sobota, 17 maja 2008

Kolejny dziwny dzień?

Może zacznę od pierwotnego tytułu posta "Piep[wkurzająca]ona Rodzinka".
Pierwsze pytanie jakie się nasuwa to "Czemu Czucz tak twierdzi?" albo "Co On bredzi?".
Może i racja, ale dziś mnie wkurzyli (no dobra zdenerwowali) . Od rana do mojego powrotu z Mszy Św. prowadzili bezsensowne kłótnie. Pierwszy ryk bojowy wydała rano starsza siostra. Później już tylko podburzała młodszą siostrę przeciw bratu. Ostatecznie Miśka (tak czasem nazywam siostrę młodszą) tak się zapaliła agresją, że pyskowała do Ojca (jeszcze zanim ze zdenerwowania sobie wypił). ;/

Na szczęście w nocy wraca Mama i jutro jakoś złoży ten dom do kupy... albo go wyciągnie z niej. Babcia stwierdziła, że dobrze, że mnie nie było. A propo, moja babcia to osoba, która cierpi na wiele chorób związanych podobno z nerwami, teraz podobno błędnik, ale ja tam za uwarzyłem ostrą depresje (nie każdy życzy sobie szybkiej śmierci).

Na szczęście przez parę lat nauczyłem się, lać na to co dzieje się w okół mnie, gdy to "otoczenie" nie chce, żebym się wtrącał.

piątek, 16 maja 2008

Podnieść się?

Rycerz ów płynął rzeką, dzieląc tę niebieską wstęgę czerwienią swej krwi i niepotrzebnego już smutku. Nie miał on jednak sił, by kontrolować gdzie rzuci go woda. Zauwarzył tą scenę Król przebywający ze swym wojskiem nad brzegiem rzeki. Wysłał więc swego sługę, by ten wyciągnął rycerza z wody. Mały łysy sługa Króla wyciągnął rycerza z rzeki, którą miejscowi nazywali "sterilis despero" to jest: "zbędna rozpacz".

Pora wstać... może przyjdzie świt. ;]

poniedziałek, 12 maja 2008

Duch Pocieszyciel

Zastanawiałem się nad tytułem postu "Powrót Auć" ale wtedy mógłbym tu równie dobrze napisać o tym, że rano poparzyłem się żelazkiem po prasowaniu, a temat jest inny, więc i tytuł trafniejszy ;]



Kolejny kawałek Bajki:

"Rycerz, gdy niestraszny był mu mur i żelazny potwór, odczuł czemu taka potężna była fosa. Nie była to fałszywa fosa niepewności lecz rwąca rzeka zasilana nurtem bojaźni. Pokonany tą przeszkodą, Rycerz nie miał sił wracać do brzegu, by jeszcze raz szturmować zamek. Płynął bezwładnie unoszony przez wodę, a za Nim rozciągał się malutki strumyczek krwi. Cieknąc delikatnie z jego serca, czerwony strumyczek powoli dyfuzował z rzeką, wieńcząc ten dziwny obraz.

Może dopłynie do innej fortecy.

Może dopłynie do morza gdzie już nigdy nie spotka murów, fos, zamków, pięknych złotowłosych niewiast, marzeń.

Może zatonie gdzieś po drodze gubiąc na zawsze sens swego życia.

Może Dobry Rybak wyłowi go na brzeg.

Może..."



Ostatnio znów przyszła pogawędzić ze mną, moja Przyjaciółka Refleksja.

"F-Dlaczego to tak cholernie boli?

R-Może to ma jakiś sens?

F-Jaki?

R-Nie wiem. Zastanówmy się. Co byś zrobił gdyby nie odwiedzał Cię ból?

F-Hmm... Nie wiem.

R-A co robi większość ludzi w takiej sytuacji?

F-Czasem robią głupie rzeczy. Skaczą z mostów, strzelają se w łby, odkręcają gaz...

R-Szaleństwo... to jedna z możliwości.

F-Niektórzy nie chcą do ostatniej chwili uwierzyć co się stało.

R-Też prawda. To jest jakiś sposób.

F-Tak?

R-Tak ale zły. Kłębiąc w sobie negatywne uczucia ciężko Ci jest się uśmiechnąć do świata. A jeśli wmówią sobie to na dobre to będą hipokrytami... przecież dobrze o tym wiesz.

F-Hmm... Niektórzy szukają ukojenia w nowych ramionach.

R-To też jest wyjście.

F-Myślisz żebym?

R-Nie. Pomyśl, związek oparty na ucieczce od starego uczucia, rzadko żyje długo. To więc, nakręca cały mechanizm biegania z sercem, od człeka do człeka i szukania plastra, który by pasował do rany na sercu... a o takowe ciężko.

F-Sugerujesz żebym odpoczął? Śmieszna sprawa.

R-Czemuż to?

F-Moi najlepsi Przyjaciele podpowiadają mi to samo. Ale tu większym problemem jest to, że nad swoim sercem nie zapanuje.

R-No to może właśnie po to Ci ból?

F-...- zgaszony.

R-...-Dyskretnie się ulatniając.



Dziś miałem dziwny dzień.

Do Kościoła szedłem nastawiony na pocieszenie. Niosłem koszyczek swoich smutów. Co więcej, ponumerowane bolączki, świadczyły o moim braku zaufania.

Co zrobił Bóg?

Wystawił mnie na takie cierpienie, że z trudem wstrzymałem łzy by nie moczyć kościelnej posadzki.

(W streszczeniu: Ostatnio nie byłem na spotkaniu. Obiecałem Animatorowi, że będę na dzisiejszym. Wcześniej poszedłem jeszcze na nabożeństwo majowe. Byłem sam z kandydatem na ministranta. Nie został on na mszy... Impulsywnie zdecydowałem, że tak być nie może, bo dziś uroczystość a prezbiterium puste.) Wszystko dobrze się układało do momentu kiedy po komunii Diakon przypomniał mi coś jednym zdaniem. "Ty nie masz dziś spotkania?"

Umysł sam dopowiedział "Godzinę temu"(szkoda, że dopiero teraz).

Siedząc podczas ogłoszeń (dziwnym trafem najdłuższych jakie słyszałem w tym roku, poza bilansami konta remontowego) przechodziło mi przez mózg więcej myśli niż, umiałbym zliczyć. Zaszkliły mi się oczy. Po Mszy Św. w zakrystii ministranckiej doszedłem do wniosku, że muszę być odpowiedzialny za swoje czyny i decyzje. Nie dotrzymałem obietnicy. Zdjąłem Krzyż z szyi. Na pytanie napotkanego Ceremoniarza "Czy będziesz dziś na 20?" odpowiedziałem: "Chyba nie."

W tamtej chwili byłem gotów odejść ze wspólnoty, w której jestem od paru lat i ze WSPÓLNOTY, która jest dla mnie życiem.

W ogrodzie spotkałem moją grupkę. Kładąc krzyż na stoliku przed moim animatorem, usłyszałem tylko:
"Zostań do końca, proszę"
Ku mojemu zdziwieniu wcale nie był niezadowolony, że nie było mnie na spotkaniu. Spokojnie i wyrozumiale powiedział, że wszystko jest w porządku. Później pocieszył mnie jeszcze Diakon. Stwierdził, że jeśliby rozliczać wszystkich z tego co obiecują, to zostałby w tej wspólnocie sam... po chwili poprawił się i stwierdził, że sam też by musiał odejść.

Wieczorem wszystko było już dosyć dobrze. Zacząłem się tylko zastanawiać:
"No ok. Boże. Dałeś mi cierń by zaraz go wyjąć i jest w porządku. Ale kiedy obiecałeś mi pocieszenie inny ból trapił mą duszę."
Wszystkie chaotyczne myśli pałętające się, w ów czas, w moim umyśle, skierowały się ku temu rozważaniu, które wyżej opisałem jako Rozmowę z Refleksją.

"Przybądź Duchu Święty(...) Daj szczęście bez miary."
Ad Maiorem Dei Gloriam.

niedziela, 4 maja 2008

Auć!

Fale mają to do siebie, że gdy już wyniosą Cię ku górze, możesz mieć pewność, iż rzucą Cię potem w dół.



Rozmawiałem z Przyjacielem kilka dni temu:
-Co tam u Ciebie Staszek?
-Troszkę się boje.
-Boisz? Czego?
-Widzisz ostatnimi czasy życie jest dla mnie na tyle wspaniałe, że zastanawiam się, do czego Bóg mnie przygotowuje.
-To chore.
-...?
-Nie możesz martwić się, kiedy jest dobrze. Teraz ciesz się tym co jest.
-No w sumie racja... (pół szeptem) Ja się nie martwię. Ja się tylko lękam ;/

No i przyszedł taki dzień... "Każdy dzień kończy się zmierzchem(...)"
Cholerka, to boli. Mhm... To musi boleć.

Po pewnej poważnej rozmowie z niewiastą, która była sensem mego życia przez ostatni czas, po tej rozmowie, uświadomiłem sobie swą samotność.
Chwila myślenia... FlugsS, Diakon, Tadzik? Oni są w Gdyni ;/ Mentor? już pojechał do Kłodzka. Fabian? Nie Jego nie widziałem już tak dawno. Rosik? W sumie nie wiem jak się z nim skontaktować teraz.
Zostałem sam? Nie. Został mi jeszcze jeden Przyjaciel.
Teraz zrozumiałem dlaczego to wszystko złożyło się w tym samym terminie. To było zaproszenie na rozmowę. Najdziwniejsze zaproszenie na modlitwę jakie do tej pory otrzymałem w życiu.
Podziałało. -.-

(Nie wiem czy już wcześniej wspominałem, ale za najszczersze modlitwy uznawałem rozważania na temat mojego życia, dnia, czynów, postaw, na samotnym spacerze podczas burzy lub przy samodzielnej pracy, albo nawet podczas wędrówki która nie miała na celu dojścia gdziekolwiek.)

Tym razem poszedłem do Kościoła. Rzadko szukam tam Boga, no może na Mszy Św. lub w konfesjonale, a tak poza tym to nie specjalnie się tam spotykamy.
Dziś jednak było inaczej. Pusty kościół. Kleknąłem przed zamkniętą kratą. Zaczęliśmy rozmawiać. Łzy rzęsiście zrosiły me policzki, wysychając na nich, niczym kropla wody nalana na żelazko.

-Teraz już przynajmniej wiem do czego mnie przygotowywałeś...
-"(...)A po każdej nocy przychodzi świt."
Niespecjalnie wszystko rozumiałem. Wyszedłem z kościoła, lecz nim to uczyniłem spotkałem na schodach staruszkę.
Znałem tę babulę już wcześniej, gdyż życzyła mi nieraz uśmiechu i szczęścia gdy spotykaliśmy się na drodze wiodącej do Kościoła.
-Witaj
-Witam Panią
-Ja się idę teraz modlić(...) za zdrowie Ojca Stanisława(...) za chorych(...) za Ciebie(...)za smutnych(...)za Wszystkich Parafian.

W tym momencie poczułem, iż to nie przypadek mi ją tu podesłał.
Wracając do domu zainteresowały mnie gołębie na chodniku, a dokładnie ich reakcja na mnie. Zamiast jak zwykle odlatywać na wyczucie ruchu w promieniu metra, prawie dały mi się zdeptać. Stwierdziłem, że mój mózg jest ostro przemęczony, ale tego dnia wśród "znaków" Bożych dla mnie, pojawiły się również, takie jak Ewangelia, w której Jezus obiecuje Ducha pocieszyciela i modlitwa wiernych. Jeśli chodzi o tą modlitwę to jeszcze wczoraj rozbawiała nas (ministrantów) intencja "za bliźnich tak smutnych, że aż Bogu smutno" a dziś tknęła mnie ta intencja i to dosyć mocno.

Jeśli taka wola Boża to zakończę pisanie drugiej Baśni. Tym razem, jednak planuje odpocząć trochę. Nie rozumiem tylko dlaczego "coś we mnie" komentuje moje plany odpoczynku od uczuć, słowami "Kogo Ty chcesz oszukać?".


Jeśli Ktokolwiek powie mi, że dzisiejszy dzień to dzieło przypadku, to uwierze dopiero gdy będe pewien, iż "Jahwe" na Polski czyta się ["przpadek"].

Streszczenie WeekEndu

:Środa:

Spacerowaliśmy z Tadzikiem nocą, gdy na drugiej stronie ulicy zauwarzyliśmy człowieka bitego przez trzech innych ludzi. Bity człowiek wyrwał się oprwcą i zakrwawiony pobiegł w naszym kierunku krzycząc o pomoc. Agresorzy widząc dwuch trzeźwych ludzi zrezygnowali z "pościgu".
Człowiek ten miał rozwalony łuk brwiowy, z którego krew sączyła się aż do ust, tak zalanych czerwoną mazią, że nie byłem w stanie stwierdzić powagi rany, w tej części twarzy.
Kiedy doprowadziliśmy człowieka na przystanek autobusowy "opatrując" wcześniej rany chusteczkami higienicznymi, człowiek, ów przynajmniej pięć razy dziękował nam za ocalenie życia.

:Czwartek:

Odprowadziłem Tadzika na pociąg do Gdyni.
Wracając do tramwaju, którym jechałem wpadło kilku "zalanych" kibiców śpiewających "Tramwaj jest nasz! Tramwaj do nas należy..."
Zachowywali się bardziej śmiesznie niż groźnie, dwóch moich (na oko) rówieśników, widząc mężczyne w długich włosach ubranego na czarno, który wsiadł przystanek po wyjściu kibiców, puścili prosty i krótki komentarz: "Przecież by go zaj[zabili]ali".
A tak ogólnie to przywykam do Nocnego Wrocławia.

:Sobota:

Odebrałem z Pociągu Przyjaciół z Opola.
Tak się złożyło, że specjalnych racji żywnościowych to nie mieli, a ze względu na Święto większość sklepów była nieczynnna. Zgadnijcie kto wybrał się na poszukiwanie jedzenia?
Tak... kiedy odnalazłem jako tako zaopatrzony sklep stała przed nim 12 osobowa kolejka. Kiedy wychodziłem ze sklepu kolejka liczyła około 14 osób. Fajny stres miałem zadając pytanie: "Czy są jajka?"
Najśmieszniejsza była wizja odpowiedzi "Nie" :P

A tak ogólnie to coś mnie gryzie ;/

wtorek, 29 kwietnia 2008

taka sobie notka ;]

Dziś naprawialiśmy z Adrianem (z klasy) mój rowerek ;p
przedobrzyliśmy ;/
Przedni hamulec nie tylko działa ale robi to cały czas. ^.^

Pomimo to nie odpuściłem i wróciłem na nim (rowerze) do domu.

przepraszam za oszczędność liter ale późna już godzina i pisze na "klawiaturze ekranowej" ;/

Dobranoc :)

niedziela, 27 kwietnia 2008

Zaczepisty dzień ;]

Byłem dziś na "grillu" w Opolu :]
Kiełbasa z ogniska jedzona w gronie zaczepistych ludzi i zwykła kiełbasa nawet najlepiej dopieczona, przyprawiona i co tam se chcecie (tu wyobraź sobie jakiś specjał kiełbasiany) jedzona w przykładowej samotności... masakrycznie się róznią :PP

Poznałem ludzi których znałem ;]
Poznałem człowieka, który niczym mój Przyjaciel za młodu,mówił dużo mówiąc niewiele. Nie nadwyrężał strun głosowych lecz nadrabiał to poczuciem humoru i mądrością spostrzegawczego umysłu.
Poznałem człowieka, który mówiąc troszke częściej, rozbrajał swymi textami towarzystwo.
Poznałem człowieka interesująco ruchliwego. I to wraz z prostotą serca dore w Nim jest.
Poznałem człowieka, który cichy z pozoru, zaskoczył mnie swą grą na flecie.
Resztę ludzi w takim małym kawałku znałem już wcześniej.

Poznałem jednakże, też ciszę i spokój i to czego szukałem od długiego czasu...
Wartość BEZTROSKIEJ chwili.

Dziękuje Wam za to bracia i siostry z Opola, jeśli tylko czytacie ten tekst, wiedzcie to ;]

A Wam wszystkim którzy ten tekst czytacie, sluchacie lub tylko kolorkom się przypatrujecie, życzę tego samego pięknego uczucia... choć przez chwile, która mija ;]

Pozdrowienia Wam i zachęta: Żyjcie A.M.D.G.

środa, 23 kwietnia 2008

Po przerwie w pisaniu ;P

Ok. Jest chwilka, jest notka ;]
Tak więc. (nie zacząłem od "Więc" tylko od "tak").
Nie miałem czasu pisać na komputerze ale nie miałem czasu pisać też na papierze, dlatego też spisać muszę wszystko w skrócie jaki obejmuje moja pamięć.
Zaczęło się od tego, iż miałem bardzo zapchany plan dnia. I nie starczało czasu na chwilki by pomyśleć, pomarzyć, odpocząć. FlugsS przyszedł z propozycją, że Ksiądz Kuba szuka kogoś by do przekopania ogródka. To było "to". Miałem dużo czasu by odpocząć psychicznie, machając łopatą w skwarze i deszczu w nocy i dni. Taa... dobra trochę przesadziłem. Skwar to może przez wszystkie te dni był przez jakąś godzinę, a w deszczu nie pracowałem dłużej niż 5 minut ale to już coś ;] Dobra dobra, wiem. Ta "noc" to może i był wieczór, ale chodzi o to, iż pracowałem gdy słońce już, nie oświetlało efektów pracy rąk moich.
Później... hmm... nie działo się nic nadzwyczajnego typowo szkolne zjadacze czasu zabroniły mi pisać (jakaś lektura, coś tam jeszcze, blabla).
No oczywiście na odpoczynek od świata miałem chwilkę czasu, przy miłej mej w Opolu. ;]
A to by wskazywało, że żelazny potwór "codzienność" posuwa się dalej i nie tylko ogranicza me serce ale i do umysłu się dobiera.
Mhm.
Tak już niedługo MAJ. Długie WeekEndy, Matury wolny czas. a później Czerwiec luźne lekcje, koniec roku szkolnego ;] I NIEPRZYGOTOWANA DO KOŃCA GRA NA TWIERDZY ;/ hmm trza się tym zając porządnie i ruszyć parę razy zwieracze do Kłodzka.
Przepraszam że nie pisałem i postaram się nadrobić troszku :P

Bądźcie Szczęśliwi Bracia i Siostry.
żyjcie AMDG ;]

środa, 2 kwietnia 2008

A to już tylko o "dzisiaj"

Następnym razem zanim pójdę na Mszę diecezjalną poważnie się zastanowię...
Dziś byłem w Katedrze bo chciałem iść na marsz po Wrocku ku czci Ojca Świętego.

Jeśli chodzi o Mszę Św. ... Nasza parafialna msza wieczorna (pomimo braku organisty) miała dwa razy lepszą obstawę muzyczną niż ta w Katedrze. Najśmieszniejsze jest chyba to, że inni ludzie myśleli tak samo bo jak organista przyśpieszał Niemiłosiernie w połowie słowa to wszyscy ze zdziwieniem podnosili głowy do góry.

No ale, żeby nie było, że tylko jęczę i krytykuje to na plusik trza dodać że mogło być gorzej ;]

wtorek, 1 kwietnia 2008

;]

No to tak tylko wszystkich informuje, że w Piątek po szkole nie ma mnie we Wrocku aż do przynajmniej Soboty (nie wiem o której).



Gdzie będę?

W Opolu na urodzinach Oli... (dla nie kminiących polecam http://funatyk.blogspot.com/2008/03/koniec-bajki-piewszej.html i że piszę Nową baśń w Księdze mego życia)


Nie wspominałem o tym? ^.-

hmm... no tak... eee tego no bo ... no to już wiecie ;P


Dosyć dziwne, że kiedy długi czas temu pytałem czy ktoś jedzie do Ojca Staszka (Prefekta, Moderatora i Bardzo dobrego Opiekuna) to nikt się nie kwapił ani na pociąg ani na rower.

Jak ogłosiłem że mnie nie będzie we Wrocku to przyszła oferta wyjazdu ;/ Nie wiem dlaczego, takie sytuacje bywają coraz częściej w moim życiu :P

Swoją drogą myślałem, że nie będę musiał wybierać więcej między kluczowymi (głównymi i prawie jedynymi) wartościami w mym życiu. Miłość(Ukochaną Niewiasta), Miłość (MAGIS-Życie), Miłość (Przyjaciele)

Ostatnio rodzi się jeszcze gdzieś tam poczucie "rodziny" jako wartości ale nie konfliktuje z żadnym z powyższych (tak bardzo).

Dlaczego musimy wybierać... Wybór między dobrem i złem to wybór dla idiotów (którymi chyba jesteśmy sądząc po używalności konfesjonałów)
Sztuką jest wybór między Dobrem a dobrem.

sobota, 22 marca 2008

Ostani Czas

Ostatni czas przeżyłem mocniej niż co roku ;]

Nie wiem czy cieszyć się z tego czy martwić tym.

"Jeśli jesteś Twardy i nie wzruszony to nie ugniesz się pod cierpieniem i bólem, ale także nie zrozumiesz bliźnich co go doświadczyli.
Jeżeli zaś jesteś Czuły na świat w około to nazwą Cię mięczakiem a wyrzuty sumienia zjedzą Cię."

Nie pamiętam skąd ten cytat (może z mojej chorej psychiki)



Wlk. Czwartek nie wyszczególniał się jeszcze.

Zawsze staram się aktywnie uczestniczyć w całej Eucharystii, tym razem mi się po prostu w końcu to udało.



Wlk. Piątek i przełom na drodze Krzyżowej na której łzy poszły mi z oczu ;/

Chyba nikt nie za uwarzył. Ale było.



Liturgia Wlk. Soboty. Wsłuchiwałem się w każde słowo "ciemnej Liturgii" i przyglądałem każdemu symbolowi "jasnej Liturgii". Znając beznadziejność swego głosu, odważyłem się aktywnie dołączyć do Śpiewu.



Ogólnie przez całość Triduum czułem się niezwykle słabo.
Wiem, że dużo mi dała Nocna Adoracja i czuwanie, w którym rozważania ułożyłem, najbardziej, do samego siebie.

Po 15 minutach cichej adoracji znikają wszystkie myśli związane z codziennością. Znikają wszystkie myśli zwracające uwagę na ścisłe "Teraz", "Wczoraj", "Jutro". Zaczynam rozmowę (Modlitwę). Zwracam uwagę na ogólne "Dziś", "Wczoraj", "Za jakiś czas".



Zaczepista sprawa.

ALLELUJA Bracia i Siostry ;]

Auto Biografia Czucza.

Prolog – Narodzenie i dzieciństwo

Na podstawie opowieści Rodzinnych:
Trochę ponad 16 lat temu Pewna Kobieta zaszła w Ciąże. Zarówno Ona jak i jej rodzina nie wyróżniali się Wiarą w Boga. Ojciec był podobno w dzieciństwie ministrantem ale już powoli zapominał o Bogu. Dwójka jej dzieci żyła tak jak większość przeciętnych dzieci w Polsce w tamtych czasach. Kiedy owa kobieta dowiedziała się o dziecku rzuciła palenie .Otóż 11 dnia dziewiątego miesiąca Roku Pańskiego 1991 o godzinie 10 czasu urzędowego w Polsce na świat przyszedł nowy człowiek, człowiek który odmienił życie owej niewiasty i jej domu.

„Oto widzę jak dwie wielkie ręce zbliżają się do mnie. Ciągną. Unoszą ku górze. W dole widzę Kobietę, Śpi. To chyba moja Matka. Leży zakrwawiona. Ja też jestem cały we Krwi. Czyja to krew? Jej? Moja?
Chyba Nasza. Pora zacząć żyć…”
CYTAT Z ZESZYTU DO POLAKA (GIM xD)


Niestety nowonarodzony okazuje się śmiertelnie chory jeszcze przed zakończeniem pierwszego roku życia. Lekarze walczą o jego życie, zaś matka co dzień z rozpaczą przychodzi i parzy na malutkie ciało z którego jakąś rurą wypompowywana jest czarna ciecz. Przychodzi jednak moment kiedy lekarz oznajmia kobiecie że na uratowanie dziecka nie ma już nadziei. Ta matka wracając ze szpitala, zupełnie przypadkiem zauważyła na swej drodze Kościół, Świątynie Pana. Wstąpiła i długi czas modliła się o życie swego dziecięcia. Czy Modlitwa ta oparła się na Wierze? Pewnie nie gdyż wiara była tu nikła. Czy więc może nadzieja ją przewodziła? Jeśli się nie wierzy Ciężko mówić o Nadziei. Czyż może Miłość natchnęła Ją do Modlitwy? Tak. Miłość była ogromna. Miłość matki do dziecka...
Następnego dnia sytuacja dziecka uległa poprawie. Ku zdziwieniu lekarzy niemowlę powracało do zdrowia.
Kobieta ta przeżyła jeszcze jedno Nawrócenie w czasie choroby Ostatniego, Czwartego Dziecka.

Dziecko to rosło i dojrzewało przez następne lata, nie było wtedy wolne od różnorakich operacji, aczkolwiek żyło ;]
Wychowywane przez Matkę rozwijało się w oparciu o zasady moralne, propagowane przez zakonników z parafii, do której „należało” dziecko…

Rozdział I – Początki

…W 8 roku życia dziecię (jako młody chłopczyk) zostaje przyjęte w poczet Liturgicznej Służby Ołtarza.
Od tego momentu powoli wstępował do „Oazy” Namawiając Znajomych by przystąpili wraz z Nim…
Nie był sam. Z czasem Wspólnota wszczepiła się do innego ruchu. Tak powstał „MAGIS -Wrocław” część większej wspólnoty „MAGIS” działającej w całej Polsce Południowej przy Parafiach Jezuickich.

W szkole nie był „Kimś” ważnym. Można by rzec, że przez pierwsze lata podstawowej szkoły był „gnojony” przez kumpli z klasy… Później zarobił sobie szacunek wśród części z tego ludu. Często po szkole na placu zabaw stawał do bójki z kolegą z klasy… W szkolnych latach nienawidził go…
3 lata wysiłków jego Wychowawczyni w klasach 4-6 zagasiło w nim to uczucie…
Czucz przez te lata poznaje także swego pierwszego Przyjaciela.

W między czasie Czucz zakochuje się…
Z tym związana jest Historia kilkuletnich zabiegań o względy dziewczyny, która go odrzucała.
Dzięki temu uczy się wytrwałości, odporności psychicznej na namowy typu
„-Nie męcz się.
–Nie ma po co, przestań!
…”
Pod koniec uczy się oddawać wolność, tym którzy o Nią proszą… TEGO NIGDY SIĘ W PEŁNI NIE NAUCZYŁ ;/ bo to nie może być łatwe ;/

Rozdział II- Widmo i życie Gimnazjum

W dalszych latach wiele rzeczy się zmienia. Dawny wróg staje się „Dobrym znajomym” i wstępuje do Wspólnoty.

Dzieciak, który powoli kształtuje swój system wartości idzie do Gimnazjum… Trafia do klasy, nie grzeszącej dobrym zachowaniem… Tam poznaje rówieśnika, który dotychczas był najgorszym uczniem w podstawówce. Chłopak ten co roku wymieniany był na Apelach jako „zakała szkoły”, nie sprawiało mu to oczywiście dyshonoru, a wręcz przeciwnie był to dlań zaszczyt. Tego człowieka poznaje „Młody Czucz”. Nawzajem odkrywają swe charaktery, wartości, postawy wobec Świata. Po dłuższym czasie staje się, ten człowiek, Przyjacielem Czucza. Jest to wtedy drugi człowiek-Przyjaciel. Epizodycznie wkracza na to miejsce jeszcze jeden Człowiek, z MAGISu ;]

W tym okresie Prefekt Ministrantów i Moderator MAGISu (w jednej osobie) staje się najlepszym nauczycielem pokory… Młodzieniec (Czucz) często wypracowuje sobie u Niego dobre zdanie tylko po to by zniszczyć całe zbudowane zaufanie jakimś drobnym wybrykiem… Scenariusz ten powtarzał się wiele razy.

Między czasie Czucz zaczyna myśleć… Pomimo dalszego braku chęci do nauki, dostaje lepsze stopnie… nie są to już 2/3 jak w podstawówce lecz 3/4

Kiedy upada pogoń za pierwszą Miłością, reszta niewiast szybciej uwalnia się od pożądania serca Czuczowego. Nie trwa to już latami.

Rozdział III- Bierzmowanie

Wylanie łask Ducha Św. Wiele zmienia w życia Czucza.
-Uporządkowanie Systemu wartości.
-Krótkotrwałe uspokojenie serca i duszy.
-Uznanie Jezusa za „Przyjaciela”
-(inne)

Życie nabiera tempa.
Czucz poznaje Kolejnego Przyjaciela… Czasem z FLugsSem przesiadują u niego długie nocne godziny… Spędzając czas na rozmowach… To bardzo mocne wykończenie tego rozdziału życiowego i nierozłączna część następnego.
Pod koniec Tego rozdziału życia, Czucz dostaje się do Nowej Szkoły LO XV ;]…
Oceny zmieniają się na 2/5 (choć dalej nie zagląda do podręczników w domu)
Zakłada Bloga…
Idzie na Sylwestra… Koniec Rozdziału

Rozdział IV- 2008 rok

Od tego momentu Wszystko jest już spisywane na Blogu.

piątek, 21 marca 2008

Wlk. Piątek ;]

Tak generalnie to w Wielki Piątek ludzie wierni jedzą więcej niż w normalne dni. Tego dnia wszyscy wygospodarowywują sobie cza na wszystkie trzy posiłki. Tego dnia szukają granicy między lekkim a sytym posiłkiem i ładują w nie ile się da. Dlaczego? Po dłuższym myśleniu doszedłem do wniosku, że to ludzka psychika tak oddziałowywuje. Kiedy mamy przeświadczenie, że będziemy jeść mało, że do następnego posiłku trza troszkę poczekać, nasz mózg stwierdza, iż trza zrobić zapasy. Działamy wtedy niczym niedźwiedzie na zime.


Dlatego lepiej jest pościć, nie myśląc o tym, lecz o wieu innych ważnych rzeczach. Przykład? Choćby sens tego po co Chrystus umarł.
Odpowiedź? Żeby Zmartwychwstać. Zmartwychwstał jednak po to byśmy byli Zbawieni i po to byśmy do tego zbawienia dążyli. Jak? Najlepiej, zacząć się zmieniać ;]



Jeśli ktoś ma jednak wątpliwości, czy czy ma z czego się zmieniać, to tylko przypomne, że MAMY się z czego zmieniać ;]
Nie ma ludzi złych i ludzi dobrych... są tylko złe i dobre czyny. Tak więc nie wolno nam potepiać grzeszników lecz grzech, poczynając od własnych ;]

To wszak są takie tylko rozwarzania zwykłego prostego Czucza. :-)

niedziela, 16 marca 2008

Trząśnięcie...

Dziś usłyszałem własny Głos nagrany na kompie... Totalna zmiana. Nigdy nie myślałem, że mam taki dziecinny głos.

Tak jakoś musiałem tu o tmy wspomnieć bo mnie to zdeczka trzasło ;]

piątek, 14 marca 2008

Koniec Bajki Piewszej ;/

Właściwie nie wiedziałem jak to dokładnie napisać...
Ale stwierdziłem, że kiedyś muszę.

"Przybyłem przez fose, przeskoczyłem mur. Szary, metaliczny potwór codzienności polował na mnie bardziej niż za zwyczaj. Okazało się, iż Piękna ma już nie długo zniknie na kilka lat z Polski i to w miejsce gdzie NAWET rower nie dojedzie i gdzie człek nie dojdzie bez machin. Pozostało mi tylko szukać nowego zamku z nową Piękną... Mija na razie jednak okres ochłaniania i odpoczynku..."

"Coś się kończy, coś się zaczyna..."
Napisaliśmy z Bogiem kolejne zdanie w Księdze mego życia... Niestety to zawsze ja kłade kropki... On napisze ją tylko raz, w ostanim zdaniu. W najpóźniejszej scenie, ostatniego Aktu, tego KomiDramatu.

Wczoraj ;] i Dziś ^.^

Wczoraj w naszej Parafii był odpust, przez wzgląd na Święto naszego Patrona, Św. Marie Klemensa Dworzaka.
O.Proboszcz olał Wlk. Post i zrobił Bibe ;] Jednego dnia Parafialną a dzień później Zakonną ;]
Tak się stało, że zapomniałem alby i O. Kuba wkręcił mnie do pomocy w przygotowaniu Reflektarza. Przyjmując za prawdziwe (częste) powiedzenie mojego "Wielkiego" Przyjaciela: "Diakon to ten który podaje do stołu" no to jestem już w połowie Diakonem ;]

No a dzis Po przebyciu Drogi Krzyżowej ulicami Parafii, zaszliśmy "na chwilkę" do salki ;]
Ludzie stwierdzili, że jesteśmy głodni i wyżaliliśmy się Dk. On wysłał dwuch po Jaja i w około 10 ossób wciągneliśmy Jajecznice z 40 Jaj... Głównym Problemem jest to, że trza jutro posprzątać kuchnie ;/

środa, 12 marca 2008

;]

Moje życie nabiera dość ciekawego tempa i niektóre zdażenia, jakie kiedyś uznałbym za interesujące teraz ustępują tym których nie umiem/ nie mogę opisywać :P

Już na Wielkanoc będzie Bonusik uzupełniający dosyć tego Bloga :P

poniedziałek, 10 marca 2008

Wieczór xD

Wczoraj byliśmy z FlugsSem Tadzikiem i Robertem odprowadzić "Panią Iwonkę" na pociąg o godzinie 00.05 w nocy:P
Pani Iwonka jest kobietą niegdyś zamieszkującą we Wrocku. Jest co prawda Matką dwójki dzieciaków ale mimo to utrzymywała kontakt z Młodzieżą (i dziećmi) taki jak z normalnymi znajomymi. Dlatego właśnie bardzo Ją szanujemy.
Myśleliśmy, że O.Kuba (który przywiózł Panią Iwonkę na Dworzec) zabierze nas z powrotem na Parafie. Niestety mineliśmy się z Nim i musieliśmy wracać do domu samotnie.
Tadzik od początku sugerował, żeby iść z buta. Ja popierałem tą decyzje a Robertowi to zwisało :]
Wtem Wyczailiśmy NightBana który jechał docelowo na FAT czyli na osiedle...
Wbiliśmy. No niestety nikt nie miał nocnych biletów przy sobie... siedliśmy we czwórkę.
Na jednym z przystanków bili się kanarzy ;/
Było ich Trzech... Zaczeli od sprawdzania Tadzika. Robert i FlugsS zrobili delikatny zamęt przy poszukiwaniu biletów miesięcznych.
Usłyszałem tylko głos:
FlugsS: "Wysiadaj!"
Ja: "No co Ty przecież pilnują wyjść."
FlugsS: "Idź bo stracisz 90zł!"
Ja: "eee..."
FlugsS: "IDŹ!"
Poszedłem. Poprosiłem kanara żeby się przesunął od tych drzwi bo wysiadam, a On bez żadnych problemów mnie przepuścił.
Od Tego momentu zaczeła sie samotna wędrówka "butem przez Miasto": "Jakaś tam galeria"----->"Dom"
Musiałem liczyć się z niebezpieczeństwami miejskich ciemnych pustkowi:
-Żule (poszukujący zło[cisza]ta)
-Zboczuchy (Poszukujący Miłości)
-Pijacy (poszukujący drogi do domu i zaczepki)
-Błękitna TaXi (Poszukująca Niepełnoletnich po 22:00)

Na własnej dzielnicy czułem się najbezpieczniej... nie wiem dlaczego mam tu chyba porównywalnie dużo wrogów i Przyjaciół. Jedynym plusem byyła chyba znajomość terenu ;]

wtorek, 4 marca 2008

Wpis

W sumie dawno nie pisałem... można powiedzieć, że prawie nie było o czym... :P
Takie kilka ciekawszych spraw:
-Harcerze próbowali mnie przekabacić i szczerze to chętnie bym w To wszedł gdybym miał czas...
-Plany Imprezy w Kłodzku już daleko się posneły.
nie długo rzuce tu coś dokładniejszego na ten temat...
Dzięki że jesteście... Już "nie długo" new nota.

czwartek, 28 lutego 2008

Sporo sie działo przez czas tej mojej choroby:

Między innymi zmarł pewien Jezuita z mojej Parafii. [*]Dobry był z Niego człowiek. To On nauczył mnie, służyć porządnie przy ołtarzu. Był dosyć hmm... ciekawaym człowiekiem i miał swoistego rodzaju poczucie humoru. Śmieszne, ale trudne. Nie dało się z Nim umiałem się z Nim kłucić. Nie, żebyśmy się zawsze zgadzali, ale po prostu zadając nerwowo pytania, "Czemu tak robisz?" nie dawał czasu na odpowiedź. ;] Był dobrym Człekiem. Przynajmniej Ja takim Go zapamiętam. [*]



Reszte rzeczy opisałem w dwóch poprzednich postach... Reszte czasu spędziłem nudząc się lub grając na kompie... Fajnie tak po jakimś czasie odczuć na nowo jak to jest "pograć sobie w coś" kilka godzin.