choruje sobie... opisałbym pare śmiesznych faktów z tym związanych ale niestety nie dam rady się na tyle skupić by coś dłuższego naskrobać. ;]
EDIT (08.02.2009)
Trochę mi spadła temperatura… mogę pisać :P
Choć wiem, że w tym stanie nie utrzymam się na tyle długo by napisać coś dłuższego…
Dostałem Gratisowy Tydzień leżenia od lekarza.
Zobaczymy jak będzie dalej.
EDIT (10.02.2009)
Dziś padł Rekord!
Od Środy (lub dłużej nawet) nie miałęm tak niskiej temperatury... Pierwszy raz osiągnąłem podczas tego leczenia, stan 36,6 stopni Celcjusza.
piątek, 6 lutego 2009
niedziela, 1 lutego 2009
Linki :P
Na szybko dziś notka.
Zamieszczam na dole w linkach (te napisy pod słowem "Bliźni" to linki), adres "W2".
Wyjście 2 to serwis informacyjny, który mói o tym co próbują przemilczeć oficjalne media. To wiadomości, które są pokazywane z innej strony. Czytająć te informacje mam o tyle większą wolność, że znam wtedy dwa spojrzenia na sprawę i mogę SAM wybrać, co uważam za dobre... a co za złe.
Ponadto mam zamiar trochę rozbudować te linki, żeby pokazać resztę rzeczy które poczytuje ;P
Zamieszczam na dole w linkach (te napisy pod słowem "Bliźni" to linki), adres "W2".
Wyjście 2 to serwis informacyjny, który mói o tym co próbują przemilczeć oficjalne media. To wiadomości, które są pokazywane z innej strony. Czytająć te informacje mam o tyle większą wolność, że znam wtedy dwa spojrzenia na sprawę i mogę SAM wybrać, co uważam za dobre... a co za złe.
Ponadto mam zamiar trochę rozbudować te linki, żeby pokazać resztę rzeczy które poczytuje ;P
wtorek, 27 stycznia 2009
Rekolekcje Zimowe MAGIS 2009
(…)i po rekolekcjach. Napisze trochę o Nich, gdyż warte są co najmniej na notkę tu.
Dostałem Większe owoce niźli bym mógł się spodziewać. Dziękuje za to Panu, bo widzę cóż dla mnie uczynił.
Pierwsze me dziękczynienie składam za naszą grupkę (w której spełniam aktualnie posługę animatora). Nie spodziewałem się, że chłopaki aż tak się otworzą na spotkaniach. Ba! Na spotkaniach… Jeśli chodzi o otwarcie na resztę wspólnoty, to też mile mnie Bóg zaskoczył, chłonnością świata w umysłach i sercach, tych młodych ludzi. Widząc na jakie tematy mogliśmy pogadać na spotkaniach, jeszcze radość potrafiła przebić się przez moje zdumienie. Kiedy zobaczyłem, jak ciężko mi czasem było ich ściągnąć na cisze nocną do pokojów, ze względu na prowadzone przez nich rozmowy z ludźmi… Zaskoczenie zaćmiło z początku moją (i tak ograniczoną) logikę.
Drugie dziękczynienie ofiarowuje za ludzi ze wspólnoty. Tych, którym pomogłem i tych, którzy mi pomogli. Tych, których poznałem jak i tych, z którymi dane mi było się tylko zapoznać. Tych, z którymi podzieliłem smutek i tych, z którymi pomnażałem radość. Tych wszystkich, których miałem możliwość odkrywania na Rekolekcjach i tych, z którymi zacieśniałem stosunki na formacji Animatorów.
Istotnie wiem, że we Wrocławiu mieliśmy niedawno kryzys, gdy chodzi o ludzi. Tak jest zawsze gdy odejdzie parę fundamentalnych „mamutów”, gdy zbliża się czas, że duże i aktywne pokolenie, będzie musiało odejść ze wspólnoty. Słyszałem zawodzenia nie tylko we własnym mieście, lecz z wielu innych miejsc w Polsce; „Wymieramy.” Powiem więcej… gdzieniegdzie dalej słyszę takie lamenty. Po tych rekolekcjach wiem. Nasz Pan, który rękami Ojców Jezuitów zbudował tą wspólnotę, Nasz Bóg, który w sercach wielu młodych ludzi zasadził ziarna, o korzeniach lepszych niż niejeden ma baobab, Przyjaciel Nasz, Brat, Ojciec i Pocieszyciel (który umacnia), Nie odda tak łatwo swego dzieła na ofiarę samotnym ogniom próżnej pustyni. Nie opuści Nas.
Ufajmy więc Jego słowom, a nie ześle na nasze barki tego, czego nie dalibyśmy rady unieść.
Trzecie dziękczynienie oddaje, za Pomoc mego Pana gdym go o Nią prosił.
Zdarzyło się tak, że na rekolekcjach mieliśmy nabożeństwo wieczorne. Na tym nabożeństwie czterech animatorów powiedzieć miało świadectwo. Świadectwo o Bogu w ich życiu. Jednym z tychże animatorów byłem ja. Kiedy bym nie mówił świadectwa, zawsze animatorzy z mego rodzinnego miasta, powtarzają mi bym mówił krótko. Tak też i teraz słyszałem, że mam mówić 5 minut. Potem powiedziano mi, iż mówić mam minut 3. Podobno mówiłem 13 :D
W każdym razie jedyne moje przygotowanie do tego świadectwa polegało na tym, że wspomniałem sobie o trzech rzeczach (sytuacjach, wydarzeniach), o których chciałem opowiedzieć. Niby dobrze. Nigdy nie mówiłem nie-spontanicznego świadectwa (bo przecież powiedział Pan; „[Wtedy] Ja będę z Tobą, będziesz wiedział co masz mówić […]”). Tylko nie wiem dlaczego, tego wieczoru podczas modlitwy przed Świadectwami, (i trochę podczas świadectw też) zjadał mnie stres. Co chwile przychodziło mi do głowy naśmiewanie się złego; „Jesteś sam”, „nic nie powiesz, już moja w tym głowa”, „idź… idź… a ja poklepie stres po brzuszku jak już się naje…”.
Wiem, że teraz to głupio brzmi, ale wtedy nie miałem czasu zwerbalizować sobie myśli. Wtedy brzmiało to… „poważnie”. Powiem Wam bracia i Siostry, że z początku się zląkłem. Na szczęście nie byłem sam. Jasne było ciemno dosyć, a ja siedziałem w odosobnieniu, lecz obok mnie siedział Pan mój, gotów do walki o mnie gdym tylko wyszeptał; „Sam nie mam szans”. Wyszedłem, otworzyłem umysł i otworzyłem usta. Pan wysłuchał mej modlitwy, i zasiał owoce na glebie, którą poszedłem uprawiać.
Było kilka osób, które zdobyły się na odwagę podejść do mnie i „pokazać owoc świadectwa”. Kilku ludzi, którzy podeszli i odsłaniając kawałek swojego życiorysu, powiedzieli co chcą zmienić w przyszłych jego aktach i scenach. Powiedzieli, i pytali jak… Pytali i szukali odpowiedzi.
Czwarte dziękczynienie zanoszę za Przyjaciela i za to, że uzdrowił Pan moje „postrzeganie Go”.
Wciąż, boje się nazywać zbyt wiele osób Przyjaciółmi bo słowo to ma dla mnie srogie znaczenie. Znaczenie tego słowa już tłumaczyłem lub tłumaczyć będę, lecz nie w tej notce gdyż, wtedy już o wiele większa byłaby liczba ludzi, którzy nie daliby rady doczytać tych słów do końca. Wiedzcie jednak, że boje się nadużywać tego słowa.
Mój Przyjaciel, na tych rekolekcjach strasznie deprawował mi grupkę. Bardzo mnie to denerwowało. Zwróciłem mu uwagę. Nie podziałało jakimś trwałym efektem.
Miałem już iść do Niego i powiedzieć: „Weź kurna zmień swoje zachowanie albo wypierdzielaj z tych rekolekcji bo niszczysz to co tu się buduje.”
W drodze złapał mnie ktoś i zwrócił uwagę: „Czemu to zdenerwowany jesteś, gdy Twój Przyjaciel ‘płonie’ ?”
„Ale, że co?”
„Nie udawaj. Widzisz chyba, że cos jest nie tak z Nim.”
Tak, tak… Ja. Taki „wierny Przyjaciel”, a w trudnych chwilach zamiast wesprzeć Go, zacząłem opieprzać. Kiedy poszedłem do pokoju już spał. Chyba zmogła go choroba czy coś. Na szczęście udało mi się to wszystko naprawić na nabożeństwie.
Dziękuje Panu za to, że dał mi z tej próby wyjść zwycięsko. Za to, żem nie stracił Przyjaciela.
Piąte dziękczynienie zanoszę za rozmowę z pewną Niewiastą. Związany przysięgą, przemilczę treść, temat i osobę z którą rozmawiałem. Zostałem jednak uwolniony od czegoś, a w zamian dowiedziałem się o pewnych rzeczach, których nie zauważałem, lecz których żałuje.
Szóste me dziękczynienie jest związane z Fanem (Formacją Animatorów). Po rekolekcjach zostaliśmy (większość animatorów) na parę dni w ośrodku, gdzie mieliśmy wcześniej rekolekcje. Wśród zawału pracy nad samo-rozwijaniem się, (dzięki któremu będziemy mogli lepiej posługiwać, w tym wymiarze, w Naszej Wspólnocie). miałem dość czasu by chwile odsapnąć i zacieśnić dobre relacje z innymi Animatorami :P
Siódme dziękczynienie kieruje do Pana za chorobę. A dokładniej za to, że złapała mnie w dniu wyjazdu i nie straciłem żadnego z tych świetnych dni, które dał mi Bóg.
Po siedmiokroć dziękuje Panu za kolejny dar, którym mnie obdarował.
(Jeśli znajde czas i siły to pokoloruje tę notkę)
Dostałem Większe owoce niźli bym mógł się spodziewać. Dziękuje za to Panu, bo widzę cóż dla mnie uczynił.
Pierwsze me dziękczynienie składam za naszą grupkę (w której spełniam aktualnie posługę animatora). Nie spodziewałem się, że chłopaki aż tak się otworzą na spotkaniach. Ba! Na spotkaniach… Jeśli chodzi o otwarcie na resztę wspólnoty, to też mile mnie Bóg zaskoczył, chłonnością świata w umysłach i sercach, tych młodych ludzi. Widząc na jakie tematy mogliśmy pogadać na spotkaniach, jeszcze radość potrafiła przebić się przez moje zdumienie. Kiedy zobaczyłem, jak ciężko mi czasem było ich ściągnąć na cisze nocną do pokojów, ze względu na prowadzone przez nich rozmowy z ludźmi… Zaskoczenie zaćmiło z początku moją (i tak ograniczoną) logikę.
Drugie dziękczynienie ofiarowuje za ludzi ze wspólnoty. Tych, którym pomogłem i tych, którzy mi pomogli. Tych, których poznałem jak i tych, z którymi dane mi było się tylko zapoznać. Tych, z którymi podzieliłem smutek i tych, z którymi pomnażałem radość. Tych wszystkich, których miałem możliwość odkrywania na Rekolekcjach i tych, z którymi zacieśniałem stosunki na formacji Animatorów.
Istotnie wiem, że we Wrocławiu mieliśmy niedawno kryzys, gdy chodzi o ludzi. Tak jest zawsze gdy odejdzie parę fundamentalnych „mamutów”, gdy zbliża się czas, że duże i aktywne pokolenie, będzie musiało odejść ze wspólnoty. Słyszałem zawodzenia nie tylko we własnym mieście, lecz z wielu innych miejsc w Polsce; „Wymieramy.” Powiem więcej… gdzieniegdzie dalej słyszę takie lamenty. Po tych rekolekcjach wiem. Nasz Pan, który rękami Ojców Jezuitów zbudował tą wspólnotę, Nasz Bóg, który w sercach wielu młodych ludzi zasadził ziarna, o korzeniach lepszych niż niejeden ma baobab, Przyjaciel Nasz, Brat, Ojciec i Pocieszyciel (który umacnia), Nie odda tak łatwo swego dzieła na ofiarę samotnym ogniom próżnej pustyni. Nie opuści Nas.
Ufajmy więc Jego słowom, a nie ześle na nasze barki tego, czego nie dalibyśmy rady unieść.
Trzecie dziękczynienie oddaje, za Pomoc mego Pana gdym go o Nią prosił.
Zdarzyło się tak, że na rekolekcjach mieliśmy nabożeństwo wieczorne. Na tym nabożeństwie czterech animatorów powiedzieć miało świadectwo. Świadectwo o Bogu w ich życiu. Jednym z tychże animatorów byłem ja. Kiedy bym nie mówił świadectwa, zawsze animatorzy z mego rodzinnego miasta, powtarzają mi bym mówił krótko. Tak też i teraz słyszałem, że mam mówić 5 minut. Potem powiedziano mi, iż mówić mam minut 3. Podobno mówiłem 13 :D
W każdym razie jedyne moje przygotowanie do tego świadectwa polegało na tym, że wspomniałem sobie o trzech rzeczach (sytuacjach, wydarzeniach), o których chciałem opowiedzieć. Niby dobrze. Nigdy nie mówiłem nie-spontanicznego świadectwa (bo przecież powiedział Pan; „[Wtedy] Ja będę z Tobą, będziesz wiedział co masz mówić […]”). Tylko nie wiem dlaczego, tego wieczoru podczas modlitwy przed Świadectwami, (i trochę podczas świadectw też) zjadał mnie stres. Co chwile przychodziło mi do głowy naśmiewanie się złego; „Jesteś sam”, „nic nie powiesz, już moja w tym głowa”, „idź… idź… a ja poklepie stres po brzuszku jak już się naje…”.
Wiem, że teraz to głupio brzmi, ale wtedy nie miałem czasu zwerbalizować sobie myśli. Wtedy brzmiało to… „poważnie”. Powiem Wam bracia i Siostry, że z początku się zląkłem. Na szczęście nie byłem sam. Jasne było ciemno dosyć, a ja siedziałem w odosobnieniu, lecz obok mnie siedział Pan mój, gotów do walki o mnie gdym tylko wyszeptał; „Sam nie mam szans”. Wyszedłem, otworzyłem umysł i otworzyłem usta. Pan wysłuchał mej modlitwy, i zasiał owoce na glebie, którą poszedłem uprawiać.
Było kilka osób, które zdobyły się na odwagę podejść do mnie i „pokazać owoc świadectwa”. Kilku ludzi, którzy podeszli i odsłaniając kawałek swojego życiorysu, powiedzieli co chcą zmienić w przyszłych jego aktach i scenach. Powiedzieli, i pytali jak… Pytali i szukali odpowiedzi.
Czwarte dziękczynienie zanoszę za Przyjaciela i za to, że uzdrowił Pan moje „postrzeganie Go”.
Wciąż, boje się nazywać zbyt wiele osób Przyjaciółmi bo słowo to ma dla mnie srogie znaczenie. Znaczenie tego słowa już tłumaczyłem lub tłumaczyć będę, lecz nie w tej notce gdyż, wtedy już o wiele większa byłaby liczba ludzi, którzy nie daliby rady doczytać tych słów do końca. Wiedzcie jednak, że boje się nadużywać tego słowa.
Mój Przyjaciel, na tych rekolekcjach strasznie deprawował mi grupkę. Bardzo mnie to denerwowało. Zwróciłem mu uwagę. Nie podziałało jakimś trwałym efektem.
Miałem już iść do Niego i powiedzieć: „Weź kurna zmień swoje zachowanie albo wypierdzielaj z tych rekolekcji bo niszczysz to co tu się buduje.”
W drodze złapał mnie ktoś i zwrócił uwagę: „Czemu to zdenerwowany jesteś, gdy Twój Przyjaciel ‘płonie’ ?”
„Ale, że co?”
„Nie udawaj. Widzisz chyba, że cos jest nie tak z Nim.”
Tak, tak… Ja. Taki „wierny Przyjaciel”, a w trudnych chwilach zamiast wesprzeć Go, zacząłem opieprzać. Kiedy poszedłem do pokoju już spał. Chyba zmogła go choroba czy coś. Na szczęście udało mi się to wszystko naprawić na nabożeństwie.
Dziękuje Panu za to, że dał mi z tej próby wyjść zwycięsko. Za to, żem nie stracił Przyjaciela.
Piąte dziękczynienie zanoszę za rozmowę z pewną Niewiastą. Związany przysięgą, przemilczę treść, temat i osobę z którą rozmawiałem. Zostałem jednak uwolniony od czegoś, a w zamian dowiedziałem się o pewnych rzeczach, których nie zauważałem, lecz których żałuje.
Szóste me dziękczynienie jest związane z Fanem (Formacją Animatorów). Po rekolekcjach zostaliśmy (większość animatorów) na parę dni w ośrodku, gdzie mieliśmy wcześniej rekolekcje. Wśród zawału pracy nad samo-rozwijaniem się, (dzięki któremu będziemy mogli lepiej posługiwać, w tym wymiarze, w Naszej Wspólnocie). miałem dość czasu by chwile odsapnąć i zacieśnić dobre relacje z innymi Animatorami :P
Siódme dziękczynienie kieruje do Pana za chorobę. A dokładniej za to, że złapała mnie w dniu wyjazdu i nie straciłem żadnego z tych świetnych dni, które dał mi Bóg.
Po siedmiokroć dziękuje Panu za kolejny dar, którym mnie obdarował.
(Jeśli znajde czas i siły to pokoloruje tę notkę)
poniedziałek, 19 stycznia 2009
Rekolekcje
Dwa wieczory na sesjach RPG i dziś z rana wyjazd na rekolekcje i Fan :]
Przedemną siede, radosnych dni, gdzie mam szanse się MAGIS rozwinąć.
Dlatego też przez najbliższy tydzień notek nie będzie. (Jakby to była jakaś nowość.)
a tu jest link do jednego z opisów sesji ;]
link
Przedemną siede, radosnych dni, gdzie mam szanse się MAGIS rozwinąć.
Dlatego też przez najbliższy tydzień notek nie będzie. (Jakby to była jakaś nowość.)
a tu jest link do jednego z opisów sesji ;]
link
piątek, 16 stycznia 2009
Muzyka i nieudany plan.
Tak... Dziś kolęda... Mało czasu na pisanie zostało. Zaraz Nocka RPG.
Ostatnimi czasy zacząłem grać troszkę na klawiszach (czasem w Kościele, po wieczornej Mszy w Niedziele, podkradne się do bardzo starego fortepianu, a czasem w domu zagram, bo udało mi się przywrócić do funkcjonalności stary keyboard). Trochę grałem ze słuchu (o dziwo dobrze) a później trochę z nut. Teraz widze jednak, że najprawdopodobniej nie dam rady, nauczyć się, grać akordy lewą ręką, gdy skupić się muszę na prawej. To zabiło moje szanse gdym uczył się gry na gitarze, Zobaczymy teraz. Choć i tak przybliża się do mnie instrument, na któym najbardziej chciałem grać... Djembe [czyt. Dżamba] (Taki bębenek kojarzony z afryką).
Jednak niezadowolony jestm z siebie z innego powodu... Nie wykonałem zadania, którem przed sobą postawił na dziś. Trochę mi to skomplikowało różne plany... ale jak mawiał mi kiedyś Przyjaciel "Wstrzymaj konia Wojowniku"
Ostatnimi czasy zacząłem grać troszkę na klawiszach (czasem w Kościele, po wieczornej Mszy w Niedziele, podkradne się do bardzo starego fortepianu, a czasem w domu zagram, bo udało mi się przywrócić do funkcjonalności stary keyboard). Trochę grałem ze słuchu (o dziwo dobrze) a później trochę z nut. Teraz widze jednak, że najprawdopodobniej nie dam rady, nauczyć się, grać akordy lewą ręką, gdy skupić się muszę na prawej. To zabiło moje szanse gdym uczył się gry na gitarze, Zobaczymy teraz. Choć i tak przybliża się do mnie instrument, na któym najbardziej chciałem grać... Djembe [czyt. Dżamba] (Taki bębenek kojarzony z afryką).
Jednak niezadowolony jestm z siebie z innego powodu... Nie wykonałem zadania, którem przed sobą postawił na dziś. Trochę mi to skomplikowało różne plany... ale jak mawiał mi kiedyś Przyjaciel "Wstrzymaj konia Wojowniku"
Przyjaciel | Rower
Cóż… zapuściłem trochę tego Bloga… Racja i od Tego zacznę w drugim Akapicie ;P
Jednak najpierw to co bardziej „leży mi na wątrobie” i o czym od paru dni pragnę napisać…
Odzyskałem Przyjaciela.
Przyszedł do mnie sam. Powiedział: „Czucz cos się między Nami spieprzyło, przez ostatni czas.” Nie dopowiadałem już, że ostatni czas trwał jakieś pół roku. Jestem cholernie szczęśliwy, że wreszcie to zauważył. Jestem szczęśliwy, że postanowiliśmy to zreperować. Ale to dalej nie koniec Walki o Przyjaciela. Wiem, że Jego najlepsi kumple wciąż będą go wołać. Wiem, że „Leń” i „Al K.” nie odpuszczą mu tak łatwo. Wiem… Mogę walczyć. Będę walczyć. Ale tylko do Niego należeć będą wybory między Przyjacielem a tymi kumplami.
Nie pisywałem ostatnio na Blogu. Dlaczego? Bo trwa kolęda (jutro się kończy).
Zdarzało mi sienie być przy kompie w ogóle. Ale nie zdarzało mi się być aktywnie przy kompie na dość by napisać coś tu.
O tym jeszcze coś może uda mi się jutro dopisać ;]
Ostatnią dziś poruszaną sprawą jest mój rower. Do dziś wiernie mi służył podczas wędrówek przez śnieżne drogi. Jednak od wczoraj wydawał dziwny dźwięk i strasznie hamował każdy ruch koła… Dziś doprosił się rehabilitacji (muszę go zanieść do Warsztatu czy czegoś takiego i oddać w ręce fachowca od naprawy). Mam nadzieje, że to jeszcze nie jest dla niego emerytura. Mam też nadzieje, że ów mechanik nie wyda mu zaświadczenia o trwałym kalectwie, jak to było w przypadku jego poprzednika. „Taniej Panu będzie kupić nowy rower niż naprawić ten.”
Dobrej Nocy Bracia i Siostry.
Jednak najpierw to co bardziej „leży mi na wątrobie” i o czym od paru dni pragnę napisać…
Odzyskałem Przyjaciela.
Przyszedł do mnie sam. Powiedział: „Czucz cos się między Nami spieprzyło, przez ostatni czas.” Nie dopowiadałem już, że ostatni czas trwał jakieś pół roku. Jestem cholernie szczęśliwy, że wreszcie to zauważył. Jestem szczęśliwy, że postanowiliśmy to zreperować. Ale to dalej nie koniec Walki o Przyjaciela. Wiem, że Jego najlepsi kumple wciąż będą go wołać. Wiem, że „Leń” i „Al K.” nie odpuszczą mu tak łatwo. Wiem… Mogę walczyć. Będę walczyć. Ale tylko do Niego należeć będą wybory między Przyjacielem a tymi kumplami.
Nie pisywałem ostatnio na Blogu. Dlaczego? Bo trwa kolęda (jutro się kończy).
Zdarzało mi sienie być przy kompie w ogóle. Ale nie zdarzało mi się być aktywnie przy kompie na dość by napisać coś tu.
O tym jeszcze coś może uda mi się jutro dopisać ;]
Ostatnią dziś poruszaną sprawą jest mój rower. Do dziś wiernie mi służył podczas wędrówek przez śnieżne drogi. Jednak od wczoraj wydawał dziwny dźwięk i strasznie hamował każdy ruch koła… Dziś doprosił się rehabilitacji (muszę go zanieść do Warsztatu czy czegoś takiego i oddać w ręce fachowca od naprawy). Mam nadzieje, że to jeszcze nie jest dla niego emerytura. Mam też nadzieje, że ów mechanik nie wyda mu zaświadczenia o trwałym kalectwie, jak to było w przypadku jego poprzednika. „Taniej Panu będzie kupić nowy rower niż naprawić ten.”
Dobrej Nocy Bracia i Siostry.
piątek, 9 stycznia 2009
Bajka z rymem
Chciałem napisać, że rzucę tu jeszcze dwa smuty, a potem będą ferie i Rekolekcje i „Cud, miód i orzeszki”.
Jednak dwie notki, które niejako już zapowiedziałem nie będą tyle smutami co pewnymi radykalnymi decyzjami. Nad jedną z tych spraw rozmyślam już ponad dwa lata, nad drugą jakieś pół roku.
A na razie póki nie ma nic to będzie dalszy skrawek bajki:
„I podróżuje ów Rycerz przez wielki kraj,
Wiele zamków, warowni mijając
I wie, że nie spocznie bo, aj aj aj,
Serce będzie Go trudzić szukając.
Może Piękna gdzieś czeka w oddali…gdzieś tam…
Może skrywa się za najbliższym mu murem…
A może w ogóle Jej nie ma... i będzie On sam,
By przed Królem powiedzieć „wytrwałem”…
Nie może wiedzieć tego On,
Nie wiedzą i Królewscy słudzy.
Czekają Mury, i trudny ton…
Niepewności co boli jak Fosy.”
Jednak dwie notki, które niejako już zapowiedziałem nie będą tyle smutami co pewnymi radykalnymi decyzjami. Nad jedną z tych spraw rozmyślam już ponad dwa lata, nad drugą jakieś pół roku.
A na razie póki nie ma nic to będzie dalszy skrawek bajki:
„I podróżuje ów Rycerz przez wielki kraj,
Wiele zamków, warowni mijając
I wie, że nie spocznie bo, aj aj aj,
Serce będzie Go trudzić szukając.
Może Piękna gdzieś czeka w oddali…gdzieś tam…
Może skrywa się za najbliższym mu murem…
A może w ogóle Jej nie ma... i będzie On sam,
By przed Królem powiedzieć „wytrwałem”…
Nie może wiedzieć tego On,
Nie wiedzą i Królewscy słudzy.
Czekają Mury, i trudny ton…
Niepewności co boli jak Fosy.”
wtorek, 6 stycznia 2009
Dzień codzienny
Aż dziwne, że nie miałem czasu napisać notki wcześniej. Cóż, wczoraj po przerwie Świątecznej wróciłem do szkoły. Dziś po wczorajszym bytowaniu w szkole musiałem pozostać w domu ^^.
Niby nic takiego, trochę opuchł mi palec po Wfie ;D, ale mimo tego matka moja zadecydowała, że dziś do szkoły nie idę. Skłamałbym pisząc, że protestowałem :]
Co prawda wczoraj, byłem na odprawie Animatorów, a dziś idę na 20-tkę (Msza młodzieżowa w Parafii), ale i tak czuje niedogodności w poruszaniu się z owym palcem (choć pewnie lepiej mi z Nim niż bez Niego :P ).
Niestety, przez ten palec, wynik nowej zimowej rundy wyścigów z autobusami w drodze ze szkoły zaczął się dość nieciekawie 2:1.
Rano odnalazłem tylko jeden autobus za plecami, a za to powrotna droga (obarczona słabszą wydajnością lewej nogi) okazała się porażką z aż dwoma cudami technologii MPK ;]
Jedno co mnie w tym wszystkim ucieszyło to te pozytywne opinie ludzi gdy wychodzili ze szkoły i widzieli jak odpinam rower („Ale zj*b”, „No kur*a idiota”, „patrzcie na szajbusa” itp.).
To taka moja „codzienność”.
Niby nic takiego, trochę opuchł mi palec po Wfie ;D, ale mimo tego matka moja zadecydowała, że dziś do szkoły nie idę. Skłamałbym pisząc, że protestowałem :]
Co prawda wczoraj, byłem na odprawie Animatorów, a dziś idę na 20-tkę (Msza młodzieżowa w Parafii), ale i tak czuje niedogodności w poruszaniu się z owym palcem (choć pewnie lepiej mi z Nim niż bez Niego :P ).
Niestety, przez ten palec, wynik nowej zimowej rundy wyścigów z autobusami w drodze ze szkoły zaczął się dość nieciekawie 2:1.
Rano odnalazłem tylko jeden autobus za plecami, a za to powrotna droga (obarczona słabszą wydajnością lewej nogi) okazała się porażką z aż dwoma cudami technologii MPK ;]
Jedno co mnie w tym wszystkim ucieszyło to te pozytywne opinie ludzi gdy wychodzili ze szkoły i widzieli jak odpinam rower („Ale zj*b”, „No kur*a idiota”, „patrzcie na szajbusa” itp.).
To taka moja „codzienność”.
czwartek, 1 stycznia 2009
2009 i przemyślenia
Mówiłem już kiedyś, że nie czaje zwyczaju składania życzeń Noworocznych? Właściwie to nie do końca rozumiem jako takie „Święto”. Ludzie się emocjonują, że zmienia się cyferka w kalendarzu, wyrzucają w powietrze parę ton prochu, piją, rozświetlają miasta, straszą zwierzęta, paraliżują sieci telefoniczne, (niektórzy) tańczą, (a jeszcze inni) „balują” na swoje własne sposoby. No ok. typowe zachowanie dla tego gatunku istot. Ale czemu świętujemy skoki cyferek? Ok. Święto jako takie wprowadził Papież Sylwester II. Że biba na całym świecie, to można wyjaśnić, bo „każdy powód jest dobry do zabawy” (twierdzenie wielu społeczeństw). Ale skąd wzięły się ŻYCZENIA Nowo-roczne?
Nie zrozumcie mnie źle. Nie mówię, że nie podoba mi się zwyczaj błogosławienia ludziom (tłumacząc dosłownie: „Życzenia ludziom dobrze”), nie chodzi mi o to (szczególnie jeśli ma to większy sens i płynie z własnych myśli i emocji), bardziej poruszam tu sens tego zjawiska. Ok. na Boże narodzenie, życzę ludziom czegoś bo wierze, że On może to sprawić. A tu?
Dużo ludzi powie: „Ale wyrażamy tymi życzeniami pamięć o bliskich”. No to gratuluje tym co dwa lub trzy razy w roku przypominają sobie, że mają: Matkę/Ojca/Siostrę/Brata/Żonę/Męża/Babcie/Dziadka (nieaktualne/nie pasujące skreślić).
Dobra, teraz kiedy już wyjaśniłem dlaczego w ponad 70% przypadków nie rozumiem zwyczaju życzeń, w które ludzie nie wkładają, takiego impulsu emocji i wiary, teraz mogę opowiadać dalej.
Ostatnimi czasy dostałem wiele życzeń. Wspomnę o tych, które z jakiegoś powodu pozostały mi w pamięci.
Pierwsza grupa życzeń to te, które miały sens. Napisało mi je kilka osób o których wiem, że zawsze myślą (czytaj nigdy nie są „tłumem”). Takie życzenia dostałem na przykład od kumpeli z klasy, pewnego leciwego Jezuity i Pewnego Animatora.
Takie też życzenia dostałem od pewnego Przyjaciela (jak już pisałem caoraz ciężej mi używać tego słowa), po którym nie miałem szans spodziewać się, takiego rodzaju „Wyjścia ze schematów”.
Drugą grupą są właśnie życzenia od ludzi, po których nie spodziewałem się tego, że w ich umysłach jeszcze istnieje. Jedne miały większy sens, inne mniejszy. Jedne były bardziej oryginalne, inne mniej. Ale wagę ich bardziej podkreślali adresaci, niż treść. Przykład?
Wszedłem jakiś czas temu na portal internetowy (który swoją drogą gromadzi rzeszę ludzi) i znalazłem tam właśnie życzenia od ludzi z bardzo różnych dziedzin i okresów mojego życia (Ludzie z Kłodzka, z Liceum, z Podstawówki, z ekipy „teatralnej”, z Gimnazjum, z klasy w Liceum). Niby nic specjalnego, ale ciekawy jest fakt, że w dużej mierze byli to ludzie, po których się nie spodziewałem większych oznak pamięci.
Trzecia rzecz.
To właściwie nie tyle życzenia co świadectwo… dostałem je trochę temu, ale w ostatnim okresie jest jedną z tych najmilszych informacji:
” witam:) od paru tygodni jestem stałym czytelnikiem Twojego bloga. chciała bym Ci podziękować za to Twoje pisanie. naprawde miłe to i budujące niezmiernie widzieć, że są jeszcze ludzie, którzy tak odwaznie, szczerze i otwarcie potrafią wyrazac swoje myśli i poglądy :) świadomy zła tego świata, jednoczesnie chłoniesz całe jego piekno :) piszesz, że chcessz pomagać innym, otóz mi właśni pomogłeś w paru kwestiach, za co szczerze Ci dziekuje :) oby tak dalej!”
Mam nadzieje, się Autorka nie obrazi za cytat ale przyznam, pozytywnie mnie natchnął taki komentarz ;]
Jeszcze jedna rzecz, którą poruszę. Otóż jakiś czas temu wyprawiłem się do Przyjaciela i przed wejściem do domu Jego widziałem, jak wraz z częścią naszej ekipy, bombardowali ogródek pod blokiem, za pomocą „małych petard” (właściwie to więcej w tym hałasu niż efektu wizualnego, ale są gusta i guściki). Miałem coś do załatwienia więc wszedłem, jednak wychodząc powiedziałem im „dobrej zabawy dzieci”.
Dziś spotkałem dzieciaki po drodze do Kościoła. (Swoją drogą już nie wołają na mnie: „Szatan!", "Śmierć!", "Kostucha!", "Mnich!” :P A niektóre nawet mówią mi „cześć”). Dzieci te też bawiły się „małymi petardami”. Z początku chciałem je opieprzyć, że zachowują się jak dzieci… ale doszło do mnie w porę, że w sumie mają prawo chyba :P
Kiedy wracałem do domu znów spotkałem te dzieciaki, podeszły do mnie i pytały czy mam zapałki bo już trzy pudełka wykorzystali i nie mają czym odpalać. Nie miałem, ale przypomniałem sobie o tej beztrosce, którą dzieci posiadają. Miłe wspomnienie.
Nie zrozumcie mnie źle. Nie mówię, że nie podoba mi się zwyczaj błogosławienia ludziom (tłumacząc dosłownie: „Życzenia ludziom dobrze”), nie chodzi mi o to (szczególnie jeśli ma to większy sens i płynie z własnych myśli i emocji), bardziej poruszam tu sens tego zjawiska. Ok. na Boże narodzenie, życzę ludziom czegoś bo wierze, że On może to sprawić. A tu?
Dużo ludzi powie: „Ale wyrażamy tymi życzeniami pamięć o bliskich”. No to gratuluje tym co dwa lub trzy razy w roku przypominają sobie, że mają: Matkę/Ojca/Siostrę/Brata/Żonę/Męża/Babcie/Dziadka (nieaktualne/nie pasujące skreślić).
Dobra, teraz kiedy już wyjaśniłem dlaczego w ponad 70% przypadków nie rozumiem zwyczaju życzeń, w które ludzie nie wkładają, takiego impulsu emocji i wiary, teraz mogę opowiadać dalej.
Ostatnimi czasy dostałem wiele życzeń. Wspomnę o tych, które z jakiegoś powodu pozostały mi w pamięci.
Pierwsza grupa życzeń to te, które miały sens. Napisało mi je kilka osób o których wiem, że zawsze myślą (czytaj nigdy nie są „tłumem”). Takie życzenia dostałem na przykład od kumpeli z klasy, pewnego leciwego Jezuity i Pewnego Animatora.
Takie też życzenia dostałem od pewnego Przyjaciela (jak już pisałem caoraz ciężej mi używać tego słowa), po którym nie miałem szans spodziewać się, takiego rodzaju „Wyjścia ze schematów”.
Drugą grupą są właśnie życzenia od ludzi, po których nie spodziewałem się tego, że w ich umysłach jeszcze istnieje. Jedne miały większy sens, inne mniejszy. Jedne były bardziej oryginalne, inne mniej. Ale wagę ich bardziej podkreślali adresaci, niż treść. Przykład?
Wszedłem jakiś czas temu na portal internetowy (który swoją drogą gromadzi rzeszę ludzi) i znalazłem tam właśnie życzenia od ludzi z bardzo różnych dziedzin i okresów mojego życia (Ludzie z Kłodzka, z Liceum, z Podstawówki, z ekipy „teatralnej”, z Gimnazjum, z klasy w Liceum). Niby nic specjalnego, ale ciekawy jest fakt, że w dużej mierze byli to ludzie, po których się nie spodziewałem większych oznak pamięci.
Trzecia rzecz.
To właściwie nie tyle życzenia co świadectwo… dostałem je trochę temu, ale w ostatnim okresie jest jedną z tych najmilszych informacji:
” witam:) od paru tygodni jestem stałym czytelnikiem Twojego bloga. chciała bym Ci podziękować za to Twoje pisanie. naprawde miłe to i budujące niezmiernie widzieć, że są jeszcze ludzie, którzy tak odwaznie, szczerze i otwarcie potrafią wyrazac swoje myśli i poglądy :) świadomy zła tego świata, jednoczesnie chłoniesz całe jego piekno :) piszesz, że chcessz pomagać innym, otóz mi właśni pomogłeś w paru kwestiach, za co szczerze Ci dziekuje :) oby tak dalej!”
Mam nadzieje, się Autorka nie obrazi za cytat ale przyznam, pozytywnie mnie natchnął taki komentarz ;]
Jeszcze jedna rzecz, którą poruszę. Otóż jakiś czas temu wyprawiłem się do Przyjaciela i przed wejściem do domu Jego widziałem, jak wraz z częścią naszej ekipy, bombardowali ogródek pod blokiem, za pomocą „małych petard” (właściwie to więcej w tym hałasu niż efektu wizualnego, ale są gusta i guściki). Miałem coś do załatwienia więc wszedłem, jednak wychodząc powiedziałem im „dobrej zabawy dzieci”.
Dziś spotkałem dzieciaki po drodze do Kościoła. (Swoją drogą już nie wołają na mnie: „Szatan!", "Śmierć!", "Kostucha!", "Mnich!” :P A niektóre nawet mówią mi „cześć”). Dzieci te też bawiły się „małymi petardami”. Z początku chciałem je opieprzyć, że zachowują się jak dzieci… ale doszło do mnie w porę, że w sumie mają prawo chyba :P
Kiedy wracałem do domu znów spotkałem te dzieciaki, podeszły do mnie i pytały czy mam zapałki bo już trzy pudełka wykorzystali i nie mają czym odpalać. Nie miałem, ale przypomniałem sobie o tej beztrosce, którą dzieci posiadają. Miłe wspomnienie.
wtorek, 30 grudnia 2008
"Hej kolęda, kooolęda."
Sporo notek poszło się grzać przez ten mój brak czasu… tę dzisiejszą postanowiłem jednak spisać, gdyż trochę mnie męczyło dziś pewne wydarzenie.
Otóż musicie wiedzieć, iż należę do Liturgicznej Służby Ołtarza (czytaj: jestem Ministrantem) i w związku z tym gdy nadchodzi zimowy okres odwiedzin duszpasterskich, „chodzę po kolędzie”, zapowiadając księdza w dzień poprzedzający wizytę i prowadzę go do domostw chcących go przyjąć w dniu „kolędy”. Tak więc zdarzyło się w tym roku, że zadanie to wypełnialiśmy wraz z FlugsSem (Człowiekiem, o którym dość już pisałem we wcześniejszych notkach). Prawdą jest, że czasem, niektórzy ludzie, widząc jaki trud wkładają ministranci w tą służbę, dają im małe „datki” do ręki. (W końcu piękny zwyczaj tych odwiedzin, który ma dużo pozytywnych aspektów, wywodzi się z niechlubnego zwyczaju zbierania dziesięciny.) Istotnie w (szacując) w jakiś 80% jest to główna motywacja dzisiejszych ministrantów by w ogóle w tejże kolędzie uczestniczyć. Otóż wraz ze wspomnianym Przyjacielem (z dnia na dzień ostrożniej używam w świecie tego słowa „Przyjaciel”… Trzeba pamiętać, że jesteśmy odpowiedzialni za to co „oswoimy”), dostaliśmy miejsce dość… hm… nieciekawe pod względem atmosfery. Dawno już mieliśmy zatargi z częścią tamtejszej młodzieży, gdy zaś pukaliśmy z drzwi do drzwi nie było niczym dziwnym wśród sąsiadów, że… „Ten to jest w szpitalu Psychiatrycznym, bo go zabrali jak[...]”, „Tam nie ma co pukać, bo syn matkę zabił a Ojciec wyjechał…”itp. W tak „nieciekawym” miejscu mieliśmy iść wieczorem z Klerykiem. Służba to służba… Prefekt mówi idź to idę, ale jednak towarzysz mój wśród narzekań uknuł plan by Tadziowi swój udział odsprzedać za 30% zysków… (nie pytajcie, to nie mój pomysł). Ostatecznie Tadzik wieczorem się zgodził. Rano (no dobra dla mnie to było rano, jak nie chodzę do szkoły), a dokładniej po odprowadzeniu na rynek Gościa z Kłodzka, zadzwonił do mnie telefon. Odezwał się FlugsS (bo któż inny by do mnie dzwonił) i powiedział:
Otóż musicie wiedzieć, iż należę do Liturgicznej Służby Ołtarza (czytaj: jestem Ministrantem) i w związku z tym gdy nadchodzi zimowy okres odwiedzin duszpasterskich, „chodzę po kolędzie”, zapowiadając księdza w dzień poprzedzający wizytę i prowadzę go do domostw chcących go przyjąć w dniu „kolędy”. Tak więc zdarzyło się w tym roku, że zadanie to wypełnialiśmy wraz z FlugsSem (Człowiekiem, o którym dość już pisałem we wcześniejszych notkach). Prawdą jest, że czasem, niektórzy ludzie, widząc jaki trud wkładają ministranci w tą służbę, dają im małe „datki” do ręki. (W końcu piękny zwyczaj tych odwiedzin, który ma dużo pozytywnych aspektów, wywodzi się z niechlubnego zwyczaju zbierania dziesięciny.) Istotnie w (szacując) w jakiś 80% jest to główna motywacja dzisiejszych ministrantów by w ogóle w tejże kolędzie uczestniczyć. Otóż wraz ze wspomnianym Przyjacielem (z dnia na dzień ostrożniej używam w świecie tego słowa „Przyjaciel”… Trzeba pamiętać, że jesteśmy odpowiedzialni za to co „oswoimy”), dostaliśmy miejsce dość… hm… nieciekawe pod względem atmosfery. Dawno już mieliśmy zatargi z częścią tamtejszej młodzieży, gdy zaś pukaliśmy z drzwi do drzwi nie było niczym dziwnym wśród sąsiadów, że… „Ten to jest w szpitalu Psychiatrycznym, bo go zabrali jak[...]”, „Tam nie ma co pukać, bo syn matkę zabił a Ojciec wyjechał…”itp. W tak „nieciekawym” miejscu mieliśmy iść wieczorem z Klerykiem. Służba to służba… Prefekt mówi idź to idę, ale jednak towarzysz mój wśród narzekań uknuł plan by Tadziowi swój udział odsprzedać za 30% zysków… (nie pytajcie, to nie mój pomysł). Ostatecznie Tadzik wieczorem się zgodził. Rano (no dobra dla mnie to było rano, jak nie chodzę do szkoły), a dokładniej po odprowadzeniu na rynek Gościa z Kłodzka, zadzwonił do mnie telefon. Odezwał się FlugsS (bo któż inny by do mnie dzwonił) i powiedział:
-Sprzedałem tamtą kolędę.
-No wiem mówiłeś wczoraj.
-Nie komu innemu. I to obaj nie musimy iść.
- A Tadzik?
-Tadek mi rano powiedział żebym się j*bał.
-No to porządku…
Problem cały w tym że kiedy wiedziałem już, że na tą kolędę mają iść dwie „dziewuszki” nie zareagowałem. jedyne co zrobiłem to umyłem ręce. Zapytałem FlugsSa dwa razy Czy bierze za tą transakcje na siebie 100% odpowiedzialności moralnej i prawnej. Zgodził się.
-No wiem mówiłeś wczoraj.
-Nie komu innemu. I to obaj nie musimy iść.
- A Tadzik?
-Tadek mi rano powiedział żebym się j*bał.
-No to porządku…
Problem cały w tym że kiedy wiedziałem już, że na tą kolędę mają iść dwie „dziewuszki” nie zareagowałem. jedyne co zrobiłem to umyłem ręce. Zapytałem FlugsSa dwa razy Czy bierze za tą transakcje na siebie 100% odpowiedzialności moralnej i prawnej. Zgodził się.
ZACHOWAŁEM SIĘ JAK PIŁAT.
Pozwoliłem na to by sprawy, które śmierdzą przeszły za moimi plecami.
Później męczyło mnie z tego powodu sumienie… Pan mój jednak nie zostawił mnie w potrzebie i zesłał na mnie Ducha swego Pocieszyciela.
Teraz pozostawiam tą sprawę Wam bracia i siostry, niech wasze umysły opowiedzą się czy moje zachowanie było dobre czy złe… nie musicie mówić… oceńcie i zatrzymajcie jako przestrogę, lub olejcie notkę tę.
AD MAIOREM DEI GLORIAM.
środa, 24 grudnia 2008
Biba o północy ;]
Pierwsze co to zapraszam Was na BIBE. Mój Przyjaciel ma dziś urodziny i o północy w domu robi impreze ;]
WESOŁYCH BOŻYCH URODZIN
Po drugie...
WESOŁYCH BOŻYCH URODZIN
BRACIA I SIOSTRY.
poniedziałek, 22 grudnia 2008
PRZYGODA ;]
Ostatnimi czasy, a dokładniej w ostatnią sobotę, w Opolu odbyło się zebranie animatorów MAGISu z 3 miast: Opole, Kłodzko, Wrocław.
Byłem jednym z dwóch delegatów Wrocławskich, a tematem spotkania były: "Rekolekcje Zimowe".
Pomyślałem sobie: "O Fajnie! Odwiedzę znajomych w Opolu." lecz później górę wzięły we mnie zapędy do przygody i podróży... pomyślałem: "Mogę odwiedzić również duszyczki w Gliwicach i Bytomiu”.
Ruszyłem więc…
Spodziewałem się, że ta (jak to ktoś nazwał) „Większa Odprawa” w Opolu potrwa 4- 4,5 godziny.
Przeliczyłem się… Zakończyliśmy „odprawę” około godziny 17, a zaczęliśmy przecie o 10.
Muszę przyznać, że wypad do Bytomia był dla mnie „wyzwaniem”… Nie wiedziałem gdzie będę spać, byłem chory, było późno i miałem moralny dylemat czy mogę puścić Angi samą do Wrocka o tej godzinie. Ale właśnie te przeciwności uczyniły wyjazd PRZYGODĄ.
Pociąg (który był z kolei pierwszym z brzegu) miał opóźnienie. Przez całą niemal podróż towarzyszyła mi troskliwość (a raczej poczucie troski) dwóch pięknych Bytomskich Niewiast. Dlatego też po wyjściu z pociągu w Gliwicach ruszyłem na przystanek autobusowy do Bytomia. Jeździ tam jeden Autobus, raz na godzinę, pojechał 4 minuty po moim przybyciu. 10 minut przed 22 wysiadłem w Bytomiu na przystanku autobusowym. Powitała mnie znajoma z tegoż miasta. Następnym razem muszę unikać „powitań” na środku ulicy, bo gdyby ktoś nie zauważył tego autobusu za Nami byłby problem :P
W ciągu pięciu minut „poznałem” Maćka i dowiedziałem się, że idę z Nim na imprezę… moją dezorientacje przerwało wyjaśnienie i sugestia, że to jest „nocleg” i nie powinienem odmawiać. Poszedłem na tę imprezę sam z Maćkiem zaś dziewczyna, która mnie powitała musiała już do domu znikać. Zanim doszliśmy do domostwa na tą bibę odwiedziliśmy z Maćkiem po drodze, dwa puby w których widział swych kumpli. Impreza była… hm była to parapetówa ekipy metali. Właściwie to oprócz czarnego stroju i długich włosów, to byłem tam „idealnie nie na miejscu”. Coś jak majonez w zupie mlecznej. Kolor ten sam i naczynie nie jest złe… i na tym się kończy.
Pomimo początkowych rozterek Krzyż MAGISowy pozostał na klacie (na wierzchu). Przyznam, że atmosfera była miła, poznałem paru ciekawych ludzi… Ciekawe jest to, że wielu moich znajomych skakałoby ze szczęścia trafiając za free na Bibę gdzie co chwila ktoś proponuje Ci Alkohol (różne browce, drinki, wódki), szlugi, skręty, lub (jak to określali) „szałwie”.
Jestem szczęśliwy… oparłem się! ;]
Kiedy powiedziałem, że nie pije, powiedzieli: „Byłbyś dobrym kierowcą”. Kiedy zapytali o Krzyż w małym gronie zaczęła się dyskusja na temat wiary (bądź Jej braku), Jednak najwyższym argumentem jaki usłyszałem było: „Przeczytałem kiedyś Władce Pierścieni- Nie ruszył mnie. Przeczytałem biblię- Nie ruszyła mnie […]” byłem gościem (i jak mi się wydawało niepasującym) a mimo to powiedzieli: „ Ale fajnie, że Ty coś w Tym widzisz” lub też: „[…] nie mogę zaczaić jak mając 17 lat można wierzyć[...]”. Jak już mówiłem, ludzie całkiem fajni byli.
Dziś rozbawiają mnie dwa cytaty: „Stary!!! Jesteś na co dzień kuratorem, a jak go zapytałeś przed chwilą ile ma lat, i powiedział Ci, że 17 to mu najpierw zaproponowałeś zielone, a potem browca!!!” ze zdziwieniem jeden do drugiego.
I drugi cytat:Jak zapytałem: „Gdzie jest Maciek?” odpowiedź zabrzmiała: „Gdzieś Spierdol*ł”, po czym nastąpiła chwila niezręcznej ciszy i ludzie zaczęli grzać ze mnie… W tym ostatnim możecie nie zaczaić o co chodzi, ale ludziom z imprezy dobre 10 minut zajęło dochodzenie do logicznej całości kim jestem. Tu najlepiej wyrazi wszystko cytat wypowiedzi jednego z Nich: „Stary! Jesteś przepierdo*ony. (Jak się później dowiedziałem jest to pozytywne określenie. Coś jak gwarą „Wrocławskiej Ulicy”: „Zajeb*sty”.) Mieszkasz we Wrocławiu, przyjechałeś z Opola do Bytomia imprezę z kolesiem, którego znasz niecałą godzinę… Nie rozumem z tego prawie nic, ale jesteś przep*erdolony!”
A rano jak się obudziłem to nawet Maćka nie było… ;D
Wyszedłem wśród zapewnień, że ludzie mnie jeszcze kiedyś znajdą, jak będą ze swoimi zespołami grali we Wrocławiu. Wyszedłem i…
Nie wiedziałem dokąd iść.
Znałem w Bytomiu dwa miejsca. Kościół Ojców Jezuitów (ale tego raczej PKM nie umieściło, jako przystanek, w rozkładzie jazdy) i dworzec główny PKP, na którym zatrzymuje się autobus z Dworca Gliwickiego (i jak dowiedziałem się później, większość autobusów). Zadzwoniłem do tejże niewiasty, która zeszłego wieczoru (przez 5 minut) była mi jedyną znajomą twarzą, spotkaną w tym mieście. Podczas rozmowy, obczaiłem po drugiej stronie ulicy autobus, który jechał na ów Bytomski dworzec. Niewiele myśląc wbiłem się do Niego. Podróż trwała jeden albo dwa przystanki, a to z kolei oznacza, że wieczorna trasa z Maćkiem przez Puby była niezłym kółkiem ;]
Z panienką, która z pełnym poświęceniem odebrała mnie rano z przystanku, udałem się Jezuickiej Świątyni (a właściwie to do salki MAGISowej). Tam przybyła druga dziewczyna z tych, co to wieczorną porą przejmowały się mym losem. Podzieliłem się owymi niewiastami opłatkiem (transportowanym z Wrocławia) i odsapnąłem. Potem jeszcze uczestniczyłem w Niedzielnym spotkaniu MAGISu Bytomskiego. Było ciekawie… „Czucz. Nie ma dziewczyny co miała przygotować spotkanie… Masz jakiś plan zabawy?”
Jak już mówiłem, żyje spontanicznie i ów spontan nie jest mi obcym. Czas później czekając przy schooli Bytomskiej, udało mi się spotkać pewnego Jezuitę, który niemały miał wpływ na mą psychę w dzieciństwie.
Na Przystanek odprowadziły mnie dwie dziewoje, z których to jedna należała do dwuosobowej grupy zainteresowanych mną, zeszłego wieczora. Czekaliśmy na Autobus (który raz na godzinę nawiedza przystanek) a ponieważ jeden nie przyjechał w ogóle, czekalimy mniej lub więcej jak półtorej godziny.
Za mało mi czasu pozostało by wybrać się do Gliwickiej wspólnoty, choć miałem to w pierwotnych planach.
Bóg ma niezłe poczucie humoru :P
Byłem jednym z dwóch delegatów Wrocławskich, a tematem spotkania były: "Rekolekcje Zimowe".
Pomyślałem sobie: "O Fajnie! Odwiedzę znajomych w Opolu." lecz później górę wzięły we mnie zapędy do przygody i podróży... pomyślałem: "Mogę odwiedzić również duszyczki w Gliwicach i Bytomiu”.
Ruszyłem więc…
Spodziewałem się, że ta (jak to ktoś nazwał) „Większa Odprawa” w Opolu potrwa 4- 4,5 godziny.
Przeliczyłem się… Zakończyliśmy „odprawę” około godziny 17, a zaczęliśmy przecie o 10.
Muszę przyznać, że wypad do Bytomia był dla mnie „wyzwaniem”… Nie wiedziałem gdzie będę spać, byłem chory, było późno i miałem moralny dylemat czy mogę puścić Angi samą do Wrocka o tej godzinie. Ale właśnie te przeciwności uczyniły wyjazd PRZYGODĄ.
Pociąg (który był z kolei pierwszym z brzegu) miał opóźnienie. Przez całą niemal podróż towarzyszyła mi troskliwość (a raczej poczucie troski) dwóch pięknych Bytomskich Niewiast. Dlatego też po wyjściu z pociągu w Gliwicach ruszyłem na przystanek autobusowy do Bytomia. Jeździ tam jeden Autobus, raz na godzinę, pojechał 4 minuty po moim przybyciu. 10 minut przed 22 wysiadłem w Bytomiu na przystanku autobusowym. Powitała mnie znajoma z tegoż miasta. Następnym razem muszę unikać „powitań” na środku ulicy, bo gdyby ktoś nie zauważył tego autobusu za Nami byłby problem :P
W ciągu pięciu minut „poznałem” Maćka i dowiedziałem się, że idę z Nim na imprezę… moją dezorientacje przerwało wyjaśnienie i sugestia, że to jest „nocleg” i nie powinienem odmawiać. Poszedłem na tę imprezę sam z Maćkiem zaś dziewczyna, która mnie powitała musiała już do domu znikać. Zanim doszliśmy do domostwa na tą bibę odwiedziliśmy z Maćkiem po drodze, dwa puby w których widział swych kumpli. Impreza była… hm była to parapetówa ekipy metali. Właściwie to oprócz czarnego stroju i długich włosów, to byłem tam „idealnie nie na miejscu”. Coś jak majonez w zupie mlecznej. Kolor ten sam i naczynie nie jest złe… i na tym się kończy.
Pomimo początkowych rozterek Krzyż MAGISowy pozostał na klacie (na wierzchu). Przyznam, że atmosfera była miła, poznałem paru ciekawych ludzi… Ciekawe jest to, że wielu moich znajomych skakałoby ze szczęścia trafiając za free na Bibę gdzie co chwila ktoś proponuje Ci Alkohol (różne browce, drinki, wódki), szlugi, skręty, lub (jak to określali) „szałwie”.
Jestem szczęśliwy… oparłem się! ;]
Kiedy powiedziałem, że nie pije, powiedzieli: „Byłbyś dobrym kierowcą”. Kiedy zapytali o Krzyż w małym gronie zaczęła się dyskusja na temat wiary (bądź Jej braku), Jednak najwyższym argumentem jaki usłyszałem było: „Przeczytałem kiedyś Władce Pierścieni- Nie ruszył mnie. Przeczytałem biblię- Nie ruszyła mnie […]” byłem gościem (i jak mi się wydawało niepasującym) a mimo to powiedzieli: „ Ale fajnie, że Ty coś w Tym widzisz
Dziś rozbawiają mnie dwa cytaty: „Stary!!! Jesteś na co dzień kuratorem, a jak go zapytałeś przed chwilą ile ma lat, i powiedział Ci, że 17 to mu najpierw zaproponowałeś zielone, a potem browca!!!” ze zdziwieniem jeden do drugiego.
I drugi cytat:
A rano jak się obudziłem to nawet Maćka nie było… ;D
Wyszedłem wśród zapewnień, że ludzie mnie jeszcze kiedyś znajdą, jak będą ze swoimi zespołami grali we Wrocławiu. Wyszedłem i…
Nie wiedziałem dokąd iść.
Znałem w Bytomiu dwa miejsca. Kościół Ojców Jezuitów (ale tego raczej PKM nie umieściło, jako przystanek, w rozkładzie jazdy) i dworzec główny PKP, na którym zatrzymuje się autobus z Dworca Gliwickiego (i jak dowiedziałem się później, większość autobusów). Zadzwoniłem do tejże niewiasty, która zeszłego wieczoru (przez 5 minut) była mi jedyną znajomą twarzą, spotkaną w tym mieście. Podczas rozmowy, obczaiłem po drugiej stronie ulicy autobus, który jechał na ów Bytomski dworzec. Niewiele myśląc wbiłem się do Niego. Podróż trwała jeden albo dwa przystanki, a to z kolei oznacza, że wieczorna trasa z Maćkiem przez Puby była niezłym kółkiem ;]
Z panienką, która z pełnym poświęceniem odebrała mnie rano z przystanku, udałem się Jezuickiej Świątyni (a właściwie to do salki MAGISowej). Tam przybyła druga dziewczyna z tych, co to wieczorną porą przejmowały się mym losem. Podzieliłem się owymi niewiastami opłatkiem (transportowanym z Wrocławia) i odsapnąłem. Potem jeszcze uczestniczyłem w Niedzielnym spotkaniu MAGISu Bytomskiego. Było ciekawie… „Czucz. Nie ma dziewczyny co miała przygotować spotkanie… Masz jakiś plan zabawy?”
Jak już mówiłem, żyje spontanicznie i ów spontan nie jest mi obcym. Czas później czekając przy schooli Bytomskiej, udało mi się spotkać pewnego Jezuitę, który niemały miał wpływ na mą psychę w dzieciństwie.
Na Przystanek odprowadziły mnie dwie dziewoje, z których to jedna należała do dwuosobowej grupy zainteresowanych mną, zeszłego wieczora. Czekaliśmy na Autobus (który raz na godzinę nawiedza przystanek) a ponieważ jeden nie przyjechał w ogóle, czekalimy mniej lub więcej jak półtorej godziny.
Za mało mi czasu pozostało by wybrać się do Gliwickiej wspólnoty, choć miałem to w pierwotnych planach.
Bóg ma niezłe poczucie humoru :P
piątek, 19 grudnia 2008
Leń...
Jest taki jeden koleś... Ludzie wołają na Niego Leń, więc i ja tego imienia użyje.
Ów Leń często czepia się różnych ludzi, lubi to. Niegdyś długo trzymał mojego Przyjaciela i choć wtedy żarliwie z Nim walczyłem, choć nie zawsze miałem szanse zwyciężyć. Nie zwuważyłem nawet gdy niedawno wkradł się w moje życie. Spokojnie i cicho, wszedł bez pukania, zadomowił się i nie dawał, z początku się rozpoznać. Poznałem, że to On trochę później i w pierwszej chwili nie umiałem sobie z tym poradzić.
Dziś jednak już walczę. Dlatego też wszystkim, którzy dali mi do zrozumienia co się ze mną dzieje... Dziękuje. A tych, którzy poczuli efekty Mojej z Leniem współpracy, przepraszam. To jest to czego NAUCZYŁEM się w Liceum... "Ponosić odpowiedzialność za swoje czyny".
Idą Notki...
Ów Leń często czepia się różnych ludzi, lubi to. Niegdyś długo trzymał mojego Przyjaciela i choć wtedy żarliwie z Nim walczyłem, choć nie zawsze miałem szanse zwyciężyć. Nie zwuważyłem nawet gdy niedawno wkradł się w moje życie. Spokojnie i cicho, wszedł bez pukania, zadomowił się i nie dawał, z początku się rozpoznać. Poznałem, że to On trochę później i w pierwszej chwili nie umiałem sobie z tym poradzić.
Dziś jednak już walczę. Dlatego też wszystkim, którzy dali mi do zrozumienia co się ze mną dzieje... Dziękuje. A tych, którzy poczuli efekty Mojej z Leniem współpracy, przepraszam. To jest to czego NAUCZYŁEM się w Liceum... "Ponosić odpowiedzialność za swoje czyny".
Idą Notki...
niedziela, 14 grudnia 2008
Komercha
Taka anegdotka z dziś ;]
Byłem z Przyjacielem na mieście i ludzie trochę się dziwili jak wyrazał swoje poglądy :P
A przy okazji... słabo rysuje ale poto mam dwie ręce by talenty mnożyć ;D
Już niedługo zaległe tematy... (Jednak przez Roraty mniej pisze :P Spróbujemy to poprawić)
(Taki bonus... Jak klikniecie na rysunek to jest mniej pixelowate)
poniedziałek, 8 grudnia 2008
Odwaga?
Kilka rzeczy z "dziś".
1)Ząb
2)Spotkanie
3)Próba
4)Rowerek
5)Przemyślenia i Spowiedź.
1)
Już od dziecięcych lat moim problemem były zęby, a mianowicie „niechęć” do dentystów.
Zaniedbałem jako młody szczyl tą moją jamę ustną i choć matka mówi, że mam (miałem) niespotykanie ładne i proste uzębienie, to troszkę się to spieprzyło.
Kiedy zacząłem myśleć na o swoich czynach i ich konsekwencjach (a te konsekwencje to nawet zaczynałem czuć) starałem się tam coś naprawić, ale bez wizytacji lekarskiej nie wiele mogłem (a do tej z kolei, czuje dziecięcą „niechęć”).
Dziś ból zęba zdjął mnie tak, że musiałem opuścić szkołę i wrócić do domu. Czemu o tym pisze? Bo trzeci raz w życiu (nie licząc tego czym mnie faszerowali w szpitalach) brałem lek przeciwbólowy. Staram się je brać rzadko, ponieważ cenie wolność i (oprócz tego) lubię gdy coś działa, więc nie uodparniam organizmu na leki.
Reszta jednak o tym pod koniec notki. ;P
2)
Już minął jakiś czas od kiedy „poznałem” pewną dziewczynę. W sensie, zadzwoniła do mnie wieczorem i zapytała „Skąd ja mam Twój numer telefonu?”. Odpowiedziałem to co wiedziałem „Nie wiem.” i właściwie to nie wiem do dziś. Troszku pisać zaczęliśmy przez komórkę i ostatecznie postanowiliśmy się zobaczyć (właściwie to Ona wpadła na ten pomysł, lecz bardzo mi się podobała inicjatywa). Najpierw spotkanie trzeba było przełożyć z pierwszego terminu, na niedziele (tydzień temu). Jednak i ten termin odpadł Nam. Ostatecznie padła propozycja zobaczenia się dziś. między czasem gdy kończę lekcje a próbą przestawienia było trochę czasu, to się zgodziłem ;]
Umówiony pod fontanną z dziewczyną, którą widzieć miałem pierwszy raz, ruszyłem na rynek. (Jak się okazało później) Przeszedłem obok Niej (tak, weźcie mnie jeszcze trochę wyśmiejcie), widząc więcej ludzi, wysyłałem SMSy, dzwoniłem, a ponieważ nie odbierała, chodziłem w tą i w tamtą przy fontannie… okolicach… po rynku i w okolicach.
Ostatecznie okazało się, komórki ze sobą nie wzięła, więc cóż było mi począć. dostałem tylko wskazówkę, że ma czerwony płaszczyk. Cholera, akurat teraz się ludzi nazbierało. Przy fontannie przechodziły przynajmniej cztery młode dziewczyny w „czerwonym płaszczyku”. Ech… brakło mi odwagi żeby pytać.
Po dłuższej i jeszcze bardziej skomplikowanej akcji doszło do tego, że stałem obok Niej i Jej koleżanki niewiedząc o tym. W sensie zastanawiałem się. Zauważyłem, że dziewczyny te są podobne do opisu. Drugi raz odwagi mi zabrakło, żeby zapytać. I w tym momencie cała sprawa poszła się grzać.
Ale ponieważ, za Manną z nieba trza było się pochylić i SZUKAĆ… Będę dalej żył tak jak uznam to z spójne z Jego wolą ;]
3)
Przyjechałem na próbę przedstawienia kilka minut za wcześnie, ale Pan woźny (miły człowiek) powiedział, że o żadnej próbie nic nie wie. Czekałem jeszcze trochę na resztę ludzi, lecz gdy 10 po nikt się nie zjawiał, zacząłem się dziwić. Ostatecznie okazało się, że próby dziś nie ma ;P
Jest za to jutro, teoretycznie „cały dzień” choć nie wiem jak to ma wyglądać, to wiem że jedziemy gdzieś daleko od Wrocka i mam być o 8:00 pod jakimś tam sklepem (będzie jakiś bus). Chyba nie zostawię rowerku na cały dzionek przed sklepem. Trza się zorientować jak tam jadą autobany ;]
4)
A propo rowerku. Dziś wreszcie wyczaiłem jak zamontować te światła. Jest to w istocie tak proste jak „domontowanie” ich. Z tego też tytułu, będę musiał je chyba chować do kieszeni po zejściu z roweru ;D
Tak myślę, że jak naprawie jeszcze hamulce, zamontuje błotnik i może trochę nasmaruje ten rower, to może będzie nawet wart kradzieży. Kto wie co ludziom przyjdzie do głowy.
5)
Wieczorem spowiadałem się u Pewnego Jezuity. Opowiedziałem o dzisiejszym dniu. Powiedziałem, że zauważam, jak znikła gdzieś moja odwaga (za przykłady podałem zarówno „ząb” jak i „spotkanie”). Spowiednik powiedział, że właśnie to, iż mam wady, czyni mnie tylko człowiekiem w mojej Psychice i dzięki temu nie pysznie się nazbyt.
Pokazał mi na przykładzie Św. Pawła, że z Cierniem, można żyć do końca i pomimo tego być Kimś. A Odwaga wcale mnie nie opuściła, bo spotkałem się z wyzwaniem w dwóch kwestiach, w których nigdy nie byłem specjalnie odważny.
Ten Ojciec też ma „niechęć” do dentysty ;P Ale wie że wyzwania są po to by je podejmować, małe i duże.
Troszkę się przed Wami „Obnażyłem” moi drodzy.
Mam nadzieje, że nadchodząca Noc i jutrzejszy Dzień, dobre i owocne Wam będą.
Dobranoc Siostry i Bracia.
Jutro pokoloruje tą notkę ;]
EDIT:
A jednak notka zostanie, taka jaka jest. Minął czas i nie umiem już naładować emocjami kolorów ;]
1)Ząb
2)Spotkanie

3)Próba
4)Rowerek
5)Przemyślenia i Spowiedź.
1)
Już od dziecięcych lat moim problemem były zęby, a mianowicie „niechęć” do dentystów.
Zaniedbałem jako młody szczyl tą moją jamę ustną i choć matka mówi, że mam (miałem) niespotykanie ładne i proste uzębienie, to troszkę się to spieprzyło.
Kiedy zacząłem myśleć na o swoich czynach i ich konsekwencjach (a te konsekwencje to nawet zaczynałem czuć) starałem się tam coś naprawić, ale bez wizytacji lekarskiej nie wiele mogłem (a do tej z kolei, czuje dziecięcą „niechęć”).
Dziś ból zęba zdjął mnie tak, że musiałem opuścić szkołę i wrócić do domu. Czemu o tym pisze? Bo trzeci raz w życiu (nie licząc tego czym mnie faszerowali w szpitalach) brałem lek przeciwbólowy. Staram się je brać rzadko, ponieważ cenie wolność i (oprócz tego) lubię gdy coś działa, więc nie uodparniam organizmu na leki.
Reszta jednak o tym pod koniec notki. ;P
2)
Już minął jakiś czas od kiedy „poznałem” pewną dziewczynę. W sensie, zadzwoniła do mnie wieczorem i zapytała „Skąd ja mam Twój numer telefonu?”. Odpowiedziałem to co wiedziałem „Nie wiem.” i właściwie to nie wiem do dziś. Troszku pisać zaczęliśmy przez komórkę i ostatecznie postanowiliśmy się zobaczyć (właściwie to Ona wpadła na ten pomysł, lecz bardzo mi się podobała inicjatywa). Najpierw spotkanie trzeba było przełożyć z pierwszego terminu, na niedziele (tydzień temu). Jednak i ten termin odpadł Nam. Ostatecznie padła propozycja zobaczenia się dziś. między czasem gdy kończę lekcje a próbą przestawienia było trochę czasu, to się zgodziłem ;]
Umówiony pod fontanną z dziewczyną, którą widzieć miałem pierwszy raz, ruszyłem na rynek. (Jak się okazało później) Przeszedłem obok Niej (tak, weźcie mnie jeszcze trochę wyśmiejcie), widząc więcej ludzi, wysyłałem SMSy, dzwoniłem, a ponieważ nie odbierała, chodziłem w tą i w tamtą przy fontannie… okolicach… po rynku i w okolicach.
Ostatecznie okazało się, komórki ze sobą nie wzięła, więc cóż było mi począć. dostałem tylko wskazówkę, że ma czerwony płaszczyk. Cholera, akurat teraz się ludzi nazbierało. Przy fontannie przechodziły przynajmniej cztery młode dziewczyny w „czerwonym płaszczyku”. Ech… brakło mi odwagi żeby pytać.
Po dłuższej i jeszcze bardziej skomplikowanej akcji doszło do tego, że stałem obok Niej i Jej koleżanki niewiedząc o tym. W sensie zastanawiałem się. Zauważyłem, że dziewczyny te są podobne do opisu. Drugi raz odwagi mi zabrakło, żeby zapytać. I w tym momencie cała sprawa poszła się grzać.
Ale ponieważ, za Manną z nieba trza było się pochylić i SZUKAĆ… Będę dalej żył tak jak uznam to z spójne z Jego wolą ;]
3)
Przyjechałem na próbę przedstawienia kilka minut za wcześnie, ale Pan woźny (miły człowiek) powiedział, że o żadnej próbie nic nie wie. Czekałem jeszcze trochę na resztę ludzi, lecz gdy 10 po nikt się nie zjawiał, zacząłem się dziwić. Ostatecznie okazało się, że próby dziś nie ma ;P
Jest za to jutro, teoretycznie „cały dzień” choć nie wiem jak to ma wyglądać, to wiem że jedziemy gdzieś daleko od Wrocka i mam być o 8:00 pod jakimś tam sklepem (będzie jakiś bus). Chyba nie zostawię rowerku na cały dzionek przed sklepem. Trza się zorientować jak tam jadą autobany ;]
4)
A propo rowerku. Dziś wreszcie wyczaiłem jak zamontować te światła. Jest to w istocie tak proste jak „domontowanie” ich. Z tego też tytułu, będę musiał je chyba chować do kieszeni po zejściu z roweru ;D
Tak myślę, że jak naprawie jeszcze hamulce, zamontuje błotnik i może trochę nasmaruje ten rower, to może będzie nawet wart kradzieży. Kto wie co ludziom przyjdzie do głowy.
5)
Wieczorem spowiadałem się u Pewnego Jezuity. Opowiedziałem o dzisiejszym dniu. Powiedziałem, że zauważam, jak znikła gdzieś moja odwaga (za przykłady podałem zarówno „ząb” jak i „spotkanie”). Spowiednik powiedział, że właśnie to, iż mam wady, czyni mnie tylko człowiekiem w mojej Psychice i dzięki temu nie pysznie się nazbyt.
Pokazał mi na przykładzie Św. Pawła, że z Cierniem, można żyć do końca i pomimo tego być Kimś. A Odwaga wcale mnie nie opuściła, bo spotkałem się z wyzwaniem w dwóch kwestiach, w których nigdy nie byłem specjalnie odważny.
Ten Ojciec też ma „niechęć” do dentysty ;P Ale wie że wyzwania są po to by je podejmować, małe i duże.
Troszkę się przed Wami „Obnażyłem” moi drodzy.
Mam nadzieje, że nadchodząca Noc i jutrzejszy Dzień, dobre i owocne Wam będą.
Dobranoc Siostry i Bracia.
Jutro pokoloruje tą notkę ;]
EDIT:
A jednak notka zostanie, taka jaka jest. Minął czas i nie umiem już naładować emocjami kolorów ;]
sobota, 6 grudnia 2008
Roratnie śniadnie
Dziś minął kolejny dzień. Rano "Młodzież" przygotowywała śniadanie roratnie, toteż wstałem o 4:30 by na 5:20 czekać pod kościołem na chleb, co (po wczorajszych zakupach, na to śniadanie, z Ojcem Grzegorzem) do łatwych zadań nie należało. Jestem wdzięczny chłopakom z moim grupek, tym którzy przyszli i tym którzy chcieli to zrobić, jeśli tylko podjęli walkę. Dziękuje. Dzięki niech będą również innym ludziom, którzy tak bardzo pomogli w tym śniadaniu.
A tak osobiście... Trochę słabo się czuje. Może to dlatego, że od 5:00 do 19:25 byłem w ciągłym ruchu (no może poza spotkaniami grupkowymi). Może to wina ciśnienia, a może też pogoda i hałas uliczny. Nie wiem, ale jestem "rozpalony" i i nie chodzi o jakąś bardzo głęboką metaforę.
;p
Dobrej Nocy Bracia i Siostry ;]
A tak osobiście... Trochę słabo się czuje. Może to dlatego, że od 5:00 do 19:25 byłem w ciągłym ruchu (no może poza spotkaniami grupkowymi). Może to wina ciśnienia, a może też pogoda i hałas uliczny. Nie wiem, ale jestem "rozpalony" i i nie chodzi o jakąś bardzo głęboką metaforę.
;p
Dobrej Nocy Bracia i Siostry ;]
środa, 3 grudnia 2008
Dziś i ostatni Week
Jak w zeszłym roku, tak i w tym Roraty w naszej parafii odbywają się o godzinie 6:30.
Ciekawa sprawa, że w zeszłym roku z tego powodu zacząłem sypiać mniej, zaś w tym... sypiam dłużej. Jeszcze Adwent się nie skończył ale to już jest jakiś pomysł, na przykład na "postanowienie Adwentowe", "Chodzić spać przed 2 w nocy ;] ".
A tak na serio to ostatni dzień szkolny jaki pamiętam był dla mnie w zeszłym tygodniu (Czwartek):P
Najpierw badania jakieś (zdążyłem na ostatnią lekcje w Piątek). W Sobotę coś odrabialiśmy (ale tu już nie zdążyłem na tą ostatnią lekcje). W Poniedziałek Święto szkoły (Dzień Patrona czy coś takiego), a we Wtorek znów jakieś badania (odbiór wyników) i ostatecznie dziś nie byłem gdyż, trenowaliśmy przedstawienie teatralne (i zostałem ze szkoły zwolniony). A jutro idziemy jako klasa (informatyczno-medialno-artystyczna) na jakąś wystawę sztuki czy coś :P
Pomimo tak długiej przerwy udało mi się, zaledwie poczuć przedsmak wypoczynku, więc trza czekać do ferii ^^
Sporo rozmyślam i rozkminiam, ostatnio więc efekty jak będą, to też się tu pojawią.
Żyjmy Ad Maiorem Dei Gloriam Siostry i Bracia.
Ciekawa sprawa, że w zeszłym roku z tego powodu zacząłem sypiać mniej, zaś w tym... sypiam dłużej. Jeszcze Adwent się nie skończył ale to już jest jakiś pomysł, na przykład na "postanowienie Adwentowe", "Chodzić spać przed 2 w nocy ;] ".
A tak na serio to ostatni dzień szkolny jaki pamiętam był dla mnie w zeszłym tygodniu (Czwartek):P
Najpierw badania jakieś (zdążyłem na ostatnią lekcje w Piątek). W Sobotę coś odrabialiśmy (ale tu już nie zdążyłem na tą ostatnią lekcje). W Poniedziałek Święto szkoły (Dzień Patrona czy coś takiego), a we Wtorek znów jakieś badania (odbiór wyników) i ostatecznie dziś nie byłem gdyż, trenowaliśmy przedstawienie teatralne (i zostałem ze szkoły zwolniony). A jutro idziemy jako klasa (informatyczno-medialno-artystyczna) na jakąś wystawę sztuki czy coś :P
Pomimo tak długiej przerwy udało mi się, zaledwie poczuć przedsmak wypoczynku, więc trza czekać do ferii ^^
Sporo rozmyślam i rozkminiam, ostatnio więc efekty jak będą, to też się tu pojawią.
Żyjmy Ad Maiorem Dei Gloriam Siostry i Bracia.
sobota, 29 listopada 2008
MAGISowe RASTAndrzejki ;]
Dziś Wspólnota MAGIS we Wrocławiu zorganizowała sobie imprezę Andrzejkową w stylu "Rasta". Ku zdziwieniu wielu powiem, że na odprawie nie byłem głównym pomysłodawcą typu imprezy, aczkolwiek pomysł był świetny.
Biba się udała (moim zdaniem) zaczęta o 19:30 (spóźniłem się chwilkę) była utrzymana w pozytywnym klimacie i raczej ludzie bawili się ;]
W między czasie przyszło dwóch ludzi z Opolskiego MAGISu, których to się w ogóle nie spodziewałem, aczkolwiek, byli miłym zaskoczeniem. Punktem zwrotnym w rozwoju zabawy, było wyjście bawiących się ludzi z zespołu Clemensianum, po czym ludzie zaczęli się wykruszać. Zawitał wśród Nas również Ojciec Stanisław Tabiś, lecz nie pobył zbyt długo. Potem zaczęli powoli przychodzić ludzie tzw. "zmierzluchy" (są ale nie po to by się bawić, lecz krytykować wszelkie inicjatywy). Kiedy ludzi bawiących się było już niewiele (jak i przygotowanych Reggae utworów muzycznych), a zmierzluchy rosły w siłę liczebności, impreza zmieniła styl.
Choć choć był to jeszcze wieczór (trochę przed 22:30) to chcąc pozostawić w umyśle tylko miłe wspomnienia z wieczoru, "ulotniłem się" ;]
Ad Maiorem Dei Gloriam.
Biba się udała (moim zdaniem) zaczęta o 19:30 (spóźniłem się chwilkę) była utrzymana w pozytywnym klimacie i raczej ludzie bawili się ;]
W między czasie przyszło dwóch ludzi z Opolskiego MAGISu, których to się w ogóle nie spodziewałem, aczkolwiek, byli miłym zaskoczeniem. Punktem zwrotnym w rozwoju zabawy, było wyjście bawiących się ludzi z zespołu Clemensianum, po czym ludzie zaczęli się wykruszać. Zawitał wśród Nas również Ojciec Stanisław Tabiś, lecz nie pobył zbyt długo. Potem zaczęli powoli przychodzić ludzie tzw. "zmierzluchy" (są ale nie po to by się bawić, lecz krytykować wszelkie inicjatywy). Kiedy ludzi bawiących się było już niewiele (jak i przygotowanych Reggae utworów muzycznych), a zmierzluchy rosły w siłę liczebności, impreza zmieniła styl.
Choć choć był to jeszcze wieczór (trochę przed 22:30) to chcąc pozostawić w umyśle tylko miłe wspomnienia z wieczoru, "ulotniłem się" ;]
Ad Maiorem Dei Gloriam.
czwartek, 27 listopada 2008
I ROCZNICA BLOGA
Dziś jest pierwsza rocznica tego Bloga ;]
Z tej okazji postanowiłem zacząć tworzenie systemu "etykietek" (można zobaczyć efekt tu obok pod zdjęciem i textem) (to te takie odnośniki) z czasem bedzie więcej ich rodzaji. Oprócz tego przeglądnąłem stare notki wszystkie (choć ze szczególną uwagą te pierwsze) i postanowiłem kilka idei wskrzesić itp. ale najwarzniejsze co zauwarzyłem to to, że kiedyś pisałem inaczej... Choć byłem wtedy młodszy i głupszy, to jednak podoba mi się mój stary styl... Może uda mi się znów wzniecić w sobie stary dar pisania, może nie... Obaczymy ;]
Wam jednak bracia i siostry dzięki za to że jesteście, czytacie, oglądacie obrazki, komentujecie, oddychacie i tym podobne rzeczy robicie ;)
Niech Was ma Miłujący w swej opiece ;]
Z tej okazji postanowiłem zacząć tworzenie systemu "etykietek" (można zobaczyć efekt tu obok pod zdjęciem i textem) (to te takie odnośniki) z czasem bedzie więcej ich rodzaji. Oprócz tego przeglądnąłem stare notki wszystkie (choć ze szczególną uwagą te pierwsze) i postanowiłem kilka idei wskrzesić itp. ale najwarzniejsze co zauwarzyłem to to, że kiedyś pisałem inaczej... Choć byłem wtedy młodszy i głupszy, to jednak podoba mi się mój stary styl... Może uda mi się znów wzniecić w sobie stary dar pisania, może nie... Obaczymy ;]
Wam jednak bracia i siostry dzięki za to że jesteście, czytacie, oglądacie obrazki, komentujecie, oddychacie i tym podobne rzeczy robicie ;)
Niech Was ma Miłujący w swej opiece ;]
sobota, 22 listopada 2008
2 Rozważania
Znowu spóźniam się z notkami i przez to niektórych nie wpisuje. Dlaczego? Bo tracą „siłę”, takie "emocje", które wkładam w pisane słowa i które to emocje da się odczytać nawet po pewnym czasie.
W skrócie jednak opisując ostatni czas to tak:
Dalej walczę o Przyjaciela z Nim samym, Dostaje po dupie od życia na różnych frontach, uciekam powoli w myśli o Rekolekcjach, (najczęściej zimowych, choć czasem też zdarza mi się rozmyślać o Wakacjach).
A tak poza tym to może, zamieszcze tu, rozważanie z dzisiejszego dnia.
Dziś z grupką na spotkaniu modliliśmy się za Chrześcijan mordowanych i prześladowanych w Indiach. W sumie rzeczywiście winniśmy prosić Boga by, jeśli to w Jego woli możliwe, ulżył w cierpieniu ludziom, którzy nie wyparli się go w chwili ucisku i próby. Ale z drugiej strony, czy taki ucisk nie jest potrzebny Nam? To zjawisko, że w Polsce jest około 90% Chrześcijan a Wierzącego człowieka spotyka się sporadycznie, zawdzięczamy właśnie temu, że "nie było" wyzwań. A w sumie to wyzwania były i są. Tylko, że te wyzwania są małe i ukryte pod hasłem codzienność. Historia pokazuje, że pozytywne wartości widać zawsze w chwilach ucisku. Pierwsi Chrześcijanie, Umierali za Ewangelie, którą głosili, za wspólnotę, którą tworzyli, za Wartości, którymi żyli, za Boga, którego Kochali. Polscy Partyzanci, i sabotażyści podczas okupacji. Umierali za Wolność, której Pragnęli, za Ojczyne, którą Kochali, za Potomnych, którzy dziś ich nie rozumieją. Przykładów można znaleźć więcej.
Tą obojętność społeczną zawdzięczamy właśnie temu, że nie widzieliśmy o co walczyć. Tak jak „wymarli” wojownicy w męskich duszach, tak „wymarła” wiara w cywilizowanym świecie.
Naszła mnie jeszcze jedna Refleksja. Nie rozumiem jak to jest. Mówimy o nietolerancji gdy zwracam uwagę że, nie podoba mi się czyjeś ateistyczne spojrzenie na świat, jednak milczymy gdy wyśmiewany jest człowiek na drodze z domu do kościoła. Mówimy o „wyczuciu taktu”, gdy ktoś mówi o Świętych, lecz milczymy, gdy w tydzień po Zaduszkach telewizyjne reklamy (że się tak kolokwialnie wyrażę) zasrane są „Mikołajami”, a ponad połowa dzieci przed Telewizorami kojarzy Św. Mikołaja z Krasnoludem w Czerwonym uniformie i nie dowierza tłumaczeniom, że żył niegdyś taki Święty.
To takie zebranie rozważań z minionych dni.
Spadł już pierwszy Śnieg, w tym roku, we Wrocku.
Niech Bóg czuwa nad Nami Siostry i Bracia w Panu.
W skrócie jednak opisując ostatni czas to tak:
Dalej walczę o Przyjaciela z Nim samym, Dostaje po dupie od życia na różnych frontach, uciekam powoli w myśli o Rekolekcjach, (najczęściej zimowych, choć czasem też zdarza mi się rozmyślać o Wakacjach).
A tak poza tym to może, zamieszcze tu, rozważanie z dzisiejszego dnia.
Dziś z grupką na spotkaniu modliliśmy się za Chrześcijan mordowanych i prześladowanych w Indiach. W sumie rzeczywiście winniśmy prosić Boga by, jeśli to w Jego woli możliwe, ulżył w cierpieniu ludziom, którzy nie wyparli się go w chwili ucisku i próby. Ale z drugiej strony, czy taki ucisk nie jest potrzebny Nam? To zjawisko, że w Polsce jest około 90% Chrześcijan a Wierzącego człowieka spotyka się sporadycznie, zawdzięczamy właśnie temu, że "nie było" wyzwań. A w sumie to wyzwania były i są. Tylko, że te wyzwania są małe i ukryte pod hasłem codzienność. Historia pokazuje, że pozytywne wartości widać zawsze w chwilach ucisku. Pierwsi Chrześcijanie, Umierali za Ewangelie, którą głosili, za wspólnotę, którą tworzyli, za Wartości, którymi żyli, za Boga, którego Kochali. Polscy Partyzanci, i sabotażyści podczas okupacji. Umierali za Wolność, której Pragnęli, za Ojczyne, którą Kochali, za Potomnych, którzy dziś ich nie rozumieją. Przykładów można znaleźć więcej.
Tą obojętność społeczną zawdzięczamy właśnie temu, że nie widzieliśmy o co walczyć. Tak jak „wymarli” wojownicy w męskich duszach, tak „wymarła” wiara w cywilizowanym świecie.
Naszła mnie jeszcze jedna Refleksja. Nie rozumiem jak to jest. Mówimy o nietolerancji gdy zwracam uwagę że, nie podoba mi się czyjeś ateistyczne spojrzenie na świat, jednak milczymy gdy wyśmiewany jest człowiek na drodze z domu do kościoła. Mówimy o „wyczuciu taktu”, gdy ktoś mówi o Świętych, lecz milczymy, gdy w tydzień po Zaduszkach telewizyjne reklamy (że się tak kolokwialnie wyrażę) zasrane są „Mikołajami”, a ponad połowa dzieci przed Telewizorami kojarzy Św. Mikołaja z Krasnoludem w Czerwonym uniformie i nie dowierza tłumaczeniom, że żył niegdyś taki Święty.
To takie zebranie rozważań z minionych dni.
Spadł już pierwszy Śnieg, w tym roku, we Wrocku.
Niech Bóg czuwa nad Nami Siostry i Bracia w Panu.
niedziela, 16 listopada 2008
One Love 2008
One Love sound fest 2008, który odbył się wczoraj, był imprezą godną wielu opinii które o Nim krążą. Innymi słowy… było świetnie ;]
Najbardziej rozruszał imprezę koncert NDK (Natural Dread Killaz). Przy którym sala (Główna scena w Hali Ludowej), wypełniła się po brzegi pozytywną atmosferą i prawie tak samo, współziomkami. Właśnie na ich koncercie udało mi się wraz z kilkoma ludźmi (których w ogóle nie znałem) rozkręcić positive pogo (w kręgu, o promieniu około 10 osób). Ci też ludzie podnieśli mnie do góry i rzucili na ręce następnych (zaczepiste uczucie) i tym sposobem „dopłynąłem”, „doleciałem” … „zostałem doniesiony” między barierki a scenę, czyli w ramiona dziwnie uśmiechniętego pracownika ochrony. Wbrew moim pierwszym przypuszczeniom, zamiast wywalić mnie z koncertu wskazał tylko drogę, jak wyjść za barierki.
Po koncercie NDK, udałem się z ludźmi których znałem do osobnego pomieszczenia, gdzie ludzie przychodzili zapalić, bądź też napić się. Ja osobiście nie piłem i nie paliłem, choć we wspomnianym pomieszczeniu dym był gęstszy niż przy przeciętnym pożarze, a po kilku oddechach i tak alkomaty, wskazałyby stan upojenia. W tym pomieszczeniu paru ostro zakręconych ludzi zainicjowało użycie śmietników jako bębna (czy nawet perkusji), więc w odpowiedzi na to, starałem się rozruszać okolicznych ludzi, do skoków tańców itp.
Zastanawia mnie na ilu będę filmikach na „youTubie”?
Trochę później spotkałem jeszcze znajomych z Opola. Nie była to jakaś wielka wataha, ale jednak byli ;]
A.M.D.G. Bracia i Siostry.
Najbardziej rozruszał imprezę koncert NDK (Natural Dread Killaz). Przy którym sala (Główna scena w Hali Ludowej), wypełniła się po brzegi pozytywną atmosferą i prawie tak samo, współziomkami. Właśnie na ich koncercie udało mi się wraz z kilkoma ludźmi (których w ogóle nie znałem) rozkręcić positive pogo (w kręgu, o promieniu około 10 osób). Ci też ludzie podnieśli mnie do góry i rzucili na ręce następnych (zaczepiste uczucie) i tym sposobem „dopłynąłem”, „doleciałem” … „zostałem doniesiony” między barierki a scenę, czyli w ramiona dziwnie uśmiechniętego pracownika ochrony. Wbrew moim pierwszym przypuszczeniom, zamiast wywalić mnie z koncertu wskazał tylko drogę, jak wyjść za barierki.
Po koncercie NDK, udałem się z ludźmi których znałem do osobnego pomieszczenia, gdzie ludzie przychodzili zapalić, bądź też napić się. Ja osobiście nie piłem i nie paliłem, choć we wspomnianym pomieszczeniu dym był gęstszy niż przy przeciętnym pożarze, a po kilku oddechach i tak alkomaty, wskazałyby stan upojenia. W tym pomieszczeniu paru ostro zakręconych ludzi zainicjowało użycie śmietników jako bębna (czy nawet perkusji), więc w odpowiedzi na to, starałem się rozruszać okolicznych ludzi, do skoków tańców itp.
Zastanawia mnie na ilu będę filmikach na „youTubie”?
Trochę później spotkałem jeszcze znajomych z Opola. Nie była to jakaś wielka wataha, ale jednak byli ;]
A.M.D.G. Bracia i Siostry.
Bajka ;]
„I Rycerz szukając, odwrócił głowę za siebie, cofnął się w tym kierunku kilka kroków, i spostrzegł znów, że twierdza bez muru i fosy - jest pusta dla Niego.
I tak jak poprzysiągł Królowi, dalej będzie podróżował i szukał tego, co On dla Rycerza przygotował."
Piątek w plenerze
Przedwczorajsze piątkowe spotkanie miałem przygotować ja ;]
Głównym celem spotkania przeprowadzonego w plenerze, było dalsze wyrywanie się ze schematu, jaki ogarniał nasze spotkania piątkowe od dłuższego czasu. „Niewypałów” było trochę. Jednak wbrew moim przeczuciom, ludzie wrócili zadowoleni. Co ciekawe Animatorzy też nie wyglądali na zdenerwowanych, choć ich opinię poznam pewnie na odprawie w poniedziałek. W każdym razie wiem kilka rzeczy. Następne tego typu spotkanie (o ile jeszcze będzie), trzeba przygotować dłużej niż w trzy dni, trzeba zrobić w lecie gdy słońce długo trzyma się nieboskłonu i trzeba zadbać o jeszcze parę szczegółów, które wyszły przedwczoraj.
W każdym razie cieszę się z tego co wyszło... ;]
Głównym celem spotkania przeprowadzonego w plenerze, było dalsze wyrywanie się ze schematu, jaki ogarniał nasze spotkania piątkowe od dłuższego czasu. „Niewypałów” było trochę. Jednak wbrew moim przeczuciom, ludzie wrócili zadowoleni. Co ciekawe Animatorzy też nie wyglądali na zdenerwowanych, choć ich opinię poznam pewnie na odprawie w poniedziałek. W każdym razie wiem kilka rzeczy. Następne tego typu spotkanie (o ile jeszcze będzie), trzeba przygotować dłużej niż w trzy dni, trzeba zrobić w lecie gdy słońce długo trzyma się nieboskłonu i trzeba zadbać o jeszcze parę szczegółów, które wyszły przedwczoraj.
W każdym razie cieszę się z tego co wyszło... ;]
czwartek, 13 listopada 2008
Wypad Animatorów Wrocław MAGIS i powrót
Pojechalimy,
bylimy,
wrócilimy.
Było fajnie ale i owocnie.
Mam nadzieję, że to do czego doszliśmy, podczas wypadu Animatorów, odbije się w życiu na codzień.
Po powrocie czekała mnie trudna rozmowa. Jest szansa, że odzyskam Przyjaciela, jest jednak też szansa, że wbije mi On, trzeci już cierń. Trwam przy Przyjacielu gdy inni się od Niego odwracają... Obaczymy jak długo dam rade ;]
bylimy,
wrócilimy.
Było fajnie ale i owocnie.
Mam nadzieję, że to do czego doszliśmy, podczas wypadu Animatorów, odbije się w życiu na codzień.
Po powrocie czekała mnie trudna rozmowa. Jest szansa, że odzyskam Przyjaciela, jest jednak też szansa, że wbije mi On, trzeci już cierń. Trwam przy Przyjacielu gdy inni się od Niego odwracają... Obaczymy jak długo dam rade ;]
"We wszystkim i wszystkich widzieć Boga."
środa, 5 listopada 2008
Mgła, wino i teatr
Cóż dziś zacząłem ( a właściwie wznowiłem po 4letniej przerwie) moją małą przygodę z Teatrem. Na razie gram śmieć i to dosłownie ale przynajmniej kwestie mam ciekawą... nie pytajcie co musi mówić śmieć, żeby mieć zjechane gardło po pierwszej próbie. ;]
Wracając do domu za uwarzyłem mgłę... w sumie była bardziej widoczna od samochodów z naprzeciwka. Byłem tak Nią zafascynowany, że właściwie niewiele mnie obchodziły te samochody ^^. Gdyby nie to, że jadę tą trasą codziennie do szkoły i z powrotem to nie wiedziałbym gdzie jestem. Nie wspominając już o efekcie świateł z latarni czy samotnie zapalonych świateł za oknami wieżowców. Mgła która ostatnio nawiedza Wrocław jest piękna ;]
Kiedy wróciłem do Domu chciałem (dobroczynnie dla gardła) zrobić sobie taki pewien specyfik co jednym z elementów Jego jest sok, z babcinych owoców. Przeszukałem dwie półki w poszukiwaniu "maliny", ale jak na złość były tylko "jeżynowe" lub "niezidentyfikowane". W końcu odnalazłem "wieloowocowy" i stwierdziłem, iż się nadaje. Kiedy go otworzyłem dał mi po nosie takim zapachem wina... Ciekawe ile litrów jeszcze tego matka trzyma na balkonie ;P
To już dziś dróga notka... Rozkręcam się ? :P
Wracając do domu za uwarzyłem mgłę... w sumie była bardziej widoczna od samochodów z naprzeciwka. Byłem tak Nią zafascynowany, że właściwie niewiele mnie obchodziły te samochody ^^. Gdyby nie to, że jadę tą trasą codziennie do szkoły i z powrotem to nie wiedziałbym gdzie jestem. Nie wspominając już o efekcie świateł z latarni czy samotnie zapalonych świateł za oknami wieżowców. Mgła która ostatnio nawiedza Wrocław jest piękna ;]
Kiedy wróciłem do Domu chciałem (dobroczynnie dla gardła) zrobić sobie taki pewien specyfik co jednym z elementów Jego jest sok, z babcinych owoców. Przeszukałem dwie półki w poszukiwaniu "maliny", ale jak na złość były tylko "jeżynowe" lub "niezidentyfikowane". W końcu odnalazłem "wieloowocowy" i stwierdziłem, iż się nadaje. Kiedy go otworzyłem dał mi po nosie takim zapachem wina... Ciekawe ile litrów jeszcze tego matka trzyma na balkonie ;P
To już dziś dróga notka... Rozkręcam się ? :P
wtorek, 4 listopada 2008
... Ale nie we własnym Kraju
Ostatnio czuje, że lepiej mi idzie głoszenie świadectw (poprzez opowiadanie o życiu, bajki, czy szalony tryb życia) wśród ludzi, którzy znają mnie od niedawna (lub krucej). Wiem, że kiedyś przyjdzie wrócić do "Ojczyzny" ale w tedy, pragnę być już gotowy na "Śmierć w haniebnej formie"...
"kiedyś przyjdzie dzień"
"kiedyś przyjdzie dzień"
poniedziałek, 3 listopada 2008
Prorokuj...
Ostatnio kiedy zwracałem kumplowi uwagęna pewne niestosowności niektórych zachowań przy ołtarzu usłyszałem "weź Spieprzaj" i ja i Ojciec, którego słowo próbowalem przeforsować...
Cóż pozostalo mi w końcu przestać być "Ciepłą kluchą", która uśmiecha się gdy ją kopią i "spieprzać". Ok Jezus mówił: "Najtrudniej Prorokować we własnym Domu" ... ostatnimi czasy widzę tego więcej przykładów niż mógłbym oczekiwać. Jednak Rodzina zawsze była mi daleka (taki osobisty ból i błąd gdzieś w podstawie serca), ale bolą mnie Przyjaciele.
Szczególnie Ci za którymi nie jedno przeżyłem, nie jednego się nauczyłem, i za których nie raz dostałem po dupie... (pewnie i tak nie wiedzą o tym do dziś).
Ostatnimi czasy to już drugi cierń, krzyczący "udeż pięścią w stół".
Nie wiem... Czy stracił za mało, czy "coś" czego nie widze, na niego wpływa. Nie wiem... Ale jeszcze przyjdzie mi doznać smutku przez wzgląd na Przyjaciół.
ech... Oby tylko obczaił co ze sobą robi.
A.M.D.G. Bracia i Siostry.
Cóż pozostalo mi w końcu przestać być "Ciepłą kluchą", która uśmiecha się gdy ją kopią i "spieprzać". Ok Jezus mówił: "Najtrudniej Prorokować we własnym Domu" ... ostatnimi czasy widzę tego więcej przykładów niż mógłbym oczekiwać. Jednak Rodzina zawsze była mi daleka (taki osobisty ból i błąd gdzieś w podstawie serca), ale bolą mnie Przyjaciele.
Szczególnie Ci za którymi nie jedno przeżyłem, nie jednego się nauczyłem, i za których nie raz dostałem po dupie... (pewnie i tak nie wiedzą o tym do dziś).
Ostatnimi czasy to już drugi cierń, krzyczący "udeż pięścią w stół".
Nie wiem... Czy stracił za mało, czy "coś" czego nie widze, na niego wpływa. Nie wiem... Ale jeszcze przyjdzie mi doznać smutku przez wzgląd na Przyjaciół.
ech... Oby tylko obczaił co ze sobą robi.
A.M.D.G. Bracia i Siostry.
wtorek, 28 października 2008
Winienem być dumny, choć nie moje to dzieło.
I powoli, MAGIS we Wrocławiu zaczyna się rozwijać...
Nie mówię tu tylko (ale jednak rówież) o nowych akcjach jak: reaktywacja "klubu filmowego" we Wtorki czy nowopowstałe "Wieczorne Koncerty" w Czwartki, które obok Środowej "Szkoły Modlitwy" i "Kolacji u Stacha" są kolejnym (niegdyś brakującym) elementem ujednolicenia wspólnoty. Oczywiście nie wszyscy są, ale wyrywkowe osoby, które zbierają sie razem w jednym celu, już umacniają jedność we Wspólnocie.
Ale jak to napisałem nie o to tylko chodzi... Głównym wyznacznikiem rozwoju jaki dostrzegłem, są młodzi ludzie (I i zerowy stopień), którzy mają Ducha i Entuzjazm (a może to właśnie za sprawą Ducha mają Entuzjazm) do przejęcia roli "trzonu" tej Wspólnoty ;]
To takie ogólne przemyślenia (nie tylko-) ostatnich dni.
Ad Maiorem Dei Gloriam Siostry i Bracia
Nie mówię tu tylko (ale jednak rówież) o nowych akcjach jak: reaktywacja "klubu filmowego" we Wtorki czy nowopowstałe "Wieczorne Koncerty" w Czwartki, które obok Środowej "Szkoły Modlitwy" i "Kolacji u Stacha" są kolejnym (niegdyś brakującym) elementem ujednolicenia wspólnoty. Oczywiście nie wszyscy są, ale wyrywkowe osoby, które zbierają sie razem w jednym celu, już umacniają jedność we Wspólnocie.
Ale jak to napisałem nie o to tylko chodzi... Głównym wyznacznikiem rozwoju jaki dostrzegłem, są młodzi ludzie (I i zerowy stopień), którzy mają Ducha i Entuzjazm (a może to właśnie za sprawą Ducha mają Entuzjazm) do przejęcia roli "trzonu" tej Wspólnoty ;]
To takie ogólne przemyślenia (nie tylko-) ostatnich dni.
Ad Maiorem Dei Gloriam Siostry i Bracia
sobota, 25 października 2008
Urodziny Plusha i Ojca ;]
Dziś O.Grzegorz i Plush mieli dzisiaj urodzinki w Kanie ;D
Było trochę radości... ale wiem, że pewno obydwoje dostali po dupie od życia (Bóg lubi dawać oryginalne prezenty) ;]
A tak z innej beczki... Nie napiszę pewnie nic nowego ale, czy zuwarzyliście, że najbardziej krwawią rany w boju, gdy walczymy na polu uczuć pozytywnych? (np: Miłość, Przyjaźń, Zaufanie, itp.)
Obaczymy jak to będzie.
Było trochę radości... ale wiem, że pewno obydwoje dostali po dupie od życia (Bóg lubi dawać oryginalne prezenty) ;]
A tak z innej beczki... Nie napiszę pewnie nic nowego ale, czy zuwarzyliście, że najbardziej krwawią rany w boju, gdy walczymy na polu uczuć pozytywnych? (np: Miłość, Przyjaźń, Zaufanie, itp.)
Obaczymy jak to będzie.
niedziela, 19 października 2008
Dzień Wspólnoty ' 08
"Wczoraj wróciłem z Dnia Wspólnoty. Było Fajnie. W sumie to mi się podobało i pojadę też w przeszłym Roku."
Gdybym tylko w ten sposób mógł skomentować dzień wczorajszy to byłby On dniem straconym i bardziej dla ducha pożywna byłaby, odbywająca się równocześnie, Pielgrzymka do Trzebnicy.
Tak naprawdę to miałem czas na spotkanie z wieloma osobami, którym zawdzięczam taki a nie inny kształt swych światopoglądów, z którymi niegdyś, spędzałem wiele godzin na rozmowach (Godzin, których nie czuje się, tak jak zresztą upływającego czasu).
Są w tym ludzie, którzy dali mi poznać czym jest "sielanka" (opisana czas temu na tymże Blogu), inni ludzie którzy pokazali mi, że szkołę można mieć "głęboko" (co poprawia tylko efekty dydaktyczne i samopoczucie), oraz jeszcze inni ludzie którzy udowodnili mi, że warto być otwartym na świat (choć niejednokrotnie "dostaje się po dupie").
Dowiedziałem się też, że zna mnie więcej osób niż znam ich ja ;]
Za uwarzyłem także, ilu osób brakło mi w tym miejscu.
Za tych Wszystkich i tych Niewszystkich, Za tych i za innych (a przez to właśnie "tych") Chwała Panu.
Dzień ten winienem był raczej, podsumować słowami: "Dzień Wspólnoty nie był krótki... Był zakrótki".
Gdybym tylko w ten sposób mógł skomentować dzień wczorajszy to byłby On dniem straconym i bardziej dla ducha pożywna byłaby, odbywająca się równocześnie, Pielgrzymka do Trzebnicy.
Tak naprawdę to miałem czas na spotkanie z wieloma osobami, którym zawdzięczam taki a nie inny kształt swych światopoglądów, z którymi niegdyś, spędzałem wiele godzin na rozmowach (Godzin, których nie czuje się, tak jak zresztą upływającego czasu).
Są w tym ludzie, którzy dali mi poznać czym jest "sielanka" (opisana czas temu na tymże Blogu), inni ludzie którzy pokazali mi, że szkołę można mieć "głęboko" (co poprawia tylko efekty dydaktyczne i samopoczucie), oraz jeszcze inni ludzie którzy udowodnili mi, że warto być otwartym na świat (choć niejednokrotnie "dostaje się po dupie").
Dowiedziałem się też, że zna mnie więcej osób niż znam ich ja ;]
Za uwarzyłem także, ilu osób brakło mi w tym miejscu.
Za tych Wszystkich i tych Niewszystkich, Za tych i za innych (a przez to właśnie "tych") Chwała Panu.
Dzień ten winienem był raczej, podsumować słowami: "Dzień Wspólnoty nie był krótki... Był zakrótki".
wtorek, 14 października 2008
Zależy mi cz.1
Zależy mi na jednym z Przyjaciół... Niestety Ciągle obserwuje Jego zmianę... Nie mnie oceniać efekty Jej, lecz martwi mnie wizja tego, co się dzieje. Dziś przestałem mówić do niego w opowiadaniach i bajkach. Powedziałem mu prosto w Twarz:
"-Byłeś inny.
-Wiem. Każdy się zmieniaparsknięciem śmiechu.>
-Przyjacielu ."
Nie moja to rzecz, mieć tu wpływ. Boża we wszystkim jest wola, choć tym razem chodzi mi o więcej, niż możność powiedzenia Mu: "Czego jeszcze nie uczyniłem, co mógłbym zrobić?"
"-Byłeś inny.
-Wiem. Każdy się zmienia
-Przyjacielu
Nie moja to rzecz, mieć tu wpływ. Boża we wszystkim jest wola, choć tym razem chodzi mi o więcej, niż możność powiedzenia Mu: "Czego jeszcze nie uczyniłem, co mógłbym zrobić?"
piątek, 10 października 2008
Bajka c.d.
"No to sobie poszuka..."
Do Bajki kontynuacja.
Znalazłem ostatnio nową interpretację mojego "Pragnienia" z Rekolekcji...
Więc postanawiam od dzś przyjmować dalej od Niego batem po plerach w życiu, ale tym razem wszystko z niekończącym się "wewnętrznym uśmiechem"... Obaczymy jak to wyjdzie :P
Do Bajki kontynuacja.
Znalazłem ostatnio nową interpretację mojego "Pragnienia" z Rekolekcji...
Więc postanawiam od dzś przyjmować dalej od Niego batem po plerach w życiu, ale tym razem wszystko z niekończącym się "wewnętrznym uśmiechem"... Obaczymy jak to wyjdzie :P
sobota, 4 października 2008
Bajka| Grzbiet Fali| Nowy Gość
Oto obiecana Notka ^^.
Jedyne co mnie zdziwiło to to, że kiedy nie dawałem notek, dodaliście głosy w ankiecie "Lubie posty takie jakie są..." przyjmijmy, iż nie potraktuje tego jako aluzji :P
http://funatyk.blogspot.com/2008/05/podnie-si.html
Bajka:
"I wyrzuciła rzeka Rycerza na ląd. I błąkał się długo po pustyniach, starając się stronić od Twierdz i Pięknych istot, które za ich murami zamknięte były. Natknąwszy się na kolejną twierdzę, zamoczył się w fosie, po czym wrócił na brzeg, bo nie mur był tu przeszkodą. Dziś Rycerz stoi dumnie, odzyskawszy chęć do walki, szuka... szuka tego co przeznaczone mu jest od praczasów przez Króla."
Kiedyś pisałem, że Bóg daje mi żyć w specyficzny sposób. Zawszę gdy dostaję od Niego jakieś dobro, czas nie długi mija i dla wyrównania, obrywam (a właściwie dostaję do potrzymania) jakiś cierń. (Właściwie nie jest to jakiś cierń... dobrze wiem skąd jest. Gdyby nie pochodził od Niego skarłowaciałbym przezeń, jednakże ten Cierń ma mnie rozwijać... "Dałeś uczucie a czuć nie pozwalasz[...]").
Ostatnio wszystko się jakoś wyciszyło i nagle obudziłem się na szczycie tej Fali... Pozostaje mi tylko cieszyć się, a kiedy przyjdzie czas, ścisnąć zwieracze i przygotować się na to, co nadejść musi ;] .
Ostania sprawa... Został jeszcze rok. Około jeden rok by ze spokojnym sercem powiedzieć "Dopełniłem przyrzeczeń I Komunijnych" lub "Nie piłem przed 18-stką." I teraz właśnie ten nowy Gość, zakrada się do mnie z wielu frontów naraz. Zawsze był obecny w rodzinie, czy to Ojciec go zapraszał, czy Brachol, po prostu był. Ostatnio jednak, krzyczy bym nie ufał Przyjaciołom, Integruje mnie z ludźmi, których chciałem pozyskać, na dobrych znajomych, czy w końcu pokazuje jaki jest nie groźny i pacyfistyczny na niektórych sesjach RPG.
Zapytacie go jak się Jimię?
Odpowie: Al ... Al Kochol.
Jedyne co mnie zdziwiło to to, że kiedy nie dawałem notek, dodaliście głosy w ankiecie "Lubie posty takie jakie są..." przyjmijmy, iż nie potraktuje tego jako aluzji :P
http://funatyk.blogspot.com/2008/05/podnie-si.html
Bajka:
"I wyrzuciła rzeka Rycerza na ląd. I błąkał się długo po pustyniach, starając się stronić od Twierdz i Pięknych istot, które za ich murami zamknięte były. Natknąwszy się na kolejną twierdzę, zamoczył się w fosie, po czym wrócił na brzeg, bo nie mur był tu przeszkodą. Dziś Rycerz stoi dumnie, odzyskawszy chęć do walki, szuka... szuka tego co przeznaczone mu jest od praczasów przez Króla."
Kiedyś pisałem, że Bóg daje mi żyć w specyficzny sposób. Zawszę gdy dostaję od Niego jakieś dobro, czas nie długi mija i dla wyrównania, obrywam (a właściwie dostaję do potrzymania) jakiś cierń. (Właściwie nie jest to jakiś cierń... dobrze wiem skąd jest. Gdyby nie pochodził od Niego skarłowaciałbym przezeń, jednakże ten Cierń ma mnie rozwijać... "Dałeś uczucie a czuć nie pozwalasz[...]").
Ostatnio wszystko się jakoś wyciszyło i nagle obudziłem się na szczycie tej Fali... Pozostaje mi tylko cieszyć się, a kiedy przyjdzie czas, ścisnąć zwieracze i przygotować się na to, co nadejść musi ;] .
Ostania sprawa... Został jeszcze rok. Około jeden rok by ze spokojnym sercem powiedzieć "Dopełniłem przyrzeczeń I Komunijnych" lub "Nie piłem przed 18-stką." I teraz właśnie ten nowy Gość, zakrada się do mnie z wielu frontów naraz. Zawsze był obecny w rodzinie, czy to Ojciec go zapraszał, czy Brachol, po prostu był. Ostatnio jednak, krzyczy bym nie ufał Przyjaciołom, Integruje mnie z ludźmi, których chciałem pozyskać, na dobrych znajomych, czy w końcu pokazuje jaki jest nie groźny i pacyfistyczny na niektórych sesjach RPG.
Zapytacie go jak się Jimię?
Odpowie: Al ... Al Kochol.
czwartek, 25 września 2008
Zbliża się ;]
Idzie coraz szybciej... To Ona... Notka.
Dziś mój umysł nie ma się czym wykazać (co zresztą widać), lecz dokładam pewnych starań, by ożywić tenże Blog ;]
"Miejcie Nadzieję Jakoć Kolwiek Się Dzieje"
(Jakiś sławny Polak)
Dziś mój umysł nie ma się czym wykazać (co zresztą widać), lecz dokładam pewnych starań, by ożywić tenże Blog ;]
"Miejcie Nadzieję Jakoć Kolwiek Się Dzieje"
(Jakiś sławny Polak)
piątek, 12 września 2008
Urodziny
Wczoraj miałem urodzinki ;]
Poznałem, że nawet we wspólnocie występują 3 typy ludzi:
-Zniknąć i nie być za nic odpowiedzialnym.
-Być do puki jest fajnie a potem spierdzielić.
-Zostać i czuć się odpowiedzialnym awet gdy słyszysz "Wypierdzielaj mi z tąd"
Wszystkie trzy typy ludności pokazały mi się jak na talerzu wśród Przyjaciół i wśród ludzi których bardzo szanuję.
Jak to mi ktoś kiedyś napisał:
"Bóg jest Dobry"
:P
AMDG Bracia i Siostry
Poznałem, że nawet we wspólnocie występują 3 typy ludzi:
-Zniknąć i nie być za nic odpowiedzialnym.
-Być do puki jest fajnie a potem spierdzielić.
-Zostać i czuć się odpowiedzialnym awet gdy słyszysz "Wypierdzielaj mi z tąd"
Wszystkie trzy typy ludności pokazały mi się jak na talerzu wśród Przyjaciół i wśród ludzi których bardzo szanuję.
Jak to mi ktoś kiedyś napisał:
"Bóg jest Dobry"
:P
AMDG Bracia i Siostry
sobota, 6 września 2008
Mija Czas...
Mija czas...
Ma, to zjawisko, dobre i złe strony... Stajemy się starsi, ale i starzejemy się. Stajemy się mądrzejsi, ale i mądrzymy się. Mamy więcej doświadczenia życiowego i wiedzy, ale i przestajemy tego szukać. Spełniamy Pragnienia, ale i przestajemy Pragnąć.
Ostatni jednak czas, przyniósł mi dziwne doświadczenie. Alkohol i brak zaufania sprawili, że tracę szacunek i wiarę w osoby, które będąc mi blisko, zaskarbiły sobie moje zaufanie i hmm... może tak... były to osoby, które w moim systemie wartości (http://funatyk.blogspot.com/2007/12/system-wartoci.html) figurują powyżej niebieskiej linii ;/
A.M.D.G.
Ma, to zjawisko, dobre i złe strony... Stajemy się starsi, ale i starzejemy się. Stajemy się mądrzejsi, ale i mądrzymy się. Mamy więcej doświadczenia życiowego i wiedzy, ale i przestajemy tego szukać. Spełniamy Pragnienia, ale i przestajemy Pragnąć.
Ostatni jednak czas, przyniósł mi dziwne doświadczenie. Alkohol i brak zaufania sprawili, że tracę szacunek i wiarę w osoby, które będąc mi blisko, zaskarbiły sobie moje zaufanie i hmm... może tak... były to osoby, które w moim systemie wartości (http://funatyk.blogspot.com/2007/12/system-wartoci.html) figurują powyżej niebieskiej linii ;/
A.M.D.G.
środa, 3 września 2008
03.09.2008 ;]
Dziś już zaczynają się normalne szkolne dni... (trza przynajmniej zeszyty se kupić).
Wracając ze szkoły załapałem krytyczną porażkę, jeśli chodzi o tegoroczny wyścig z Autobusami. Tak... przegrałem z nowym 134... miał 8 sekund przewagi... brakło mi 2 żeby go dogonić... i On miał żółte a ja czerwone. Załamany porażką z Nowoczesną Technologią MPK, nie za uwarzyłem skradającego się rzęchota 126. Zdradziecki Autobanan zaskoczył mnie i ruszył pełną naftą do celu swej podróży... Może to moja kondycja osłabła przez Wakacje, ale Cieszę się bo i tak Rower pozostaje najlepszym środkiem transportu... Nikt kto kończył wraz ze mną lekcje nie mógł (nie powinien móc) zdążyć na któryś z tychże dwóch Banów ;]
Tak oprócz tego to wieczorem był MAGISowy Grill. Przedsmak Roku szkolnego ;]
Było nawet fajnie :-)
A tak osobiście to od Niego dostaje zarówno Baty jak i uśmiechy więc powoli się dezorientuje... szkoda, kiedyś byłem wrażliwszy na świat... teraz powoli zaczynam "nie interesować" się coraz większą grupą "spraw".
Ad Maiorem Dei Gloriam Bracia i Siostry.
Wracając ze szkoły załapałem krytyczną porażkę, jeśli chodzi o tegoroczny wyścig z Autobusami. Tak... przegrałem z nowym 134... miał 8 sekund przewagi... brakło mi 2 żeby go dogonić... i On miał żółte a ja czerwone. Załamany porażką z Nowoczesną Technologią MPK, nie za uwarzyłem skradającego się rzęchota 126. Zdradziecki Autobanan zaskoczył mnie i ruszył pełną naftą do celu swej podróży... Może to moja kondycja osłabła przez Wakacje, ale Cieszę się bo i tak Rower pozostaje najlepszym środkiem transportu... Nikt kto kończył wraz ze mną lekcje nie mógł (nie powinien móc) zdążyć na któryś z tychże dwóch Banów ;]
Tak oprócz tego to wieczorem był MAGISowy Grill. Przedsmak Roku szkolnego ;]
Było nawet fajnie :-)
A tak osobiście to od Niego dostaje zarówno Baty jak i uśmiechy więc powoli się dezorientuje... szkoda, kiedyś byłem wrażliwszy na świat... teraz powoli zaczynam "nie interesować" się coraz większą grupą "spraw".
Ad Maiorem Dei Gloriam Bracia i Siostry.
poniedziałek, 1 września 2008
08'/09'
Wczoraj na ogłoszeniach na Mszy Św. o 20 dotarło do mnie dopiero, że to już koniec TYCH wakacji.
Było świetnie.
Na plus zapisać można że:
-Poznałem ciekawych ludzi z Cieszyna na LARPie w Kłodzku.
-Zaznajomiłem się z zaczepistą ekipą z MAGISu (Sącz).
-Spotkałem mnóstwo fajnych (<---lubię to niekonkretne słowo) ludzisk.
-Zwiedziłem Polskę od Gór po Morze.
-Wyszczałem się w Czechach (skoro już była granica obok, to coby nie brudzić naszych pięknych lasów, gestem przyjaźni i integracji Europejskiej, tak ;]
-Odwiedziłem MAGIS (Gdańsk) w salce MAGISu (Gdynia).
-Przekonałem się, że marka "PKP" zobowiązuje (średnio 60 minut spóźnienia, czasem dodatkowe atrakcje)
-Z Przyjaciółmi wkręciłem w klimat RPG Jezuitę z Krakowa (bo trzeba siać, siać, siać ...)
Na minus:
-Nie zjawiłem się w innych Jezuickich miastach, w których to MAGIS rodzi się, dorasta, lub tętni życiem.
A.M.D.G. Bracia i Siostry.
Było świetnie.
Na plus zapisać można że:
-Poznałem ciekawych ludzi z Cieszyna na LARPie w Kłodzku.
-Zaznajomiłem się z zaczepistą ekipą z MAGISu (Sącz).
-Spotkałem mnóstwo fajnych (<---lubię to niekonkretne słowo) ludzisk.
-Zwiedziłem Polskę od Gór po Morze.
-Wyszczałem się w Czechach (skoro już była granica obok, to coby nie brudzić naszych pięknych lasów, gestem przyjaźni i integracji Europejskiej, tak ;]
-Odwiedziłem MAGIS (Gdańsk) w salce MAGISu (Gdynia).
-Przekonałem się, że marka "PKP" zobowiązuje (średnio 60 minut spóźnienia, czasem dodatkowe atrakcje)
-Z Przyjaciółmi wkręciłem w klimat RPG Jezuitę z Krakowa (bo trzeba siać, siać, siać ...)
Na minus:
-Nie zjawiłem się w innych Jezuickich miastach, w których to MAGIS rodzi się, dorasta, lub tętni życiem.
A.M.D.G. Bracia i Siostry.
czwartek, 28 sierpnia 2008
i po jedynactwie
Kiedy zacząłem się przyzwyczajać wszystko tak brytalnie się skończyło... ;/
Wczoraj wróciła moja siostra (młodsza), a dziś brat ma wrócić.
ech...
A tak ogólnie to powoli nastawiam się na spotkanie. Spotkanie z potworem co ma ponad 1000 mózgów (no dobra przesadzam tyle to On ma tylko głów) i grubo ponad 4000 kończyn (nogi, ręce).Mam nadzieję, że zobaczę rozkwit owocu rekolekcji gdy przyjdzie... Bestia na "sz". Rad bym był gdyby skosztowała tegoż owocu, choć pod tym względem wiary mi brak ;]
A.M.D.G. ;]
Tak w ogóle to jest to już 100 notka na moim blogu.
Wczoraj wróciła moja siostra (młodsza), a dziś brat ma wrócić.
ech...
A tak ogólnie to powoli nastawiam się na spotkanie. Spotkanie z potworem co ma ponad 1000 mózgów (no dobra przesadzam tyle to On ma tylko głów) i grubo ponad 4000 kończyn (nogi, ręce).Mam nadzieję, że zobaczę rozkwit owocu rekolekcji gdy przyjdzie... Bestia na "sz". Rad bym był gdyby skosztowała tegoż owocu, choć pod tym względem wiary mi brak ;]
A.M.D.G. ;]
Tak w ogóle to jest to już 100 notka na moim blogu.
środa, 27 sierpnia 2008
Jedynactwo
Chciałem wczoraj odprowadzić gości z Kłodzka na pociąg, ale jak się ległem nad ranem, po powrocie do domu, to wstałem troszku za późno.
Z takich ciekawych zmian to:
Mój brachol wyjechał na Węgry (z kumplem).
Moja starsza siostra już się chyba zadomowiła po ślubie (pół piętra wyżej).
Moja młodsza siostra wyjechała dzieś z kumpelą.
Zdecydowanie stwierdzam... NIE umiałbym ŻYĆ jako JEDYNAK .
Może po prostu przywykłem do cudzego chrapania w tym samym pokoju.
Może przywykłem, do tego, że rano ktoś drze na mnie... (się) lub budzi mnie kłutnia rodzeństwa.
Nie wiem... ale jest to jakieś nowe doświadczenie.
A przy okazji... "chyba nadszedł już kres mojego odpoczynku... Zauwarzułem, że jak za długo się nie pale to zaczynam myśleć o zakonie. :P"
Z takich ciekawych zmian to:
Mój brachol wyjechał na Węgry (z kumplem).
Moja starsza siostra już się chyba zadomowiła po ślubie (pół piętra wyżej).
Moja młodsza siostra wyjechała dzieś z kumpelą.
Zdecydowanie stwierdzam... NIE umiałbym ŻYĆ jako JEDYNAK .
Może po prostu przywykłem do cudzego chrapania w tym samym pokoju.
Może przywykłem, do tego, że rano ktoś drze na mnie... (się) lub budzi mnie kłutnia rodzeństwa.
Nie wiem... ale jest to jakieś nowe doświadczenie.
A przy okazji... "chyba nadszedł już kres mojego odpoczynku... Zauwarzułem, że jak za długo się nie pale to zaczynam myśleć o zakonie. :P"
wtorek, 26 sierpnia 2008
Posucha :/
Znowu przestałem pisać... ;/
Mam kilka notek + cały dziennik Rekolekcyjny w zeszycie i chciałbym go przepisać ale jakoś nie mogę się zebrać...
Na pewno przepiszę Dziennik (może nawet przed przyszłymi Rekolekcjami MAGIS) Reszta notek traci swą, hmm, siłę, gdy piszę je z opóźnieniem. Może to dlatego, że pisząc wkładam w to uczucia i co więcej potrafię je odczytać po jakimś czasie, może... W każdym razie postaram się zacząć częściej siadać do pisania.
:]
A Ta noc i najbliższe dni niech dobre Wam będą Bracia i Siostry w Panu Naszym Jezusie Chrystusie.
Mam kilka notek + cały dziennik Rekolekcyjny w zeszycie i chciałbym go przepisać ale jakoś nie mogę się zebrać...
Na pewno przepiszę Dziennik (może nawet przed przyszłymi Rekolekcjami MAGIS) Reszta notek traci swą, hmm, siłę, gdy piszę je z opóźnieniem. Może to dlatego, że pisząc wkładam w to uczucia i co więcej potrafię je odczytać po jakimś czasie, może... W każdym razie postaram się zacząć częściej siadać do pisania.
:]
A Ta noc i najbliższe dni niech dobre Wam będą Bracia i Siostry w Panu Naszym Jezusie Chrystusie.
niedziela, 10 sierpnia 2008
Ślub
W związku z pewną ceremonią, która odbyła się ostatnio w naszym Kościele, zmieniło sie kilka rzeczy.
1)
Moja siostra zmieniła nazwisko.
2)
Moja siostra wyprowadziła się z Domu.
3)
Pół piętra obok (8 schodków) wprowadziło się jakieś nowe małżeństwo (Ola i Tomek Prichacze).
4)
Mój były ANIMATOR z MAGISu zmienił swój stan cywilny.
5)
Ludzie , którzy niedawno odeszli ze wspólnoty chajtneli się.
6)
Mój Ojciec pojawił się w Kościele Katolickim i uczestniczył w nabożeństwie (Mszy Św.).
7)
Mój Starszy brachol też.
To takie kilka nowości. Teraz jestem nad morzem z Przyjacielem i Jego rodzinką, komórki raczej nie używam, internet czasem się pojawia :P
Ogólnie jest Fajnie wróce gdzieś między 16 a 17 sierpnia.
Wszystkim Wam Bracia i Siostry... miłych Wakacji ;D
1)
Moja siostra zmieniła nazwisko.
2)
Moja siostra wyprowadziła się z Domu.
3)
Pół piętra obok (8 schodków) wprowadziło się jakieś nowe małżeństwo (Ola i Tomek Prichacze).
4)
Mój były ANIMATOR z MAGISu zmienił swój stan cywilny.
5)
Ludzie , którzy niedawno odeszli ze wspólnoty chajtneli się.
6)
Mój Ojciec pojawił się w Kościele Katolickim i uczestniczył w nabożeństwie (Mszy Św.).
7)
Mój Starszy brachol też.
To takie kilka nowości. Teraz jestem nad morzem z Przyjacielem i Jego rodzinką, komórki raczej nie używam, internet czasem się pojawia :P
Ogólnie jest Fajnie wróce gdzieś między 16 a 17 sierpnia.
Wszystkim Wam Bracia i Siostry... miłych Wakacji ;D
Subskrybuj:
Posty (Atom)