Ponieważ ktoś cały czas wrzucał Wiry na stronę WyjscieDwa, która była w linkach, zmieniłem Ją na Revolta Discreta... To ta sama strona, ta sama prawda. Ta sama walka z Cenzurami oficjalnych mediów. Tylko, że W2 była przejściową ;]
A swoją drogą...
Napiszcie sobie słowo Revolta i przeczytajcie od tyłu część "evol".
Prosta zabawa literami a zdradza cel misji ;]
piątek, 15 maja 2009
wtorek, 12 maja 2009
Wiersz Siódmy
„Mężczyzna”
W naturze Mężczyzny- upajać się Kobietami,
Jak w naturze Motyla- latać między Kwiatami.
Jedno i drugie, poczytać można im za słabość.
Lecz czy Ty wiesz, jaką Oni czerpią z Tego radość?
Jakaż inspiracja, płynie umysłom spragnionym,
Jakże przyjemny wiatr, muska po skrzydle wzniesionym?
Jak w górę unosi zwisającego, poetę?
Szaleńczy wiatr targa, motylego wierszokletę.
Lecz nie koniczne męskości mieć Kobiet sto gmachów,
Jak Motylowi do lotu nie trza polan kwiatów.
Potrzebna mu przestrzeń co w wolności się zawiera,
Latać i czuć mogą bez innego „pomagiera”.
poniedziałek, 11 maja 2009
Zmiana podejścia do władz Kościelnych... początki.
Dziś było u Nas w Parafii Bierzmowanie.
Przełamując swoją niechęć do Biskupstwa (I w ogóle większości władzy, tak świeckiej, jak duchowej) postanowiłem znaleźć pozytywne cechy w tym człowieku.
(Zdaje się Św. Ignacy z Loyoli robił tak, że jak dwóch współbraci zakonnych się nie znosiło to doprowadzał do konfrontacji, „polecając” im przebywać ze sobą.)
Tak więc znalazłem dziś dwie cechy dobre w tym konkretnym Biskupie.
Pierwsza.
Miał dosyć ciekawe kazanie. Oczywiście z racji czasu na nie poświęconego część ludzi odpłynęła umysłami daleko, ale mnie osobiście się podobało.
Druga.
Miał zdrowe podejście do szacunku dla świątyni Pana.
Chyba ze trzy razy przerwał czynność, którą wykonywał (lub zaczynał wykonywać), żeby wywalić fotografa z pod prezbiterium.
Czy miał jeszcze jakieś pozytywne cechy?
No był miły. Albo sprawił takie wrażenie. Aczkolwiek nie mogę temu zaprzeczyć.
Cóż widzę, że na mojej drodze do tolerowania „władz” Kościelnych jeszcze sporo do przebycia. No ale w końcu pierwsi Chrześcijanie słowo „Biskup” mieli na równi z „Opiekun”. A Oni są dla mnie jednym z głównych wzorów Kościoła.
Pisałem już kiedyś, że nie umiem zdzierżyć nazywania Wspólnoty Chrześcijan „Instytucją”?
Albo zwrotów takich jak „Urząd Biskupi” itp.
Za każdym razem mam wrażenie, że nie o to chodziło Chrystusowi…
Dobra. Koniec herezji i niechęci do diecezjali. Trza w każdym widzieć jakieś dobro.
Przełamując swoją niechęć do Biskupstwa (I w ogóle większości władzy, tak świeckiej, jak duchowej) postanowiłem znaleźć pozytywne cechy w tym człowieku.
(Zdaje się Św. Ignacy z Loyoli robił tak, że jak dwóch współbraci zakonnych się nie znosiło to doprowadzał do konfrontacji, „polecając” im przebywać ze sobą.)
Tak więc znalazłem dziś dwie cechy dobre w tym konkretnym Biskupie.
Pierwsza.
Miał dosyć ciekawe kazanie. Oczywiście z racji czasu na nie poświęconego część ludzi odpłynęła umysłami daleko, ale mnie osobiście się podobało.
Druga.
Miał zdrowe podejście do szacunku dla świątyni Pana.
Chyba ze trzy razy przerwał czynność, którą wykonywał (lub zaczynał wykonywać), żeby wywalić fotografa z pod prezbiterium.
Czy miał jeszcze jakieś pozytywne cechy?
No był miły. Albo sprawił takie wrażenie. Aczkolwiek nie mogę temu zaprzeczyć.
Cóż widzę, że na mojej drodze do tolerowania „władz” Kościelnych jeszcze sporo do przebycia. No ale w końcu pierwsi Chrześcijanie słowo „Biskup” mieli na równi z „Opiekun”. A Oni są dla mnie jednym z głównych wzorów Kościoła.
Pisałem już kiedyś, że nie umiem zdzierżyć nazywania Wspólnoty Chrześcijan „Instytucją”?
Albo zwrotów takich jak „Urząd Biskupi” itp.
Za każdym razem mam wrażenie, że nie o to chodziło Chrystusowi…
Dobra. Koniec herezji i niechęci do diecezjali. Trza w każdym widzieć jakieś dobro.
Wiersz Szósty
„Poemat o Wolności”
Żył pewien człowiek, co na imię Józef miał.
Sprzedany przez braci, egipski żywot pchał.
Ratunkiem i radą faraonowi był,
Przed głodu plagą ten egipski naród skrył.
Gdy rodzinę sprowadził do pustynnych bram,
Zapewnił im schronienie i dostatek tam.
Gdy zmarł, wpadli w niewolę tych gościnnych łap,
Nie spostrzegli oni w czas- faraońskich krat.
I nadszedł kolejny tego dworu wybranek,
Co przez matkę w koszyku uratowany,
Stronił od nałożnic, pijaństwa, kochanek.
Uwolnił ten lud, przez Boga miłowany.
Niedługo jednak cieszyli się wolnością,
Żądali od Pana, by nadał króla im.
Wszyscy ukorzeni przed jego godnością,
Zmuszeni byli znosić, zmienność Saula min.
Znów uwolnił ich przez prostego człowieka,
Dawid nań wołali, a tłum zwierzęcy pasł.
Przyjął on na siebie królewskich brzemion pas.
Wyzwolił ich Jahwe, Bóg ten, co nie zwleka
Lecz długo utopia ich piękna nie trwała.
Szemrali i knuli na Boskie wymogi,
Nie na rękę im były słuszne wyroki.
Wtem babilońska okupacja nastała.
Sprowadził ich Pan, ze wszystkich krańców świata,
Mówili w ów czas; Jahwe Nasz naród splata.
Posyłał proroków, by w wolności żyli.
Jaki czas minął, nim się znów odwrócili?
I nastąpił ten czas potężnego Rzymu,
Przyszła władza Imperium wielkiego czynu.
„Niemoralny to kraj”, mówiono w te czasy.
Władzę trzymały łacińskie urzędasy.
I narodził się Chrystus, nas Pan i nasz Król,
Co wyzwolił Izrael z Rzymskich kajdanów,
I oto wtem przyszedł: Chrystus, przyjaciel mój.
Uwolnił barbarzyńców, z niewoli grzechów.
Wolny lud podzielił się na wszelki stan.
Tych co rządzą, co się modlą i co walczą
W ojczyzny obronie, do tego każdy pan,
Ciemiężył chłopski stan, na ziemiach swych pracą.
Za mórz bezkresem odważnie żyli ludzie.
Ci rzekli do króla obywatele tak:
Nie chcemy by Twój, że wisiał nad Nami bat.
Rewolucje poczęli, walczyli w trudzie
O wolność, o godność walczyli dziadowie,
A kraj ten z wolności, znany w świecie całym,
Ochraniał, pomagał tak wielkim i małym.
Marzenia sprzedali leniwi synowie.
A Kraj z lekka skąpaną w krwi białą flagą,
Wiary bronił natchnięty Boską odwagą.
Bunt wzniósł Europejskiemu świata ciemiężcy,
Padł! Porzucili go sojusznicy męscy.
A wyzwolony z pod władzy okupanta,
Uciekłszy w ramiona gorszego bękarta,
W Radziecką niewolę na czas długi popadł.
Się miotał, się miotał, aż Rosjanin go dopadł.
Cóż mógł uczynić ów ten zlękniony Naród,
W czas gdy od Radzieckiej uciekał pożogi.
Na oślep nałożył te kajdany darów,
Co dalej się zdarzy myśleć jestem trwogi.
Żył pewien człowiek, co na imię Józef miał.
Sprzedany przez braci, egipski żywot pchał.
Ratunkiem i radą faraonowi był,
Przed głodu plagą ten egipski naród skrył.
Gdy rodzinę sprowadził do pustynnych bram,
Zapewnił im schronienie i dostatek tam.
Gdy zmarł, wpadli w niewolę tych gościnnych łap,
Nie spostrzegli oni w czas- faraońskich krat.
I nadszedł kolejny tego dworu wybranek,
Co przez matkę w koszyku uratowany,
Stronił od nałożnic, pijaństwa, kochanek.
Uwolnił ten lud, przez Boga miłowany.
Niedługo jednak cieszyli się wolnością,
Żądali od Pana, by nadał króla im.
Wszyscy ukorzeni przed jego godnością,
Zmuszeni byli znosić, zmienność Saula min.
Znów uwolnił ich przez prostego człowieka,
Dawid nań wołali, a tłum zwierzęcy pasł.
Przyjął on na siebie królewskich brzemion pas.
Wyzwolił ich Jahwe, Bóg ten, co nie zwleka
Lecz długo utopia ich piękna nie trwała.
Szemrali i knuli na Boskie wymogi,
Nie na rękę im były słuszne wyroki.
Wtem babilońska okupacja nastała.
Sprowadził ich Pan, ze wszystkich krańców świata,
Mówili w ów czas; Jahwe Nasz naród splata.
Posyłał proroków, by w wolności żyli.
Jaki czas minął, nim się znów odwrócili?
I nastąpił ten czas potężnego Rzymu,
Przyszła władza Imperium wielkiego czynu.
„Niemoralny to kraj”, mówiono w te czasy.
Władzę trzymały łacińskie urzędasy.
I narodził się Chrystus, nas Pan i nasz Król,
Co wyzwolił Izrael z Rzymskich kajdanów,
I oto wtem przyszedł: Chrystus, przyjaciel mój.
Uwolnił barbarzyńców, z niewoli grzechów.
Wolny lud podzielił się na wszelki stan.
Tych co rządzą, co się modlą i co walczą
W ojczyzny obronie, do tego każdy pan,
Ciemiężył chłopski stan, na ziemiach swych pracą.
Za mórz bezkresem odważnie żyli ludzie.
Ci rzekli do króla obywatele tak:
Nie chcemy by Twój, że wisiał nad Nami bat.
Rewolucje poczęli, walczyli w trudzie
O wolność, o godność walczyli dziadowie,
A kraj ten z wolności, znany w świecie całym,
Ochraniał, pomagał tak wielkim i małym.
Marzenia sprzedali leniwi synowie.
A Kraj z lekka skąpaną w krwi białą flagą,
Wiary bronił natchnięty Boską odwagą.
Bunt wzniósł Europejskiemu świata ciemiężcy,
Padł! Porzucili go sojusznicy męscy.
A wyzwolony z pod władzy okupanta,
Uciekłszy w ramiona gorszego bękarta,
W Radziecką niewolę na czas długi popadł.
Się miotał, się miotał, aż Rosjanin go dopadł.
Cóż mógł uczynić ów ten zlękniony Naród,
W czas gdy od Radzieckiej uciekał pożogi.
Na oślep nałożył te kajdany darów,
Co dalej się zdarzy myśleć jestem trwogi.
niedziela, 10 maja 2009
Ognisko w Mędłowie i 18h snu.
Ok.
Wróciłem wczoraj rano z osiemnastych urodzin koleżanki z klasy, które odbyły się w Mędłowie czy jakiejś takiej wiosce.
Kolejny opis mojego pobytu gdzieś tam, na który nie starcza mi czasu, żeby go napisać.
W każdym razie rano byłem jeszcze na spotkaniu grupki MAGISowej, a po powrocie, poszwendałem się po domu godzinkę i postanowiłem odespać braki snu z ostatniego tygodnia. Chyba mi się udało… Obudziłem się, dziś rano. Jakieś 18 godzin snu mam za sobą. Może starczy na kolejny aktywny tydzień… Szkoda trochę bo przespałem imieniny babci, Ale dziś do Niej pojadę złożyć spóźnione życzenia.
A właśnie. Znalazłem swój zeszyt z jeszcze kilkoma wierszami i opisem wypadu do Sącza. :)
Wróciłem wczoraj rano z osiemnastych urodzin koleżanki z klasy, które odbyły się w Mędłowie czy jakiejś takiej wiosce.
Kolejny opis mojego pobytu gdzieś tam, na który nie starcza mi czasu, żeby go napisać.
W każdym razie rano byłem jeszcze na spotkaniu grupki MAGISowej, a po powrocie, poszwendałem się po domu godzinkę i postanowiłem odespać braki snu z ostatniego tygodnia. Chyba mi się udało… Obudziłem się, dziś rano. Jakieś 18 godzin snu mam za sobą. Może starczy na kolejny aktywny tydzień… Szkoda trochę bo przespałem imieniny babci, Ale dziś do Niej pojadę złożyć spóźnione życzenia.
A właśnie. Znalazłem swój zeszyt z jeszcze kilkoma wierszami i opisem wypadu do Sącza. :)
środa, 6 maja 2009
Powrót z Sącza
Wróciłem z Sącza.
Wrażenia z podróży mam zapisane w zeszycie, więc jak znajdę czas to wrzucę tu (tia... tak jak znalazłem czas, żeby przepisać "Dziennik Rekolekcji 2008").
Myślę, że gdzieś między wierszami się pojawi tu. ;]
Wrażenia z podróży mam zapisane w zeszycie, więc jak znajdę czas to wrzucę tu (tia... tak jak znalazłem czas, żeby przepisać "Dziennik Rekolekcji 2008").
Myślę, że gdzieś między wierszami się pojawi tu. ;]
niedziela, 3 maja 2009
3 Maj
Ok.
Dziś Trzeci maja. Hmm...
To jest ta no ... rocznica Konstytucji.
Jest co jeszcze... Jest Niedziela, jest wolne, jest dzień przed maturami, jest Trzecio-Majówka...
Co jeszcze dzis jest...
Ok. Ostatecznie dzis wieczorem po Mszy Św. wyjeźdźam do Sącza. Obiecałem w zeszłym roku, że odwiedze ludzi tam, Chce ich odwiedzić bo serio się za Nimi stęskniłem, Mama sygnalizuje mi już jakiś czas, że niektóre moje ideologie nie są dobre, a w Sączu jest Człowiek, który jak sądze będzie mi umiał wytłumaczyć to.
No i poza tym trzeba sie kiedyś wyrwać z osaczającego mnie, życia codziennego.
:)
Dziś Trzeci maja. Hmm...
To jest ta no ... rocznica Konstytucji.
Jest co jeszcze... Jest Niedziela, jest wolne, jest dzień przed maturami, jest Trzecio-Majówka...
Co jeszcze dzis jest...
Ok. Ostatecznie dzis wieczorem po Mszy Św. wyjeźdźam do Sącza. Obiecałem w zeszłym roku, że odwiedze ludzi tam, Chce ich odwiedzić bo serio się za Nimi stęskniłem, Mama sygnalizuje mi już jakiś czas, że niektóre moje ideologie nie są dobre, a w Sączu jest Człowiek, który jak sądze będzie mi umiał wytłumaczyć to.
No i poza tym trzeba sie kiedyś wyrwać z osaczającego mnie, życia codziennego.
:)
Wiersz Piąty
„Sanctum Revolte”
Przegnali my Turków z Wiedeńskich bram,
Lecz i Krzyżaków, tam z Grunwaldzkich pól.
Nasz Naród jest silny, choć zazwyczaj sam,
Rusza bez trwogi na mieczy wrogich tłum.
Mój Pan mnie wspiera jak Ojczyznę mą,
Doświadcza cierpieniem, jak i chwałą swą.
W Nim duch mój waleczny nie zlęknie się zła,
Z Nim w ciele wytrwałym, znajdę się ja.
Powstańmy Bracia i Siostry też, w bój.
Niskie Nam są mury, płytkie zasadzki,
Krwią zalejmy ciemiężców posadzki,
Lecz Krew to Chrystusa, przebaczenia zdrój.
Ruszymy na twierdze, obwarowań chór.
Runie jak gilotyny, tego dziś chciej.
Katów zwolnimy z ich ponurawych ról,
Będziemy wolni od nienawiści swej.
Łamać będziemy niewoli systemy,
Wołać za Nimi, wtem będą treny.
Głosić zaczniemy, że Miłości chcemy,
Zostaną kwestie, znikną problemy.
To będzie Nasz Świat.
Rewolucji Kwiat.
Przegnali my Turków z Wiedeńskich bram,
Lecz i Krzyżaków, tam z Grunwaldzkich pól.
Nasz Naród jest silny, choć zazwyczaj sam,
Rusza bez trwogi na mieczy wrogich tłum.
Mój Pan mnie wspiera jak Ojczyznę mą,
Doświadcza cierpieniem, jak i chwałą swą.
W Nim duch mój waleczny nie zlęknie się zła,
Z Nim w ciele wytrwałym, znajdę się ja.
Powstańmy Bracia i Siostry też, w bój.
Niskie Nam są mury, płytkie zasadzki,
Krwią zalejmy ciemiężców posadzki,
Lecz Krew to Chrystusa, przebaczenia zdrój.
Ruszymy na twierdze, obwarowań chór.
Runie jak gilotyny, tego dziś chciej.
Katów zwolnimy z ich ponurawych ról,
Będziemy wolni od nienawiści swej.
Łamać będziemy niewoli systemy,
Wołać za Nimi, wtem będą treny.
Głosić zaczniemy, że Miłości chcemy,
Zostaną kwestie, znikną problemy.
To będzie Nasz Świat.
Rewolucji Kwiat.
sobota, 2 maja 2009
Wiersz Czwarty
„ „
Jak dobra Babcia, wita czule wnuki swe.
Jak wzrokiem przygasłym, często dogląda je.
Jak starszy już Dziadek, tak dumny z dziatek tych,
Opowiada, gawędzi, o przygodach swych.
Jak wytrwała Matka do ich dziecięcych łez,
Biegnie gdzie umysły mają przestrzeni kres.
Jak zmęczony Ojciec, szukając dzieci tam,
Prędko biegnie co sił i biegnie, choćby sam.
Jak młody Chłopiec w cichej nieśmiałości swej,
Spoczywa z drżeniem, w milczenia męczarni tej.
Jak młode Dziewcze, w ogromie marzeń serca,
Speszona ucieka w skryte siebie miejsca.
Jak Mężczyzna co na pustynie uchodzi,
Szukając do niewiasty sposobnej drogi.
Jak Kobieta, z wolna księgę otworzywszy,
Ukazuje, pierwej rumieniec tworzywszy.
Jak Wędrowiec drogą cicho sobie idąc,
Pomaga niewinnym, zło czyniącym winiąc.
Jak Przyjaciel broni swego Przyjaciela,
Trwa przy Nim, tak w biedzie, jak i od wesela.
Od Pana dostaje Miłość tą… i więcej,
Jak mam nie miłować, nie kochać goręcej.
Jak dobra Babcia, wita czule wnuki swe.
Jak wzrokiem przygasłym, często dogląda je.
Jak starszy już Dziadek, tak dumny z dziatek tych,
Opowiada, gawędzi, o przygodach swych.
Jak wytrwała Matka do ich dziecięcych łez,
Biegnie gdzie umysły mają przestrzeni kres.
Jak zmęczony Ojciec, szukając dzieci tam,
Prędko biegnie co sił i biegnie, choćby sam.
Jak młody Chłopiec w cichej nieśmiałości swej,
Spoczywa z drżeniem, w milczenia męczarni tej.
Jak młode Dziewcze, w ogromie marzeń serca,
Speszona ucieka w skryte siebie miejsca.
Jak Mężczyzna co na pustynie uchodzi,
Szukając do niewiasty sposobnej drogi.
Jak Kobieta, z wolna księgę otworzywszy,
Ukazuje, pierwej rumieniec tworzywszy.
Jak Wędrowiec drogą cicho sobie idąc,
Pomaga niewinnym, zło czyniącym winiąc.
Jak Przyjaciel broni swego Przyjaciela,
Trwa przy Nim, tak w biedzie, jak i od wesela.
Od Pana dostaje Miłość tą… i więcej,
Jak mam nie miłować, nie kochać goręcej.
I po majówce.
Miałem być dziś z ludźmi ze Wspólnoty na majówkowym przejściu przez góry z Barda do Kłodzka. Miałem, ale się nie udało. Wczoraj spotkałem jakiegoś pijaczynę na drodze, któremu się nie podobało, że idę, no i zaczął się rzucać. W obronie innej osoby walczyłbym, ale nie chciałem wszczynać większej bójki by uniknąć kilku guzów. No trochę szkoda, że te guzy to na głowie. Więc zostałem w domu na "obserwacji". Szkoda. Drugi rok z rzędu nie jestem ze Wspólnotą na Majówce (w trójmieście w zeszłym roku też nie wyszło).
piątek, 1 maja 2009
przerywnik
Ok. Przerywnikowo, w notkach będą pojawiać się namiastki mojej twórczości, więc gdy już będzie Wam się bardzo nudzić to poczytajcie se stare noki albo napiszcie txty typu: "CZUCZ! Milcz." ;D
Pierwsze dwa wiersze zużytkuje jak polecono w "Stowarzyszeniu umarłych poetów" ("nie piszemy poezji bo jest piękna, Piszemy poezje by uwodzić kobiety"), a Trzeci jest prezentem urodzinowym, więc pisanie Tu zacznę od czwartego wiersza ;D
Pierwsze dwa wiersze zużytkuje jak polecono w "Stowarzyszeniu umarłych poetów" ("nie piszemy poezji bo jest piękna, Piszemy poezje by uwodzić kobiety"), a Trzeci jest prezentem urodzinowym, więc pisanie Tu zacznę od czwartego wiersza ;D
czwartek, 30 kwietnia 2009
Urodziny Wind.
Jeśli czegoś pragniecie, to módlcie się i działajcie.
Jednak jeśli uważasz, że Twoje życie jest nudne, to poważnie zastanów się, nim zaczniesz narzekać na to Ojcu.
Choć powiem. Nie żałuje ;]
Koleżanka z klasy zaprosiła mnie na swoje 18 urodziny.
Musiałem się na nie niestety spóźnić, przez wzgląd na różnorakie obowiązki, których już tu rozpisywać nie będę.
Ruszyłem z domu z zaproszeniem i wierszem (znaczy się prezentem).
Ruszyłem i zrozumiałem, że „nie wiem jak tam trafić”. Zadzwoniłem i wskazali mi ludzie dwa przystanki, gdzie zatrzymują się, podróżne tam bany.
Chciałem wsiąść w 704 i pojechać proponowaną trasą. Napotkałem po drodze grupę kibiców, co szczęśliwi z meczu radośnie wracali. Powiedzmy, że mniej niż bardziej własnowolnie wsiadłem do autobusu, (Nie lubię chodzić z tłumem, ale tym razem się „przemogłem”, a właściwie to mnie przemógł tłum).
Nie byłem pewien czy powinienem jechać tym autobusem, szczególnie dlatego że jechał w inną stronę. W związku z tym gdy „mnie wysiedli” z autobusu (z grupką jakiś ludzi), nie biegłem za nim tylko zadzwoniłem, by o dalszą drogę zapytać. Zadzwoniłem i dowiedziałem się, że Autobus mi pasował nawet i powinienem podjechać nim jeszcze przystanek. Tam miałem przesiąść się w inny autobus, więc do owego przystanku podszedłem. Różnych rzeczy nauczyło mnie podróżowanie do szkoły, można z autobusu być wypchniętym (gdy wysiada dużo ludzi, lub wepchniętym (gdy dużo ludzi wsiada). Pierwszy raz zostałem „wciągnięty”. Stoję sobie na przystanku, przyjeżdża autobus, otwierają się drzwi, inna grupa kibiców woła coś na styl „Heeeej” i jestem w autobusie. całkiem mili ludzie z tych kibiców. Rzadko widzę tak radosnych ludzi. Na następnym przystanku wysiadłem i udałem się, zgodnie ze wskazówkami, na przystanek by wsiąść w 403 lub 103.
Prosta sprawa. Wsiadam do Autobusu, liczę przystanki, około 6 powinienem wysiąść na jakiejś „Warmińskiej” czy coś. WARZNE! Nie wysiadaj na innym przystanku bo kumplowi co liczył mogły się pomylić przystanki po drodze. Ok. Jadę, liczę przystanki. Pierwszy, Drugi, Trzeci, Czwarty, (Tu mijałem znajomą trochę okolice), Piąty (Tu znów wróciłem do stanu błogiej nieświadomości miejsca, czasu i akcji), Szósty (Zadzwoniłem do Adriana i powiedziałem, gdzie jestem, a On, że już niedługo i żebym patrzył na nazwy przystanków), Siódmy, Ósmy, Dziewiąty, Dziesiąty, Jedenasty, Dwunasty (Tu znów zadzwoniłem bo coś mi nie pasowało.) „Chyba pojechałeś za daleko.” Usłyszałem w telefonie, toteż szybko opuściłem środek transportu. Kiedy jednak usłyszałem „Jesteś jeszcze w tym autobusie?” i widziałem zamykające się drzwi, wiedziałem jakie będzie następne zdanie. Zacząłem gonić ten autobus i tak przebiegłem jeszcze dwa albo trzy przystanki (Przestałem liczyć gdy jakaś zgraja psów przyłączyła się do mojego pościgu). Ostatecznie dostałem polecenie cofnięcia się trochę, więc podążyłem do przystanku najbliższego. Jakimś przedostatnim banem dojechałem do przystanku, który określił kumpel jako: „Stój tam i się nie ruszaj”.
Więc stałem i nie ruszałem się. Chciałem poprosić przechodniów o podrapanie po nosie, ale chyba i tak dość już byli zaskoczeni. Po pewnym czasie znów zadzwoniłem do Adriana (dobrze że zastygłem z telefonem przy twarzy) i zapytałem czy już mogę się poruszać.
W końcu mnie z tam tond zgarnęli, ludzie którzy po mnie wyszli i dalej było już spokojnie.
Cały paradoks podróży oparł się na tym, że Adrian kazał mi wysiąść na przystanku (siódmym), na którym stawał tylko jeden z podanych przez Niego autobusów. Droga rozdzielała im się, za szóstym przystankiem.
Wiersz chyba się jubilatce podobał, a przy okazji to były pierwsze urodziny na których widziałem motyw sesji RPG. ;D
Jednak jeśli uważasz, że Twoje życie jest nudne, to poważnie zastanów się, nim zaczniesz narzekać na to Ojcu.
Choć powiem. Nie żałuje ;]
Koleżanka z klasy zaprosiła mnie na swoje 18 urodziny.
Musiałem się na nie niestety spóźnić, przez wzgląd na różnorakie obowiązki, których już tu rozpisywać nie będę.
Ruszyłem z domu z zaproszeniem i wierszem (znaczy się prezentem).
Ruszyłem i zrozumiałem, że „nie wiem jak tam trafić”. Zadzwoniłem i wskazali mi ludzie dwa przystanki, gdzie zatrzymują się, podróżne tam bany.
Chciałem wsiąść w 704 i pojechać proponowaną trasą. Napotkałem po drodze grupę kibiców, co szczęśliwi z meczu radośnie wracali. Powiedzmy, że mniej niż bardziej własnowolnie wsiadłem do autobusu, (Nie lubię chodzić z tłumem, ale tym razem się „przemogłem”, a właściwie to mnie przemógł tłum).
Nie byłem pewien czy powinienem jechać tym autobusem, szczególnie dlatego że jechał w inną stronę. W związku z tym gdy „mnie wysiedli” z autobusu (z grupką jakiś ludzi), nie biegłem za nim tylko zadzwoniłem, by o dalszą drogę zapytać. Zadzwoniłem i dowiedziałem się, że Autobus mi pasował nawet i powinienem podjechać nim jeszcze przystanek. Tam miałem przesiąść się w inny autobus, więc do owego przystanku podszedłem. Różnych rzeczy nauczyło mnie podróżowanie do szkoły, można z autobusu być wypchniętym (gdy wysiada dużo ludzi, lub wepchniętym (gdy dużo ludzi wsiada). Pierwszy raz zostałem „wciągnięty”. Stoję sobie na przystanku, przyjeżdża autobus, otwierają się drzwi, inna grupa kibiców woła coś na styl „Heeeej” i jestem w autobusie. całkiem mili ludzie z tych kibiców. Rzadko widzę tak radosnych ludzi. Na następnym przystanku wysiadłem i udałem się, zgodnie ze wskazówkami, na przystanek by wsiąść w 403 lub 103.
Prosta sprawa. Wsiadam do Autobusu, liczę przystanki, około 6 powinienem wysiąść na jakiejś „Warmińskiej” czy coś. WARZNE! Nie wysiadaj na innym przystanku bo kumplowi co liczył mogły się pomylić przystanki po drodze. Ok. Jadę, liczę przystanki. Pierwszy, Drugi, Trzeci, Czwarty, (Tu mijałem znajomą trochę okolice), Piąty (Tu znów wróciłem do stanu błogiej nieświadomości miejsca, czasu i akcji), Szósty (Zadzwoniłem do Adriana i powiedziałem, gdzie jestem, a On, że już niedługo i żebym patrzył na nazwy przystanków), Siódmy, Ósmy, Dziewiąty, Dziesiąty, Jedenasty, Dwunasty (Tu znów zadzwoniłem bo coś mi nie pasowało.) „Chyba pojechałeś za daleko.” Usłyszałem w telefonie, toteż szybko opuściłem środek transportu. Kiedy jednak usłyszałem „Jesteś jeszcze w tym autobusie?” i widziałem zamykające się drzwi, wiedziałem jakie będzie następne zdanie. Zacząłem gonić ten autobus i tak przebiegłem jeszcze dwa albo trzy przystanki (Przestałem liczyć gdy jakaś zgraja psów przyłączyła się do mojego pościgu). Ostatecznie dostałem polecenie cofnięcia się trochę, więc podążyłem do przystanku najbliższego. Jakimś przedostatnim banem dojechałem do przystanku, który określił kumpel jako: „Stój tam i się nie ruszaj”.
Więc stałem i nie ruszałem się. Chciałem poprosić przechodniów o podrapanie po nosie, ale chyba i tak dość już byli zaskoczeni. Po pewnym czasie znów zadzwoniłem do Adriana (dobrze że zastygłem z telefonem przy twarzy) i zapytałem czy już mogę się poruszać.
W końcu mnie z tam tond zgarnęli, ludzie którzy po mnie wyszli i dalej było już spokojnie.
Cały paradoks podróży oparł się na tym, że Adrian kazał mi wysiąść na przystanku (siódmym), na którym stawał tylko jeden z podanych przez Niego autobusów. Droga rozdzielała im się, za szóstym przystankiem.
Wiersz chyba się jubilatce podobał, a przy okazji to były pierwsze urodziny na których widziałem motyw sesji RPG. ;D
wtorek, 28 kwietnia 2009
Miniony czas.
Oj dawno nie pisałem.
Cóż, w końcu mam sprawny komputer. Niedługo znów będzie musiał przestać mi służyć na jakieś dwa tygodnie, ale tym razem będę wiedział wcześniej o tym.
Wielu rzeczy tu nie napisałem.
Nie pisałem o tym, że miałem uszkodzony palec u nogi i musiałem „oszczędzać” nogę.
Nie pisałem o tym, że znów próbowałem rysować.
Nie pisałem o tym, że zacząłem pisać wiersze.
Nie pisałem o kolejnej przygodzie.
Ogrom pominiętych spraw.
A więc czas to nadrobić…
Bracia i Siostry, dalej cieszmy się, Zmartwychwstaniem i Zmartwychwstałym, bo czas wesela trwa...
"Jak mogą płakać biesiadnicy gdy oblubieniec jest z Nimi?"
Alleluja!
Cóż, w końcu mam sprawny komputer. Niedługo znów będzie musiał przestać mi służyć na jakieś dwa tygodnie, ale tym razem będę wiedział wcześniej o tym.
Wielu rzeczy tu nie napisałem.
Nie pisałem o tym, że miałem uszkodzony palec u nogi i musiałem „oszczędzać” nogę.
Nie pisałem o tym, że znów próbowałem rysować.
Nie pisałem o tym, że zacząłem pisać wiersze.
Nie pisałem o kolejnej przygodzie.
Ogrom pominiętych spraw.
A więc czas to nadrobić…
Bracia i Siostry, dalej cieszmy się, Zmartwychwstaniem i Zmartwychwstałym, bo czas wesela trwa...
"Jak mogą płakać biesiadnicy gdy oblubieniec jest z Nimi?"
Alleluja!
niedziela, 12 kwietnia 2009
...:::Alleluja:::...
Alleluja!!!
Ciemność jest po to by widzieć Światło.
Zimno jest po to by czuć Ciepło.
Cisza i dźwięki pozwalają siebie nawzajem docenić.
Wieksza radość jest tego ktory pościł niż tego ktory czas pokuty przespał...
Lecz obaj w jednym się łączą.
Radują się przyjściem Pana.
Radujcie się więc Bracia i Siostry bo Oblubieniec jest wśród Nas.
Ciemność jest po to by widzieć Światło.
Zimno jest po to by czuć Ciepło.
Cisza i dźwięki pozwalają siebie nawzajem docenić.
Wieksza radość jest tego ktory pościł niż tego ktory czas pokuty przespał...
Lecz obaj w jednym się łączą.
Radują się przyjściem Pana.
Radujcie się więc Bracia i Siostry bo Oblubieniec jest wśród Nas.
czwartek, 9 kwietnia 2009
12zgłoskowy wieczór
Dziś wreszcie wyszedłem z domu ;D
hmm…
Może opisze wieczór tym dwunastozgłoskowcem ;]
Pierwsze dwie sfory nie były planowanymi rymami więc też nie są jakieś szczególne… ale wszystko da się usprawiedliwić środkami stylistycznymi.
Pod koniec zaczyna nawet brzmieć.
Dziś, także i bowiem późnym wieczorem po
Wspólnotowej modlitwie, ruszyłem w miasto,
by złożyć koledze serdeczne życzenia
na osiemnastą rocznicę narodzenia.
Z pamięci mi uciekła nazwa klubu co
to, w nim siedział kolega szczęśliwy bardzo.
Lecz przypomniała mi się zasada taka:
„To koniec języka miej za przewodnika.”
Znalazłem więc lokal po chwili gadania,
Był tam i kum ów i kumpela zalana.
Dał ja życzenia, lecz ku mojej uwadze
przyszedł fakt że pusto jest tu w tym barze.
Zostałem więc chwilę gadałem, słuchałem,
Aż przyszedł czas, że z towarzystwem wyszedłem.
Tak razem żeśmy budynek opuścili,
Aż na przystanku tam, my się rozdzielili.
Rycerskich honorów kodeks mnie się chwyta,
więc koleżankę, odprowadzałem by Ta…
Nie usnęła w drodze, zmęczeniem okryta
i do domu dotarłszy zdrów cała była.
Rycerskich kodeksów mnie strzegły zalety,
nie korzystać z okazji dla złej uciechy.
Dobry uczynek, tak właśnie wypełniwszy,
wróciłem do domu o wiele szczęśliwszy.
hmm…
Może opisze wieczór tym dwunastozgłoskowcem ;]
Pierwsze dwie sfory nie były planowanymi rymami więc też nie są jakieś szczególne… ale wszystko da się usprawiedliwić środkami stylistycznymi.
Pod koniec zaczyna nawet brzmieć.
Dziś, także i bowiem późnym wieczorem po
Wspólnotowej modlitwie, ruszyłem w miasto,
by złożyć koledze serdeczne życzenia
na osiemnastą rocznicę narodzenia.
Z pamięci mi uciekła nazwa klubu co
to, w nim siedział kolega szczęśliwy bardzo.
Lecz przypomniała mi się zasada taka:
„To koniec języka miej za przewodnika.”
Znalazłem więc lokal po chwili gadania,
Był tam i kum ów i kumpela zalana.
Dał ja życzenia, lecz ku mojej uwadze
przyszedł fakt że pusto jest tu w tym barze.
Zostałem więc chwilę gadałem, słuchałem,
Aż przyszedł czas, że z towarzystwem wyszedłem.
Tak razem żeśmy budynek opuścili,
Aż na przystanku tam, my się rozdzielili.
Rycerskich honorów kodeks mnie się chwyta,
więc koleżankę, odprowadzałem by Ta…
Nie usnęła w drodze, zmęczeniem okryta
i do domu dotarłszy zdrów cała była.
Rycerskich kodeksów mnie strzegły zalety,
nie korzystać z okazji dla złej uciechy.
Dobry uczynek, tak właśnie wypełniwszy,
wróciłem do domu o wiele szczęśliwszy.
sobota, 4 kwietnia 2009
Rozyślania
Szukałem czasu na odpoczynek… szukałem bo plątało mi się po głowie wiele myśli, które chciałem uporządkować, zrozumieć… albo przynajmniej rozeznać.
Myślałem, że najlepszym sposobem na odpoczynek i wyrwanie się z codzienności, będzie wyjazd gdzieś za miasto…
Może do Kłodzka, Opola, Bytomia, albo Sącza…
Jednakże Pan znów pokazał mi, że ma własne rozwiązania.
Leże teraz w domu i jestem chory. Odpoczywam i wyrwałem się z „codzienności”.
Czas leci obok mnie… mało obchodzi mnie, która jest godzina… jedyny związek pory dnia z moją osobą, to zachowania i obecność współdomowników, oraz nasilanie się gorączki… „Kto w swej chorobie dotrwa poranka, nie musi się martwić o dzień…” to tak z moich obserwacji hasło powstało.
W każdym razie już od jakiegoś czasu zmagam się ze sobą by stanąć przed Przyjaciółmi i powiedzieć im:
„Szliśmy razem drogom. Razem na tej wąskiej i trudnej drodze, rozwijaliśmy się i stawaliśmy się bardziej bliscy naszemu Panu, który wszak jest celem naszej wędrówki. Gdy na drodze swej napotkaliśmy mieścinę, razem odpoczęliśmy w niej, odkładając na bok naszą drogę w samorozwoju. Ja jednak, czuje w głębi serca pragnienie podążania dalej starą ścieżką. Ja czuje pragnienie bycia bardziej. Ruszam więc, mając za jedyną pewną rzecz, że nie idę wielką drogą łatwizny, lecz stąpam po zamglonym gruncie zaufania. Jeśli chcesz, chodź ze mną… jeśli pragniesz pozostać… proszę… nie szukaj mnie nigdy na wielkich szlakach występnych.”
Wiem również, że kiedyś przyjdzie czas by te same słowa (lub trudniejsze) ofiarować rodzinie. Lecz nie teraz się to dzieje lecz wtedy, gdy więzy krwi staną się dla mnie niczym.
I Gdy za moim Panem powtórzyć będę mógł:
„Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”
Nie Krew lecz Czyny.
Dużo rozmyślań. Te i wiele innych przechadza się po moim osłabionym umyśle…
Mam teraz czas… rozeznam te myśli i uczynię co będzie do uczynienia.
A Wy Bracia i Siostry, cieszcie się.
Bo chodź nadchodzi czas smutku, gdy zabiorom nam Oblubieńca, i do serc swych tego dnia nie będziemy mogli go przyjąć, to nadejdzie też czas, gdy w weselu i radości wspominać będziemy Jego wielkie zwycięstwo.
Zwycięstwo, które nastało, które się staje, i które przyjdzie.
Myślałem, że najlepszym sposobem na odpoczynek i wyrwanie się z codzienności, będzie wyjazd gdzieś za miasto…
Może do Kłodzka, Opola, Bytomia, albo Sącza…
Jednakże Pan znów pokazał mi, że ma własne rozwiązania.
Leże teraz w domu i jestem chory. Odpoczywam i wyrwałem się z „codzienności”.
Czas leci obok mnie… mało obchodzi mnie, która jest godzina… jedyny związek pory dnia z moją osobą, to zachowania i obecność współdomowników, oraz nasilanie się gorączki… „Kto w swej chorobie dotrwa poranka, nie musi się martwić o dzień…” to tak z moich obserwacji hasło powstało.
W każdym razie już od jakiegoś czasu zmagam się ze sobą by stanąć przed Przyjaciółmi i powiedzieć im:
„Szliśmy razem drogom. Razem na tej wąskiej i trudnej drodze, rozwijaliśmy się i stawaliśmy się bardziej bliscy naszemu Panu, który wszak jest celem naszej wędrówki. Gdy na drodze swej napotkaliśmy mieścinę, razem odpoczęliśmy w niej, odkładając na bok naszą drogę w samorozwoju. Ja jednak, czuje w głębi serca pragnienie podążania dalej starą ścieżką. Ja czuje pragnienie bycia bardziej. Ruszam więc, mając za jedyną pewną rzecz, że nie idę wielką drogą łatwizny, lecz stąpam po zamglonym gruncie zaufania. Jeśli chcesz, chodź ze mną… jeśli pragniesz pozostać… proszę… nie szukaj mnie nigdy na wielkich szlakach występnych.”
Wiem również, że kiedyś przyjdzie czas by te same słowa (lub trudniejsze) ofiarować rodzinie. Lecz nie teraz się to dzieje lecz wtedy, gdy więzy krwi staną się dla mnie niczym.
I Gdy za moim Panem powtórzyć będę mógł:
„Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”
Nie Krew lecz Czyny.
Dużo rozmyślań. Te i wiele innych przechadza się po moim osłabionym umyśle…
Mam teraz czas… rozeznam te myśli i uczynię co będzie do uczynienia.
A Wy Bracia i Siostry, cieszcie się.
Bo chodź nadchodzi czas smutku, gdy zabiorom nam Oblubieńca, i do serc swych tego dnia nie będziemy mogli go przyjąć, to nadejdzie też czas, gdy w weselu i radości wspominać będziemy Jego wielkie zwycięstwo.
Zwycięstwo, które nastało, które się staje, i które przyjdzie.
piątek, 3 kwietnia 2009
przerwa?
Dawnom nie pisał... mało czasu miałem za dni i nocy ostatnich...
Teraz choruje ale już nie długo wrócę do Bloga ;]
Teraz choruje ale już nie długo wrócę do Bloga ;]
poniedziałek, 23 marca 2009
Wypad Rowerowy 22.03
2 i pół godziny soboty, poświęcone na to by mój rowerek wrócił do formy, poszły się grzać.
Niedzielny wypad rowerowy Naszej grupki mogę podsumować kilkoma cytatami:
"To nie jest wentyl rowerowy... pewnie to samochodowy."
"Miałeś racje. Nie ma tu wentyla rowerowego... Tu w ogóle nie ma wentyla."
"Może uda się ten wkręcić... hm.. Panowie tu nawet gwintu nie ma!"
Tak więc mój rowerek odmówił udziału już przed startem, ale przynajmniej widziałem zgranie grupy. Pomimo mojej namowy, by ruszać beze mnie, usłyszałem: "Albo jedziemy wszyscy, albo nie jedziemy".
Szkoda, że to akurat druga opcja zagórowała.
Krótkim podsumowaniem powiem tak... rośniemy liczebnie ale nie spada w Nas entuzjazm.
Niedzielny wypad rowerowy Naszej grupki mogę podsumować kilkoma cytatami:
"To nie jest wentyl rowerowy... pewnie to samochodowy."
"Miałeś racje. Nie ma tu wentyla rowerowego... Tu w ogóle nie ma wentyla."
"Może uda się ten wkręcić... hm.. Panowie tu nawet gwintu nie ma!"
Tak więc mój rowerek odmówił udziału już przed startem, ale przynajmniej widziałem zgranie grupy. Pomimo mojej namowy, by ruszać beze mnie, usłyszałem: "Albo jedziemy wszyscy, albo nie jedziemy".
Szkoda, że to akurat druga opcja zagórowała.
Krótkim podsumowaniem powiem tak... rośniemy liczebnie ale nie spada w Nas entuzjazm.
piątek, 20 marca 2009
Przedsmak
Ostatnimi czasy Pan dał mi przedsmak jednej dróg, którą mogę wybrać…
Droga ku której najbardziej się skłaniam dzieli otaczających ludzi na dwie grupy… Tych którzy przez wzgląd na uczynki będą mi braćmi i siostrami, którzy w głębi swojego bytu czuć będą chęć by iść drogą mojego Pana. Ale również na tych, którzy będą mnie przeklinać, wyszydzać i żywić ku mnie nienawiść.
Trudem głównym tej drogi jest to, że Kochać należy mi i jednych i drugich.
Nie przypadkowo użyłem mocnego słowa w powyższym zdaniu. Nie przypadkowo też piszę, że to trudne.
Na razie uczę się miłować Boga. Człowieka będzie ciężej, lecz nie da się miłować Boga i dzieci Jego przeklinać.
A czym jest owy przedsmak, o którym pisałem na początku?
Dwa wieczory czekając na windę spędziłem na rozmowach Teologicznych ze starszą sąsiadką…
Ostatecznie powiedziała, że jest już starsza i pewnie niedługo umrze… ale przynajmniej Ją uspokoiłem…
Powiem szczerze… podbudowało mnie to w drodze do celu…
Pamiętacie jak kiedyś opisałem sytuacje gdy zadziwił mnie dialog z pewnym pijanym sąsiadem? (jak znajdę to rzucę tu link). Wczoraj spotkałem tego gościa… w lepszym stanie i choć na początku nie jarzył kim jestem… (powtarzał tylko: „Skądś znam tą twarz” do kolegi) to gdy mnie rozpoznał widziałem jak zaświtała mu cała Nasza dawna rozmowa…
To nie wszystkie znaki jakie uczynił wobec mnie Pan… ale wiem, że muszę strzec się Pychy…
Przyjdzie Antychryst, a będzie On człowiekiem doskonałym w modlitwie, dobrych czynach, teologii i działaniu… aż do momentu gdy nie ogarnie go Pycha.
Wtedy dla wierzących przyjdzie czas Pustyni.
I znów udowodniłem sobie, że uwolnienie się, od dawnej „przesadnej pokory” nie ma tylko dobrych skutków… Daje też nowe pole do walki… może przyszedł czas walczyć?
Droga ku której najbardziej się skłaniam dzieli otaczających ludzi na dwie grupy… Tych którzy przez wzgląd na uczynki będą mi braćmi i siostrami, którzy w głębi swojego bytu czuć będą chęć by iść drogą mojego Pana. Ale również na tych, którzy będą mnie przeklinać, wyszydzać i żywić ku mnie nienawiść.
Trudem głównym tej drogi jest to, że Kochać należy mi i jednych i drugich.
Nie przypadkowo użyłem mocnego słowa w powyższym zdaniu. Nie przypadkowo też piszę, że to trudne.
Na razie uczę się miłować Boga. Człowieka będzie ciężej, lecz nie da się miłować Boga i dzieci Jego przeklinać.
A czym jest owy przedsmak, o którym pisałem na początku?
Dwa wieczory czekając na windę spędziłem na rozmowach Teologicznych ze starszą sąsiadką…
Ostatecznie powiedziała, że jest już starsza i pewnie niedługo umrze… ale przynajmniej Ją uspokoiłem…
Powiem szczerze… podbudowało mnie to w drodze do celu…
Pamiętacie jak kiedyś opisałem sytuacje gdy zadziwił mnie dialog z pewnym pijanym sąsiadem? (jak znajdę to rzucę tu link). Wczoraj spotkałem tego gościa… w lepszym stanie i choć na początku nie jarzył kim jestem… (powtarzał tylko: „Skądś znam tą twarz” do kolegi) to gdy mnie rozpoznał widziałem jak zaświtała mu cała Nasza dawna rozmowa…
To nie wszystkie znaki jakie uczynił wobec mnie Pan… ale wiem, że muszę strzec się Pychy…
Przyjdzie Antychryst, a będzie On człowiekiem doskonałym w modlitwie, dobrych czynach, teologii i działaniu… aż do momentu gdy nie ogarnie go Pycha.
Wtedy dla wierzących przyjdzie czas Pustyni.
I znów udowodniłem sobie, że uwolnienie się, od dawnej „przesadnej pokory” nie ma tylko dobrych skutków… Daje też nowe pole do walki… może przyszedł czas walczyć?
niedziela, 15 marca 2009
Badaj ludzkie dusze spojrzeniami ;]
Jeden z mych Przyjaciół osiągnął liczbe lat, przy której państwo obdarza obywateli zaufaniem i odpowiedzialnością za własne czyny.
Dopiero co wróciłem z Kłodzka.
Naprawdę ze świetnymi ludźmi przyszło mi dzielić czas...
Jestem z tego bardzo zadowolony...
Reszte zostawiam sobie na pewne "przemyślenia" z Jezusem...
A właśnie... Moja rodzicielka pierwszy raz nazwała mnie heretykiem ;D
Leci czas obok Nas...
Dopiero co wróciłem z Kłodzka.
Naprawdę ze świetnymi ludźmi przyszło mi dzielić czas...
Jestem z tego bardzo zadowolony...
Reszte zostawiam sobie na pewne "przemyślenia" z Jezusem...
A właśnie... Moja rodzicielka pierwszy raz nazwała mnie heretykiem ;D
Leci czas obok Nas...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
