sobota, 19 września 2009

Wiersz Szesnasty

"Oczy Walki"



Cios! Brzdęk! Cios! Brzdęk!
I stali szczęk,
Rozlega się w powietrzu.
Cios! Brzdęk! Cios! Brzdęk!
Potworny lęk,
Rozwija się w Twym sercu.

Nie bój się w pacerzu.
Nie trwórz się z orężem.
Nie zginiesz Rycerzu,
Z hartowanym sercem.

Cios! Brzdęk! Cios! Brzdęk!
I stali brzdęk,
Chwalebne niesie echo.
Cios! Brzdęk! Cios! Brzdęk!
Potworny lęk,
Ucieka z serca Twego.




Strzał! Świst! Strzał! Świst!
I kuli gwizd,
Przecina wpół powietrze.
Strzał! Świst! Strzał! Świst!
I grozy glizd,
Kilka wgryza się w serce.


Nie bój się w pancerzu.
Nie trwórz z karabinem.
Nie zginiesz Żołnierzu,
Z honoru Rabinem.

Strzał! Świst! Strzał! Świst!
I kuli gwizd,
Niestraszny walczącemu.
Strzał! Świst! Strzał! Śmierć!
I grozy glizd,
Nie widać pośród trenu.



Klik. Świst! Błysk! Bum!
I trupów tłum,
O pomstę Niebios woła.
Klik. Świst! Błysk! Bum!
I cisza dum,
Rozlega się do koła.

Nie trwóż czysty duchu.
Nie bój się bezsilny.
Nie zginiesz mój druhu,
Wiarą jesteś silny.

Klik. Świst! Błysk! Bum!
I trupów tłum,
Pozostał w resztkach domów.
Klik. Świst! Błysk! Bum!
I cisza dum,
Zgwałcona wśród gromów.

środa, 16 września 2009

Parodia

Pisałem już, że Bóg ma niezłe poczucie humoru?

Wczoraj się postanowił zemną pośmiać.
Może przytoczę tą anegdotkę.

Na lekcji Angielskiego nauczyciel wysłał mnie po dziennik.
Doświadczony przez dwa lata wiedziałem, że najprawdopodobniej ma go nasza „wychowawczyni”.
Akurat Angielski mieliśmy w sali obok 3 innych pracowni informatycznych, (pani „wychowawczyni” jest „informatykiem”) więc postanowiłem sprawdzić czy, w którejś z nich nie ma Jej z dziennikiem.
Pukałem do dwóch sal gdzie najczęściej przebywa. Nie było w żadnej, nikogo.
Poszedłem do pokoju nauczycielskiego mijając na korytarzu dziewczyny gadające o czymś tam, które chyba nie miały akurat lekcji czy coś (nie wiem dokładnie bo nie pytałem).
W pokoju nauczycielskim także nikogo nie było (przynajmniej nikt nie otworzył mi drzwi gdy pukałem).
Poprosiłem jakąś przechodzącą panią o otwarcie ale powiedziała, że nie ma do tego uprawnień po czym podniosła jakiś papierek, którym ktoś na przerwie (jak widać) nie trafił do kosza i poszła.
Pomyślałem, że może jednak dziennik jest w drugiej grupie z Angielskiego (choć pani Profesor Hen, rzadko bierze dziennik).
Kiedy wszedłem do sali, pani profesor zaczęła rozmowę po angielsku i zapytała w tracie niej czy przyniosłem dziennik, (mogła się tego spodziewać, ponieważ w zeszłym roku nasza pani Anglistka wysyłała mnie z dziennikiem do pani Hen).
Odpowiedziałem, że: „nie i że właśnie miałem o to samo zapytać”, słowami: „No. And you?”
Pani Hen też nie miała dziennika.
Kiedy wróciłem znów przechodziłem obok tych dziewczyn i zaszedłem jeszcze do ostatniej sali informatycznej gdzie mogłaby być pani „wychowawczyni”.
Zapytały mnie te dziewczyny: „Kogo szukasz?”, więc zapytałem: „Widziałyście panią Brosiło?”.
Pokręciły głową i miały mówić już: „Nie”, ale za mną otwarły się drzwi od sali języka Angielskiego i Nauczyciel z wyrazem oburzenia przykrywającym nieudolnie wielkie zadziwienie, kazał mi natychmiast iść do sali.
Dowiedziałem się później od klasy, że gdy mnie nie było, nauczyciel zaczął się denerwować i pytać gdzie jestem. Klasa zaczęła żartować, że pewnie poszedłem zapalić (powiedzieli tak ponieważ wszyscy wiedzą, że nie palę i było to już maksymalną abstrakcją, na którą umieli się wspiąć.)
Później dodali, (być może żeby bardziej zdenerwować nauczyciela) że poszedłem kupić tosty, a teraz pewnie gadam z jakimiś dziewczynami tuż przed klasą.
Nauczyciel nie mogąc nie-reagować na te humorystyczne aluzje, otwarł drzwi. Co zobaczył?
zobaczył mnie stojącego do Niego tyłem i dziewczyny, które coś mi odpowiadały.

Po lekcji przeprosiłem Anglistę, za to że zabrałem mu czas na lekcji próbując się tłumaczyć i dodałem, że nie mogę go przeprosić, za to kłamstwo, bo go nie okłamałem.
Chyba dalej mi nie wierzy.

poniedziałek, 14 września 2009

18-stka c.d.

Ktoś z Was, drodzy Bracia i Siostry, w komentarzach pod poprzednią notką napisał, że jestem dojrzałym obywatelem (człowiekiem).

Nie wiem jak drastycznie zmienią się te poglądy po dzisiejszej notce, ale jak pisał Św. Paweł:

„Najchętniej więc będę chełpił się z moich słabości”.

W piątek wieczorem wyszedłem na Mszę MAGIS-ową.

Po Mszy była jeszcze próba bo następnego ranka mieliśmy, przedstawić sztukę teatralną, w Gliwicach.

Po próbie, zostałem jeszcze chwile posiedzieć tuż pod tabernakulum, pogadać z Panem.

(Tego samego dnia rano zaskoczył mnie i powiedział mi zaraz po znaku Krzyża, „Wszystkiego Najlepszego”, choć z początku szukałem w pokoju kto to mógł być, to zakłopotanie moje nie trwało długo.)

Wieczorem, to ja mówiłem więcej.

Kiedy wyszedłem z kaplicy i kierowałem się oddać laptopa Ojcu, spotkałem Trzech Przyjaciół, którzy pomogli mi, chwilę później, zapakować do samochodu Ojca Grześka, rekwizyty teatralne.

Ci sami Przyjaciele wyciągnęli mnie (tego samego wieczoru), na „spotkanie w parku”.

Nigdy do tej pory nie piłem alkoholu, a pierwsze piwo obiecał mi postawić kolega z klasy, więc po krótkiej zmianie planów, jeden z towarzyszy kupił pół-litra i poszliśmy.

Jeden z Nas zmył się prawie od razu. Drugi zaś określił mi rano, że miałem „udział większościowy”.

Nie zrobiłem nic aż tak bardzo głupiego. Chyba.

Trochę śpiewałem, trochę rymowałem.

Ogólnie utrzymywałem równowagę, (na przykład gdy poszedłem prosto po drodze, to udało mi się iść prosto, tylko droga skręciła ale to już inna sprawa. I jeszcze ta ławka, która niespodziewanie „wskoczyła” na drogę mą.)

Albo salto w powietrzu, które można też nazwać fikołkiem, ale brzmiało tego wieczoru jak salto.

Najdziwniejsze było to, że wszystko co robiłem widziałem, ale nie miałem za grosz kontroli nad tym. ;]

Mój organizm nie lubi jednak wódki.

Nie tylko, że nie smakowała, na tyle dobrze by trzymać ją w ustach i delektować się (co mam w zwyczaju z napojami robić), ale do tego jeszcze mój żołądek postanowił przekazać część tej „ambrozji” na rzecz miejskiego parku.

Towarzysze tej „kulturalnej rozmowy” eskortowali mnie jednak aż do domu, gdzie poszedłem spać. Wstałem na chwilę w nocy by skorzystać z toalety, (nie chciało mi się wracać do parku, a mój żołądek nie zrozumiał, że już starczy, tego altruistycznego dzielenia się „sobą”).

I zasnąłem.

Brat gdy mnie odnalazł, zachował się jak miłosierny samarytanin.

Rozłożył łóżko, wrzucił mnie tam, posprzątał po mnie, zostawił miskę obok łóżka, dwa razy powtórzył, że jest obok łóżka miska. Za drugim razem załapałem, ale już nie była potrzebna.

Rano gdy wstałem (po jakiś 3 godzinach) przeprosiłem mamę, ale nie wiedziała za co.

Dopiero gdy wychodziłem zapytała, czy czasem nie piłem nic wczoraj. Więc odpowiedziałem szczerze i wyszedłem ;].

To było bardzo nieodpowiedzialne.

Cieszę się jednak z tego doświadczenia, bo wiem teraz czego nie powinienem robić i czym to grozi.

Ktoś pewnie zapyta:

Czym się tu chwalić?

Szczeniacki wybryk rozgłaszasz?

Czemuś nie przemilczał tej sprawy?

Jedna jest odpowiedź.

Jeśli dam Wam poznać tylko dobre me strony to okłamię Was, mówiąc, że o sobie opowiedziałem.

Jeśli zaś dobre i złe strony me znacie, to możecie powiedzieć, że jest to tak jakbyście i mnie znali.

piątek, 11 września 2009

18-stka

Dziś mam osiemnaste urodziny.

Nic takiego.

Dorosły w pełnym tego słowa znaczeniu, zacznę być po skończeniu dwudziestu jeden lat, albo po ślubie, zakonnym lub małżeńskim, ale i tak przynosi mi dzisiejszy dzień pewną rozterkę moralną.

Żyje w państwie demokratycznym.

Demokracja to system, który wymaga od obywateli o wiele większej odpowiedzialności, niż posiada średni obywatel w tym narodzie.

Otóż, za decyzje władzy (którą teoretycznie tworzymy wszyscy) odpowiadamy również wszyscy, którzy do głosowania są uprawnieni.

W Kraju w którym żyję (jak i w większości dzisiejszych Demokratycznych Państw) stajemy przed wyborem i głosujemy na kogo chcemy, ale patrząc na tą kwestie z innej perspektywy nie mamy możliwości zagłosowania na nikogo.

Mamy obowiązek wybrać człowieka, który będzie reprezentował NASZE interesy, a tymczasem, żaden z przedstawionych Nam kandydatów, nie reprezentuje ich.

Nie chcę być odpowiedzialny za decyzje podjęte przez idiotów, lub/i sprzedajne świnie.

Jedynym sposobem na, nie branie odpowiedzialności, której nie powinniśmy zresztą brać, jest nie posiadanie dowodu osobistego, który uprawnia do głosowania.

Tymczasem, Państwo w którym żyję, wymaga ode mnie posiadania takiego dowodu, by mieć prawo do utożsamiania się z podmiotem określanym przez język jako „Polak”.

Jako potomek Polaków, którzy Kraj ten tworzyli i poświęcili się za Niego, nie mogę zrezygnować z tożsamości Narodowej.

Tymczasem ktoś, bez żadnego uzasadnienia prawnego, nakazuje mi przyjęcie obywatelstwa, jako obowiązkowy warunek zachowania tożsamości narodowej.

Pierwszy dowód osobisty, narzucił Polakom Niemiecki okupant (tzw. „Palcówki” czyli Fingerabdruck [z Niem. „odcisk palca”]).

To przykre, że pomimo wyzwolenia się, z niewoli, dalej pozwalamy się kontrolować. Tym razem już własnym braciom, ale jednak.

To jak wilk, który wyrwał się człowiekowi, chcącemu go udomowić. Czym dla takiego wilka jest obroża, której nie postanowił zdjąć pomimo sposobności ku temu?

Pewnie wyrobię sobie ten dowód osobisty, bo jeszcze nie czas na masowe przebudzenie i nie czas Krwawej ery Rewolucji, jeszcze.

Bunt w tej chwili mógłby sprawić, że nie byłoby mnie w czasie, gdy większe rzeczy będzie ode mnie wymagał, Jedyny mój Pan.

Idealny dzień na osiemnastkę.

Koniec tygodnia szkolnego, rocznica wybuchu Światowego centrum Handlu, rocznica śmierci wielu ludzi różnych narodowości, rocznica kolejnej śmierci moralności ludzkiej, piątek- wspomnienie męki Pańskiej.

Dobrego dnia Siostry i Bracia.

wtorek, 8 września 2009

Dziś pierwszy dzień kiedy mam dość czasu na napisanie notki i akurat dziś nie mam na to siły.

Pierwszy raz nie mam siły, nie dlatego że jestem zmęczony czy śpiący. Dziś zauważyłem, że jestem chory. Dokładniej powiedział mi to termometr, katar i ciepłe czoło.


Nie mam czasu na chorowanie, za dużo jeszcze przedmą.

Odpocznę… za tydzień dwa.

piątek, 4 września 2009

.

Dodałem dziś trzy wiersze, których nie miałem wcześniej czasu przepisać.
Dzięki wizycie u dentysty, mam właśnie chwilkę czasu wolnego, bo musiałem wcześniej opóścić szkołę.

A przy okazji to dwusetna notka.

Dobrych dni, Bracia i Siostry.

Wiersz Czternasty

"Manifest Adekadentyczny"


Ten mrok, Cię ogarnie milczący Poeto,
Gdy go ognistym słowem nie przegnasz z serca.
A jeśli zastygniesz jak zgaszona świeca,
To sam siebie, pozbawisz decyzji Veto.
Gdy w Cień się chowasz płaszczem swą twarz okrywszy,
Nie dziw, że kona Duch twórczości, porywczy.
Tak brzmi smutny ten los, milczący Poeto.


Kto wmówił duszy co łby skracała Hydrze,
Że jeśliś jak mrówka przed pociąg rzucony,
To choć duch twój do walk w boju ożywiony,
Zejście z torów zagłady wybrać masz chytrze?
Nie walczyć i broń Bóg, innych nie grzać braci,
Któż Ci to nakłamał? Sędziowie czy Kaci?
Gdy miecz krwią spoisz… I serce wyrwij Hydrze.


Nie dziw, że marzną. Jeśliś ognia nie głosił,
Serca Twych Towarzyszy w globalnym chłodzie.
I ręce i nogi ugrzęzną w tym lodzie,
Jeśli zlękniony w ciszy nie dodasz im sił.
Nie dziw, że tchórzą, moralnie upadają,
Gwałcą, mordują, krwią niewinną brukają,
Gdyś ognisto-złotej nowiny nie głosił.

Wiersz Trzynasty

Planowałem użyć tego wiersza,
jako wstępu w tomiku Poezji dla nauczycieli,
który chcę wręczyć po maturze.

„Pożegnania”


Piękne więdną kwiaty
I zabawki psują się,
Milkną głośne wiwaty
I trunkom mówimy: Nie!

Zbledną barwy laurek,
Miną słowa dziękczynne,
Wzrok ucieknie z figurek,
Uściski przejdą silne.

Drobiazgi się zagubią,
Szybko zniknie cukierek,
Czekoladki wydłubią
Z cudownych bombonierek.


Słuchajcie więc spokojnie, bez presji.
Bo tych słów mej płomiennej poezji,
Zapomnieć niełatwo przyjdzie sposób,
Nawet w polach, codziennych sporów kłosów.

Wiersz Dwunasty

„Teatr”



Uwielbiam w teatrze, taką wolność bycia…
Kim chcesz możesz zostać zmieniając okrycia.
Zdarty wkładam płaszcz i żebrakiem się staje,
Przekładam rewers – Królewski stan przystaje.

Przechodzę dwa kroki i mile przebyłem,
Mijam całą scenę – nic się nie ruszyłem.
Kartonowy symbol Wrota transformuje,
Drzwiami karczmy, zamczyska bramy mianuje.

Przed wejściem moim, dźwięki twarz mą stwarzają.
Biskup! Światło świec i organy zagrają.
Książe! Tron z krzesła i giermek uniżony.
Nędzarz! Gdy spluwają w me ręce barony.

To tutaj się bezdźwięczna przygrywka zdarza,
Gdy za swój instrument się światło uważa.
To tu skryć Ono potrafi skrytobójcę,
To tu przyłapie na złym czynie zabójcę.

Gdy w małej celi pętają mnie okowy,
Wyzwolę się szarpnięciem na rozkaz z głowy.
Gdy horda nikczemników przede mną staje,
Ruszam i walczę, lecz bólu nie doznaję.


Gdy światło czas zatrzyma,
Kurtyna świat zakończy,
To rzucę się oczyma,
W gąszcz realności pnączy.

czwartek, 3 września 2009

Dziś

Dziś miałem w pełni wykorzystany dzień.
Pobódka, Modlitwa, Higieno-Porządkowe sprawy i po tych 20 minutach byłem gotów do drogi.
Szkoła, po szkole dom, zakupy,dom, posiłek obiado-zastępczy (na prędce zjedzony), dentysta, próba teatralna (początek tylko 0,5h), trening, próba teatralna (zakończenie i podsumowanie dobrej pracy grupy mocnych ludzi), dom.

To wszytko od kiedy ujrzałem dzis słońca aż po końcówkę zachodu.

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Oto stoje przed pytaniem.

Hm...
Oto stoje przed pytaniem.
Czy iść jutro do szkoły na oficjalne rozpoczęcie (cytując stronę szkolną: "Uroczyste rozpoczęcie dla uczniów zaproszonych, przedstawicieli wszystkich klas, rodziców oraz nauczycieli w sali 218"), czy jak większość uczniów na godzinę 12-stą.


Po jednej stronie mam: | a po drugiej:
_________________________________________________________
-3,5 godziny w szkole | +1,5 godziny w szkole
-Brak wyraźnego zaproszenia | +2 Godziny spania więcej
+Jako taka odpowiedzialność | +Wszystkie pytane osoby zgodnie mówią
za Samorząd Uczniowski | "Olej To!"
- | +Podróż do szkoły w towarzystwie kumpli
__________________________________________________________


Wiecie co wybiorę.
Choćpewnie to bezsensowna decyzja, Ja nigdy nie mam zamiaru iść z tłumem.
"Zdrowe ryby płyną pod prąd."

piątek, 28 sierpnia 2009

Jak pisałem już, duży zastój tu na Blogu.

12 Września w Gliwicach Świętujemy ich (MAGISowe) 5 urodziny, razem z innymi wspólnotami MAGIS.
Jako wspólnota z Wrocławia przygotowywujemy przedstawienie teatralne.
Mało czasu, a nie skończyłem pisać scenariusza, więc to, zabiera mi wiele wolnych myśli.
Poza tym leczę zęby, chodzę na treningi, uczestniczę we Wspólnotowych spotkankach i działaniach.
Nie wyjeżdżam już nigdzie podczas Wakacji, ale po 11 Września będzie można pomyśleć o gospodarowaniu Weekendów.


Postaram się wrzucić tu jeszcze urywkowo, podsumowania Medytacji z rekolekcji i moje Pragnienie po Nich.

Ad Maiorem Dei Gloriam.

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

przerywnik

Wróciłem z Gór niedawno, z grupą ludzi ze wspólnoty.

Dawno nie pisałem nic więc gdy będe miał czas dłużej przy kompie posiedzieć to napisze.

wtorek, 11 sierpnia 2009

Wiersz Jedenasty

"Nie Trwóżcie się."



Uwierz, że nie zapomni zadbać o Ciebie,
Ten Pan i Władca, który włada na Niebie.

Kto urodzaj i wzrost rozdaje na glebie,
By nasycić Cię nie zapomni o chlebie.

Przecie Cię ubierze jak góry malował,
Jak zwierzęta przyodział, wzrost lnu planował.

Nie martw się: „sił nie mam”, Nie trwóż: „rady nie dam”,
Powiedz: „Już teraz Hymn dziękczynny odśpiewam”.

Nie bądź zbyt skromny i w sobie się nie dufaj,
Nie licz, nie rachuj, po prostu Mu zaufaj.





Walcz i bądź mężny w boju,
Sługi zła zatop w gnoju,
Walcz mocą swego Pana.
Niszcz! Zgładź! Plany szatana.





Wojowniku! Nie trwóż się przed bojem,
Nie miej bojaźni przed większym Wojem,
Nie troskaj jadłem, ani napojem.
Obyś nie walczył tylko dla wojen.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

dzień rowera ;D


Hmm…

Dawno nie pisałem o takim swoim zwyczajnym dniu.

Dziś cały dzień męczyłem się z rowerami. Właściwie to więcej zrobił przy tym Tadek i Adam, którzy chcieli mi pomóc. Ale i Marysia miała udział w naprawie (czyściła rowery ;p).

Rower starszej siostry jest już działający.

Rower, na którym jeżdżę – prawie.




No oprócz tego miałem jeszcze wizytę Dentysty.

Dziś zacząłem leczyć jednego zęba kanałowo.

Nie mogę sobie wyobrazić, że za jakiś miesiąc będę miał zdrowe zęby, a jeszcze nie dalej jak dwa miesiące temu miałem tak wielki problem żeby zmusić się, do pójścia do dentysty.






A, od wczoraj używam telefonu komórkowego.

Wytrzymałem bez Niego tydzień na spontanicznym postanowieniu.

Właściwie jednym z owoców rekolekcji jaki mogłem zauważyć już w autokarze w drodze powrotnej, był pomysł jednego gościa z naszej grupki.

W formacji przed rekolekcjami nie uczestniczył jakoś tak specjalnie długo a zaraz po rekolekcjach stwierdził, że spróbuje wyłączyć swój telefon i przez jakiś czas go nie używać.

To był pierwszy krok do wolności.

Ale jeżeli ktoś, żyjący w dzisiejszym społeczeństwie, sam sobie stawia takie postanowienia, to jest to gigantyczny krok, choć od wolności, w dzisiejszych czasach, dzielą nas bardzo grube ściany.

Poparłem go i postanowiłem też skorzystać z pomysłu.

Ja dałem rade jakiś tydzień.

Starczy jak na pierwsze takie postanowienie. ;]





A ponieważ ostatnie notki cały czas są opowiadaniem o mnie świecie wokoło-mnie, następna notka będzie poezją do dwóch osób:
Do człowieka zatroskanego codziennością i wojownika.

Tym dwóm typom ludzkiej natury, to polecam. ;]

sobota, 8 sierpnia 2009

Bajka o Rycerzu c.d.

Jeśli wróci Wam w pamięć opowieść,
O
Rycerzu co Twierdze zdobywał,
Wiedzcie, że poszedł ducha walki nieść,
Grajkowie szepną tam był, tu bywał.




Jednego mam Pana,
Ja
Rycerz ubogi.
On
Damę mi znajdzie,
Na resztę mej drogi.




Ja Jednego mam
Pana,
Lecz najmniejszy w orszaku,
W imię
Jego rozwala,
Hordę wroga wojaków.




Choć dobrze mi było miejsca tu zagrzewać,
Czas ruszać! Bo mury i fosy czekają.
Wspomni Mnie pieśń, gdy Trąby będą rozbrzmiewać.
A teraz? Piekielne psy „zostań” szczekają.

czwartek, 6 sierpnia 2009

IDM.

Ignacjańskie Dni Młodzieży.

Kolejna rzecz tak dobra, że ciężko ją opisać.

Nie skorzystam ze sposobu jakiego użyłem do opisania rekolekcji, bo jak ktoś nie zrozumie stylu pisma, to się jeszcze zniechęci czy coś, a oba wydarzenia są świetnie spędzonym czasem.

Więc.

IDMy to zawsze czas, gdy wreszcie możesz porozmawiać na spokojnie ze wszystkimi dobrymi znajomymi z MAGISu, a gdy porozmawiasz z połową z Nich, to IDMy się kończą.

IDMy to czas świetnych warsztatów. ( W tym roku uczestniczyłem w warsztatach Rugby, trochę graliśmy, nauczyłem się młyna chyba jednej z moich ulubionych rzeczy w tym sporcie i Haki).

IDMy to czas gdy Eucharystie (w przeciwieństwie do najlepszych Mszy jakie są czyli Rekolekcyjnych), są trochę bardziej „poważne”, ale dalej pozostają żywiołowe (nie spotkasz tego w normalnym kościele z jakimś diecezjalnym księdzem) i czuć tam (na IDMach i Rekolekcjach) że to naprawdę jest spotkanie z kimś ważnym, a nie niezrozumiały rytuał.

IDMy to czas świetnych koncertów (w tym roku Izajasz i Porozumienie dali mi najmocniej odczuć ducha niekonwencjonalnej modlitwy, a choć Stróże poranka jakoś mi nie podeszli z muzyką, to przynajmniej ludzie, którzy nie mogą uczestniczyć w Pogo, też mogli być bliżej sceny podczas koncertu).

IDMy to również wieczór freestyle’u, który w tym roku był (choć chyba krótszy) na wysokim poziomie. ;]

IDMy to czas, którego zawsze jest za mało.

A jutro spróbuje wstawić ostatni punkt rozważań i wrażeń z IDMu. ;]

A propo owoców IDMu i Rekolekcji.

Mam Pragnienie!

Heh.

Zacznę od początku.

W zeszłym roku modliłem się, by Pan zasiał w moim sercu pragnienie, które będzie mnie zmieniać i pomoże dążyć, do Niego.

W tym roku wreszcie to ziarno obrodziło.

Mam Pragnienie.

Ale może o tym też kiedy indziej.

Dzięki Wam wszystkim ;]

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Rekolekcje

Skrót:

Zgraliśmy się z grupką.

Był czas że chłopaki „Dali sobie po ryju”, oczywiście w przenośni, ale efekt był taki jaki być powinien, bo „Moc w słabości się doskonali”.



Jak opisać rekolekcje?

Chyba łatwiej byłoby opisać je od strony złej niż dobrej.

To jest jakiś pomysł.



Osobiście muszę przyznać, że wydaje mnie się jakoby rekolekcje były zbyt poważne i ciche jak na ludzi z pierwszego stopnia. Przede wszystkim spoglądając na ich wiek.



Dzień Ciszy jest fajnym doświadczeniem, ale nigdy nie poprę uciszania ludzi w inne dni po radosnych nabożeństwach i pogodnych wieczorach, gdy napełnieni Duchem, Duchem Radości, Duchem Wspólnoty, Duchem Boga, śpiewają razem wszyscy, pieśni na cześć Pana.



Do czego się teraz czepiam?

Jedną z odpraw przerwał Nam śpiew młodych. Głośny i donośny wspólny śpiew.

Było już po ostatnim punkcie dnia, więc planowo powinni być w pokojach (co było dla mnie zasadą bez większego sensu), a Oni po prostu się radowali.

Wysłano więc jednego Jezuitę, by uciszył lud.

Jezuita nie powrócił, a śpiew trwał. Wysłano więc Animatora muzycznego.

Po chwili do śpiewów dołączyło brzmienie gitary.

Już wtedy przypomniały mnie się słowa Pisma: „Jeśli od ludzi pochodzi ta sprawa, sama się rozpadnie, a jeśli nie, może się okazać, że z samym Bogiem walczymy.”

Ostatecznie gdy skończyła się odprawa usłyszałem słowa, które najmocniej mnie zdenerwowały: „Dobra, dzięki. Idźcie rozgonić to towarzystwo.”

Oczywiście ja pobiegłem radować się z Nimi, ale przyszedł jakiś animator krzyknął i rozpędził ludzi do pokojów.



Drugą rzeczą, która mnie nie podeszła, to jakaś bzdurna zasada o zakazie przychodzenia dziewczyn do pokoju chłopaków i jeszcze bzdurniejsze tłumaczenie: „Bo nie!”

Kiedy usłyszałem, że chłopaki dostali taką odpowiedź na pytanie „Dlaczego?” powiedziałem, że dopóki Ojciec Moderator nie wytłumaczy im tego sensownie, nie będę od nich wymagał trzymania się tego.



Z rzeczy, które mnie się nie podobały to tyle. No może jeszcze bardzo krótki czas Agapy. Ojciec Staszek Tabiś nigdy nie kończył Agap przed 4 rano, a nasze radowanie się choć było dobrym czasem, musiało zakończyć się o 23:30.





Cała reszta rekolekcji była czasem świetnym (lub jak to określił jeden z Nas „Owłosionych”) morowym czasem.

Mam kilka postanowień po-rekolekcyjnych.



Wielkie dzięki Tobie.

Wielkie dzięki Wszystkim.

Wielkie dzięki tobie Czucz.




EDIT.

Bo nie wszyscy chyba zczaili.
Rekolekcje to przedewszystkim spotkanie z Bogiem.
Boga ciężko jest opisać. Łatwiej powiedzieć jaki nie jest niż jaki jest.
Dlatego opisując Rekolekcje wymieniłem wszystkie słabostki i niedociągnięcia, by każdy mógł mieć pewność, że gdy piszę, iż cała reszta była dopracowana i świetna to nie pisze o wszystkim i o niczym, tylko o kazdej kwesti nie wspomnianej w lamencie.

niedziela, 2 sierpnia 2009

I po.

Rekolekcje i IDMy się skończyły.
Minął czas zasiewu.
Dziękuje za modlitwę.



Powróciliśmy każdy do swoich miast, swoich rodzin i społeczności. Małej codzienności.

Nadchodzi czas wzrostu duchowego plonu. Czas Walki o prawdę.
O modlitwę proszę. Za wspólnoty Nasze, za młodych, za mnie.

czwartek, 16 lipca 2009

Lubatka. I po.

Wróciłem z Lubatki.

Pojechałem do Weroniki.

Poznałem lepiej Jej rodziców, bawiłem się dobrze z Kacprem i Kubą (Jej rodzeństwem).

Odkryłem ciekawe dusze Jej kuzyna i Jego kolegi.

Poznałem bardzo interesującą osobowość i styl Pana „Wujka” Witka.

Zasmakowałem trochę „beztroski”, uczucia które poznałem już niegdyś, ale nie często ośmiela sięgnie odwiedzać w pełni swej okazałości.

Poznałem nowe miejsce, nowe zabawy ruchowe, nowe sposoby na spędzanie wolnego czasu ale i przypomniałem sobie stare rady, jak ten wolny czas zdobyć.

Poznałem to genialne uczucie gdy boso chodzisz po mokrym mchu, ale i tą różnice gdy mech jest suchy.

Odkrywałem przyjemność jaka jest we wszystkich czynnościach, wykonywanych przy pilnowaniu pieca, by nie zgasł.

Odkryłem to miłe uczucie noszenia na plecach 8-letniego dziecka, które tak fajnie mówi wtedy do ucha. (Uprzedzając co po niektórych: NIE jestem Pedofilem!)

Odkryłem o ile ciekawiej jest kąpać się pod konewką zawieszoną trochę ponad wysokością głowy i o ile przyjemniej jest wysikać się w lesie, niż celować do kibelka. ;p

Sporo odkryłem, przypomniałem sobie, poznałem, robiłem.

Jedyne czego mi brakło to czasu spędzonego z Weroniką.

Choć spaceru.

Perspektywa braku takiego czasu do końca wakacji, początkowo, trochę mnie zdenerwowała.

Rozważałem to dziś idąc sobie rano osiedla drogami.

„Obyś był zimny albo gorący!
A tak skoro jesteś letni
i ani gorący, ani zimny,
wyrzygam Cię.”

Kiedyś postanowiłem sobie wprowadzić radykalnie tą zasadę w moje życie (a nie tylko w niedzielny Jego aspekt).

Jeśli mam być zimny lub gorący, a wrzeć nie będę mógł, pozostaje mi mieć nadzieje, że gdy przyjdzie czas, znów zapłonąć rade dam.

A na czas najbliższy znów wyjeżdżam i tym razem będę miał wyłączoną komórkę całodobowo (a nie od zasięgu do zasięgu).

Przede mną dwa tygodnie, 10 dni Rekolekcji i 6 dni IDMów.

Czas dla Relacji: Ja-Bóg, Ja-Wspólnota, My-Bóg, My-Wspólnota.

A w tym roku jako animator pozostaje jeszcze kwestia Ja-Grupka.



EDIT:


Proszę Was. Nie zapomnijcie w modlitwach o rekolekcjach. Dziękujmy i prośmy Pana o owoce w młodych (i starych).

czwartek, 9 lipca 2009

Znikam na najbliższe dwa tygodnie do Lubatki (wioska pod Sochaczewem [miasteczko pod Warszawą /Mieścina w Mazowieckim\]).


Wracam jakoś tak 15 stego odpoczynek krótki i wpad na Rekolekcje MAGIS. ;D Spróbuje coś jeszcze później napisać.

czwartek, 2 lipca 2009

"Dentysta"- Pierwsze starcie

Ha!
Złamałem wczoraj jeden z większych strachów z dzieciństwa.
(Tak byłem u dentysty)
Jeszcze coś do roboty jest, ale pomimo tego przełamanie strachu mam już za sobą.

Teraz jeszcze Arachnofobia i możemy brać się za grzechy główne. ;D
Doskonałym nie jestem to wiem, ale do doskonałości mam przecież dążyć.

(„Świętymi bądźcie dla Mnie, bo Ja jestem Święty.”) Kpł 11,44b

sobota, 27 czerwca 2009

Futbol ;]

Pamiętacie jak pisałem, że zaczynam trenować Futbol Amerykański?
Pisałem?
Chyba tak.
;]




W każdym razie ostatnio na treningu powiedziano nam, że bedziemy mieli nowego trenera za trzy tygodnie oraz, że za trzy tygodnie zaczną się teżsprawdziany z Matmy Fizyki i Angielskiego dla Nas (WTF?).
Do tego czasu mamy zrobić sobie badania (między innymi na obecność narkotyków we Krwi). Mamy też obowiązek rzucić palenie, picie i ćpanie. (Mam nadzieje, że do rzucania nie trzeba zaczynać). Fajna sprawa.
Po rozgrzewce zrobiło mi się trochę dziwnie. Najpierw w żołądku miałem uczucie jakbym miał wymiotować, ale wiedziałem, że nie będe tego robić poniewarz nie skręcało mi języka. Zacinąłem jakieś mięśnie brzuchu i uczucie ustało. Ćwiczyliśmy właśnie ścieżki, a poniewarz rzucających było trzech a biegało coś koło dwónastu, więc pomiędzy biegami był czas na oddech. po pierwszej ścieżce zrobiło mi się dziwnie w głowie. Cały obraz przed oczami był trochę jaśniejszy i głosy dookoła był ciszsze. Kumple powiedzieli, że jestem nienaturalnie blady, a taki Pan, który nie gra ale się opiekuje całym tym naszym składem do gry, powiedział żebym usiadł sobie i głową pozwisał między nogami (swoimi).
W między czasie powiedział mi o tym trenerze nowym (co już wiedziałem), ale i parę ciekawych informacji, które brzmią do dzis trochę średnio realistycznie.
A mianowicie:
Że będziemy zaczynali grać odrazu w lidze Międzynarodowej (bo Polska Liga to wypaczenie tej gry).
Że Jeśli dojdą do Nas jacyś goście (imiona Angielskie, nie zapamiętałem). to trza będzie już mówić po Angielsku na treningach.
Że planują wymiany z Colegami w Stanach (i to jest to co mnie najbardziej zaskoczyło).
Że jeśli wejdziemy kiedyś do Ligi Polskiej to tylko po to by ją wygrać.

To tyle zaskakujących sytuacji.
Czy to prawda czy nie i tak trzeba po prostu trenować i się uśmiechnąć. (Dopóki ma się czym ;D)


Dopisek:
Dalej denerwuje mnie mój własny brak czasu i weny do kolorowania notek.

czwartek, 25 czerwca 2009

Nie pisałem trochę, a czas leciał i działo się.



Przyszedł czas, że Rycerz natrafił, na drodze swej, na kolejny gród.

I choć fosa z początku wydawała się wielka, to mur nie wyglądał na wysoki.

Więc przepłynął przez fosę, odważył się… A mur urósł tymczasem.

Lecz wreszcie Piękna z radością widuje go tam, więc i On przeskakuje uciesznie.

Czymże jest mur, gdy Piękna czeka? Fosa już nie istnieje.

"Sąd Człowieczy" Cz.3

„Dziękczynienie”



Mężczyzna:

Dzięki Tobie Panie za dobrą Twą wolę,

Żeś na człowieka, takową zesłał dolę.


Kobieta:

Tobie dziś dziękujemy, Boże Nasz, Panie.

Za takie czcigodne z Twej strony wybranie.


Mężczyzna:

Ciebie Ojcze chwalę, Tobie dzięki składam,

Nie doceniał Twych darów, ojciec nasz Adam.


Kobieta:

Ciebie wielbię w psalmach, wierszach i piosenkach.

Niech Cię wielbią w sztukach, teatralnych scenkach.


Mężczyzna:

Niech Cię chwalą stworzenia któreś uczynił,

Niech głoszą, żeś piękna w niczym im nie chybił.


Kobieta:

Głoście bydło, drapieżniki i Wy ptaki,

Cóż uczynił Wam Pan, że jest wielki taki.


Mężczyzna:

Niech Cię Ojcze sławi, ten żywioł wszelaki,

Co historii świata, jak chce zmienia szlaki.


Kobieta:

Chwalcie Wiatry, Ognie, Burze i Trzęsienia,

Pośród pustki. Twórzcie! Morza i wzniesienia.


Mężczyzna:

Duchem karmisz moje serce aby biło

I na wieków wieki, zawszę Cię wielbiło.


Kobieta:

Będziem wdzięczni zawsze za Twą Świętą Wolę.

Jeno, Ciebie, Kochać niźli bać się, wolę.


Mężczyzna:

Chwalcie Pana duchy i Niebieskie byty,

Bo kto Panu zaufał, jest przezeń kryty.


Kobieta:

Boga! Aniołowie i wszelakie sługi,

Chwalcie, Błogosławcie, za istnień swych długi.

niedziela, 21 czerwca 2009

"Sąd Człowieczy" Cz.2

„Wyrok Niebieski”



Głos:

Człowiek jedno otrzymał ode mnie w darze,
Że mu złą wolę przebaczam, a nie karzę.

Tyś mój obraz bo wolność masz nie małą.
Tyś otrzymał duszę, krew, mięśnie i ciało.

Dzieckiem mym człowiek - istota zabłąkania.
Drogę szczęścia mu wskażę przez przykazania.

Choć ciało na ziemi klatką mu się staje,
Nowe wolne ciało w Niebie mu przystaje.

Choć nie dla konfliktów, bratobójczych wojen,
Wolną wolę dałem, prawdę wśród urojeń.

I jasny umysł światły ode mnie dostał,
By wśród Chaosu i zamętu się ostał.

Nie cały ród Jego samolubny stoi.
Błogosławion kto biedakom swój chleb kroi.

Zniszczyłem Was wszystkich Ty bogu żałosny,
bo w Miłości jestem o Niego zazdrosny.

Na Moje podobieństwo i obraz on jest,
Lecz istotą jest wolną więc kusi go bies.

Troszczę się o Niego jak Ojciec o dziecię.
Czynów tych da mi miarę na życia mecie.

Miłością wasze Matki, Ojcowie Wiarą,
Dali mi świadectwo, jakże mnie Kochają.

Choć ziemią władacie do zdacie rachunek,
Dobrze czynić, Kochać to dla was ratunek.

sobota, 20 czerwca 2009

„Sąd Człowieczy” Cz.1

„Oskarżenia”



Mężczyzna:
Kimże jest człowiek i czym jest ród człowieczy,
Żeś nie dał nam poczuć Archanielskich mieczy?

Kobieta:
Cóż to uczyniły takiego zwierzęta,
Że dusza ma nie jest jak One przeklęta?

Anioł:
Kim Ty o Panie? Sprawiedliwość Twa- dziwna,
Że dzieckiem Twym grzesznik, istota krwi winna.

Drzewo:
Czym lepszy od głazu i suchych gałęzi,
W Twych oczach jest człowiek co ciało go więzi?

Ptak:
Czym lepszy od ryby, od dzikiego zwierza,
Byt ten co sam, swego zabija żołnierza?

Tygrys:
Czym lepszy od trawy i strawy zielonej.
Gatunek co twierdze ma na górze stromej?

Wiatr:
Czym lepszy od rzeki co spokojnie płynie,
Ta istota co siebie widzi jedynie?

Bożek:
O! Czemuś to zniszczył nas pogańskie bóstwa,
Kiedy wielbiła nas ta istota ludzka?

Demon:
I po cóż żeś stworzył tę ziemi pokrakę?
Oddaj ją nam na wieczną ognia zabawę.

Anioł:
Wytłumacz nam Panie, przedziwne Twe czyny.
Czemu dla Cie jest w cenie, Człowiek jedyny?

Kobieta:
Czym matki nasze się Tobie zasłużyły,
Że błogosławisz dzieciom, by długo żyły?

Mężczyzna:
Odpowiedz proszę. Czemuś nas dotknął Chwałą,
że władać nam pozwalasz ziemią Twą całą?

środa, 17 czerwca 2009

linki

Obfity dopływ linków.

;]

"Gdy masz coś dobrego, chcesz sie tym dzielić z innymi." Cytat z jednego kazania.
Dlatego rzucam tu adresy ciekawych (z mojego punktu widzenia) stron.

sobota, 13 czerwca 2009

Wiersz Dziewiąty.

„Za parę lat”

I kiedyś powie Syn: „Tatusiu Drogi,
Dziękuje za Niemieckie autostrad drogi
i za te Francuskie obiekty kultury,
za Holenderskie łamanie praw natury.

Za przeinaczoną wolność Europejską,
Za Rzeczpospolitą – Monarchy, Angielską.
Za postrzeganie praw człowieka Rosyjskie,
Za ateizm i pochodzenie Aryjskie.

Za pedalską normę i tępienie innych,
Za przyzwolenie na śmierć dzieci niewinnych.
Za globalną władzę niekontrolowaną,
Za mentalność wspólną do mózgów wpajaną.

Za Rzymskie bezlitosne prawo społeczne,
Za te Amerykańskie uciechy grzeszne.
Za konfucjanizmu na wolność poglądy,
Za to że Koran i Tora to przesądy.

Dziękuje za ich historię, za ich dzieje.
Że wiem co się na tym, naszym Świecie dzieje.
Jedno chcę zapytać, z czyjego ja łona?
Komu sprzedałeś Polskę? Gdzie teraz Ona?"

czwartek, 11 czerwca 2009

Wiersz Ósmy

„Wolność Naturalna”


Do kogóż należy to przepiękne kwiecie,
Co zamiera w zimie i budzi się w lecie.
Kogóż to kogóż chwalą pieśnią radosną
Ptaki co koncert swój zaczynają wiosną.

Do Boga należą wiatrem rozsypane
Kwiaty, co nieraz są deszczem podlewane.
Do Pana pną się, bo On jest ich słońcem,
On daje wzrost, rozkwit i jest im też końcem.

To Stwórcę swego chwalą psalmów tysiącem,
Ptaszyny skrzydlate przestworzy pragnące.
To Króla świata hymnami wychwalają,
Śpiewacy leśni, co w tych gąszczach śpiewają..

Jakże możesz mówić to moje są kwiaty,
Jakże możesz się chełpić i być w nie bogaty.
Jak rozpaczać możesz, ptak piękny mi uciekł,
Gdy on do naturalnej wolności swej zbiegł.

Do Jahwe należy to wszystko i więcej,
On stworzył to dla Twej radości dziecięcej.
On oddał to ludziom przy świata kreacji,
Że mogą na ziemi władać każdą z nacji.

Władać każdym zwierzęciem tego globu,
Hodować używać i wkładać do grobu.
Że możność mamy, ponad rośliną każdą,
Uprawiać, ścinać, badać swą wiedzą jasną.

Nie mów moja o ziemi, którą dzierżawisz,
Bo na Niebios wyżynie kiedyś się stawisz.
Zapytają Ciebie coś czynił z tym darem,
Odpowiesz, żeś zniewolił? Uczynił barem?

sobota, 6 czerwca 2009

Dystans

Ostatnio udało mi się zdystansować do wielu spraw...
Nawet kwestia poprawki z Polaka lub braku Jej, jest dla mnie czymś małym... dalekim.
Jednocześnie bardzo cieszę się, odpowiedzialnością, jaką powierzył mi Ojciec Grzegorz, na czas swego wyjazdu. Jest Ona dla mnie wyrazem Jego zaufania, więc czemu miałbym się nie cieszyć...
Dystans do Świata jaki mnie ostatnio ogarnia sprawił, że mój lęk przed zawaleniem jakiejkolwiek sprawy stał się tak mały i cichy, że dawałem rade o Nim zapomnieć (co kiedyś byłoby rzadkością).

Nie rozważyłem jeszcze czy dystans ten jest dobry czy zły... wiem jednak, że na razie pozwolił mi się zastanowić nad wieloma sprawami i podczas samotnych (z punktu widzenia innych ludzi) spacerów, obgadałem z Bogiem duży kawał mojego życia.

Zauwarzyłem, że ostatnio nie koloruje textu tak jak dawniej... Podobało mi się to wtedy, więc gryzie mnie w oczy czarnobiel moich wypocin, ale bez natchnienia nie mam zamiaru kolorować słów, bym źle tego nie uczynił.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Pocieszyciel, Poranna przygoda, Włosy

Wczoraj był dzień zesłania Ducha Św.
Dzień pięćdziesiątnicy, lub jak zwykłem go nazywać, dzień pocieszenia.
Wczoraj odśpiewałem sekwencję Wielkanocną ostatni raz przed kolejną, prawie roczną Jej przerwą w moich wieczornych „repertuarach”. Wczoraj znów odśpiewałem sobie obie sekwencje do Ducha.

Ciekawy dzień wczoraj.
Rano miałem pewną przygodę, ale to chyba pozostanie między mną a Panną, którą to chciałem we Wrocławiu powitać, przynajmniej póki nie wiem, jakoby Jej wola inną była.

Coraz bardziej czuje Ojca Staszka w życiu.
Dobry człowiek.



Dziś nie było zespołu na Mszy i miałem czytać Psalm…
Trochę przekomarzałem się z Ojcem Grzegorzem co do tego czy mogę śpiewać ów psalm. (Ojciec był przeciwny).
Kiedy przy ambonie doszło do momentu czytania Psalmu, wygrało we mnie walkę posłuszeństwo Prefektowi, nad chęcią innowacyjności.
Ale nauczę się śpiewać i przyjdzie czas…


Na razie jednak muszę chyba nauczyć się czytać…
Czasem słyszę (już kilka osób mi to mówiło), że kiedy czytam przy ambonie czytanie, to zmieniam głos: „jakby Ci jajka podwiązali”, „tak trochę pedalsko to brzmi” itp.
W sumie ja sam siebie nie słyszę… będę musiał się nagrać kiedyś podczas czytania. Do tej pory raz słyszałem swój głos i to taki z normalnej rozmowy… przez tydzień miałem opory w odzywaniu się. Można gorzej?
Nie wiem.
Sprawdzę.





A teraz a propo włosów… (Broda, głowa i jakiekolwiek inne, z tymi w nosie również).

Wielu ludzi mówi, ogól się, inni zostaw tą część brody a zetnij tamtą, inni na odwrót. Jeszcze inni mówią zostaw brodę zetnij włosy. Są tacy co mówią obetnij wszystkie.

Przytoczę teraz pewną bajkę:

Był sobie gościu, miał synka i osła. i postanowił pojechać daleko, daleko.
Wziął osła, usadził syna na Nim, i sam idąc pieszo wyszedł z rodzinnego miasta i podążał w dal. Przechodził wkrótce, przez inne miasto i ludzie widząc go mówili między sobą: „Patrzcie. Stary, zmęczony człowiek idzie pieszo, a młody brzdąc co ma jeszcze wiele sił jedzie na ośle. Jak to tak może być.”
Doszło to do uszu owego człowieka i po chwili namysłu zsadził syna z osła, a sam się na zwierzę wdrapał.
Przeszli kolejny dzień drogi i doszli do kolejnego miasta. Tam ludzie szemrali między sobą:
„Jakież to dziwy dzieję się na świecie. Mężczyzna w sile wieku jedzie na szkapie, a dziecku każe się jeszcze gonić.”
I to doszło do jadącego człowieka.
Czym prędzej wsadził syna na osła i razem jechali dalej.
Nim jednak opuścili to miasto, inni ludzie mówili między sobą:
„Takie jest to dzisiejsze społeczeństwo… we dwóch siedzą na oślęciu i za nic mają mękę zwierzęcia. Nikt się już nie liczy z biednymi zwierzętami.”
Gdy to usłyszał podróżujący człowiek, zdenerwował się, zszedł z osła, zsadził syna i razem wszyscy powędrowali drogą.
Szli tak przez pewną wieś, co leżała nieopodal miasta.
Gdy zobaczyli ich pracujący na roli chłopi, śmiali się między sobą:
„Jaki to głupiec, ciągnie ze sobą nieużyteczne zwierzę… Po co mu osioł, skoro ani On sam, ani syn Jego nie korzystają, z grzbietu bydlęcia?”

I rzeczywiście głupcem był ów człowiek. Lecz nie przez wzgląd na sposób swojej podróży, lecz dlatego, że głupi się słuchał, w mądrości sobie równych.




„Brak własnego zdania,
To kara sobie dana.
A brak siły woli
wodzi do niedoli.”

Więc na temat moich włosów decyzję pozostawię wąskiej grupie widzimisię.
Istotnie zapuściłem je z myślą o dredach, ale im są dłuższe tym więcej pomysłów wpada mi do głowy. ;]

czwartek, 28 maja 2009

Ogrom codziennych spraw... cz.1

Trochę się stało i część tego wszystkiego opiszę.
(podzieliłem wszystko tematycznie na kilka kawałków, bo robią się notki długie srogo)

1)Konflikt z Wychowawcą
Jakiś czas temu mieliśmy w szkole dość ciekawą sytuację.
Pewnego dnia do szkoły nie przyszło dużo nauczycieli (zresztą uczniów też).
Dyplomatyczne zdolności przewodniczącego Naszej klasy (nie chwaląc się, jeszcze wtedy mnie), doprowadziły do tego, że przełożyliśmy kilka lekcji na wcześniejsze godziny, by wcześniej iść do domu. Nie udało mnie się, przełożyć jednego tylko przedmiotu (Technologii Informacyjnej). Perspektywa czekania 100 minut czy (jak w przypadku drugiej grupy) 155, nie ucieszyła ludzi. Delegacja w składzie (Przewodniczący, Zastępczyni i jedna kumata dziewczyna) udaliśmy się do Nauczyciela tego przedmiotu (na którym w sumie Nie robiliśmy przez 1,5 roku nic przydatnego), którym jest jednocześnie nasza „Wychowawczyni”.
Próbowaliśmy załatwić sprawę, jak człowiek z człowiekiem.
Zaproponowaliśmy 4 różne opcje załatwienia problemu.
Pierwsza możliwość zakładała, że Nauczycielka weźmie na lekcje naszą klasę (prowadziła lekcje dla trzech osób w pracowni przystosowanej dla 10 osób, prosiliśmy by wzięła 5 uczniów na lekcje).
Druga ewentualność przyjmowała, jakobyśmy odrobili tę lekcję w inny dzień.
Trzecia perspektywa dawała wizje zrobienia zadania (jak już mówiłem nic specjalnego na TI nie robimy) w domu.
Czwarte wyjście, to po prostu opuszczenie tej lekcji.
Nie tylko, że Nauczycielka była nie miła. Ale przed wypowiedzeniem, skreślała wszelkie opcje. Ostatecznie wyrzuciła Nas z Sali ze słowami: „Liczę, że to przemyślicie.”
Więc przemyśleliśmy. Zapytałem nielicznie pozostałej części klasy: „Co robimy?” i jeden z kolegów, powiedział krótko i jasno: „No to chyba… Spierdalamy?”. Jego propozycja zyskała 100% poparcia (łącznie z moim) i ruszyliśmy.

Tydzień później…
Dyrekcja wystawiając zastępstwa, obok informacji, że lekcja WFu się nie odbędzie napisała: „Uczniowie zwolnieni do domu”.
Są zdania, których nie trzeba powtarzać dwa razy.
Tym razem rozmowa z wychowawcą nie odbyła się, bo znów nie chciała Nas słuchać… próbowaliśmy rozmawiać jak człowiek z człowiekiem, ale się nie dało… więc teraz rozpatrzmy sytuacje prawnie. Zarówno „Plan lekcji” jak i „Zastępstwa”, są dokumentem (”informacją prawomocną”) stworzonym przez ten sam organ „Dyrekcja Liceum”. Jeżeli ta sama instytucja wydaje dwa dokumenty sporne, to naszym obowiązkiem jest zastosować się do tego, który jest wydany później.
Więc ruszyliśmy do domu.

Dobra to tyle słowem wstępu.

Na następnej godzinie wychowawczej „wychowawczyni” powiedziała mi w twarz, że nie mogę dalej piastować funkcji przewodniczącego, ze względu na Jej brak zaufania do mnie. Powiedziała, że za tydzień odbędą się nowe wybory do samorządu klasowego. Ogłosiłem to klasie. Część ludzi z klasy mówiła między sobą, że dla kontrastu wybiorą kolegę, który nie tylko nie grzeszy inteligencją, ale także dla czystej zabawy bezmyślnie lubi wprowadzać w życie destruktywne działania.
Przyznam, że zdenerwowany na Nauczycielkę przyłączyłem się do tej szemraniny.
Kiedy przyszliśmy na godzinę „wychowawczą” tydzień później, na tablicy napisane były już dwa nazwiska dziewczyn z klasy. „Wychowawczyni” oznajmiła rozwiązanie dotychczasowego samorządu klasowego, oraz zgłosiła swoje dwie kandydatki. Zgłosiliśmy więc jako klasa dwójkę kandydatów, których to uprzednio zaplanowaliśmy.
„Osoba, która ma naganne zachowanie, lub miała w pierwszym semestrze ubiegłego roku, nie może kandydować.”- Usłyszeliśmy.
Szczerze zdziwiło mnie to bo nigdy nie spotkałem się z takim zapisem, ani w statucie, ani w żadnym innym dokumencie.
Później dowiedzieliśmy się, że wybory nie będą tajne, lecz jawne(mieliśmy się podpisać) (co było pierwszym pogwałceniem jakichkolwiek praw wyborczych), oraz że na karcie mamy wypisać cechy dla, których wybieramy osobę, na którą głosujemy.
Ostatecznie kandydaci, którzy w ogóle zostali dopuszczeni to: dwie dziewczyny wybrane przez nauczycielkę, kolega z klasy i ja.
Przez cały czas trwania wyborów Nauczycielka czytała osiągnięcia swoich kandydatek, oraz przypominała, że głosy „nie-konstruktywne” nie będą brane pod uwagę (co jest już jawnym obrazem, ponieważ to Ona decydowała, które głosy są „konstruktywne”, a które nie.

Na następnej lekcji, „wychowawczyni” powiedziała, że żeby zostać wybranym, trzeba bezwzględnie mieć wzorowe zachowanie (Czego chyba nie mam po tym jak dopisała mi -40 pkt. za to że wziąłem odpowiedzialność za ucieczki klasy)
[nieobecność na lekcji= trzem spóźnieniom = -1pkt] [kradzież, czy pobicie= około -50].
Tego zapisu tym bardziej nie przypominam sobie. Dlatego wstałem i zapytałem czy klasa też tak uważa. (ponieważ wypowiedź tej Kobiety brzmiała tak: „Uważam, że wszyscy sądzicie, że aby(…) trzeba(…)”. Nie mogę tolerować tego, że ktoś nakazuje i co mam sądzić. (Oczywiście gdy poprosiłem by wstali wszyscy, którzy popierają tezę Nauczycielki, nie wstał nikt).
Potem przeczytała jeden głos na swoje kandydatki i stwierdziła, że nie będzie czytać więcej bo nie potrzeba.
Koleżanka zapytała, czy może powiedzieć ile było głosów na kogo i dostała odpowiedź, że; „nie”.
Wstałem i porosiłem o odczytanie głosu koleżanki, która siedziała obok mnie przy głosowaniu i robiła zdjęcie swojego głosu na wypadek, gdyby „zaginął”. (Niestety w dniu ogłoszenia wyników głosowania, koleżanki tej nie było w szkole).
Nauczycielka przejrzała głosy, przeczytała wybiórczo jeden (istotnie pusty, pod względem argumentów) głos na mnie, po czym stwierdziła, że nie ma głosu tej koleżanki.
Inna koleżanka, co obok biurka akurat siedziała, zaproponowała, że pomoże bo zna pismo tamtej i na pewno odnajdzie „zaginiony głos”. Nauczycielka nie zgodziła się, pośpiesznie wyciągnęła dziennik i czym prędzej ostentacyjnie i pomimo jawnego sprzeciwu społeczności klasowej, skreśliła stary samorząd by wpisać nowy.

Szczerze niewiele obchodzi mnie ta funkcja. Jestem i tak zastępcą przewodniczącego szkoły, a większość nauczycieli ma do mnie już takie zaufanie, że nie obchodzi ich co jest wpisane do dziennika. Troszkę wiąże mi to ręce przy rozmowie z dyrekcją, ale klasa dalej mnie wysyła na wszelkie pertraktacje.
Jedno jednak na co się nie zgodzę, to pozostawienie tej sprawy taką jaka jest.
Nie pozwolę, by te 34 osoby wyszli z tej szkoły z przeświadczeniem, że głos ludu się nie liczy, bo władza zawsze zrobi swoje.

Nikogo nie zdziwi fakt, że tego samego dnia zgłosiłem sprawę rzecznikowi praw ucznia, następnego poinformowałem Opiekunkę samorządu Uczniowskiego.

Po mediacjach między klasą, a „wychowawcą” rzeczniczka powiedziała, że zrobiła wszystko co mogła i teraz już tylko może sprawę zgłosić dyrekcji.
Coś mi mówi, że ostatecznie osiągniemy to o co walczyliśmy w klasie pierwszej. Zmienimy wychowawcę.
W ubiegłym roku zrobiono Nam, serie spotkań z psychologiem i powiedziano, że sytuacja już się uspokoiła. Nauczeni tym doświadczeniem nie zgodzimy się w tym roku, by w trzeciej klasie „wychowawca” znów zrobił Nam niespodziewany wybuch złego humoru.

środa, 27 maja 2009

przerywnik

Trochę mało ostatnio pisuję, ale już wczoraj zabrałem się za pisanie notki, o ostatnim czasie.
Jest trochę długa więc się zastanawiam, czy Jej nie podzielić...
W każdym razie, na ten czas wpisuje tu wiersz drugi (notka poniżej).

Wiersz drugi

„Kwiatek”

Gdy nieśmiałości czarty stają się katami,
Przemawiaj do niewiasty, szczerymi kwiatami.

Gdy Jej spojrzenie ucisza Cię jak gromem,
Płatki kwiatu przemówią, namiętnym tonem.

Jeśli boisz się dotknąć dłoni Jej z trwogą,
Pozwól dotykowi, iść łodygi drogą.

Gdy lęku potęga w Tobie się zawiera,
Niech Cię jak pąk kwiatu, uczucie rozwiera.

niedziela, 24 maja 2009

Wiersz Pierwszy

„Kobieta”


Pewien mężczyzna, zrozumiał swój umysł,
gdy pojął neurony, odruchy i zmysł.

Pewien mężczyzna, zrozumiał swego ducha,
Gdy ujrzał, że Boga szuka jak głos ucha.

Pewien mężczyzna, zrozumiał swe ciało,
Gdy widział jak młode i stare działało.

Pewien mężczyzna, zrozumiał własne serce,
Gdy drżało, bolało i cieszyło się wielce.

Pewien mężczyzna, nieraz Bogu żebra,
Gdy objąć chce rozumem, tajemnice swego żebra.

czwartek, 21 maja 2009

Pogrzeb Ojca Staszka

Dziś pogrzeb wielkiego Człowieka.

Nie zamykajmy go w grobie, jak to Nam sie udało na razie, ze Zmartwychwstałym uczynić.
Żyjmy Jego naukami, bo prawdziwie w tym człowieku przyszedł do Nas Chrystus.


"Zdrowa ryba zawsze płynie pod prąd."
"Świat będzie Wam próbował wmówić..."
"Dosyć tego brodzenia przy brzegu."
"Popatrzcie..."
"Facet musi mieć jaja."
"Miejcie swoją godność..."

poniedziałek, 18 maja 2009

Tak wielkie i trwałe drzewa są ścinane.
Olbrzymie Twierdze w ruinę popadają,
I chociaż to Właśnie było im pisane,
W pamięci ludzkiej na zawsze pozostają.




Zmarł dziś o 5:07.



Ponad pół mojego doczesnego życia był mi Wychowawcą, w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Bite 10 lat z niecałych 18-stu posiadanych.
Mówiłem o Nim, mówiąc świadectwo kiedyś na IDMie, lecz nie było to potrzebne bo czyny Jego i dzieła najlepszym świadectwem.




Zastanawiam się przez ten dzień, co mnie w tym wszystkim boli.
To, że owocodajna i obfita winorośl, ścięta została?
Czy to, że nadzieje prawie wszyscy stracili?

Flp. 1,21

sobota, 16 maja 2009

Ojciec SJ

Jakieś 9-10 lat temu poznałem człowieka.
Jest księdzem. Opiekował się ministrantami.
Stworzył wspaniałą służbę liturgiczną, podziwianą wielokrotnie, przez przyjezdnych księży z wielu innych parafii.
Współtworzył Wspólnotę MAGIS. Opiekował się Nami gdy byliśmy w Oazie, Opiekował się Nami gdy wchodziliśmy w MAGIS. Pokazywał jak żyć z godnością.
Mówił żebym się nie garbił.

Kiedyś gdy było zamieszanie z Jego stanem zdrowia ktoś zadzwonił na parafie i zapytał „Czy Ojciec S… żyje? Tym samym wkurzył proboszcza, który powiedział „Tak pochowaliśmy go w ogrodzie w nocy, żeby nikt nie widział.”
Lubił się z Nami przekomarzać.
Zawsze głównym Jego celem jest dobro młodych.

Słucham ludzkich głosów… Wielu ludzkich głosów.
Co mogę powiedzieć ze słuchania tego?
Kiedyś u dentysty zarażono go żółtaczkom typu C.
Długo męczył się z chorobą, aż zrobiono mu przeszczep wątroby.
Nie usunięto choroby.
Później jeszcze człowiek ten przewrócił się pod szpitalem.

Efekt jest taki, że leży z wrakiem wątroby, uszkodzonym kręgosłupem, chyba bez śledziony, w szpitalu. Mówią o Nim że zostało jakieś 50 godzin życia.

Większość ludzi wokół mnie traci nadzieje. Z dnia na dzień widzę to bardziej. Boli.

We mnie tli się jeszcze nadzieja i dlatego proszę Was byście podczas rozmowy z Panem, powiedzieli mu o tym cierpiącym Ojcu.
Proszę.

piątek, 15 maja 2009

Linki ;]

Ponieważ ktoś cały czas wrzucał Wiry na stronę WyjscieDwa, która była w linkach, zmieniłem Ją na Revolta Discreta... To ta sama strona, ta sama prawda. Ta sama walka z Cenzurami oficjalnych mediów. Tylko, że W2 była przejściową ;]

A swoją drogą...
Napiszcie sobie słowo Revolta i przeczytajcie od tyłu część "evol".
Prosta zabawa literami a zdradza cel misji ;]

wtorek, 12 maja 2009

Wiersz Siódmy


„Mężczyzna”


W naturze Mężczyzny- upajać się Kobietami,
Jak w naturze Motyla- latać między Kwiatami.

Jedno i drugie, poczytać można im za słabość.
Lecz czy Ty wiesz, jaką Oni czerpią z Tego radość?

Jakaż inspiracja, płynie umysłom spragnionym,
Jakże przyjemny wiatr, muska po skrzydle wzniesionym?

Jak w górę unosi zwisającego, poetę?
Szaleńczy wiatr targa, motylego wierszokletę.

Lecz nie koniczne męskości mieć Kobiet sto gmachów,
Jak Motylowi do lotu nie trza polan kwiatów.

Potrzebna mu przestrzeń co w wolności się zawiera,
Latać i czuć mogą bez innego „pomagiera”.

poniedziałek, 11 maja 2009

Zmiana podejścia do władz Kościelnych... początki.

Dziś było u Nas w Parafii Bierzmowanie.
Przełamując swoją niechęć do Biskupstwa (I w ogóle większości władzy, tak świeckiej, jak duchowej) postanowiłem znaleźć pozytywne cechy w tym człowieku.
(Zdaje się Św. Ignacy z Loyoli robił tak, że jak dwóch współbraci zakonnych się nie znosiło to doprowadzał do konfrontacji, „polecając” im przebywać ze sobą.)

Tak więc znalazłem dziś dwie cechy dobre w tym konkretnym Biskupie.
Pierwsza.
Miał dosyć ciekawe kazanie. Oczywiście z racji czasu na nie poświęconego część ludzi odpłynęła umysłami daleko, ale mnie osobiście się podobało.
Druga.
Miał zdrowe podejście do szacunku dla świątyni Pana.
Chyba ze trzy razy przerwał czynność, którą wykonywał (lub zaczynał wykonywać), żeby wywalić fotografa z pod prezbiterium.

Czy miał jeszcze jakieś pozytywne cechy?
No był miły. Albo sprawił takie wrażenie. Aczkolwiek nie mogę temu zaprzeczyć.
Cóż widzę, że na mojej drodze do tolerowania „władz” Kościelnych jeszcze sporo do przebycia. No ale w końcu pierwsi Chrześcijanie słowo „Biskup” mieli na równi z „Opiekun”. A Oni są dla mnie jednym z głównych wzorów Kościoła.

Pisałem już kiedyś, że nie umiem zdzierżyć nazywania Wspólnoty Chrześcijan „Instytucją”?
Albo zwrotów takich jak „Urząd Biskupi” itp.
Za każdym razem mam wrażenie, że nie o to chodziło Chrystusowi…

Dobra. Koniec herezji i niechęci do diecezjali. Trza w każdym widzieć jakieś dobro.

Wiersz Szósty

„Poemat o Wolności”




Żył pewien człowiek, co na imię Józef miał.
Sprzedany przez braci, egipski żywot pchał.
Ratunkiem i radą faraonowi był,
Przed głodu plagą ten egipski naród skrył.

Gdy rodzinę sprowadził do pustynnych bram,
Zapewnił im schronienie i dostatek tam.
Gdy zmarł, wpadli w niewolę tych gościnnych łap,
Nie spostrzegli oni w czas- faraońskich krat.

I nadszedł kolejny tego dworu wybranek,
Co przez matkę w koszyku uratowany,
Stronił od nałożnic, pijaństwa, kochanek.
Uwolnił ten lud, przez Boga miłowany.

Niedługo jednak cieszyli się wolnością,
Żądali od Pana, by nadał króla im.
Wszyscy ukorzeni przed jego godnością,
Zmuszeni byli znosić, zmienność Saula min.

Znów uwolnił ich przez prostego człowieka,
Dawid nań wołali, a tłum zwierzęcy pasł.
Przyjął on na siebie królewskich brzemion pas.
Wyzwolił ich Jahwe, Bóg ten, co nie zwleka

Lecz długo utopia ich piękna nie trwała.
Szemrali i knuli na Boskie wymogi,
Nie na rękę im były słuszne wyroki.
Wtem babilońska okupacja nastała.

Sprowadził ich Pan, ze wszystkich krańców świata,
Mówili w ów czas; Jahwe Nasz naród splata.
Posyłał proroków, by w wolności żyli.
Jaki czas minął, nim się znów odwrócili?

I nastąpił ten czas potężnego Rzymu,
Przyszła władza Imperium wielkiego czynu.
„Niemoralny to kraj”, mówiono w te czasy.
Władzę trzymały łacińskie urzędasy.

I narodził się Chrystus, nas Pan i nasz Król,
Co wyzwolił Izrael z Rzymskich kajdanów,
I oto wtem przyszedł: Chrystus, przyjaciel mój.
Uwolnił barbarzyńców, z niewoli grzechów.

Wolny lud podzielił się na wszelki stan.
Tych co rządzą, co się modlą i co walczą
W ojczyzny obronie, do tego każdy pan,
Ciemiężył chłopski stan, na ziemiach swych pracą.

Za mórz bezkresem odważnie żyli ludzie.
Ci rzekli do króla obywatele tak:
Nie chcemy by Twój, że wisiał nad Nami bat.
Rewolucje poczęli, walczyli w trudzie

O wolność, o godność walczyli dziadowie,
A kraj ten z wolności, znany w świecie całym,
Ochraniał, pomagał tak wielkim i małym.
Marzenia sprzedali leniwi synowie.

A Kraj z lekka skąpaną w krwi białą flagą,
Wiary bronił natchnięty Boską odwagą.
Bunt wzniósł Europejskiemu świata ciemiężcy,
Padł! Porzucili go sojusznicy męscy.

A wyzwolony z pod władzy okupanta,
Uciekłszy w ramiona gorszego bękarta,
W Radziecką niewolę na czas długi popadł.
Się miotał, się miotał, aż Rosjanin go dopadł.

Cóż mógł uczynić ów ten zlękniony Naród,
W czas gdy od Radzieckiej uciekał pożogi.
Na oślep nałożył te kajdany darów,
Co dalej się zdarzy myśleć jestem trwogi.

niedziela, 10 maja 2009

Ognisko w Mędłowie i 18h snu.

Ok.
Wróciłem wczoraj rano z osiemnastych urodzin koleżanki z klasy, które odbyły się w Mędłowie czy jakiejś takiej wiosce.
Kolejny opis mojego pobytu gdzieś tam, na który nie starcza mi czasu, żeby go napisać.

W każdym razie rano byłem jeszcze na spotkaniu grupki MAGISowej, a po powrocie, poszwendałem się po domu godzinkę i postanowiłem odespać braki snu z ostatniego tygodnia. Chyba mi się udało… Obudziłem się, dziś rano. Jakieś 18 godzin snu mam za sobą. Może starczy na kolejny aktywny tydzień… Szkoda trochę bo przespałem imieniny babci, Ale dziś do Niej pojadę złożyć spóźnione życzenia.

A właśnie. Znalazłem swój zeszyt z jeszcze kilkoma wierszami i opisem wypadu do Sącza. :)