niedziela, 11 kwietnia 2010

.

Ludzie sporo mówili wczoraj o katastrofie lotniczej.
Dziś też sporo mówią.
Ponoć sporo też myślą.

Kiedy doszła do mnie ta informacja, siedziałem z grupką czekając aż zaczniemy spotkanie.
Nie było jeszcze wszystkich więc radio było włączone.
Ktoś coś wcześniej wspomniał o jakimś samolocie, ale nie wiedział nikt nic konkretnego.
Nie wiem dlaczego, jakoś przez pierwszą godzinę odbierałem to jako żart primaaprilisowy z mocnym opóźnieniem.

Jeśli zginąłby tylko człowiek, to w myśl, że wszyscy ludzie są równi, nie powinniśmy rozpaczać bardziej niż po komunikacie mówiącym o liczbie ofiar na Polskich drogach.
Ale zginął człowiek, który symbolizował Polskę. To właśnie znaczą słowa być reprezentantem/głową. Wcześniejsze głowy Państwa Polskiego, Królowie gdy umierali też nie odchodzili bez echa. Byli tylko pomazańcami Bożymi, a cały naród Bożych dzieci płakał. Jeśli ktoś chce spojrzeć na to logicznie, odsyłam do poprzedniego posta.


Spotkałem się jednak z ludzkimi twierdzeniami, że Katyń jest miejscem przeklętym.
Tym słowom stanowczo zaprzeczam.
Wczoraj Katyń został odkupiony.
Wiele lat temu przelano tam krew i dokonano zbrodni. Na żołnierzach i inteligencji Polskiej.
Wczoraj Krew żołnierzy oraz przedstawicieli Kościoła i polityki, odkupiła zbrodnię.
Dobrze, że stało się to w dniu zmartwychwstania (którym jest cała oktawa).
Wielu ludzi szukałoby odkupienia za tamtą zbrodnię w przelaniu Krwi rosyjskiej.
Nie tego uczy Nas Chrystus.
Chrystus Bóg i jedyny bez grzechu człowiek zmarł za grzechy ludzi wobec Boga i powstał z martwych.
Oni też powstaną.
Być może ponieśli ofiarę, mniej świadomie i mniej dobrowolnie.
Jednakże ponieśli ją. A owocem ich ofiary jest już teraz gest totalitarnego przywódcy do Narodu i to Narodu, jemu, obcego.
Tak powstają Bohaterowie.

Módlcie się Bracia.
Módlcie się Siostry.

czwartek, 8 kwietnia 2010

Autobus | Świadectwa.

Wczoraj pomyliłem rano autobusy.
Zwiódł mnie 136 jadący z zajezdni (przyjechał na przystanek ze strony z której przyjeżdżają dwa Autobusy, którymi jeżdżę do szkoły 126 i 134. Przy czy 126 i 136 mają tę samą pętlę „Kozanów” więc różnił się od autobusu, którego na co dzień używam jedną cyferką w środku).
Na pytania czemu korzystam z autobusu, odpowiadam z góry: Bo mi rower na sylwestra ukradli i musiałem się poddać.
Tak straciłem swoją niezależność w tym względzie.
Ale odzyskam Ją.

Wracając do tematu.
Kiedy zorientowałem się, że nie znam trasy, przemijającej z oknem (znam trasę prowadzącą do szkoły więc pomimo porannej zamuły, udało mnie się to zauważyć) sprawdziłem numer autobusu, w którym jestem i wysiadłem. Na czuja przeszedłem kilka kroków, po czym dojrzałem krzyż na kościele, który stoi tuż obok szkoły. Postanowiłem iść „w Jego kierunku” (tzn. musiałem wymijać wielkie budynki i podobne pierdoły). Po jakimś czasie, ujrzałem też dach kościoła, a ponieważ jest specyficzny, upewniło mnie to w wędrówce. Czasami zdarzało się, że krzyż na chwilę znikał mi z oczu, ale gdy nie wiedziałem dokąd iść, znów było go widać.

Ta krótka 40-minutowa podróż, stała się dla mnie metaforą Chrześcijańskiego życia.
Nie protestanckiego, katolickiego, prawosławnego. Po prostu Chrześcijanina.
Bo na tym samym Krzyżu Jezus zwyciężył śmierć dla wszystkich Chrześcijan. Ba! również dla Pogan. Wystarczy tylko mu zaufać, że raz pokonana śmierć nie ma już władzy, ani nad Panem, ani nad sługą.


Zaś wczoraj wieczorem, w formie modlitwy poszliśmy na miasto głosić Zmartwychwstałego i szukać jego śladów.

Ojciec rozesłał nas dwójkami.
Mogliśmy szukać znaków zmartwychwstania.
Mogliśmy głosić nowinę o zmartwychwstaniu.
Mogliśmy pytać o ludzką wiarę w, oraz poglądy na temat, zmartwychwstania.

Szedłem z Jackiem.
Pytaliśmy ludzi o wiarę w Zmartwychwstałego.
Względy kulturowe ludności Polskiej, oraz tradycyjne działanie pewnej znanej sekty, zmusiły nas do dodawania na początku wypowiedzi pewnego zdania.
Dlatego pytaliśmy ludzi:
Szczęść Boże. Nie jesteśmy Jechowcami. Czy moglibyśmy zadać Panu/Pani/Państwu/… jedno pytanie?

Jeśli chodzi o ludzi na osiedlu, to są tacy, którzy głośno przyznają się do wiary w zmartwychwstałego. Są tacy, którzy uważają to za podstawę wiary Katolickiej, ale sami nie są przekonani czy Wierzą (choć jak ktoś powiedział innej dwójce z nas posłanych: „Wierzę. Bo dlaczego by nie?”).
Są tacy, którzy zarażeni pseudotolernacją boją się użyć słów: „Zmartwychwstanie”, „Bóg”, „Jezus”. Ale wymijając te słowa, próbowali przekazać, że owszem wierzą.
Są tacy, którzy wypisują, swoją wiarę, na blokach i murach szkolnych (i jest to przyjemna odmiana pomiędzy członkami, pentagramami i nic nie znaczącymi Tagami, choć jest to odmiana zmazywana w pierwszej kolejności, podczas gdy reszta aktów wandalizmu pozostaje stałą dekoracją.)
Są i tacy, którzy odpowiedzieliby, ale w tej chwili poważnie konwersują, jak uzbierać dwa złote do ambrozji.

Po powrocie dzieliliśmy się tym co znaleźliśmy.
Bardzo podobało mnie się wyznanie wiary Tadka (którego bierzmowania jestem świadkiem, od niecałego miesiąca).
To jest gość, który nie boi się wejść do urzędu działalności publicznej i wykrzyczeć: „Jezus żyję!”.
To jest człowiek, który nie boi się… Nie. To jest człowiek o wiele większy, bo strach się go chwyta, ale On ten strach przełamuje.
To jest jegomość z grupy tych, których nazywam „Nawróceńcami”.
To jest gość, który ma przed są przyszłość zbliżoną do Świętego Pawła, przez wzgląd na przeszłość i spotkanie Chrystusa.

Jeśli zaś chodzi o mnie i Jacka, to podczas naszej modlitwy, dwa razy stchórzyliśmy. Raz Jacek, a raz Ja.

Siostry i Bracia, dziękuje, że jesteście, że wspieracie mnie modlitwą (o wiem jak ryzykowna to rzecz) i słowami motywacji w komentarzach (bo to też zajmuje Wasz czas).
Pragnę jednak, by Bóg dał Wam serca odważne. By posłał Was, głosić coście dostali.
Amen.

sobota, 3 kwietnia 2010

PrzedŚwięta! Bóg niepoprawny Hazardzista.

Dziś mnie ludzie zaskoczyli.
Nieznajomi ludzie, którzy powiedzieli "Wesołych Świąt" tak całkowicie od siebie z takim .... takim czymś że czułem, że mówią to świadomie.
Powiedzieć tak komuś na ulicy, to jest niezły wymiar odwagi, dla ludzi, którzy nie są tak powaleni jak ja.
Najpierw kobieta, która się spóźniła na święcenie jajek (całkiem młoda i ładna) jak jej powiedziałem, że za chwilę zaczynają znowu święcić (bo już chciała iść), a potem dziadek w windzie, (po tym jak powiedział mi na co jest chory i że był w szpitalu).
Bardzo mnie to podbudowało.
Choć i tak, spojrzeli na mnie jak na pomyleńca, gdy odpowiedziałem „Owocnych Świąt”, to pomimo to znak, że ludzie nie odeszli od Boga jeszcze tak daleko. Przynajmniej nie wszyscy.

Wczoraj (Dziś) czuwaliśmy przy najświętszym sakramencie.
Wygadałem z Bogiem, już chyba, wszystkie tematy, do jakich jestem zdolny podejść z Nim.
Wczoraj na adoracji odkryłem, że
konkretna intencja przy odmawianiu różańca bardzo pomaga w odmówieniu go.
Nawet kiedy chce się modlić i mam dość czasu na modlitwę, to podczas odmawiania różańca, pojawia się myśl, niczym baobabu ziarno na planecie małego Księcia, pytająca: „Ile jeszcze?”.
Tymczasem, gdy każdy paciorek odmawiając, masz przed oczami konkretną osobę, za którą się modlisz i masz przed oczyma jej problemy, sprawy, intencje, to zauważasz że przychodzi stres złudny, z półmyślą: „Starczy mi paciorków?”.


Jakoś tak w tym roku przeżywam to Triduum bardziej świadomie.
O wiele bardziej świadomie!
Może to konsekwencja świadomości walki duchowej, w jaką wszedłem?
Bóg wie co robi.
Nawet kiedy wchodzi w absurd, ten staje się logiką.
Przykład?
Bóg stwórca i władca wszystkiego, godzien największej chwały i czci, stanowiący sprawiedliwość,
On zniża się do postaci człowieka (którego sam stworzył i wygnał, człowieka, który już raz go zdradził), pozwala się zdradzić po raz kolejny. Pozwala się pokonać, porwać, osądzić sztuczną sprawiedliwością, pozwala się poniżyć. Pozwala się odrzucić tym, których miał za najbliższych i wybranych. Pozwala się wyszydzić.
Pozwala się zabić, Pan Życia i Śmierci!
Pozwala się zhańbić, Twórca chwały.
I ten cały absurd, porażki Niezwyciężonego, Twórca zwycięstwa zamienia w logikę.
Zamienia absurd wyszydzenia, w logikę chwały.
Esencja życia umiera, by zwyciężyć Śmierć i żyć.
Bóg jest niepoprawnym hazardzistą. Kiedyś zaryzykował (dając Aniołom wolną wole) i przejechał się na tym. Potem znów zaryzykował (dając ludziom wolną wole) pomimo poprzedniego doświadczenia i znów się przejechał na tym. A ostatecznie wszystko
uporządkował, byśmy mogli stworzyć sobie chaos. Tyle ludzkiej logiki.
Dla Niego liczy się, że z każdej z tych prób, ktoś przy Nim pozostał. Ktoś kto nie musi ale chce.
W ten sposób powstała: Wolność oraz Chęć, ale i Niechęć, Zazdrość i Nienawiść.


Bracia i Siostry. Zatrzęśmy ziemią! Niech dzisiejsi strażnicy śmierci Boga, się zmieszają.
Niech zstąpi Anioł i pociesza.
Pozwólmy Bogu zmartwychwstać. Nic więcej mu nie potrzeba, choć i ta potrzeba jest logiczna tylko w Jego absurdzie.

sobota, 27 marca 2010

.

Trochę mnie szkoła ostatnio zjada czas.
Trochę działam we wspólnocie.
Trochę chory się robię.

Byłem na wylaniu Ducha Św.
Teraz tylko do wystawienia ocen trzeba dociągnąć i nareszcie będę mógł się przygotować do matury (patologia taka z tymi ogólniakami).

A do tego wszystkiego walka duchowa staje się coraz bardziej... nie tyle trudna co... "świadoma".

Dobrych dni Bracia i Siostry.

wtorek, 9 marca 2010

Dni ostatnich skrótem.

Ostatnio niewiele pisałem, bo większość czasu spędzałem na zapamiętywaniu słówek z Angielskiego.

Bardzo mi pomaga moja siostra i szwagier.
Właściwie to bez nich miałbym pełno wolnego czasu i … jeszcze więcej wolnego czasu bo Maturą martwiłbym się za rok.

Tymczasem Oni wykonują robotę, za którą wynagrodzenie dostaje od Państwa Polskiego mój Anglista. To znaczy, Oni mnie uczą Angielskiego, a nie tylko sprawdzają wiedzę, której badać nie trzeba, by wiedzieć, że jej nie ma.


Teraz mam, myślę, dzień czy dwa luzu, zanim zacznę się szykować do zaliczenia zeszłego semestru. Zapamiętywałbym słówka na kolejną kartkówkę, ale z tej dostałem dwa albo trzy (nie rozpoznaję wciąż różnicy między „Dst” a „Dop”), a następna ma dwa razy więcej słów i mam 4 razy mniej czasu na przygotowanie.
Wole więc się przygotować porządnie do tego zaliczenia, niż szykować się do wszystkiego i ze wszystkiego dostać „prawie 2”.

Z drugiej strony, przez ten Angielski opuściłem się strasznie z Polskiego, Fizyki i Matmy (reszty przedmiotów maturalnych) więc coraz bardziej nabieram przekonania, że dodatkowy rok nauki byłby czymś pomocnym.


Chcę wrócić do swojego świata, teraz po tej kampanii ze słówkami, choć na kilka dni.
Do Wspólnoty (w pełnym wymiarze), do sportu, do pokrzepiających rozmów z ludźmi, do poezji, do pisania na tym blogu.

Kończy się też już powoli Seminarium Odnowy w Duchu Świętym, w którym uczestniczę, więc uważam, że z początkiem kwietnia (jeśli nie zjedzą mnie bibliografie maturalne) będę mógł wrócić do tego wszystkiego, w czym najlepiej się spełniam.



Jeszcze na dokładkę taka dzisiejsza ciekawostka.
Mój przyjaciel zrobił Wino.
Dałem mu dwie butelki na ten cel, gdy był w potrzebie, więc postanowił wynagrodzić mnie jedną butelczyną tego napoju. Tak się składa, że dał mi go wczoraj wieczorem, i włożyłem go do szkolnego plecaka, który miałem pod ręką i do którego tylko dopakowałem rano zeszyty.
W szkole zauważyłem, tę butelczynę w plecaku więc postanowiliśmy uczcić z ludźmi z klasy moją zaliczoną kartkówkę z Angielskiego.
Pech chciał że dziś po lekcjach mieliśmy maturę z Matmy (była zapowiedziana, ale ja nie pamiętam dat i terminów).
No cóż… Pisałem maturę za siebie i za kolegę w lekkim rozkojarzeniu.
Ciekaw jestem efektów.

środa, 24 lutego 2010

Oto Człowiek Stoi sam

Wiersz pisany jakieś pół roku temu.
Jedyny do tej pory "tak jakby biały".
Po prostu pisałem,
nie starając się o żaden rym,
składnie,
sens jakby (choć niezły wyszedł).
Po prostu niesiony natchnieniem.





"Oto Człowiek Stoi sam"


Oto Człowiek stoi sam.
Wokoło tłum, a On sam.

Drażniąca cisza, zamienia tłum w nieprzyjaznych ludzi zgraje.
Wyłaniają się z tłumu,
jak krokodyl z rzeki,
starsi, szamani,
władcy, kapłani,
królowie, książęta,
generałowie i carska rodzina,
prezydenci, doradcy,
bankierzy, dyplomaci,
politycy, biznesmani.
Stają przed Człowiekiem i krwiożerczym wzrokiem mierzą.
Ciszą odpowiada Człowiek.

Męcząca Cisza zamienia zgraje ludzi, w hordę wrogów.
Pada pytanie pierwsze.
Czyś leczył, uczył, pokrzepiał pomagał?
Ucieszonym ognia wzrokiem,
patrzy zadający pytanie Rabin.
Chciałby Człowieka strawić tym ogniem,
lecz Człowiek spowity lekkim wiatru powiewem.

Tak.
Odpowiada Człowiek i słów reszty skąpi.
I z opętańca mową,
wyrywa się nań,
z sugestią nową,
dzielny twórca łgań.

Czemuś za darmo ich leczył bez zgody?
Czemuś celowo trudzonym, udzielał ochłody?
Czemuś nauczał czegośmy nie zatwierdzili?
Czemuś podnosił tych co się w rozpaczy wili?

Człowiek milczał.
Spokoju cisza, zamienia Hordę, w opluwaczy legion.
Czyś Ty syn Boga? Czy przez Diabła cuda czynisz?
Człowiek wiedział.
Wiedział, że za prawdę zginie,
za fałsz skona.
Jeśli do Boskiego się przyzna dziedzictwa,
zabiją go pomioty pustyni.
Jeśli powie, że człowiek jak krew z krwi jak blizna.
Bezdusznego spalą na stosie, inkwizytorzy gorliwi.
Milczy.

Żyć nie dająca Cisza zamienia legion, w Bestie drapieżną.
I bestia ta, na głos czy znak, poganiacza tłumu, rzuca się na Człowieka.
Zabili go.
Chcieli w lesie go pozostawić,
a sznurem przy drzewie uwięzić,
lecz sznur za małym wydał się,
a On zbrodniarz wielki jest.
Gwoździem różnej masy,
dłonie przytwierdzili,
by rozpostarte ramiona,
w bezruchu uwięzić.
By drzewa nie wyrwał
i nie uciekł z Nim,
przybili mu nogi,
do kory więziennego pnia.
I czekali aż wilki zaczną ucztę robić,
a niedźwiedzie łasuchy nie odmówią go dobić.
Lecz żaden zwierz zlękniony,
żaden głodny, szalony,
nie zbliżył się do strawy,
którą miał stać się Człowiek.
Sami go przyszli do lasu dobić.
Przebaczenie jego i dobroć, nie do zniesienia
Gdy przyszli zbrojnie do konającego,
pytali czy zmiękł i czy przestanie ich męczyć sumienia.
Ciszą odpowiedział.
Zabili go w furii.

Wisząca Cisza bestie groźną w rozpaczy uosobienie zamienia.
Zwyczajów starych tysiące
i praw nie potrzebnych miliony,
nakazały by nad zmarłym winę wypisano
i kata imię.
Winy nie znaleźli,
Morderców zbyt wielu.

Martwa Cisza, sprawiła że rozpacz w wiele imion się rozeszła.
Jedno z tych imion brzmi nawrócenie
i Ono człowieka do życia przywróciło.
Drugie imię to Nienawiść
i Ono na wieczne łowy swe sługi wysyła.

piątek, 19 lutego 2010

(III) "I piątek Miesiąca"

Koniecznie zajrzyj do wersji „Very light”

"10 Przykazań "
Wersja: LIGHT
czyli takie już nie minimum ale podstawy...
.
.

I "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną..."
Zastanówmy się nad paroma faktami...
Kiedy nie miałem czasu na modlitwę, ale znalazłem go na nudzenie się (Może nawet przy jakiejś zabawce świata)?
Kiedy w imię poprawności milczałem gdy obrażano mego Boga...?
.
II "Nie wymawiaj Imienia Boga Twego na daremnie..."
Czy zdarza mnie się modlić „bo inni się modlą”, bez wiary?
.
III "Dzień Święty będziesz Święcić..."
-Czy w Święta (również NIEDZIELE) wskazuję, że jest to dzień inny od pozostałych?
-Czy w TYM dniu spotykam się z Chrystusem w Jego Słowie?
.
IV "Czcij Ojca Swego i matkę Swą..."
-Czy moi Rodzice MOGĄ* być dumni z moich dokonań?
-Czy szanuje Ich?
Mogą* poniewarz zdarzają się tacy z chorymi ambicjami i nie jest to wina dziecka... Ale trza przemyśleć to pod kątem Czy ja na ich miejscu (z ich wartościami) byłym z tych dokonań dumny.
.
V "Nie zabijaj..."
-Czy popierałem morderstwa (Głosiłem potrzebę/konieczność: aborcji, kary śmierci, eutanazji)?
.
VI "Nie cudzołóż..."
-Czy akceptowałem/popierałem zdrady i stosunki nie-małżeńskie?
-Czy dopuszczałem się grzesznych myśli?
.
VII "Nie Kradnij..."
-Czy Okradłem Kogoś?
Może po prostu "wziąłem bez zgody"/"wykorzystałem zapomnienie"/"zapomniałeś oddać" komuś jego:
..........-godność?
..........-uśmiech?
..........-prawo do poznania prawdy?
^.-
.
VIII "Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu..."
-Czy przemilczałem cudzą złą mowę o kimś w mojej obecności?
-Czy nie doceniłem czyjegoś dobrego czynu, ze względu na moje uprzedzenia?
.
IX "Nie pożądaj żony bliźniego swego..."
-Czy wziąłem/łam sobie rozwódkę/rozwodnika za żonę/męża?
.
X "Nie pożądaj żadnej rzeczy bliźniego swego..."
-Czy w mym sercu zagościła zazdrość, której nie byłem w stanie opanować?.
.
.
.
.
Jeśli ktoś przeczytał i stwierdził "Jestem Święty" niech czeka do następnego piątku... xD

Skrót tygodnia.

Powrót do szkoły po feriach był dziwny.

W poniedziałek zastanawiałem się czy zeszyty szkolne, których nie mogę znaleźć, a tkwią strzępy ich wspomnień w mojej pamięci, naprawdę istniały.

We wtorek nie byłem w szkole bo byłem na szczepieniu, byłem odebrać dowód osobisty (obiekcje na Jego temat rozważałem wcześniej już tu) i zapisać się na egzamin prawa jazdy.

W środę prawie dotarłem na lekcje. No trochę mi nie wyszło. Ta szczepionka przeciw tężcowi miała boleć jeden dzień, a cholera się trzyma. Może już nie tyle boli, co po prostu ją czuję, ale wciąż widać zaczerwienienie na ramieniu.

W czwartek już byłem w szkole normalnie i widzę, że ludzie zaczęli się już przejmować maturą i całymi tymi bzdetami: jak zdanie szkoły itp.

A dziś luz. Spodziewałem się bani z Angielskiego i dostałem +.
Trochę dziwna logika gdzie za nie zrobienie jakiejkolwiek podpierdułki dostajesz banie, ale za cztery matury podczas ferii jest „+”.

Dawno nie pisałem. Planuję więcej pisać.
Planuję więcej czytać. Blogi ludzi którzy się w Nich otwierają.
Na razie zacząłem czytać Świat Dysku Prathett’a.
Dwie książki na razie, ale to dużo jak na człowieka który w Liceum przeczytał do końca tylko kamizelkę.

sobota, 13 lutego 2010

Wyrzut

"Wyrzut"


Przyszedł do was człowiek, o zasadach twardych.
Lecz zatwardziałości, nie złamał serc hardych.

Przyszedł do was Bóg, z Miłością i pokojem.
Lecz żeście woleli, iść za krwawym wojem.

Przyszli wam prorocy, ze słowem i cudem.
Wyście ich zabili, bo nie byli ludem.

Przyszedł do was Mesjasz i żył wśród hołoty.
A wy myśleliście, że będzie król złoty.

Przyszedł wybraniec, do ciebie prosto z nieba.
Lecz Tyś zarzucił, że On nie jada chleba.

Gdy jeść i pić i ucztować z Tobą zaczął,
Tyś oburzon powiedział, że On zdziwaczoł.

czwartek, 11 lutego 2010

Kłótnie jak Tsunami, są jak morskie fale.

Widzisz między nami, lecz powstania wcale.

poniedziałek, 8 lutego 2010

Trój-myślowy skrót.

Wróciłem z Rekolekcji zimowych w Bardzie.
Poświęcę im jednak osobną notkę.

Dostałem wezwanie do stawienia się przed komisją wojskową.
Natchnęło mnie w pewnej chwili by nie okazywać dokumentów świadczących o nauce w szkole i się zaciągnąć...Choć chyba nie... Znaczy:
Chciałbym służyć dla Narodu. Nawet dla Kraju bym mógł. (Zawsze mając jednak przed oczami Tego, któremu służę całym życiem).
Nie chciałbym jednak służyć bogatym kłamcą, którzy bawią się ludzką krwią.

Wrzuciłem jakieś trzy fraszki (czy jak to się tam nazywa, krótki wiersz moralizatorsko-refleksyjny)
i Jeden utwór (chyba w formie dramatu), przy którym sam znalazłem tyle ciekawych interpretacji, że postanowiłem nie dodawać tytułu, oraz podpisu osób przemawiających.

Dla mnogości interpretacji.

(…)

Czemu Twój policzek wstydem się rumieni?
On rumieni się tak od słońca promieni.

Czemu to sukienka Twa jest źle zapięta?
Ona przez ranny pośpiech została muśnięta.

Czemu to są włosy Twoje rozczochrane?
One wiatru tchnieniem są stylizowane.

Czemu w Twych oczach namiętność rozbudzona?
Sennym marzeniem zbudzona jest w nich Ona.


Czemu na Twych ustach wilgoć cudzą czuje?
Mokre powietrze się na nich kropelkuje.


Czemu na Twych włosach czuje obce wonie?
Myłam je dziś dzień… Tak pachną morskie tonie.

Czuje, że skóra Twa była dziś pieszczona.
Gdym szła o drzew liście otarłam ramiona.

(…)

Uśmiech

„Uśmiech”

Uśmiechem się ludzi, leczy dookoła.
Bo kto tłum wyzywa, zmienić go nie zdoła.

Świat

„Świat”

Śmieją się gdy żartujesz. Klaszczą gdy gwizdniesz.
Lecz wypomnij im prawdę, a wnet zawiśniesz.

Wyśmiewca

„Wyśmiewca”

Ten naprawdę człowiek, winien być doceniany.
Kto prócz bycia wyśmiewcą, umie być wyśmiany.

niedziela, 31 stycznia 2010

.

Wiele się działo ostatnio i chciałem to opisać tu.

Jest też kilka wierszy, które mogłem tu wrzucić.

Jednak na wszystko to i więcej zabrakło mi czasu.

Jutro wyjazd na rekolekcje zimowe MAGIS.

W wolnych chwilach mam napisać artykuł streszczający je do parafialnego czasopisma.

Jednak resztę wolnych chwil (sporo tu wkładam, a tychże chwil dużo nie będzie) planuje uporządkować stare notki i stworzyć przyszłe (aktualne dla czasu w jakim będę je tworzył).

Módlcie się za owoce tych rekolekcji, bo młodzi z którymi jadę, wchodzą w szczytowe wieki swojego życia i kulminacyjne etapy dojrzewania.

Dobrych dni Wam życzę Bracia i Siostry.

czwartek, 21 stycznia 2010

Ciekawy dzień.

Spotkałem dziś bardzo dużo znajomych ludzi za dnia w miejscach gdzie nie spodziewałem się spotkać nikogo znajomego.
W urzędzie miasta (gdzie składałem wniosek o dowód osobisty[przemogłem się!]), na przystanku rano (na późniejszą godzinę jadąc) w sklepie (tu po prostu tłumy) (gdzie zdjęcia robiłem do tego dowodu).
Ogółem ciekawy dzień. Troszkę nie zrozumiałem co On chciał mi przez to wszystko powiedzieć. Miało mnie to zmusić do jakiś konkretnych rozmyślań, czy połechtać miłymi spotkaniami?
Nie wiem…

Hm…

A Ciebie czym dzisiaj zaskoczył Pan?

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Przydatne wypracowanie

Dziś pisałem wypracowanie maturalne na lekcji Polskiego.

Poznałem też treść lektury, którą ponoć miałem przeczytać.
Ten fragment przydał mi się jak mało co bo pozwolił rozkminić, dlaczego tak często dochodzi do różnicy zdań między mną i moją rodzicielką, gdy idzie o sprzątanie pokoju.

Cytat z "Tango" S. Mrożka:

"Wchodzi Stomil, ojciec Artura, mąż Eleonory, zaspany, w piżamie, poziewając i drapiąc się.[...]
ARTUR (z obrzydzeniem) – Niechże się ojciec chociaż pozapina.
STOMIL – Dlaczego?[...]
ARTUR – Bo... bo... nie wypada.
STOMIL [...] – No widzisz. Twoja odpowiedź nic nie znaczy, nie wytrzymuje analizy intelektualnej.
Jest typową odpowiedzią konwencjonalną.
ARTUR – Czy to nie wystarcza?
STOMIL – Nie dla mnie. Jestem człowiekiem myślącym głębiej. Jeżeli już mamy dyskutować,
to musimy sięgnąć do imponderabiliów*."

*imponderabilia – rzeczy nieuchwytne, nienależące do sfery zjawisk fizycznych, mogące jednak mieć znaczenie
lub wywierać wpływ na ludzkie działanie.


Ogólnie to Dobrego dnia Wam. ;]

czwartek, 14 stycznia 2010

Sonet Drugi

Trochę heretycki się może wydać, przy
jednej z możliwych interpretacji.


„Poszukiwana”

O cudowna panno powstała z mych marzeń.
Mieszkanko mych senności i krain złudnych.
Obrazie czysty pośród obrazów brudnych.
Przyjdź do mnie raz jeszcze opiekunko wrażeń.

Jakże często próbuje w staraniach trudnych,
Ujrzeć Cię co dzień na tle biegu wydarzeń,
Ukaż się proszę! Nie czyń więcej obrażeń,
Powstałych po trudach, ujrzenia Cię próżnych.

Przyjdź i mi się ukarz, gdy zamknę swe oczy.
Przyjdź ze mną obcować, niech obraz Ci zrobię.
Przyjdź i niech namiętność mnie dziś zauroczy.

Czuję w tym powiewie woń podobną Tobie.
Kryjesz się tym światem, jak w puklach warkoczy.
Widzę jaką dziewkę. To Ty w tej osobie!

wtorek, 12 stycznia 2010

Wiersze do odsłuchu.

Mój szwagier zrobił mi nie lada niespodziankę.

Na podstawie jednego z moich wierszy, stworzył utwór muzyczny. ^^

Możecie ten utwór odsłuchać tu.

Ponieważ zapowiedział mi również możliwość pojawienia się innych utworów muzycznych, opartych na moich wierszach będę je tu zamieszczał.