze przyjdzie mi doznać smutku przez wzgląd na Przyjaciół.

ech... Oby tylko obczaił co ze sobą robi.

A.M.D.G. Bracia i Siostry.

wtorek, 28 października 2008

Winienem być dumny, choć nie moje to dzieło.

I powoli, MAGIS we Wrocławiu zaczyna się rozwijać...

Nie mówię tu tylko (ale jednak rówież) o nowych akcjach jak: reaktywacja "klubu filmowego" we Wtorki czy nowopowstałe "Wieczorne Koncerty" w Czwartki, które obok Środowej "Szkoły Modlitwy" i "Kolacji u Stacha" są kolejnym (niegdyś brakującym) elementem ujednolicenia wspólnoty. Oczywiście nie wszyscy są, ale wyrywkowe osoby, które zbierają sie razem w jednym celu, już umacniają jedność we Wspólnocie.

Ale jak to napisałem nie o to tylko chodzi... Głównym wyznacznikiem rozwoju jaki dostrzegłem, są młodzi ludzie (I i zerowy stopień), którzy mają Ducha i Entuzjazm (a może to właśnie za sprawą Ducha mają Entuzjazm) do przejęcia roli "trzonu" tej Wspólnoty ;]

To takie ogólne przemyślenia (nie tylko-) ostatnich dni.

Ad Maiorem Dei Gloriam Siostry i Bracia

sobota, 25 października 2008

Urodziny Plusha i Ojca ;]

Dziś O.Grzegorz i Plush mieli dzisiaj urodzinki w Kanie ;D

Było trochę radości... ale wiem, że pewno obydwoje dostali po dupie od życia (Bóg lubi dawać oryginalne prezenty) ;]



A tak z innej beczki... Nie napiszę pewnie nic nowego ale, czy zuwarzyliście, że najbardziej krwawią rany w boju, gdy walczymy na polu uczuć pozytywnych? (np: Miłość, Przyjaźń, Zaufanie, itp.)
Obaczymy jak to będzie.

niedziela, 19 października 2008

Dzień Wspólnoty ' 08

"Wczoraj wróciłem z Dnia Wspólnoty. Było Fajnie. W sumie to mi się podobało i pojadę też w przeszłym Roku."


Gdybym tylko w ten sposób mógł skomentować dzień wczorajszy to byłby On dniem straconym i bardziej dla ducha pożywna byłaby, odbywająca się równocześnie, Pielgrzymka do Trzebnicy.

Tak naprawdę to miałem czas na spotkanie z wieloma osobami, którym zawdzięczam taki a nie inny kształt swych światopoglądów, z którymi niegdyś, spędzałem wiele godzin na rozmowach (Godzin, których nie czuje się, tak jak zresztą upływającego czasu).
Są w tym ludzie, którzy dali mi poznać czym jest "sielanka" (opisana czas temu na tymże Blogu), inni ludzie którzy pokazali mi, że szkołę można mieć "głęboko" (co poprawia tylko efekty dydaktyczne i samopoczucie), oraz jeszcze inni ludzie którzy udowodnili mi, że warto być otwartym na świat (choć niejednokrotnie "dostaje się po dupie").
Dowiedziałem się też, że zna mnie więcej osób niż znam ich ja ;]

Za uwarzyłem także, ilu osób brakło mi w tym miejscu.

Za tych Wszystkich i tych Niewszystkich, Za tych i za innych (a przez to właśnie "tych") Chwała Panu.

Dzień ten winienem był raczej, podsumować słowami: "Dzień Wspólnoty nie był krótki... Był zakrótki".

wtorek, 14 października 2008

Zależy mi cz.1

Zależy mi na jednym z Przyjaciół... Niestety Ciągle obserwuje Jego zmianę... Nie mnie oceniać efekty Jej, lecz martwi mnie wizja tego, co się dzieje. Dziś przestałem mówić do niego w opowiadaniach i bajkach. Powedziałem mu prosto w Twarz:


"-Byłeś inny.
-Wiem. Każdy się zmienia parsknięciem śmiechu.>

-Przyjacielu ."

Nie moja to rzecz, mieć tu wpływ. Boża we wszystkim jest wola, choć tym razem chodzi mi o więcej, niż możność powiedzenia Mu: "Czego jeszcze nie uczyniłem, co mógłbym zrobić?"

piątek, 10 października 2008

Bajka c.d.

"No to sobie poszuka..."




Do Bajki kontynuacja.

Znalazłem ostatnio nową interpretację mojego "Pragnienia" z Rekolekcji...
Więc postanawiam od dzś przyjmować dalej od Niego batem po plerach w życiu, ale tym razem wszystko z niekończącym się "wewnętrznym uśmiechem"... Obaczymy jak to wyjdzie :P

sobota, 4 października 2008

Bajka| Grzbiet Fali| Nowy Gość

Oto obiecana Notka ^^.

Jedyne co mnie zdziwiło to to, że kiedy nie dawałem notek, dodaliście głosy w ankiecie "Lubie posty takie jakie są..." przyjmijmy, iż nie potraktuje tego jako aluzji :P

http://funatyk.blogspot.com/2008/05/podnie-si.html

Bajka:
"I wyrzuciła rzeka Rycerza na ląd. I błąkał się długo po pustyniach, starając się stronić od Twierdz i Pięknych istot, które za ich murami zamknięte były. Natknąwszy się na kolejną twierdzę, zamoczył się w fosie, po czym wrócił na brzeg, bo nie mur był tu przeszkodą. Dziś Rycerz stoi dumnie, odzyskawszy chęć do walki, szuka... szuka tego co przeznaczone mu jest od praczasów przez Króla."


Kiedyś pisałem, że Bóg daje mi żyć w specyficzny sposób. Zawszę gdy dostaję od Niego jakieś dobro, czas nie długi mija i dla wyrównania, obrywam (a właściwie dostaję do potrzymania) jakiś cierń. (Właściwie nie jest to jakiś cierń... dobrze wiem skąd jest. Gdyby nie pochodził od Niego skarłowaciałbym przezeń, jednakże ten Cierń ma mnie rozwijać... "Dałeś uczucie a czuć nie pozwalasz[...]").

Ostatnio wszystko się jakoś wyciszyło i nagle obudziłem się na szczycie tej Fali... Pozostaje mi tylko cieszyć się, a kiedy przyjdzie czas, ścisnąć zwieracze i przygotować się na to, co nadejść musi ;] .


Ostania sprawa... Został jeszcze rok. Około jeden rok by ze spokojnym sercem powiedzieć "Dopełniłem przyrzeczeń I Komunijnych" lub "Nie piłem przed 18-stką." I teraz właśnie ten nowy Gość, zakrada się do mnie z wielu frontów naraz. Zawsze był obecny w rodzinie, czy to Ojciec go zapraszał, czy Brachol, po prostu był. Ostatnio jednak, krzyczy bym nie ufał Przyjaciołom, Integruje mnie z ludźmi, których chciałem pozyskać, na dobrych znajomych, czy w końcu pokazuje jaki jest nie groźny i pacyfistyczny na niektórych sesjach RPG.

Zapytacie go jak się Jimię?
Odpowie: Al ... Al Kochol.

czwartek, 25 września 2008

Zbliża się ;]

Idzie coraz szybciej... To Ona... Notka.

Dziś mój umysł nie ma się czym wykazać (co zresztą widać), lecz dokładam pewnych starań, by ożywić tenże Blog ;]

"Miejcie Nadzieję Jakoć Kolwiek Się Dzieje"
(Jakiś sławny Polak)

piątek, 12 września 2008

Urodziny

Wczoraj miałem urodzinki ;]

Poznałem, że nawet we wspólnocie występują 3 typy ludzi:

-Zniknąć i nie być za nic odpowiedzialnym.
-Być do puki jest fajnie a potem spierdzielić.
-Zostać i czuć się odpowiedzialnym awet gdy słyszysz "Wypierdzielaj mi z tąd"



Wszystkie trzy typy ludności pokazały mi się jak na talerzu wśród Przyjaciół i wśród ludzi których bardzo szanuję.


Jak to mi ktoś kiedyś napisał:
"Bóg jest Dobry"
:P


AMDG Bracia i Siostry

sobota, 6 września 2008

Mija Czas...

Mija czas...
Ma, to zjawisko, dobre i złe strony... Stajemy się starsi, ale i starzejemy się. Stajemy się mądrzejsi, ale i mądrzymy się. Mamy więcej doświadczenia życiowego i wiedzy, ale i przestajemy tego szukać. Spełniamy Pragnienia, ale i przestajemy Pragnąć.

Ostatni jednak czas, przyniósł mi dziwne doświadczenie. Alkohol i brak zaufania sprawili, że tracę szacunek i wiarę w osoby, które będąc mi blisko, zaskarbiły sobie moje zaufanie i hmm... może tak... były to osoby, które w moim systemie wartości (http://funatyk.blogspot.com/2007/12/system-wartoci.html) figurują powyżej niebieskiej linii ;/

A.M.D.G.

środa, 3 września 2008

03.09.2008 ;]

Dziś już zaczynają się normalne szkolne dni... (trza przynajmniej zeszyty se kupić).
Wracając ze szkoły załapałem krytyczną porażkę, jeśli chodzi o tegoroczny wyścig z Autobusami. Tak... przegrałem z nowym 134... miał 8 sekund przewagi... brakło mi 2 żeby go dogonić... i On miał żółte a ja czerwone. Załamany porażką z Nowoczesną Technologią MPK, nie za uwarzyłem skradającego się rzęchota 126. Zdradziecki Autobanan zaskoczył mnie i ruszył pełną naftą do celu swej podróży... Może to moja kondycja osłabła przez Wakacje, ale Cieszę się bo i tak Rower pozostaje najlepszym środkiem transportu... Nikt kto kończył wraz ze mną lekcje nie mógł (nie powinien móc) zdążyć na któryś z tychże dwóch Banów ;]


Tak oprócz tego to wieczorem był MAGISowy Grill. Przedsmak Roku szkolnego ;]
Było nawet fajnie :-)


A tak osobiście to od Niego dostaje zarówno Baty jak i uśmiechy więc powoli się dezorientuje... szkoda, kiedyś byłem wrażliwszy na świat... teraz powoli zaczynam "nie interesować" się coraz większą grupą "spraw".

Ad Maiorem Dei Gloriam Bracia i Siostry.

poniedziałek, 1 września 2008

08'/09'

Wczoraj na ogłoszeniach na Mszy Św. o 20 dotarło do mnie dopiero, że to już koniec TYCH wakacji.

Było świetnie.
Na plus zapisać można że:
-Poznałem ciekawych ludzi z Cieszyna na LARPie w Kłodzku.
-Zaznajomiłem się z zaczepistą ekipą z MAGISu (Sącz).

-Spotkałem mnóstwo fajnych (<---lubię to niekonkretne słowo) ludzisk.
-Zwiedziłem Polskę od Gór po Morze.
-Wyszczałem się w Czechach (skoro już była granica obok, to coby nie brudzić naszych pięknych lasów, gestem przyjaźni i integracji Europejskiej, tak ;]
-Odwiedziłem MAGIS (Gdańsk) w salce MAGISu (Gdynia).
-Przekonałem się, że marka "PKP" zobowiązuje (średnio 60 minut spóźnienia, czasem dodatkowe atrakcje)
-Z Przyjaciółmi wkręciłem w klimat RPG Jezuitę z Krakowa (bo trzeba siać, siać, siać ...)


Na minus:
-Nie zjawiłem się w innych Jezuickich miastach, w których to MAGIS rodzi się, dorasta, lub tętni życiem.


A.M.D.G. Bracia i Siostry.

czwartek, 28 sierpnia 2008

i po jedynactwie

Kiedy zacząłem się przyzwyczajać wszystko tak brytalnie się skończyło... ;/
Wczoraj wróciła moja siostra (młodsza), a dziś brat ma wrócić.


ech...

A tak ogólnie to powoli nastawiam się na spotkanie. Spotkanie z potworem co ma ponad 1000 mózgów (no dobra przesadzam tyle to On ma tylko głów) i grubo ponad 4000 kończyn (nogi, ręce).Mam nadzieję, że zobaczę rozkwit owocu rekolekcji gdy przyjdzie... Bestia na "sz". Rad bym był gdyby skosztowała tegoż owocu, choć pod tym względem wiary mi brak ;]

A.M.D.G. ;]




Tak w ogóle to jest to już 100 notka na moim blogu.

środa, 27 sierpnia 2008

Jedynactwo

Chciałem wczoraj odprowadzić gości z Kłodzka na pociąg, ale jak się ległem nad ranem, po powrocie do domu, to wstałem troszku za późno.

Z takich ciekawych zmian to:
Mój brachol wyjechał na Węgry (z kumplem).
Moja starsza siostra już się chyba zadomowiła po ślubie (pół piętra wyżej).
Moja młodsza siostra wyjechała dzieś z kumpelą.

Zdecydowanie stwierdzam... NIE umiałbym ŻYĆ jako JEDYNAK .

Może po prostu przywykłem do cudzego chrapania w tym samym pokoju.
Może przywykłem, do tego, że rano ktoś drze na mnie... (się) lub budzi mnie kłutnia rodzeństwa.
Nie wiem... ale jest to jakieś nowe doświadczenie.


A przy okazji... "chyba nadszedł już kres mojego odpoczynku... Zauwarzułem, że jak za długo się nie pale to zaczynam myśleć o zakonie. :P"

wtorek, 26 sierpnia 2008

Posucha :/

Znowu przestałem pisać... ;/

Mam kilka notek + cały dziennik Rekolekcyjny w zeszycie i chciałbym go przepisać ale jakoś nie mogę się zebrać...

Na pewno przepiszę Dziennik (może nawet przed przyszłymi Rekolekcjami MAGIS) Reszta notek traci swą, hmm, siłę, gdy piszę je z opóźnieniem. Może to dlatego, że pisząc wkładam w to uczucia i co więcej potrafię je odczytać po jakimś czasie, może... W każdym razie postaram się zacząć częściej siadać do pisania.

:]
A Ta noc i najbliższe dni niech dobre Wam będą Bracia i Siostry w Panu Naszym Jezusie Chrystusie.

niedziela, 10 sierpnia 2008

Ślub

W związku z pewną ceremonią, która odbyła się ostatnio w naszym Kościele, zmieniło sie kilka rzeczy.
1)
Moja siostra zmieniła nazwisko.
2)
Moja siostra wyprowadziła się z Domu.
3)
Pół piętra obok (8 schodków) wprowadziło się jakieś nowe małżeństwo (Ola i Tomek Prichacze).
4)
Mój były ANIMATOR z MAGISu zmienił swój stan cywilny.
5)
Ludzie , którzy niedawno odeszli ze wspólnoty chajtneli się.
6)
Mój Ojciec pojawił się w Kościele Katolickim i uczestniczył w nabożeństwie (Mszy Św.).
7)
Mój Starszy brachol też.





To takie kilka nowości. Teraz jestem nad morzem z Przyjacielem i Jego rodzinką, komórki raczej nie używam, internet czasem się pojawia :P
Ogólnie jest Fajnie wróce gdzieś między 16 a 17 sierpnia.
Wszystkim Wam Bracia i Siostry... miłych Wakacji ;D

wtorek, 5 sierpnia 2008

:-)

Kończe chorować ;]
Pomagam przygotowywać dom i inne takie do ślubu Olki.
W wolnym czasie prowadze sesje RPG starej ekipie ;]

To tak jakby ktoś pytał: "Czy masz może czas..." :P

Żartuje ;]
Jak ktoś chce to życie jakoś urozmaicić w najbliższym tygodniu to walcie śmiało :PP

sobota, 2 sierpnia 2008

i po... ;/

Powróciłem do domu po Rekolekcjach ;]
Poznałem zaczepistych ludzi, odpowiedziałem sobiena wiele pytań.

Wrzucę dokładny opis rekolekcji, jak zamienię mój "Dziennik Rekolekcyjny" i urywki z "Dzienniczka Duchowego" na wersję elektroniczną.

Za te Rekolekcje, za Otwartość i za Was Siostry i Bracia... Chwała Panu.

środa, 16 lipca 2008

Rekolekcje MAGIS i IDM ' 08

Znikam.
Wiem że dawno nie pisałem... wiem że kilka ciekawych notek przeszło mio między chwilami. Mam zamiar jednak napisać dziennik z Rekolekcji i wrzucę to na bloga po powrocie ;]


Żegnajcie więc :-)

niedziela, 6 lipca 2008

Prymicje O. Grzegorza ;]

Dziś Wielki-mały Kapłan miał Prymicje w naszej Wrocławskiej Parafii ;]

Trza się oduczyć mówienia: "Diakon" :P

sobota, 28 czerwca 2008

Wyświęcony = Święty ?? :P

Dziś wróciłem ze Święceń pewnego małego-Wielkiego Przyjaciela.



"Tato" bądź MAGIS (bardziej) taki jaki jesteś albo pozostań taki ;]


To takie moje życzenia dla NeoPrezbitera :-)

piątek, 27 czerwca 2008

Wypad

"Każdy Wschód słońca, Ciebie zapowiada..."

Ruszamy jutro o poranku do Przyjaciela. Od jutra: Ojca Grzegorza, Wikarego Naszej Parafii, Prefekta Ministrantów, Moderatora MAGISu Wrocławskiego, "Najlepszego Taty na świecie" i dalej Przyjaciela...

Powrót

"I powrócili do swych chat, żon, matek, synów. Do swej Ojczystej ziemi. Choć ranni, choć zmęczeni i brudni. Powrócili w chwale, zadowoleni i doświadczeni. Ale przede wszystkim z pewnością w sercu, że powrócą. Powrócą nie po to by wygrać, lecz by walczyć. Nie ważne czy w Twierdzy (Kłodzkiej), Zamku (Cieszyńskim), czy w Grodzie (Wroc:P). Mają cel."

Larp się udał. Było pare zgrzytów... No ok, było wiele zgrzytów. Było wiele niedomównień, ale wiemy teraz, co winniśmy poprawić za rok. ;]

Dzięki Wszystkim za ten czas ;]
A Wam Bracia i Siostry niech ta noc spokojną będzie ;]

poniedziałek, 23 czerwca 2008

Zniknięcie ;]

Korzystając z chyba ostatniej chhwili wolnego czasu w tym tygodniu...


23.06- Przygotownie LARPa w Kłodzku
24.06-27.06-LARP "Genesis" w Kłodzku
28.06-Święcenia Diakona na: "Najlepszego Ojca na Świecie" ;]
później... Chwila odetchnięcia i działka babci :P

A.M.D.G. bracia i siostry ;]

piątek, 20 czerwca 2008

Koniec Roku Szkolnego 07/08

Dziś koniec Roku szkolnego ^^.
Fajnie jest ;P


(wiem że puenta słaba ale jest 1:30 a FlugsS wyciągnął mnie na spacer chwilke temu i tak koło 1:02 padło pytanie "Ty, to jutro mamy autobus o 9:80?" Zamiast odpowiedzi usłysząłem tylko śmiech :P )

poniedziałek, 16 czerwca 2008

Piknik Parafialny 2008 ^.^

Z ostatnich wydarzeń to:
Wrócił FlugsS z Francji.
Odbył się Piknik Parafialny.
Pozostało zaledwie 8 dni do Gry na Twierdzy.
Diakon Diakon jest już prawie "Ojcem Grzegorzem" ;] (Jeszcze kilka dni :P)

Z tego wszystkiego opisać mogę chyba tylko piknik. Moim zdaniem był zaczepisty i postaram się namówić chłopaków, to za rok może będziemy występować z pokazem bitwy (lub jeśli uda się wyrobić bezpieczną broń to wpleciemy Rycerstwo w dzieciaki :P ).


Już coraz bliżej Rekolekcje MAGIS i IDM ;D

wtorek, 10 czerwca 2008

Cel?

Ostatnio troszkę się działo ale nie miałem szansy o tym napisać. Dopiero teraz nadarzyła się okazja, że nie mam lekcji więc wyspałem się i mogę skrobać ;]

Dużo rzeczy porozwiązywało się lub pouciekało mi z głowy więc ta notka nie będzie nadzwyczaj długa.

Ostatnio zastanawiałem się nad życiem. Wiem nie powinienem tego robić bo raz już kiedyś się wpędziłem w deprechę w życiu i nie mam zamiaru więcej. Aczkolwiek, przez całe życie Bóg stawiał przede mną nowe cele, zanim zdążyłem spełnić stare. A teraz odczuwam taki, można by to ująć, "brak perspektywy przed oczyma".

Pewnego dnia wyszedłem z Domu. Nie miałem tam z kim pogadać (zazwyczaj nie mam). Wziąłem ze sobą rower. Począłem myśleć gdzie powinienem się teraz udać. FlugsS? Za granicą. Diakon? U Ojca Staszka. Tadzik? Sprawdziłem salkę, nie było tam już ani Tadzika ani Roberta, „zwinęli się do domu” pomyślałem i bezsensownie robiłem rundki rowerem w okuł osiedla. Chciałem wybrać się na jakąś dłuższą trasę, ale żadna spontaniczna droga nie przychodziła mi do głowy. Pomyślałem o modlitwie. Kościół już zamknięty, a wszystkie bodźce pomagające mi się skupić (Burza i deszcz, Radość, Smutek, Cichy powiew) nie śmiały się pojawić. Uświadomiłem sobie swą prawdziwą samotność.

Dziś jest już wszystko dobrze… prawie wszystko. Dalej nie widzę przed sobą celu. Przez ostatnie kwartały zbyt często bywała nim kobieta. Teraz kiedy próbowałem zamknąć oczy, znikł mi z widoku i cel. Pozostało mi tylko Walczyć.
"O co?"
To już się niech mój Pan martwi. ;]

AMDG


(przepraszam za brak notek)

niedziela, 1 czerwca 2008

Notka ;]

Ostatnio mało piszę na Blogu. Dzięki, że przypominacie mi o tym ;]
Chwilowo dużo myślę, więc za jakiś czas będzie się dało zobaczyć efekt tych rozmyślań... Na blogu albo w życiu... Tego jeszcze nie jestem pewien ;]


A tak oprócz tego Obiecałem, więc jest:

SPECJALNA NOTA DLA UHa i PODZIĘKOWANIA ZA MOTYWOWANE DO SKROBANIA.

I Wam Bracia i Siostry życzę Szczęśliwych Nocy i Dobrych Dni.
;]

środa, 28 maja 2008

2 style życia

Inteligentni szybko wychwycą do czego jest dzisiejszy wywód (jeśli tylko czytali wcześniej niektóre posty :P )

A tematem rozważania jest:"Miękka klucha i Jezus".

Ostatnio z Przyjacielem wyróżniliśmy dwa style życia.
"Miękka Klucha"
Co mają szczególnego miękkie kluchy?
Cicho i spokojnie leżą sobie w wodzie. Niby mają jakiś kształt ale mimo to łatwo podlegają zmianą jakie wyciska na nie otoczenie. Podobają się ludziom, ale nie traktuje się ich poważnie. Można je wykorzystać albo zostawić w spokoju. Same ci się do ust nie wepchają.
Co jeszcze?
ciepłe. Nie są Gorące, ani Zimne. Są ciepłe, można by rzec że są letnie.
Mój Przyjaciel cytował mi czasem niecenzurowany oryginał Pisma Świętego. "Bądź Gorący albo zimny. Nie bądź letni w mych ustach. Bo Cię wyrzygam(...)"[Bóg do człowieka].
Czyli?
Ciepłe kluchy nie podobają się Bogu. Nie potępia ich lecz ostrzega i namawia do zmian.

"Jezus"
On jest człowiekiem, który leje na to co mówi świat. Ma swój cel i do niego idzie. Płaci z to pewną cenę, ale nie daje się ugniatać jak klucha.



Tak po dłuższym myśleniu zdecydowałem się w końcu na jedną z tych opcji... Tylko trzeba znaleźć jakiś cel.

Tak mi się przypomniało. Pewien mój znajomy powiedział mi (po 8 latach znajomości) kiedyś: "Nie buduj się na innych ludziach, Przyjaciołach, Dziewczynach, innych. Buduj SIEBIE na SOBIE. Inaczej będziesz im słodził a Oni albo Cię będą wykorzystywać, albo uciekać."

A.M.D.G. tylko cholerka jak?

wtorek, 27 maja 2008

Odwiedziny Jezuity

Dziś Diakon wziął mnie ze sobą do Ojca Staszka. Szczerze to kolejny Boży krok żebym przestał być "ciepłą kluchą". Kiedy siedzieliśmy na ławeczce z Ojcem i w pewnym momencie Diakon poszedł po kawę, obgadałem z moim Prefektem, ostatnie kilka lat znajomości. Zazwyczaj nie szemrałem przeciw Niemu jak to potrafili zrobić Jego zaufani ludzie, jednak jeśli coś złego mówiłem, to teraz jestem pewien, że po prostu Go nie zrozumiałem... Do dziś.
Tak nawiasem to wyjaśnił mi to samo co mój Przyjaciel ostatnio w górach, innymi słowami, ale też hacząc o kulinaria (Jezuici mają w sobie wiele wspólnych cech).

Oprócz tego jazda z Diakonem przez autostradę (Tak w Polsce jest kawałek autostrady :P ) umocniła mnie w niektórych postanowieniach.

niedziela, 25 maja 2008

Spóźniona notka

Tak wiele tematów się zebrało...

W Niedziele zauwarzyłem jak "obłuda" powoli wkrada się do mojego Świata... w MAGIS, w LSO.
-Kiedy jeden z Animatorów pokazał, że nie rozumie różnicy między "Chcę" a "Muszę". Powiedział: "Ja nie muszę tu być bo mam swoją grupkę" Jakby MAGIS zmuszał kogokolwiek do przynależności.
Ok. Może miał zły dzień... chociaż ma ich sporo od kiedy jest animatorem. Był kiedyś inny.
-Kiedy widzę czasem na Eucharystiach zachowania innych ministrantów i lektorów, zaczynam rozumieć, czemu niektórzy mają o Nas złe zdanie.
Siedzenie w zakrystii i robienie sobie jaj podczas Mszy Św.?
Kłótnie o funkcje? (ok to jeszcze zrozumiałe dla świerzo przyjętych ministrantów, ale nie dla takich starych lektorów)

Jedyne z czego się ucieszyłem w tym wszystkim to dar od Boga. Dał mi siłę przebaczać.


Wiele się miesza ostatnio w moim życiu. Dalej czuę zachęte by gdzieś zniknąć... Niestety Szary potwór "codzienność" z Mej Bajki mocno trzyma to co złapał.

piątek, 23 maja 2008

Dzień w górach

Poranek "Piata Rano" jak to określił FlugsS (no i 55 minut) jakby to dodał zegarek. Dworzec PKS we Wrocławiu. Mżawka.

A my, ludzie którzy pragną MAGIS (więcej/Bardziej/lepiej) od siebie, czekamy na autobus, który zabierze nas w góry. Pokrzepieni zachętami opiekuna ("Ale na pewno chcecie jechać?!?" "Wiecie bo pada i w ogóle...")
Wchodzimy z (tak jakby) uśmiechem na ustach do tegoż środka komunikacji.


Na miejscu pożegnał nas szyderczy uśmiech kierowcy, mówiący: "Ładna pogoda... (Gdyby było cieplej i nie padało to bym się z Wami zabrał)".

Kiedy dotarliśmy na szlak, trasa wybierana była na zasadzie: "Która droga ładniejsza?"


To jednak był wstęp tej cudownej wędrówki. Podczas drogi rozmawiałem z Przyjacielem. Trochę pomógł mi odkryć w sobie to, czego sam nie dostrzegałem. Jednakże w między czasie wplótł w rozmowę dziwną propozycje. Mianowicie "odnowienie" swego oblicza. (tj. strój, zachowanie, strój, postawa, strój, nawyki, wygląd) i pozbycie się tego cholernego "Przepraszam, że żyję"(Ten txt akurat autorstwa O.Stanisława).

Normalnie odniósłbym się do tej propozycji jak zwykle... czyli moje konserwatywne Ja miałoby przewagę. Jednak teraz, mój Przyjaciel podał kilka sensownych argumentów. Powiedział też: "Nie zmieniaj swojego stylu, tylko go odnów". Każdą propozycję rozważaliśmy dokładnie... nie wszystkie zostały zaakceptowane, ale jednak. Mogę się delikatnie zmienić przez najbliższy czas.

Wieczorem spojrzałem na siebie "dziś i dawniej"... Nie jestem już tym gówniarzem (dosłownie i w przenośni) jak za dawnych lat. Sporo się zmieniłem. Teraz doszedł do mnie cichy szept duszy: "MAGIS".

Zobaczę ile będę umiał.

"A.M.D.G."

czwartek, 22 maja 2008

Rozpiska

Jak wskazuje tytuł to bardziej plan "czegoś" niż notka ;]
Jutro wypad MAGISowy w góry. W sobotę będe w Kłodzku... W Niedziele "z rana" wracam ;]
Więc jak widać w WeekEnd bedzie ciężko mnie łapnąć :P

A to tak tylko żeby nie odpowiadać na 100 identycznych pytań :]

wtorek, 20 maja 2008

Dziś

Dziś gadałem z Przyjacielem...
(Tak! Mam Przyjaciół.)
Rozmawialiśmy trochę o samotności ukrytej w głębi każdego człowieka... nie zrozumcie mnie źle... nie chodzi o samotność w sensie fizycznym. Chodzi o samotność, której żaden człowiek nie może zapełnić, której nie zapełni pasja, hobby itp.

Paradoksalnie wracając do domu poczułem brak samotności... a dokładnie możliwości zniknięcia gdzieś na nieokreślony czas. Gdzieś gdzie mógłbym się odciąć od codzienności. Przeżyć Przygodę. Sam na sam z Bogiem. Potem, w tej dziczy serca, przysiąść i porozmyślać o Naszych planach na moje życie.

Ech... marzenia :PP nie w tym systemie ;/

Bądźcie pozdrowieni Bracia i Siostry w Panu Naszym.
AMDG

niedziela, 18 maja 2008

Stara modlitwa

"Boże, Ty wiesz wszystko, znaczy tak mi się wydaje, bo Cię nazywają wszechwiedzącym. Mówią też, żeś jest Miłością. Jeśli kochasz człowieka i wiesz co dla niego dobre, to jestem gotów, byś spełnił swoją wolę w moim życiu i moim życiem."

W późniejszym czasie (przełom lat) przekonałem się, że Dogmaty wiary zapomniały dodać w opisie Boga:
"Najlepsze poczucie humoru, jakie poznać jest dane człowiekowi."

sobota, 17 maja 2008

Kolejny dziwny dzień?

Może zacznę od pierwotnego tytułu posta "Piep[wkurzająca]ona Rodzinka".
Pierwsze pytanie jakie się nasuwa to "Czemu Czucz tak twierdzi?" albo "Co On bredzi?".
Może i racja, ale dziś mnie wkurzyli (no dobra zdenerwowali) . Od rana do mojego powrotu z Mszy Św. prowadzili bezsensowne kłótnie. Pierwszy ryk bojowy wydała rano starsza siostra. Później już tylko podburzała młodszą siostrę przeciw bratu. Ostatecznie Miśka (tak czasem nazywam siostrę młodszą) tak się zapaliła agresją, że pyskowała do Ojca (jeszcze zanim ze zdenerwowania sobie wypił). ;/

Na szczęście w nocy wraca Mama i jutro jakoś złoży ten dom do kupy... albo go wyciągnie z niej. Babcia stwierdziła, że dobrze, że mnie nie było. A propo, moja babcia to osoba, która cierpi na wiele chorób związanych podobno z nerwami, teraz podobno błędnik, ale ja tam za uwarzyłem ostrą depresje (nie każdy życzy sobie szybkiej śmierci).

Na szczęście przez parę lat nauczyłem się, lać na to co dzieje się w okół mnie, gdy to "otoczenie" nie chce, żebym się wtrącał.

piątek, 16 maja 2008

Podnieść się?

Rycerz ów płynął rzeką, dzieląc tę niebieską wstęgę czerwienią swej krwi i niepotrzebnego już smutku. Nie miał on jednak sił, by kontrolować gdzie rzuci go woda. Zauwarzył tą scenę Król przebywający ze swym wojskiem nad brzegiem rzeki. Wysłał więc swego sługę, by ten wyciągnął rycerza z wody. Mały łysy sługa Króla wyciągnął rycerza z rzeki, którą miejscowi nazywali "sterilis despero" to jest: "zbędna rozpacz".

Pora wstać... może przyjdzie świt. ;]

poniedziałek, 12 maja 2008

Duch Pocieszyciel

Zastanawiałem się nad tytułem postu "Powrót Auć" ale wtedy mógłbym tu równie dobrze napisać o tym, że rano poparzyłem się żelazkiem po prasowaniu, a temat jest inny, więc i tytuł trafniejszy ;]



Kolejny kawałek Bajki:

"Rycerz, gdy niestraszny był mu mur i żelazny potwór, odczuł czemu taka potężna była fosa. Nie była to fałszywa fosa niepewności lecz rwąca rzeka zasilana nurtem bojaźni. Pokonany tą przeszkodą, Rycerz nie miał sił wracać do brzegu, by jeszcze raz szturmować zamek. Płynął bezwładnie unoszony przez wodę, a za Nim rozciągał się malutki strumyczek krwi. Cieknąc delikatnie z jego serca, czerwony strumyczek powoli dyfuzował z rzeką, wieńcząc ten dziwny obraz.

Może dopłynie do innej fortecy.

Może dopłynie do morza gdzie już nigdy nie spotka murów, fos, zamków, pięknych złotowłosych niewiast, marzeń.

Może zatonie gdzieś po drodze gubiąc na zawsze sens swego życia.

Może Dobry Rybak wyłowi go na brzeg.

Może..."



Ostatnio znów przyszła pogawędzić ze mną, moja Przyjaciółka Refleksja.

"F-Dlaczego to tak cholernie boli?

R-Może to ma jakiś sens?

F-Jaki?

R-Nie wiem. Zastanówmy się. Co byś zrobił gdyby nie odwiedzał Cię ból?

F-Hmm... Nie wiem.

R-A co robi większość ludzi w takiej sytuacji?

F-Czasem robią głupie rzeczy. Skaczą z mostów, strzelają se w łby, odkręcają gaz...

R-Szaleństwo... to jedna z możliwości.

F-Niektórzy nie chcą do ostatniej chwili uwierzyć co się stało.

R-Też prawda. To jest jakiś sposób.

F-Tak?

R-Tak ale zły. Kłębiąc w sobie negatywne uczucia ciężko Ci jest się uśmiechnąć do świata. A jeśli wmówią sobie to na dobre to będą hipokrytami... przecież dobrze o tym wiesz.

F-Hmm... Niektórzy szukają ukojenia w nowych ramionach.

R-To też jest wyjście.

F-Myślisz żebym?

R-Nie. Pomyśl, związek oparty na ucieczce od starego uczucia, rzadko żyje długo. To więc, nakręca cały mechanizm biegania z sercem, od człeka do człeka i szukania plastra, który by pasował do rany na sercu... a o takowe ciężko.

F-Sugerujesz żebym odpoczął? Śmieszna sprawa.

R-Czemuż to?

F-Moi najlepsi Przyjaciele podpowiadają mi to samo. Ale tu większym problemem jest to, że nad swoim sercem nie zapanuje.

R-No to może właśnie po to Ci ból?

F-...- zgaszony.

R-...-Dyskretnie się ulatniając.



Dziś miałem dziwny dzień.

Do Kościoła szedłem nastawiony na pocieszenie. Niosłem koszyczek swoich smutów. Co więcej, ponumerowane bolączki, świadczyły o moim braku zaufania.

Co zrobił Bóg?

Wystawił mnie na takie cierpienie, że z trudem wstrzymałem łzy by nie moczyć kościelnej posadzki.

(W streszczeniu: Ostatnio nie byłem na spotkaniu. Obiecałem Animatorowi, że będę na dzisiejszym. Wcześniej poszedłem jeszcze na nabożeństwo majowe. Byłem sam z kandydatem na ministranta. Nie został on na mszy... Impulsywnie zdecydowałem, że tak być nie może, bo dziś uroczystość a prezbiterium puste.) Wszystko dobrze się układało do momentu kiedy po komunii Diakon przypomniał mi coś jednym zdaniem. "Ty nie masz dziś spotkania?"

Umysł sam dopowiedział "Godzinę temu"(szkoda, że dopiero teraz).

Siedząc podczas ogłoszeń (dziwnym trafem najdłuższych jakie słyszałem w tym roku, poza bilansami konta remontowego) przechodziło mi przez mózg więcej myśli niż, umiałbym zliczyć. Zaszkliły mi się oczy. Po Mszy Św. w zakrystii ministranckiej doszedłem do wniosku, że muszę być odpowiedzialny za swoje czyny i decyzje. Nie dotrzymałem obietnicy. Zdjąłem Krzyż z szyi. Na pytanie napotkanego Ceremoniarza "Czy będziesz dziś na 20?" odpowiedziałem: "Chyba nie."

W tamtej chwili byłem gotów odejść ze wspólnoty, w której jestem od paru lat i ze WSPÓLNOTY, która jest dla mnie życiem.

W ogrodzie spotkałem moją grupkę. Kładąc krzyż na stoliku przed moim animatorem, usłyszałem tylko:
"Zostań do końca, proszę"
Ku mojemu zdziwieniu wcale nie był niezadowolony, że nie było mnie na spotkaniu. Spokojnie i wyrozumiale powiedział, że wszystko jest w porządku. Później pocieszył mnie jeszcze Diakon. Stwierdził, że jeśliby rozliczać wszystkich z tego co obiecują, to zostałby w tej wspólnocie sam... po chwili poprawił się i stwierdził, że sam też by musiał odejść.

Wieczorem wszystko było już dosyć dobrze. Zacząłem się tylko zastanawiać:
"No ok. Boże. Dałeś mi cierń by zaraz go wyjąć i jest w porządku. Ale kiedy obiecałeś mi pocieszenie inny ból trapił mą duszę."
Wszystkie chaotyczne myśli pałętające się, w ów czas, w moim umyśle, skierowały się ku temu rozważaniu, które wyżej opisałem jako Rozmowę z Refleksją.

"Przybądź Duchu Święty(...) Daj szczęście bez miary."
Ad Maiorem Dei Gloriam.

niedziela, 4 maja 2008

Auć!

Fale mają to do siebie, że gdy już wyniosą Cię ku górze, możesz mieć pewność, iż rzucą Cię potem w dół.



Rozmawiałem z Przyjacielem kilka dni temu:
-Co tam u Ciebie Staszek?
-Troszkę się boje.
-Boisz? Czego?
-Widzisz ostatnimi czasy życie jest dla mnie na tyle wspaniałe, że zastanawiam się, do czego Bóg mnie przygotowuje.
-To chore.
-...?
-Nie możesz martwić się, kiedy jest dobrze. Teraz ciesz się tym co jest.
-No w sumie racja... (pół szeptem) Ja się nie martwię. Ja się tylko lękam ;/

No i przyszedł taki dzień... "Każdy dzień kończy się zmierzchem(...)"
Cholerka, to boli. Mhm... To musi boleć.

Po pewnej poważnej rozmowie z niewiastą, która była sensem mego życia przez ostatni czas, po tej rozmowie, uświadomiłem sobie swą samotność.
Chwila myślenia... FlugsS, Diakon, Tadzik? Oni są w Gdyni ;/ Mentor? już pojechał do Kłodzka. Fabian? Nie Jego nie widziałem już tak dawno. Rosik? W sumie nie wiem jak się z nim skontaktować teraz.
Zostałem sam? Nie. Został mi jeszcze jeden Przyjaciel.
Teraz zrozumiałem dlaczego to wszystko złożyło się w tym samym terminie. To było zaproszenie na rozmowę. Najdziwniejsze zaproszenie na modlitwę jakie do tej pory otrzymałem w życiu.
Podziałało. -.-

(Nie wiem czy już wcześniej wspominałem, ale za najszczersze modlitwy uznawałem rozważania na temat mojego życia, dnia, czynów, postaw, na samotnym spacerze podczas burzy lub przy samodzielnej pracy, albo nawet podczas wędrówki która nie miała na celu dojścia gdziekolwiek.)

Tym razem poszedłem do Kościoła. Rzadko szukam tam Boga, no może na Mszy Św. lub w konfesjonale, a tak poza tym to nie specjalnie się tam spotykamy.
Dziś jednak było inaczej. Pusty kościół. Kleknąłem przed zamkniętą kratą. Zaczęliśmy rozmawiać. Łzy rzęsiście zrosiły me policzki, wysychając na nich, niczym kropla wody nalana na żelazko.

-Teraz już przynajmniej wiem do czego mnie przygotowywałeś...
-"(...)A po każdej nocy przychodzi świt."
Niespecjalnie wszystko rozumiałem. Wyszedłem z kościoła, lecz nim to uczyniłem spotkałem na schodach staruszkę.
Znałem tę babulę już wcześniej, gdyż życzyła mi nieraz uśmiechu i szczęścia gdy spotykaliśmy się na drodze wiodącej do Kościoła.
-Witaj
-Witam Panią
-Ja się idę teraz modlić(...) za zdrowie Ojca Stanisława(...) za chorych(...) za Ciebie(...)za smutnych(...)za Wszystkich Parafian.

W tym momencie poczułem, iż to nie przypadek mi ją tu podesłał.
Wracając do domu zainteresowały mnie gołębie na chodniku, a dokładnie ich reakcja na mnie. Zamiast jak zwykle odlatywać na wyczucie ruchu w promieniu metra, prawie dały mi się zdeptać. Stwierdziłem, że mój mózg jest ostro przemęczony, ale tego dnia wśród "znaków" Bożych dla mnie, pojawiły się również, takie jak Ewangelia, w której Jezus obiecuje Ducha pocieszyciela i modlitwa wiernych. Jeśli chodzi o tą modlitwę to jeszcze wczoraj rozbawiała nas (ministrantów) intencja "za bliźnich tak smutnych, że aż Bogu smutno" a dziś tknęła mnie ta intencja i to dosyć mocno.

Jeśli taka wola Boża to zakończę pisanie drugiej Baśni. Tym razem, jednak planuje odpocząć trochę. Nie rozumiem tylko dlaczego "coś we mnie" komentuje moje plany odpoczynku od uczuć, słowami "Kogo Ty chcesz oszukać?".


Jeśli Ktokolwiek powie mi, że dzisiejszy dzień to dzieło przypadku, to uwierze dopiero gdy będe pewien, iż "Jahwe" na Polski czyta się ["przpadek"].

Streszczenie WeekEndu

:Środa:

Spacerowaliśmy z Tadzikiem nocą, gdy na drugiej stronie ulicy zauwarzyliśmy człowieka bitego przez trzech innych ludzi. Bity człowiek wyrwał się oprwcą i zakrwawiony pobiegł w naszym kierunku krzycząc o pomoc. Agresorzy widząc dwuch trzeźwych ludzi zrezygnowali z "pościgu".
Człowiek ten miał rozwalony łuk brwiowy, z którego krew sączyła się aż do ust, tak zalanych czerwoną mazią, że nie byłem w stanie stwierdzić powagi rany, w tej części twarzy.
Kiedy doprowadziliśmy człowieka na przystanek autobusowy "opatrując" wcześniej rany chusteczkami higienicznymi, człowiek, ów przynajmniej pięć razy dziękował nam za ocalenie życia.

:Czwartek:

Odprowadziłem Tadzika na pociąg do Gdyni.
Wracając do tramwaju, którym jechałem wpadło kilku "zalanych" kibiców śpiewających "Tramwaj jest nasz! Tramwaj do nas należy..."
Zachowywali się bardziej śmiesznie niż groźnie, dwóch moich (na oko) rówieśników, widząc mężczyne w długich włosach ubranego na czarno, który wsiadł przystanek po wyjściu kibiców, puścili prosty i krótki komentarz: "Przecież by go zaj[zabili]ali".
A tak ogólnie to przywykam do Nocnego Wrocławia.

:Sobota:

Odebrałem z Pociągu Przyjaciół z Opola.
Tak się złożyło, że specjalnych racji żywnościowych to nie mieli, a ze względu na Święto większość sklepów była nieczynnna. Zgadnijcie kto wybrał się na poszukiwanie jedzenia?
Tak... kiedy odnalazłem jako tako zaopatrzony sklep stała przed nim 12 osobowa kolejka. Kiedy wychodziłem ze sklepu kolejka liczyła około 14 osób. Fajny stres miałem zadając pytanie: "Czy są jajka?"
Najśmieszniejsza była wizja odpowiedzi "Nie" :P

A tak ogólnie to coś mnie gryzie ;/

wtorek, 29 kwietnia 2008

taka sobie notka ;]

Dziś naprawialiśmy z Adrianem (z klasy) mój rowerek ;p
przedobrzyliśmy ;/
Przedni hamulec nie tylko działa ale robi to cały czas. ^.^

Pomimo to nie odpuściłem i wróciłem na nim (rowerze) do domu.

przepraszam za oszczędność liter ale późna już godzina i pisze na "klawiaturze ekranowej" ;/

Dobranoc :)

niedziela, 27 kwietnia 2008

Zaczepisty dzień ;]

Byłem dziś na "grillu" w Opolu :]
Kiełbasa z ogniska jedzona w gronie zaczepistych ludzi i zwykła kiełbasa nawet najlepiej dopieczona, przyprawiona i co tam se chcecie (tu wyobraź sobie jakiś specjał kiełbasiany) jedzona w przykładowej samotności... masakrycznie się róznią :PP

Poznałem ludzi których znałem ;]
Poznałem człowieka, który niczym mój Przyjaciel za młodu,mówił dużo mówiąc niewiele. Nie nadwyrężał strun głosowych lecz nadrabiał to poczuciem humoru i mądrością spostrzegawczego umysłu.
Poznałem człowieka, który mówiąc troszke częściej, rozbrajał swymi textami towarzystwo.
Poznałem człowieka interesująco ruchliwego. I to wraz z prostotą serca dore w Nim jest.
Poznałem człowieka, który cichy z pozoru, zaskoczył mnie swą grą na flecie.
Resztę ludzi w takim małym kawałku znałem już wcześniej.

Poznałem jednakże, też ciszę i spokój i to czego szukałem od długiego czasu...
Wartość BEZTROSKIEJ chwili.

Dziękuje Wam za to bracia i siostry z Opola, jeśli tylko czytacie ten tekst, wiedzcie to ;]

A Wam wszystkim którzy ten tekst czytacie, sluchacie lub tylko kolorkom się przypatrujecie, życzę tego samego pięknego uczucia... choć przez chwile, która mija ;]

Pozdrowienia Wam i zachęta: Żyjcie A.M.D.G.

środa, 23 kwietnia 2008

Po przerwie w pisaniu ;P

Ok. Jest chwilka, jest notka ;]
Tak więc. (nie zacząłem od "Więc" tylko od "tak").
Nie miałem czasu pisać na komputerze ale nie miałem czasu pisać też na papierze, dlatego też spisać muszę wszystko w skrócie jaki obejmuje moja pamięć.
Zaczęło się od tego, iż miałem bardzo zapchany plan dnia. I nie starczało czasu na chwilki by pomyśleć, pomarzyć, odpocząć. FlugsS przyszedł z propozycją, że Ksiądz Kuba szuka kogoś by do przekopania ogródka. To było "to". Miałem dużo czasu by odpocząć psychicznie, machając łopatą w skwarze i deszczu w nocy i dni. Taa... dobra trochę przesadziłem. Skwar to może przez wszystkie te dni był przez jakąś godzinę, a w deszczu nie pracowałem dłużej niż 5 minut ale to już coś ;] Dobra dobra, wiem. Ta "noc" to może i był wieczór, ale chodzi o to, iż pracowałem gdy słońce już, nie oświetlało efektów pracy rąk moich.
Później... hmm... nie działo się nic nadzwyczajnego typowo szkolne zjadacze czasu zabroniły mi pisać (jakaś lektura, coś tam jeszcze, blabla).
No oczywiście na odpoczynek od świata miałem chwilkę czasu, przy miłej mej w Opolu. ;]
A to by wskazywało, że żelazny potwór "codzienność" posuwa się dalej i nie tylko ogranicza me serce ale i do umysłu się dobiera.
Mhm.
Tak już niedługo MAJ. Długie WeekEndy, Matury wolny czas. a później Czerwiec luźne lekcje, koniec roku szkolnego ;] I NIEPRZYGOTOWANA DO KOŃCA GRA NA TWIERDZY ;/ hmm trza się tym zając porządnie i ruszyć parę razy zwieracze do Kłodzka.
Przepraszam że nie pisałem i postaram się nadrobić troszku :P

Bądźcie Szczęśliwi Bracia i Siostry.
żyjcie AMDG ;]

środa, 2 kwietnia 2008

A to już tylko o "dzisiaj"

Następnym razem zanim pójdę na Mszę diecezjalną poważnie się zastanowię...
Dziś byłem w Katedrze bo chciałem iść na marsz po Wrocku ku czci Ojca Świętego.

Jeśli chodzi o Mszę Św. ... Nasza parafialna msza wieczorna (pomimo braku organisty) miała dwa razy lepszą obstawę muzyczną niż ta w Katedrze. Najśmieszniejsze jest chyba to, że inni ludzie myśleli tak samo bo jak organista przyśpieszał Niemiłosiernie w połowie słowa to wszyscy ze zdziwieniem podnosili głowy do góry.

No ale, żeby nie było, że tylko jęczę i krytykuje to na plusik trza dodać że mogło być gorzej ;]

wtorek, 1 kwietnia 2008

;]

No to tak tylko wszystkich informuje, że w Piątek po szkole nie ma mnie we Wrocku aż do przynajmniej Soboty (nie wiem o której).



Gdzie będę?

W Opolu na urodzinach Oli... (dla nie kminiących polecam http://funatyk.blogspot.com/2008/03/koniec-bajki-piewszej.html i że piszę Nową baśń w Księdze mego życia)


Nie wspominałem o tym? ^.-

hmm... no tak... eee tego no bo ... no to już wiecie ;P


Dosyć dziwne, że kiedy długi czas temu pytałem czy ktoś jedzie do Ojca Staszka (Prefekta, Moderatora i Bardzo dobrego Opiekuna) to nikt się nie kwapił ani na pociąg ani na rower.

Jak ogłosiłem że mnie nie będzie we Wrocku to przyszła oferta wyjazdu ;/ Nie wiem dlaczego, takie sytuacje bywają coraz częściej w moim życiu :P

Swoją drogą myślałem, że nie będę musiał wybierać więcej między kluczowymi (głównymi i prawie jedynymi) wartościami w mym życiu. Miłość(Ukochaną Niewiasta), Miłość (MAGIS-Życie), Miłość (Przyjaciele)

Ostatnio rodzi się jeszcze gdzieś tam poczucie "rodziny" jako wartości ale nie konfliktuje z żadnym z powyższych (tak bardzo).

Dlaczego musimy wybierać... Wybór między dobrem i złem to wybór dla idiotów (którymi chyba jesteśmy sądząc po używalności konfesjonałów)
Sztuką jest wybór między Dobrem a dobrem.

sobota, 22 marca 2008

Ostani Czas

Ostatni czas przeżyłem mocniej niż co roku ;]

Nie wiem czy cieszyć się z tego czy martwić tym.

"Jeśli jesteś Twardy i nie wzruszony to nie ugniesz się pod cierpieniem i bólem, ale także nie zrozumiesz bliźnich co go doświadczyli.
Jeżeli zaś jesteś Czuły na świat w około to nazwą Cię mięczakiem a wyrzuty sumienia zjedzą Cię."

Nie pamiętam skąd ten cytat (może z mojej chorej psychiki)



Wlk. Czwartek nie wyszczególniał się jeszcze.

Zawsze staram się aktywnie uczestniczyć w całej Eucharystii, tym razem mi się po prostu w końcu to udało.



Wlk. Piątek i przełom na drodze Krzyżowej na której łzy poszły mi z oczu ;/

Chyba nikt nie za uwarzył. Ale było.



Liturgia Wlk. Soboty. Wsłuchiwałem się w każde słowo "ciemnej Liturgii" i przyglądałem każdemu symbolowi "jasnej Liturgii". Znając beznadziejność swego głosu, odważyłem się aktywnie dołączyć do Śpiewu.



Ogólnie przez całość Triduum czułem się niezwykle słabo.
Wiem, że dużo mi dała Nocna Adoracja i czuwanie, w którym rozważania ułożyłem, najbardziej, do samego siebie.

Po 15 minutach cichej adoracji znikają wszystkie myśli związane z codziennością. Znikają wszystkie myśli zwracające uwagę na ścisłe "Teraz", "Wczoraj", "Jutro". Zaczynam rozmowę (Modlitwę). Zwracam uwagę na ogólne "Dziś", "Wczoraj", "Za jakiś czas".



Zaczepista sprawa.

ALLELUJA Bracia i Siostry ;]

Auto Biografia Czucza.

Prolog – Narodzenie i dzieciństwo

Na podstawie opowieści Rodzinnych:
Trochę ponad 16 lat temu Pewna Kobieta zaszła w Ciąże. Zarówno Ona jak i jej rodzina nie wyróżniali się Wiarą w Boga. Ojciec był podobno w dzieciństwie ministrantem ale już powoli zapominał o Bogu. Dwójka jej dzieci żyła tak jak większość przeciętnych dzieci w Polsce w tamtych czasach. Kiedy owa kobieta dowiedziała się o dziecku rzuciła palenie .Otóż 11 dnia dziewiątego miesiąca Roku Pańskiego 1991 o godzinie 10 czasu urzędowego w Polsce na świat przyszedł nowy człowiek, człowiek który odmienił życie owej niewiasty i jej domu.

„Oto widzę jak dwie wielkie ręce zbliżają się do mnie. Ciągną. Unoszą ku górze. W dole widzę Kobietę, Śpi. To chyba moja Matka. Leży zakrwawiona. Ja też jestem cały we Krwi. Czyja to krew? Jej? Moja?
Chyba Nasza. Pora zacząć żyć…”
CYTAT Z ZESZYTU DO POLAKA (GIM xD)


Niestety nowonarodzony okazuje się śmiertelnie chory jeszcze przed zakończeniem pierwszego roku życia. Lekarze walczą o jego życie, zaś matka co dzień z rozpaczą przychodzi i parzy na malutkie ciało z którego jakąś rurą wypompowywana jest czarna ciecz. Przychodzi jednak moment kiedy lekarz oznajmia kobiecie że na uratowanie dziecka nie ma już nadziei. Ta matka wracając ze szpitala, zupełnie przypadkiem zauważyła na swej drodze Kościół, Świątynie Pana. Wstąpiła i długi czas modliła się o życie swego dziecięcia. Czy Modlitwa ta oparła się na Wierze? Pewnie nie gdyż wiara była tu nikła. Czy więc może nadzieja ją przewodziła? Jeśli się nie wierzy Ciężko mówić o Nadziei. Czyż może Miłość natchnęła Ją do Modlitwy? Tak. Miłość była ogromna. Miłość matki do dziecka...
Następnego dnia sytuacja dziecka uległa poprawie. Ku zdziwieniu lekarzy niemowlę powracało do zdrowia.
Kobieta ta przeżyła jeszcze jedno Nawrócenie w czasie choroby Ostatniego, Czwartego Dziecka.

Dziecko to rosło i dojrzewało przez następne lata, nie było wtedy wolne od różnorakich operacji, aczkolwiek żyło ;]
Wychowywane przez Matkę rozwijało się w oparciu o zasady moralne, propagowane przez zakonników z parafii, do której „należało” dziecko…

Rozdział I – Początki

…W 8 roku życia dziecię (jako młody chłopczyk) zostaje przyjęte w poczet Liturgicznej Służby Ołtarza.
Od tego momentu powoli wstępował do „Oazy” Namawiając Znajomych by przystąpili wraz z Nim…
Nie był sam. Z czasem Wspólnota wszczepiła się do innego ruchu. Tak powstał „MAGIS -Wrocław” część większej wspólnoty „MAGIS” działającej w całej Polsce Południowej przy Parafiach Jezuickich.

W szkole nie był „Kimś” ważnym. Można by rzec, że przez pierwsze lata podstawowej szkoły był „gnojony” przez kumpli z klasy… Później zarobił sobie szacunek wśród części z tego ludu. Często po szkole na placu zabaw stawał do bójki z kolegą z klasy… W szkolnych latach nienawidził go…
3 lata wysiłków jego Wychowawczyni w klasach 4-6 zagasiło w nim to uczucie…
Czucz przez te lata poznaje także swego pierwszego Przyjaciela.

W między czasie Czucz zakochuje się…
Z tym związana jest Historia kilkuletnich zabiegań o względy dziewczyny, która go odrzucała.
Dzięki temu uczy się wytrwałości, odporności psychicznej na namowy typu
„-Nie męcz się.
–Nie ma po co, przestań!
…”
Pod koniec uczy się oddawać wolność, tym którzy o Nią proszą… TEGO NIGDY SIĘ W PEŁNI NIE NAUCZYŁ ;/ bo to nie może być łatwe ;/

Rozdział II- Widmo i życie Gimnazjum

W dalszych latach wiele rzeczy się zmienia. Dawny wróg staje się „Dobrym znajomym” i wstępuje do Wspólnoty.

Dzieciak, który powoli kształtuje swój system wartości idzie do Gimnazjum… Trafia do klasy, nie grzeszącej dobrym zachowaniem… Tam poznaje rówieśnika, który dotychczas był najgorszym uczniem w podstawówce. Chłopak ten co roku wymieniany był na Apelach jako „zakała szkoły”, nie sprawiało mu to oczywiście dyshonoru, a wręcz przeciwnie był to dlań zaszczyt. Tego człowieka poznaje „Młody Czucz”. Nawzajem odkrywają swe charaktery, wartości, postawy wobec Świata. Po dłuższym czasie staje się, ten człowiek, Przyjacielem Czucza. Jest to wtedy drugi człowiek-Przyjaciel. Epizodycznie wkracza na to miejsce jeszcze jeden Człowiek, z MAGISu ;]

W tym okresie Prefekt Ministrantów i Moderator MAGISu (w jednej osobie) staje się najlepszym nauczycielem pokory… Młodzieniec (Czucz) często wypracowuje sobie u Niego dobre zdanie tylko po to by zniszczyć całe zbudowane zaufanie jakimś drobnym wybrykiem… Scenariusz ten powtarzał się wiele razy.

Między czasie Czucz zaczyna myśleć… Pomimo dalszego braku chęci do nauki, dostaje lepsze stopnie… nie są to już 2/3 jak w podstawówce lecz 3/4

Kiedy upada pogoń za pierwszą Miłością, reszta niewiast szybciej uwalnia się od pożądania serca Czuczowego. Nie trwa to już latami.

Rozdział III- Bierzmowanie

Wylanie łask Ducha Św. Wiele zmienia w życia Czucza.
-Uporządkowanie Systemu wartości.
-Krótkotrwałe uspokojenie serca i duszy.
-Uznanie Jezusa za „Przyjaciela”
-(inne)

Życie nabiera tempa.
Czucz poznaje Kolejnego Przyjaciela… Czasem z FLugsSem przesiadują u niego długie nocne godziny… Spędzając czas na rozmowach… To bardzo mocne wykończenie tego rozdziału życiowego i nierozłączna część następnego.
Pod koniec Tego rozdziału życia, Czucz dostaje się do Nowej Szkoły LO XV ;]…
Oceny zmieniają się na 2/5 (choć dalej nie zagląda do podręczników w domu)
Zakłada Bloga…
Idzie na Sylwestra… Koniec Rozdziału

Rozdział IV- 2008 rok

Od tego momentu Wszystko jest już spisywane na Blogu.