Ok. Jest chwilka, jest notka ;]
Tak więc. (nie zacząłem od "Więc" tylko od "tak").
Nie miałem czasu pisać na komputerze ale nie miałem czasu pisać też na papierze, dlatego też spisać muszę wszystko w skrócie jaki obejmuje moja pamięć.
Zaczęło się od tego, iż miałem bardzo zapchany plan dnia. I nie starczało czasu na chwilki by pomyśleć, pomarzyć, odpocząć. FlugsS przyszedł z propozycją, że Ksiądz Kuba szuka kogoś by do przekopania ogródka. To było "to". Miałem dużo czasu by odpocząć psychicznie, machając łopatą w skwarze i deszczu w nocy i dni. Taa... dobra trochę przesadziłem. Skwar to może przez wszystkie te dni był przez jakąś godzinę, a w deszczu nie pracowałem dłużej niż 5 minut ale to już coś ;] Dobra dobra, wiem. Ta "noc" to może i był wieczór, ale chodzi o to, iż pracowałem gdy słońce już, nie oświetlało efektów pracy rąk moich.
Później... hmm... nie działo się nic nadzwyczajnego typowo szkolne zjadacze czasu zabroniły mi pisać (jakaś lektura, coś tam jeszcze, blabla).
No oczywiście na odpoczynek od świata miałem chwilkę czasu, przy miłej mej w Opolu. ;]
A to by wskazywało, że żelazny potwór "codzienność" posuwa się dalej i nie tylko ogranicza me serce ale i do umysłu się dobiera.
Mhm.
Tak już niedługo MAJ. Długie WeekEndy, Matury wolny czas. a później Czerwiec luźne lekcje, koniec roku szkolnego ;] I NIEPRZYGOTOWANA DO KOŃCA GRA NA TWIERDZY ;/ hmm trza się tym zając porządnie i ruszyć parę razy zwieracze do Kłodzka.
Przepraszam że nie pisałem i postaram się nadrobić troszku :P
Bądźcie Szczęśliwi Bracia i Siostry.
żyjcie AMDG ;]
środa, 23 kwietnia 2008
środa, 2 kwietnia 2008
A to już tylko o "dzisiaj"
Następnym razem zanim pójdę na Mszę diecezjalną poważnie się zastanowię...
Dziś byłem w Katedrze bo chciałem iść na marsz po Wrocku ku czci Ojca Świętego.
Jeśli chodzi o Mszę Św. ... Nasza parafialna msza wieczorna (pomimo braku organisty) miała dwa razy lepszą obstawę muzyczną niż ta w Katedrze. Najśmieszniejsze jest chyba to, że inni ludzie myśleli tak samo bo jak organista przyśpieszał Niemiłosiernie w połowie słowa to wszyscy ze zdziwieniem podnosili głowy do góry.
No ale, żeby nie było, że tylko jęczę i krytykuje to na plusik trza dodać że mogło być gorzej ;]
Dziś byłem w Katedrze bo chciałem iść na marsz po Wrocku ku czci Ojca Świętego.
Jeśli chodzi o Mszę Św. ... Nasza parafialna msza wieczorna (pomimo braku organisty) miała dwa razy lepszą obstawę muzyczną niż ta w Katedrze. Najśmieszniejsze jest chyba to, że inni ludzie myśleli tak samo bo jak organista przyśpieszał Niemiłosiernie w połowie słowa to wszyscy ze zdziwieniem podnosili głowy do góry.
No ale, żeby nie było, że tylko jęczę i krytykuje to na plusik trza dodać że mogło być gorzej ;]
wtorek, 1 kwietnia 2008
;]
No to tak tylko wszystkich informuje, że w Piątek po szkole nie ma mnie we Wrocku aż do przynajmniej Soboty (nie wiem o której).
Gdzie będę?
W Opolu na urodzinach Oli... (dla nie kminiących polecam http://funatyk.blogspot.com/2008/03/koniec-bajki-piewszej.html i że piszę Nową baśń w Księdze mego życia)
Nie wspominałem o tym? ^.-
hmm... no tak... eee tego no bo ... no to już wiecie ;P
Dlaczego musimy wybierać... Wybór między dobrem i złem to wybór dla idiotów (którymi chyba jesteśmy sądząc po używalności konfesjonałów)
Sztuką jest wybór między Dobrem a dobrem.
Gdzie będę?
W Opolu na urodzinach Oli... (dla nie kminiących polecam http://funatyk.blogspot.com/2008/03/koniec-bajki-piewszej.html i że piszę Nową baśń w Księdze mego życia)
Nie wspominałem o tym? ^.-
hmm... no tak... eee tego no bo ... no to już wiecie ;P
Dosyć dziwne, że kiedy długi czas temu pytałem czy ktoś jedzie do Ojca Staszka (Prefekta, Moderatora i Bardzo dobrego Opiekuna) to nikt się nie kwapił ani na pociąg ani na rower.
Jak ogłosiłem że mnie nie będzie we Wrocku to przyszła oferta wyjazdu ;/ Nie wiem dlaczego, takie sytuacje bywają coraz częściej w moim życiu :P
Swoją drogą myślałem, że nie będę musiał wybierać więcej między kluczowymi (głównymi i prawie jedynymi) wartościami w mym życiu. Miłość(Ukochaną Niewiasta), Miłość (MAGIS-Życie), Miłość (Przyjaciele)
Ostatnio rodzi się jeszcze gdzieś tam poczucie "rodziny" jako wartości ale nie konfliktuje z żadnym z powyższych (tak bardzo).Dlaczego musimy wybierać... Wybór między dobrem i złem to wybór dla idiotów (którymi chyba jesteśmy sądząc po używalności konfesjonałów)
Sztuką jest wybór między Dobrem a dobrem.
sobota, 22 marca 2008
Ostani Czas
Ostatni czas przeżyłem mocniej niż co roku ;]
Nie wiem czy cieszyć się z tego czy martwić tym.
"Jeśli jesteś Twardy i nie wzruszony to nie ugniesz się pod cierpieniem i bólem, ale także nie zrozumiesz bliźnich co go doświadczyli.
Jeżeli zaś jesteś Czuły na świat w około to nazwą Cię mięczakiem a wyrzuty sumienia zjedzą Cię."
Nie pamiętam skąd ten cytat (może z mojej chorej psychiki)
Wlk. Czwartek nie wyszczególniał się jeszcze.
Zawsze staram się aktywnie uczestniczyć w całej Eucharystii, tym razem mi się po prostu w końcu to udało.
Wlk. Piątek i przełom na drodze Krzyżowej na której łzy poszły mi z oczu ;/
Chyba nikt nie za uwarzył. Ale było.
Liturgia Wlk. Soboty. Wsłuchiwałem się w każde słowo "ciemnej Liturgii" i przyglądałem każdemu symbolowi "jasnej Liturgii". Znając beznadziejność swego głosu, odważyłem się aktywnie dołączyć do Śpiewu.
Ogólnie przez całość Triduum czułem się niezwykle słabo.
Wiem, że dużo mi dała Nocna Adoracja i czuwanie, w którym rozważania ułożyłem, najbardziej, do samego siebie.
Po 15 minutach cichej adoracji znikają wszystkie myśli związane z codziennością. Znikają wszystkie myśli zwracające uwagę na ścisłe "Teraz", "Wczoraj", "Jutro". Zaczynam rozmowę (Modlitwę). Zwracam uwagę na ogólne "Dziś", "Wczoraj", "Za jakiś czas".
Zaczepista sprawa.
ALLELUJA Bracia i Siostry ;]
Nie wiem czy cieszyć się z tego czy martwić tym.
"Jeśli jesteś Twardy i nie wzruszony to nie ugniesz się pod cierpieniem i bólem, ale także nie zrozumiesz bliźnich co go doświadczyli.
Jeżeli zaś jesteś Czuły na świat w około to nazwą Cię mięczakiem a wyrzuty sumienia zjedzą Cię."
Nie pamiętam skąd ten cytat (może z mojej chorej psychiki)
Wlk. Czwartek nie wyszczególniał się jeszcze.
Zawsze staram się aktywnie uczestniczyć w całej Eucharystii, tym razem mi się po prostu w końcu to udało.
Wlk. Piątek i przełom na drodze Krzyżowej na której łzy poszły mi z oczu ;/
Chyba nikt nie za uwarzył. Ale było.
Liturgia Wlk. Soboty. Wsłuchiwałem się w każde słowo "ciemnej Liturgii" i przyglądałem każdemu symbolowi "jasnej Liturgii". Znając beznadziejność swego głosu, odważyłem się aktywnie dołączyć do Śpiewu.
Ogólnie przez całość Triduum czułem się niezwykle słabo.
Wiem, że dużo mi dała Nocna Adoracja i czuwanie, w którym rozważania ułożyłem, najbardziej, do samego siebie.
Po 15 minutach cichej adoracji znikają wszystkie myśli związane z codziennością. Znikają wszystkie myśli zwracające uwagę na ścisłe "Teraz", "Wczoraj", "Jutro". Zaczynam rozmowę (Modlitwę). Zwracam uwagę na ogólne "Dziś", "Wczoraj", "Za jakiś czas".
Zaczepista sprawa.
ALLELUJA Bracia i Siostry ;]
Auto Biografia Czucza.
Prolog – Narodzenie i dzieciństwo
Na podstawie opowieści Rodzinnych:
Trochę ponad 16 lat temu Pewna Kobieta zaszła w Ciąże. Zarówno Ona jak i jej rodzina nie wyróżniali się Wiarą w Boga. Ojciec był podobno w dzieciństwie ministrantem ale już powoli zapominał o Bogu. Dwójka jej dzieci żyła tak jak większość przeciętnych dzieci w Polsce w tamtych czasach. Kiedy owa kobieta dowiedziała się o dziecku rzuciła palenie .Otóż 11 dnia dziewiątego miesiąca Roku Pańskiego 1991 o godzinie 10 czasu urzędowego w Polsce na świat przyszedł nowy człowiek, człowiek który odmienił życie owej niewiasty i jej domu.
„Oto widzę jak dwie wielkie ręce zbliżają się do mnie. Ciągną. Unoszą ku górze. W dole widzę Kobietę, Śpi. To chyba moja Matka. Leży zakrwawiona. Ja też jestem cały we Krwi. Czyja to krew? Jej? Moja?
Chyba Nasza. Pora zacząć żyć…”
CYTAT Z ZESZYTU DO POLAKA (GIM xD)
Niestety nowonarodzony okazuje się śmiertelnie chory jeszcze przed zakończeniem pierwszego roku życia. Lekarze walczą o jego życie, zaś matka co dzień z rozpaczą przychodzi i parzy na malutkie ciało z którego jakąś rurą wypompowywana jest czarna ciecz. Przychodzi jednak moment kiedy lekarz oznajmia kobiecie że na uratowanie dziecka nie ma już nadziei. Ta matka wracając ze szpitala, zupełnie przypadkiem zauważyła na swej drodze Kościół, Świątynie Pana. Wstąpiła i długi czas modliła się o życie swego dziecięcia. Czy Modlitwa ta oparła się na Wierze? Pewnie nie gdyż wiara była tu nikła. Czy więc może nadzieja ją przewodziła? Jeśli się nie wierzy Ciężko mówić o Nadziei. Czyż może Miłość natchnęła Ją do Modlitwy? Tak. Miłość była ogromna. Miłość matki do dziecka...
Następnego dnia sytuacja dziecka uległa poprawie. Ku zdziwieniu lekarzy niemowlę powracało do zdrowia.
Kobieta ta przeżyła jeszcze jedno Nawrócenie w czasie choroby Ostatniego, Czwartego Dziecka.
Dziecko to rosło i dojrzewało przez następne lata, nie było wtedy wolne od różnorakich operacji, aczkolwiek żyło ;]
Wychowywane przez Matkę rozwijało się w oparciu o zasady moralne, propagowane przez zakonników z parafii, do której „należało” dziecko…
Rozdział I – Początki
…W 8 roku życia dziecię (jako młody chłopczyk) zostaje przyjęte w poczet Liturgicznej Służby Ołtarza.
Od tego momentu powoli wstępował do „Oazy” Namawiając Znajomych by przystąpili wraz z Nim…
Nie był sam. Z czasem Wspólnota wszczepiła się do innego ruchu. Tak powstał „MAGIS -Wrocław” część większej wspólnoty „MAGIS” działającej w całej Polsce Południowej przy Parafiach Jezuickich.
W szkole nie był „Kimś” ważnym. Można by rzec, że przez pierwsze lata podstawowej szkoły był „gnojony” przez kumpli z klasy… Później zarobił sobie szacunek wśród części z tego ludu. Często po szkole na placu zabaw stawał do bójki z kolegą z klasy… W szkolnych latach nienawidził go…
3 lata wysiłków jego Wychowawczyni w klasach 4-6 zagasiło w nim to uczucie…
Czucz przez te lata poznaje także swego pierwszego Przyjaciela.
W między czasie Czucz zakochuje się…
Z tym związana jest Historia kilkuletnich zabiegań o względy dziewczyny, która go odrzucała.
Dzięki temu uczy się wytrwałości, odporności psychicznej na namowy typu
„-Nie męcz się.
–Nie ma po co, przestań!
…”
Pod koniec uczy się oddawać wolność, tym którzy o Nią proszą… TEGO NIGDY SIĘ W PEŁNI NIE NAUCZYŁ ;/ bo to nie może być łatwe ;/
Rozdział II- Widmo i życie Gimnazjum
W dalszych latach wiele rzeczy się zmienia. Dawny wróg staje się „Dobrym znajomym” i wstępuje do Wspólnoty.
Dzieciak, który powoli kształtuje swój system wartości idzie do Gimnazjum… Trafia do klasy, nie grzeszącej dobrym zachowaniem… Tam poznaje rówieśnika, który dotychczas był najgorszym uczniem w podstawówce. Chłopak ten co roku wymieniany był na Apelach jako „zakała szkoły”, nie sprawiało mu to oczywiście dyshonoru, a wręcz przeciwnie był to dlań zaszczyt. Tego człowieka poznaje „Młody Czucz”. Nawzajem odkrywają swe charaktery, wartości, postawy wobec Świata. Po dłuższym czasie staje się, ten człowiek, Przyjacielem Czucza. Jest to wtedy drugi człowiek-Przyjaciel. Epizodycznie wkracza na to miejsce jeszcze jeden Człowiek, z MAGISu ;]
W tym okresie Prefekt Ministrantów i Moderator MAGISu (w jednej osobie) staje się najlepszym nauczycielem pokory… Młodzieniec (Czucz) często wypracowuje sobie u Niego dobre zdanie tylko po to by zniszczyć całe zbudowane zaufanie jakimś drobnym wybrykiem… Scenariusz ten powtarzał się wiele razy.
Między czasie Czucz zaczyna myśleć… Pomimo dalszego braku chęci do nauki, dostaje lepsze stopnie… nie są to już 2/3 jak w podstawówce lecz 3/4
Kiedy upada pogoń za pierwszą Miłością, reszta niewiast szybciej uwalnia się od pożądania serca Czuczowego. Nie trwa to już latami.
Rozdział III- Bierzmowanie
Wylanie łask Ducha Św. Wiele zmienia w życia Czucza.
-Uporządkowanie Systemu wartości.
-Krótkotrwałe uspokojenie serca i duszy.
-Uznanie Jezusa za „Przyjaciela”
-(inne)
Życie nabiera tempa.
Czucz poznaje Kolejnego Przyjaciela… Czasem z FLugsSem przesiadują u niego długie nocne godziny… Spędzając czas na rozmowach… To bardzo mocne wykończenie tego rozdziału życiowego i nierozłączna część następnego.
Pod koniec Tego rozdziału życia, Czucz dostaje się do Nowej Szkoły LO XV ;]…
Oceny zmieniają się na 2/5 (choć dalej nie zagląda do podręczników w domu)
Zakłada Bloga…
Idzie na Sylwestra… Koniec Rozdziału
Rozdział IV- 2008 rok
Od tego momentu Wszystko jest już spisywane na Blogu.
Na podstawie opowieści Rodzinnych:
Trochę ponad 16 lat temu Pewna Kobieta zaszła w Ciąże. Zarówno Ona jak i jej rodzina nie wyróżniali się Wiarą w Boga. Ojciec był podobno w dzieciństwie ministrantem ale już powoli zapominał o Bogu. Dwójka jej dzieci żyła tak jak większość przeciętnych dzieci w Polsce w tamtych czasach. Kiedy owa kobieta dowiedziała się o dziecku rzuciła palenie .Otóż 11 dnia dziewiątego miesiąca Roku Pańskiego 1991 o godzinie 10 czasu urzędowego w Polsce na świat przyszedł nowy człowiek, człowiek który odmienił życie owej niewiasty i jej domu.
„Oto widzę jak dwie wielkie ręce zbliżają się do mnie. Ciągną. Unoszą ku górze. W dole widzę Kobietę, Śpi. To chyba moja Matka. Leży zakrwawiona. Ja też jestem cały we Krwi. Czyja to krew? Jej? Moja?
Chyba Nasza. Pora zacząć żyć…”
CYTAT Z ZESZYTU DO POLAKA (GIM xD)
Niestety nowonarodzony okazuje się śmiertelnie chory jeszcze przed zakończeniem pierwszego roku życia. Lekarze walczą o jego życie, zaś matka co dzień z rozpaczą przychodzi i parzy na malutkie ciało z którego jakąś rurą wypompowywana jest czarna ciecz. Przychodzi jednak moment kiedy lekarz oznajmia kobiecie że na uratowanie dziecka nie ma już nadziei. Ta matka wracając ze szpitala, zupełnie przypadkiem zauważyła na swej drodze Kościół, Świątynie Pana. Wstąpiła i długi czas modliła się o życie swego dziecięcia. Czy Modlitwa ta oparła się na Wierze? Pewnie nie gdyż wiara była tu nikła. Czy więc może nadzieja ją przewodziła? Jeśli się nie wierzy Ciężko mówić o Nadziei. Czyż może Miłość natchnęła Ją do Modlitwy? Tak. Miłość była ogromna. Miłość matki do dziecka...
Następnego dnia sytuacja dziecka uległa poprawie. Ku zdziwieniu lekarzy niemowlę powracało do zdrowia.
Kobieta ta przeżyła jeszcze jedno Nawrócenie w czasie choroby Ostatniego, Czwartego Dziecka.
Dziecko to rosło i dojrzewało przez następne lata, nie było wtedy wolne od różnorakich operacji, aczkolwiek żyło ;]
Wychowywane przez Matkę rozwijało się w oparciu o zasady moralne, propagowane przez zakonników z parafii, do której „należało” dziecko…
Rozdział I – Początki
…W 8 roku życia dziecię (jako młody chłopczyk) zostaje przyjęte w poczet Liturgicznej Służby Ołtarza.
Od tego momentu powoli wstępował do „Oazy” Namawiając Znajomych by przystąpili wraz z Nim…
Nie był sam. Z czasem Wspólnota wszczepiła się do innego ruchu. Tak powstał „MAGIS -Wrocław” część większej wspólnoty „MAGIS” działającej w całej Polsce Południowej przy Parafiach Jezuickich.
W szkole nie był „Kimś” ważnym. Można by rzec, że przez pierwsze lata podstawowej szkoły był „gnojony” przez kumpli z klasy… Później zarobił sobie szacunek wśród części z tego ludu. Często po szkole na placu zabaw stawał do bójki z kolegą z klasy… W szkolnych latach nienawidził go…
3 lata wysiłków jego Wychowawczyni w klasach 4-6 zagasiło w nim to uczucie…
Czucz przez te lata poznaje także swego pierwszego Przyjaciela.
W między czasie Czucz zakochuje się…
Z tym związana jest Historia kilkuletnich zabiegań o względy dziewczyny, która go odrzucała.
Dzięki temu uczy się wytrwałości, odporności psychicznej na namowy typu
„-Nie męcz się.
–Nie ma po co, przestań!
…”
Pod koniec uczy się oddawać wolność, tym którzy o Nią proszą… TEGO NIGDY SIĘ W PEŁNI NIE NAUCZYŁ ;/ bo to nie może być łatwe ;/
Rozdział II- Widmo i życie Gimnazjum
W dalszych latach wiele rzeczy się zmienia. Dawny wróg staje się „Dobrym znajomym” i wstępuje do Wspólnoty.
Dzieciak, który powoli kształtuje swój system wartości idzie do Gimnazjum… Trafia do klasy, nie grzeszącej dobrym zachowaniem… Tam poznaje rówieśnika, który dotychczas był najgorszym uczniem w podstawówce. Chłopak ten co roku wymieniany był na Apelach jako „zakała szkoły”, nie sprawiało mu to oczywiście dyshonoru, a wręcz przeciwnie był to dlań zaszczyt. Tego człowieka poznaje „Młody Czucz”. Nawzajem odkrywają swe charaktery, wartości, postawy wobec Świata. Po dłuższym czasie staje się, ten człowiek, Przyjacielem Czucza. Jest to wtedy drugi człowiek-Przyjaciel. Epizodycznie wkracza na to miejsce jeszcze jeden Człowiek, z MAGISu ;]
W tym okresie Prefekt Ministrantów i Moderator MAGISu (w jednej osobie) staje się najlepszym nauczycielem pokory… Młodzieniec (Czucz) często wypracowuje sobie u Niego dobre zdanie tylko po to by zniszczyć całe zbudowane zaufanie jakimś drobnym wybrykiem… Scenariusz ten powtarzał się wiele razy.
Między czasie Czucz zaczyna myśleć… Pomimo dalszego braku chęci do nauki, dostaje lepsze stopnie… nie są to już 2/3 jak w podstawówce lecz 3/4
Kiedy upada pogoń za pierwszą Miłością, reszta niewiast szybciej uwalnia się od pożądania serca Czuczowego. Nie trwa to już latami.
Rozdział III- Bierzmowanie
Wylanie łask Ducha Św. Wiele zmienia w życia Czucza.
-Uporządkowanie Systemu wartości.
-Krótkotrwałe uspokojenie serca i duszy.
-Uznanie Jezusa za „Przyjaciela”
-(inne)
Życie nabiera tempa.
Czucz poznaje Kolejnego Przyjaciela… Czasem z FLugsSem przesiadują u niego długie nocne godziny… Spędzając czas na rozmowach… To bardzo mocne wykończenie tego rozdziału życiowego i nierozłączna część następnego.
Pod koniec Tego rozdziału życia, Czucz dostaje się do Nowej Szkoły LO XV ;]…
Oceny zmieniają się na 2/5 (choć dalej nie zagląda do podręczników w domu)
Zakłada Bloga…
Idzie na Sylwestra… Koniec Rozdziału
Rozdział IV- 2008 rok
Od tego momentu Wszystko jest już spisywane na Blogu.
piątek, 21 marca 2008
Wlk. Piątek ;]
Tak generalnie to w Wielki Piątek ludzie wierni jedzą więcej niż w normalne dni. Tego dnia wszyscy wygospodarowywują sobie cza na wszystkie trzy posiłki. Tego dnia szukają granicy między lekkim a sytym posiłkiem i ładują w nie ile się da. Dlaczego? Po dłuższym myśleniu doszedłem do wniosku, że to ludzka psychika tak oddziałowywuje. Kiedy mamy przeświadczenie, że będziemy jeść mało, że do następnego posiłku trza troszkę poczekać, nasz mózg stwierdza, iż trza zrobić zapasy. Działamy wtedy niczym niedźwiedzie na zime.
Dlatego lepiej jest pościć, nie myśląc o tym, lecz o wieu innych ważnych rzeczach. Przykład? Choćby sens tego po co Chrystus umarł.
Odpowiedź? Żeby Zmartwychwstać. Zmartwychwstał jednak po to byśmy byli Zbawieni i po to byśmy do tego zbawienia dążyli. Jak? Najlepiej, zacząć się zmieniać ;]
Jeśli ktoś ma jednak wątpliwości, czy czy ma z czego się zmieniać, to tylko przypomne, że MAMY się z czego zmieniać ;]
Nie ma ludzi złych i ludzi dobrych... są tylko złe i dobre czyny. Tak więc nie wolno nam potepiać grzeszników lecz grzech, poczynając od własnych ;]
To wszak są takie tylko rozwarzania zwykłego prostego Czucza. :-)
Dlatego lepiej jest pościć, nie myśląc o tym, lecz o wieu innych ważnych rzeczach. Przykład? Choćby sens tego po co Chrystus umarł.
Odpowiedź? Żeby Zmartwychwstać. Zmartwychwstał jednak po to byśmy byli Zbawieni i po to byśmy do tego zbawienia dążyli. Jak? Najlepiej, zacząć się zmieniać ;]
Jeśli ktoś ma jednak wątpliwości, czy czy ma z czego się zmieniać, to tylko przypomne, że MAMY się z czego zmieniać ;]
Nie ma ludzi złych i ludzi dobrych... są tylko złe i dobre czyny. Tak więc nie wolno nam potepiać grzeszników lecz grzech, poczynając od własnych ;]
To wszak są takie tylko rozwarzania zwykłego prostego Czucza. :-)
niedziela, 16 marca 2008
Trząśnięcie...
Dziś usłyszałem własny Głos nagrany na kompie... Totalna zmiana. Nigdy nie myślałem, że mam taki dziecinny głos.
Tak jakoś musiałem tu o tmy wspomnieć bo mnie to zdeczka trzasło ;]
Tak jakoś musiałem tu o tmy wspomnieć bo mnie to zdeczka trzasło ;]
piątek, 14 marca 2008
Koniec Bajki Piewszej ;/
Właściwie nie wiedziałem jak to dokładnie napisać...
Ale stwierdziłem, że kiedyś muszę.
"Przybyłem przez fose, przeskoczyłem mur. Szary, metaliczny potwór codzienności polował na mnie bardziej niż za zwyczaj. Okazało się, iż Piękna ma już nie długo zniknie na kilka lat z Polski i to w miejsce gdzie NAWET rower nie dojedzie i gdzie człek nie dojdzie bez machin. Pozostało mi tylko szukać nowego zamku z nową Piękną... Mija na razie jednak okres ochłaniania i odpoczynku..."
"Coś się kończy, coś się zaczyna..."
Napisaliśmy z Bogiem kolejne zdanie w Księdze mego życia... Niestety to zawsze ja kłade kropki... On napisze ją tylko raz, w ostanim zdaniu. W najpóźniejszej scenie, ostatniego Aktu, tego KomiDramatu.
Ale stwierdziłem, że kiedyś muszę.
"Przybyłem przez fose, przeskoczyłem mur. Szary, metaliczny potwór codzienności polował na mnie bardziej niż za zwyczaj. Okazało się, iż Piękna ma już nie długo zniknie na kilka lat z Polski i to w miejsce gdzie NAWET rower nie dojedzie i gdzie człek nie dojdzie bez machin. Pozostało mi tylko szukać nowego zamku z nową Piękną... Mija na razie jednak okres ochłaniania i odpoczynku..."
"Coś się kończy, coś się zaczyna..."
Napisaliśmy z Bogiem kolejne zdanie w Księdze mego życia... Niestety to zawsze ja kłade kropki... On napisze ją tylko raz, w ostanim zdaniu. W najpóźniejszej scenie, ostatniego Aktu, tego KomiDramatu.
Wczoraj ;] i Dziś ^.^
Wczoraj w naszej Parafii był odpust, przez wzgląd na Święto naszego Patrona, Św. Marie Klemensa Dworzaka.
O.Proboszcz olał Wlk. Post i zrobił Bibe ;] Jednego dnia Parafialną a dzień później Zakonną ;]
Tak się stało, że zapomniałem alby i O. Kuba wkręcił mnie do pomocy w przygotowaniu Reflektarza. Przyjmując za prawdziwe (częste) powiedzenie mojego "Wielkiego" Przyjaciela: "Diakon to ten który podaje do stołu" no to jestem już w połowie Diakonem ;]
No a dzis Po przebyciu Drogi Krzyżowej ulicami Parafii, zaszliśmy "na chwilkę" do salki ;]
Ludzie stwierdzili, że jesteśmy głodni i wyżaliliśmy się Dk. On wysłał dwuch po Jaja i w około 10 ossób wciągneliśmy Jajecznice z 40 Jaj... Głównym Problemem jest to, że trza jutro posprzątać kuchnie ;/
O.Proboszcz olał Wlk. Post i zrobił Bibe ;] Jednego dnia Parafialną a dzień później Zakonną ;]
Tak się stało, że zapomniałem alby i O. Kuba wkręcił mnie do pomocy w przygotowaniu Reflektarza. Przyjmując za prawdziwe (częste) powiedzenie mojego "Wielkiego" Przyjaciela: "Diakon to ten który podaje do stołu" no to jestem już w połowie Diakonem ;]
No a dzis Po przebyciu Drogi Krzyżowej ulicami Parafii, zaszliśmy "na chwilkę" do salki ;]
Ludzie stwierdzili, że jesteśmy głodni i wyżaliliśmy się Dk. On wysłał dwuch po Jaja i w około 10 ossób wciągneliśmy Jajecznice z 40 Jaj... Głównym Problemem jest to, że trza jutro posprzątać kuchnie ;/
środa, 12 marca 2008
;]
Moje życie nabiera dość ciekawego tempa i niektóre zdażenia, jakie kiedyś uznałbym za interesujące teraz ustępują tym których nie umiem/ nie mogę opisywać :P
Już na Wielkanoc będzie Bonusik uzupełniający dosyć tego Bloga :P
Już na Wielkanoc będzie Bonusik uzupełniający dosyć tego Bloga :P
poniedziałek, 10 marca 2008
Wieczór xD
Wczoraj byliśmy z FlugsSem Tadzikiem i Robertem odprowadzić "Panią Iwonkę" na pociąg o godzinie 00.05 w nocy:P
Pani Iwonka jest kobietą niegdyś zamieszkującą we Wrocku. Jest co prawda Matką dwójki dzieciaków ale mimo to utrzymywała kontakt z Młodzieżą (i dziećmi) taki jak z normalnymi znajomymi. Dlatego właśnie bardzo Ją szanujemy.
Myśleliśmy, że O.Kuba (który przywiózł Panią Iwonkę na Dworzec) zabierze nas z powrotem na Parafie. Niestety mineliśmy się z Nim i musieliśmy wracać do domu samotnie.
Tadzik od początku sugerował, żeby iść z buta. Ja popierałem tą decyzje a Robertowi to zwisało :]
Wtem Wyczailiśmy NightBana który jechał docelowo na FAT czyli na osiedle...
Wbiliśmy. No niestety nikt nie miał nocnych biletów przy sobie... siedliśmy we czwórkę.
Na jednym z przystanków bili się kanarzy ;/
Było ich Trzech... Zaczeli od sprawdzania Tadzika. Robert i FlugsS zrobili delikatny zamęt przy poszukiwaniu biletów miesięcznych.
Usłyszałem tylko głos:
FlugsS: "Wysiadaj!"
Ja: "No co Ty przecież pilnują wyjść."
FlugsS: "Idź bo stracisz 90zł!"
Ja: "eee..."
FlugsS: "IDŹ!"
Poszedłem. Poprosiłem kanara żeby się przesunął od tych drzwi bo wysiadam, a On bez żadnych problemów mnie przepuścił.
Od Tego momentu zaczeła sie samotna wędrówka "butem przez Miasto": "Jakaś tam galeria"----->"Dom"
Musiałem liczyć się z niebezpieczeństwami miejskich ciemnych pustkowi:
-Żule (poszukujący zło[cisza]ta)
-Zboczuchy (Poszukujący Miłości)
-Pijacy (poszukujący drogi do domu i zaczepki)
-Błękitna TaXi (Poszukująca Niepełnoletnich po 22:00)
Na własnej dzielnicy czułem się najbezpieczniej... nie wiem dlaczego mam tu chyba porównywalnie dużo wrogów i Przyjaciół. Jedynym plusem byyła chyba znajomość terenu ;]
Pani Iwonka jest kobietą niegdyś zamieszkującą we Wrocku. Jest co prawda Matką dwójki dzieciaków ale mimo to utrzymywała kontakt z Młodzieżą (i dziećmi) taki jak z normalnymi znajomymi. Dlatego właśnie bardzo Ją szanujemy.
Myśleliśmy, że O.Kuba (który przywiózł Panią Iwonkę na Dworzec) zabierze nas z powrotem na Parafie. Niestety mineliśmy się z Nim i musieliśmy wracać do domu samotnie.
Tadzik od początku sugerował, żeby iść z buta. Ja popierałem tą decyzje a Robertowi to zwisało :]
Wtem Wyczailiśmy NightBana który jechał docelowo na FAT czyli na osiedle...
Wbiliśmy. No niestety nikt nie miał nocnych biletów przy sobie... siedliśmy we czwórkę.
Na jednym z przystanków bili się kanarzy ;/
Było ich Trzech... Zaczeli od sprawdzania Tadzika. Robert i FlugsS zrobili delikatny zamęt przy poszukiwaniu biletów miesięcznych.
Usłyszałem tylko głos:
FlugsS: "Wysiadaj!"
Ja: "No co Ty przecież pilnują wyjść."
FlugsS: "Idź bo stracisz 90zł!"
Ja: "eee..."
FlugsS: "IDŹ!"
Poszedłem. Poprosiłem kanara żeby się przesunął od tych drzwi bo wysiadam, a On bez żadnych problemów mnie przepuścił.
Od Tego momentu zaczeła sie samotna wędrówka "butem przez Miasto": "Jakaś tam galeria"----->"Dom"
Musiałem liczyć się z niebezpieczeństwami miejskich ciemnych pustkowi:
-Żule (poszukujący zło[cisza]ta)
-Zboczuchy (Poszukujący Miłości)
-Pijacy (poszukujący drogi do domu i zaczepki)
-Błękitna TaXi (Poszukująca Niepełnoletnich po 22:00)
Na własnej dzielnicy czułem się najbezpieczniej... nie wiem dlaczego mam tu chyba porównywalnie dużo wrogów i Przyjaciół. Jedynym plusem byyła chyba znajomość terenu ;]
wtorek, 4 marca 2008
Wpis
W sumie dawno nie pisałem... można powiedzieć, że prawie nie było o czym... :P
Takie kilka ciekawszych spraw:
-Harcerze próbowali mnie przekabacić i szczerze to chętnie bym w To wszedł gdybym miał czas...
-Plany Imprezy w Kłodzku już daleko się posneły.
nie długo rzuce tu coś dokładniejszego na ten temat...
Dzięki że jesteście... Już "nie długo" new nota.
Takie kilka ciekawszych spraw:
-Harcerze próbowali mnie przekabacić i szczerze to chętnie bym w To wszedł gdybym miał czas...
-Plany Imprezy w Kłodzku już daleko się posneły.
nie długo rzuce tu coś dokładniejszego na ten temat...
Dzięki że jesteście... Już "nie długo" new nota.
czwartek, 28 lutego 2008
Sporo sie działo przez czas tej mojej choroby:
Między innymi zmarł pewien Jezuita z mojej Parafii. [*]Dobry był z Niego człowiek. To On nauczył mnie, służyć porządnie przy ołtarzu. Był dosyć hmm... ciekawaym człowiekiem i miał swoistego rodzaju poczucie humoru. Śmieszne, ale trudne. Nie dało się z Nim umiałem się z Nim kłucić. Nie, żebyśmy się zawsze zgadzali, ale po prostu zadając nerwowo pytania, "Czemu tak robisz?" nie dawał czasu na odpowiedź. ;] Był dobrym Człekiem. Przynajmniej Ja takim Go zapamiętam. [*]
Reszte rzeczy opisałem w dwóch poprzednich postach... Reszte czasu spędziłem nudząc się lub grając na kompie... Fajnie tak po jakimś czasie odczuć na nowo jak to jest "pograć sobie w coś" kilka godzin.
Między innymi zmarł pewien Jezuita z mojej Parafii. [*]Dobry był z Niego człowiek. To On nauczył mnie, służyć porządnie przy ołtarzu. Był dosyć hmm... ciekawaym człowiekiem i miał swoistego rodzaju poczucie humoru. Śmieszne, ale trudne. Nie dało się z Nim umiałem się z Nim kłucić. Nie, żebyśmy się zawsze zgadzali, ale po prostu zadając nerwowo pytania, "Czemu tak robisz?" nie dawał czasu na odpowiedź. ;] Był dobrym Człekiem. Przynajmniej Ja takim Go zapamiętam. [*]
Reszte rzeczy opisałem w dwóch poprzednich postach... Reszte czasu spędziłem nudząc się lub grając na kompie... Fajnie tak po jakimś czasie odczuć na nowo jak to jest "pograć sobie w coś" kilka godzin.
poniedziałek, 25 lutego 2008
Mój Mały chory Świat.
Dziś po raz kolejny odwiedzili mnie Przyjaciele. Tym razem przyszedł FlugsS z Robertem, a później doszedł jeszcze Tadzik.
Siedzieliśmy trochę w domku i nagle FlugsS wyczaił, że posiadam 2 talie kart i paredziesiąt pudełek z zapałkami, (którymi niegdyś zamierzałem zbudować zamek).
Idea gry w "Makao" na zapałki przeszła bez głębszych oporów i kiedy FlugsS już bankrutował, przybył do mnie Tadzik.
Szybko udzieliłem oprocentowanej pożyczki FlugsSowi, dzieki której wyszedł na +, Potem zwinął się Robert rozdzielając swe (4) zapałki między nas. Tadzik odchodząc oddał swe zapałki FlugsSowi, który ostatecznie zdobył nademną delikatną przewagę. (Zaraz po Jego wygranej partii o 100 zapałek).
Oprócz tego miałem kilka warznych rozmów na GG :P I tak minął dzień Czucza. ;/
Osób którym pomogłem dziś= 0 luda
Osób którym zrobiłem dziś na złość= 0 luda
Osób spotkanych dziś=9
Osób smutnych spotkanych dziś=0
Ocena dnia=0
:P
Siedzieliśmy trochę w domku i nagle FlugsS wyczaił, że posiadam 2 talie kart i paredziesiąt pudełek z zapałkami, (którymi niegdyś zamierzałem zbudować zamek).
Idea gry w "Makao" na zapałki przeszła bez głębszych oporów i kiedy FlugsS już bankrutował, przybył do mnie Tadzik.
Szybko udzieliłem oprocentowanej pożyczki FlugsSowi, dzieki której wyszedł na +, Potem zwinął się Robert rozdzielając swe (4) zapałki między nas. Tadzik odchodząc oddał swe zapałki FlugsSowi, który ostatecznie zdobył nademną delikatną przewagę. (Zaraz po Jego wygranej partii o 100 zapałek).
Oprócz tego miałem kilka warznych rozmów na GG :P I tak minął dzień Czucza. ;/
Osób którym pomogłem dziś= 0 luda
Osób którym zrobiłem dziś na złość= 0 luda
Osób spotkanych dziś=9
Osób smutnych spotkanych dziś=0
Ocena dnia=0
:P
niedziela, 24 lutego 2008
Chorowanie ;]
Wczoraj ugotowałem sobie samodzielnie kaszkę. (Czego się śmiejecie)? To nie była kaszka "Błyskawiczna". W efekcie porcje kaszki można było liczyś na grudki (a własciwie gródy) a nie na łyżki czy chochle. Na pewno trzeba przyznać że kaszka mi wyszła. A właściwie nawet wyleciała mi z garka podczas gotowania :P
To taka relacja z Soboty (już po odwiedzinach u lekarza) xD
Poźniej przyszedł Tadzik. Naprawdę teraz przekonałem się o tych ludziach. Nic powarznego mi nie jest. Nie mogłem się spodziewać, że aż tylu ludzi przyjdzie mnie odwiedzać. W Niedziele znów przybył Tadzik, tym razem zaciągnął FlugsSa (przyszli mimo nawału roboty, i spraw codziennych). Z tego co mówiła siostra to na spacerze z Diakonem, też padła Idea"Odwiedźmy Czucza". No i dzięki tej idei, po spacerku wpadł do mnie Rafał.
Ogólnie czuje się już lepiej, ale chyba nie uda mi się wydostać z domu przed Wtorkiem.
To taka relacja z Soboty (już po odwiedzinach u lekarza) xD
Poźniej przyszedł Tadzik. Naprawdę teraz przekonałem się o tych ludziach. Nic powarznego mi nie jest. Nie mogłem się spodziewać, że aż tylu ludzi przyjdzie mnie odwiedzać. W Niedziele znów przybył Tadzik, tym razem zaciągnął FlugsSa (przyszli mimo nawału roboty, i spraw codziennych). Z tego co mówiła siostra to na spacerze z Diakonem, też padła Idea"Odwiedźmy Czucza". No i dzięki tej idei, po spacerku wpadł do mnie Rafał.
Ogólnie czuje się już lepiej, ale chyba nie uda mi się wydostać z domu przed Wtorkiem.
sobota, 23 lutego 2008
I Ferie się kończą:P
Ostatnie Parę dni spędziłem poza Wrockiem...
Niedługo po powrocie z Międzylesia pojechaliśmy z Mentorem(Kłodzko), CzerwonoArmistką(Opole), Mattem (Opole) i Kermitem (Opole) do Krakowa:P
Mentor załatwił nocleg na WAJu (Wspólnota Akademicka Jezuitów).
Ja i Mentor byliśmy tam już w Niedzielę, a Opolska Eqipka dojechała w Poniedziałek.
Kiedy Brachu wprowadził nas do głównej sali w WAJu powiedział, że możemy się rozłożyć ze śpiworkami i nikt nie powinien nam wbić... Tego samego Wieczoru przyszli studenci na herbatkę, no ale to jeszcze nic takiego :P
Rano o 9:30 zadzwonił domofon do salki... Mentor z racji że spał bliżej drzwi, otworzył. chwilkę później do salki wpadły, około 5, Studentek. Po chwili zdziwienia, zapytały cza mamy tu jakieś spotkanie. Dalej zastanawiam się jak one wyobrażały sobie, że dwóch kolesi w śpiworkach i piżamkach, mogą mieć "jakieś spotkanie". Kiedy zaprzeczyliśmy powiedziały, że One wpadły tylko na Herbatkę. Przez następne dni również rano wpadali studenci, jednakże wtedy już byłem ubrany i sam wychodziłem z pytaniem: "Czy może ktoś chce herbaty?"
Drugiego dnia kuzynka CzerwonoArmistki zaprosiła nas na wieczorek Filmowy ;p
Ciekawa odczucie, wbić się komuś na wieczór do mieszkania widząc go pierwszy raz w życiu.
Trzeciego dnia udaliśmy się do O.Pawła Brożyniaka SJ (Moderatora MAGISu) i poszliśmy z nim na czekoladę, na którą zaprosił cały MAGIS podczas kazania w Międzylesiu.
Czwarty dzień minął dosyć... hmm... "kulturalnie".
Dowiedzieliśmy się od Fazy (Scholastyka, który studiuje w Kraku), o Restauracji gdzie można dobrze i tanio zjeść... (na takich wyjazdach odczuwa się trud zdobycia codziennego obiadu z własną kasę xD ). Wbiliśmy do "Babci Maliny", ponieważ szedłem ostatni, usłyszałem biegnącego z nami kelnera, który chciał poprowadzić nas do stolika... Przyzwyczajeni do FastFoodów nie mogliśmy się czegoś takiego spodziewać. Ponieważ nikt inny nie zwrócił uwagi na wołanie kelnera, uznał on nas za obcokrajowców, a mnie za tłumacza :P Wystrój sali i pełna elegancja tego lokalu całkowicie nie pasowała mi do dość niskich cen jakie tam istniały. Oczywiście nie narzekam ;D
Tego samego dnia wieczorem kuzynka CzerwonoArmistki załatwiła nam bilety do teatru Starego w Krakowie, po promocyjnej cenie 10 zł a nie 40 i w rekordowym terminie 5 minut przed spektaklem a nie 3 miesięcy. ;]
Piątego dnia pojechaliśmy do Opola. Ja zostawiłem w WAJu szalik a Mentor ładowarkę do komórki xD
W opolu zostaliśmy na Nocce Filmowej, po czym rano ruszyliśmy do Kłodzka ( w osłabionym składzie, Mentor i Ja). Niestety w opolu się przeziębiłem, czego skutki odczuwałem przez najbliższe dni.
Szóstego dnia (dziś rano) wróciłem do domu, zostawiając tylko po sobie, w Kłodzku, list.
No i jestem chory... zobaczymy ile mnie to będzie trzymać. XD
Niedługo po powrocie z Międzylesia pojechaliśmy z Mentorem(Kłodzko), CzerwonoArmistką(Opole), Mattem (Opole) i Kermitem (Opole) do Krakowa:P
Mentor załatwił nocleg na WAJu (Wspólnota Akademicka Jezuitów).
Ja i Mentor byliśmy tam już w Niedzielę, a Opolska Eqipka dojechała w Poniedziałek.
Kiedy Brachu wprowadził nas do głównej sali w WAJu powiedział, że możemy się rozłożyć ze śpiworkami i nikt nie powinien nam wbić... Tego samego Wieczoru przyszli studenci na herbatkę, no ale to jeszcze nic takiego :P
Rano o 9:30 zadzwonił domofon do salki... Mentor z racji że spał bliżej drzwi, otworzył. chwilkę później do salki wpadły, około 5, Studentek. Po chwili zdziwienia, zapytały cza mamy tu jakieś spotkanie. Dalej zastanawiam się jak one wyobrażały sobie, że dwóch kolesi w śpiworkach i piżamkach, mogą mieć "jakieś spotkanie". Kiedy zaprzeczyliśmy powiedziały, że One wpadły tylko na Herbatkę. Przez następne dni również rano wpadali studenci, jednakże wtedy już byłem ubrany i sam wychodziłem z pytaniem: "Czy może ktoś chce herbaty?"
Drugiego dnia kuzynka CzerwonoArmistki zaprosiła nas na wieczorek Filmowy ;p
Ciekawa odczucie, wbić się komuś na wieczór do mieszkania widząc go pierwszy raz w życiu.
Trzeciego dnia udaliśmy się do O.Pawła Brożyniaka SJ (Moderatora MAGISu) i poszliśmy z nim na czekoladę, na którą zaprosił cały MAGIS podczas kazania w Międzylesiu.
Czwarty dzień minął dosyć... hmm... "kulturalnie".
Dowiedzieliśmy się od Fazy (Scholastyka, który studiuje w Kraku), o Restauracji gdzie można dobrze i tanio zjeść... (na takich wyjazdach odczuwa się trud zdobycia codziennego obiadu z własną kasę xD ). Wbiliśmy do "Babci Maliny", ponieważ szedłem ostatni, usłyszałem biegnącego z nami kelnera, który chciał poprowadzić nas do stolika... Przyzwyczajeni do FastFoodów nie mogliśmy się czegoś takiego spodziewać. Ponieważ nikt inny nie zwrócił uwagi na wołanie kelnera, uznał on nas za obcokrajowców, a mnie za tłumacza :P Wystrój sali i pełna elegancja tego lokalu całkowicie nie pasowała mi do dość niskich cen jakie tam istniały. Oczywiście nie narzekam ;D
Tego samego dnia wieczorem kuzynka CzerwonoArmistki załatwiła nam bilety do teatru Starego w Krakowie, po promocyjnej cenie 10 zł a nie 40 i w rekordowym terminie 5 minut przed spektaklem a nie 3 miesięcy. ;]
Piątego dnia pojechaliśmy do Opola. Ja zostawiłem w WAJu szalik a Mentor ładowarkę do komórki xD
W opolu zostaliśmy na Nocce Filmowej, po czym rano ruszyliśmy do Kłodzka ( w osłabionym składzie, Mentor i Ja). Niestety w opolu się przeziębiłem, czego skutki odczuwałem przez najbliższe dni.
Szóstego dnia (dziś rano) wróciłem do domu, zostawiając tylko po sobie, w Kłodzku, list.
No i jestem chory... zobaczymy ile mnie to będzie trzymać. XD
piątek, 15 lutego 2008
Powrót ;]
Powrót do domku... (14.02.08)
Wrażenia z Rekolekcji...
Wrażenia z Rekolekcji...
-Wreszcie poznałem to genialne uczucie gdy ludzie patrząc na Ciebie i na Twój styl "Bycia" zaczynają się uśmiechać...
Niektórzy mówią: "Wariat (i synonimy)."
Inni powiedzą: "Fajnie, ktoś taki jest."
Ktoś, lub nieliczni Ktosie: "Możnaby spróbować brać przykład."
Wielu zapyta: "Czego On się najarał?"
Ale ważne jest tylko to, że przy tym wszystkim się UŚMIECHNĄ i choć troszeczke będą radośniejsi, niosąc tą radość innym ;] (nawet nieświadomie)
-Jeden z Dwóch głównych celów obranych jeszcze przed wyjazdem został częściowo wykonany;]
Poznałem wreszcie wspólnote MAGIS z Opola. Drugi cel pozostał tak jak się spodziewałem odległy... ale mam jeszcze czas. ;]
-Poznałem jeszcze jedno NOWE odczucie... zawsze myślałem, że to tylko bajki, które Księża czasem opowiadają zamiast pożądnych Kazań...
Już w drugim dniu po Eucharystii poczułem gigantyczną radość. Rzucało mną (w pozytywnym sensie) miałem cały czas podświadomą chęć śpiewać każdą wesołą pieśń, której melodie mi się podsuwało. To takie przepełnienie radością. Mam nadzieje, że tak mi zostanie.
Ciekawostki:
-Od wieczoru przed ostatniego dnia, aż do wieczoru dnia ostatniego (w pociągu), FlugsS dał mi całą serie ciosów w dusze, że ręce same zaciskały mi się do strzału w gębe... Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało... nie wiem o co w tym biegało ale zdziwił mnie... Dziś jest już wszystko w normie.
Mogę Tylko dziękować Bogu za tą lekcje opanowania się i za zwrot Przyjaciela ;]
Podsumowanie:
-Jak na razie jestem zadowolony ze swoich czynów i decyzji ;]
Plany na najbliższy czas:
16.02- Wyjazd z Mentorem i Opolem do Krakowa :)
Później- Wypad do Kłodzka
W przyszłości- Rozpoczęcie II semestru Roku Szkolnego 2007/08
W między czasie- wypad do Opola i zaplanowanie kilku LARPów Wrocław/Opole/reszta ("przedsmak Wakacji")
A ogólnie to kontynuować życie takie zaczepiste jak to podczas "Rekolekcji Zimowych MAGIS w Międzylesiu 2008"
poniedziałek, 11 lutego 2008
Wyjazd
Znikam na czas bliżej niesprecyzowany ;]
Nie wiem czy wróce szczęśliwszy ;)
Nie wiem czy wróce radośniejszy ;]
Nie wiem czy wróce lepszy ;>
Nie wiem... bo tego nie mam prwa wiedzieć budząc się rano ;P
Wiem jednak, że powróce bardziej0 doświadczony o pare dni... szczególnych dni ;-)
Jak wróce to się postaram coś o tym maznąć tu. ;-]
Miłych Feri Bracia i Siostry.
Nie wiem czy wróce szczęśliwszy ;)
Nie wiem czy wróce radośniejszy ;]
Nie wiem czy wróce lepszy ;>
Nie wiem... bo tego nie mam prwa wiedzieć budząc się rano ;P
Wiem jednak, że powróce bardziej0 doświadczony o pare dni... szczególnych dni ;-)
Jak wróce to się postaram coś o tym maznąć tu. ;-]
Miłych Feri Bracia i Siostry.
piątek, 8 lutego 2008
StaroWady ;]
Miałem kiedyś pewien problem ze sobą... Brała mnie zazdrość gdy ktoś był wyróżniany ponad mnie, mimo tego, że zasługi mieliśmy te same...
To stary Grzech. Przez kilka lat Nasz Prefekt ministrancki i opiekun MAGISu dzielnie uczył mnie pokory. Była to dłuuuuuga lekcja za którą prgnę mu podziękować...
Dlaczego akurat teraz?
Bo dziś miałem dość trudny test z opanowania zazdrości i wydaje mi się, że przeszedłem go pomyślnie...
Cały dzień, mój Przyjaciel, pokazywał mi się ze "złej" strony. Mocno wychodziło na jaw jego lenistwo, walenie nabożeństwa w którym uczestniczył, Jego zawiść!
Mimo to jednak został wyróżniony do Funkcji "Animatora" o której sam marzyłem parę lat temu (albo od paru lat :P).
Wiedziałem że w przeciwieństwie do mnie nie ma np. ukończonego Kursu na Wychowawce kolonijnego, spokoju, altruizmu.
A mimo to udało mi się przezwyciężyć ZAZDROŚĆ, która próbowała się wbić w me serce przez całą Eucharystie... Prawdę mówiąc, drógi raz w życiu "poczułem" zesłanie Ducha Św. (prawie takie jak przy Bieżmowaniu) i po Mszy Św. nie nękała mnie już ta "wada" stałem się wolny i jestem z tego szczęśliwy.
Może nie na darmo dziś chodzi za mną "Zmartwychwstanie".
Najpierw Ksiądz w szkole w pierwszym tygodniu Wielkiego Postu zaczął prowadzić lekcje o Zmartwychwstaniu a później Filip źle ustawił lekcjonarz na Mszy młodzieżowej...
Może to jest swoistego rodzaju moje małe Powstanie ze zmarłych... Powstanie z Grzechu.
Nadchodzą dla mnie trudne dni... Czuje to ;/
Jest jednak Ktoś. z kim są one do przeżycia... (co nie wyklucza bólu :P)
Śpijcie pod Jego opieką Bracia i Siostry. Dobrej Nocy.
To stary Grzech. Przez kilka lat Nasz Prefekt ministrancki i opiekun MAGISu dzielnie uczył mnie pokory. Była to dłuuuuuga lekcja za którą prgnę mu podziękować...
Dlaczego akurat teraz?
Bo dziś miałem dość trudny test z opanowania zazdrości i wydaje mi się, że przeszedłem go pomyślnie...
Cały dzień, mój Przyjaciel, pokazywał mi się ze "złej" strony. Mocno wychodziło na jaw jego lenistwo, walenie nabożeństwa w którym uczestniczył, Jego zawiść!
Mimo to jednak został wyróżniony do Funkcji "Animatora" o której sam marzyłem parę lat temu (albo od paru lat :P).
Wiedziałem że w przeciwieństwie do mnie nie ma np. ukończonego Kursu na Wychowawce kolonijnego, spokoju, altruizmu.
A mimo to udało mi się przezwyciężyć ZAZDROŚĆ, która próbowała się wbić w me serce przez całą Eucharystie... Prawdę mówiąc, drógi raz w życiu "poczułem" zesłanie Ducha Św. (prawie takie jak przy Bieżmowaniu) i po Mszy Św. nie nękała mnie już ta "wada" stałem się wolny i jestem z tego szczęśliwy.
Może nie na darmo dziś chodzi za mną "Zmartwychwstanie".
Najpierw Ksiądz w szkole w pierwszym tygodniu Wielkiego Postu zaczął prowadzić lekcje o Zmartwychwstaniu a później Filip źle ustawił lekcjonarz na Mszy młodzieżowej...
Może to jest swoistego rodzaju moje małe Powstanie ze zmarłych... Powstanie z Grzechu.
Nadchodzą dla mnie trudne dni... Czuje to ;/
Jest jednak Ktoś. z kim są one do przeżycia... (co nie wyklucza bólu :P)
Śpijcie pod Jego opieką Bracia i Siostry. Dobrej Nocy.
wtorek, 5 lutego 2008
Wybór... (Prolog)
To rozwarzanie zaczne od streszczenia pewnej Biblijnej opowieści...
Żył sobie człowiek imieniem Abracham. Długo nie miał dzieci. Na późną starość Bóg dał mu syna... Wtedy był wdzięczny Bogu, za ten upragniony dar.
Przyszedł jednak czas gdy Bóg zażądał od Abrachama ofiary z ukochanego, jedynego potomka.
W pewnym sensie postawił go przed wyborem.
I to właśnie przed trudnym wyborem...
Z jednej strony Syn, którego darzył Miłością, dziedzic, marzenie całego życia. Sprzeciwienie się Bogu, Trzymanie się praw naturalnych.
__________________________________________________________
Z drógiej zaś strony: Bóg, Ten który jest Największą Miłością. Skandal, Krzywda wyrządzona osobie ukochanej. Zachowanie przykazań.
Abracham wybrał Nowe Życie... dostał stare ;]
Wybrał Boga... Bóg pozostawił mu syna... Ale samemu też pozostał przy Nim...
I to jest Trudny Wybór...
Kiedy mamy do wyboru Dobro/Zło to test dla głupich...
(którego nie zdajemy o czym świadczą kolejki przy Konfesjonałach...)
Problem zaczyna się kiedy mamy wybór Dobro/Dobro...
Żył sobie człowiek imieniem Abracham. Długo nie miał dzieci. Na późną starość Bóg dał mu syna... Wtedy był wdzięczny Bogu, za ten upragniony dar.
Przyszedł jednak czas gdy Bóg zażądał od Abrachama ofiary z ukochanego, jedynego potomka.
W pewnym sensie postawił go przed wyborem.
I to właśnie przed trudnym wyborem...
Z jednej strony Syn, którego darzył Miłością, dziedzic, marzenie całego życia. Sprzeciwienie się Bogu, Trzymanie się praw naturalnych.
__________________________________________________________
Z drógiej zaś strony: Bóg, Ten który jest Największą Miłością. Skandal, Krzywda wyrządzona osobie ukochanej. Zachowanie przykazań.
Abracham wybrał Nowe Życie... dostał stare ;]
Wybrał Boga... Bóg pozostawił mu syna... Ale samemu też pozostał przy Nim...
I to jest Trudny Wybór...
Kiedy mamy do wyboru Dobro/Zło to test dla głupich...
(którego nie zdajemy o czym świadczą kolejki przy Konfesjonałach...)
Problem zaczyna się kiedy mamy wybór Dobro/Dobro...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
